Rumowisko

#11
To czego dowiedziała się od różnookiej, ostatecznie wykluczyło możliwość pokrewieństwa jej i Naudira. Rzucało także nowe światło na sytuację, którą przedstawiła. - Twój ojciec z pewnością chce dla ciebie jak najlepiej i ma powody, żeby nie pozwalać ci włóczyć się samej. Wiesz, sporo tu niebezpieczeństw, przede wszystkim dla samotnych wilków. - co prawda nie było to w stu procentach to, co chciała wyjaśnić nowopoznanej, lecz na tą chwilę musiało wystarczyć.
- Skręcona mówisz? - Jesień zatrzymała się na chwilę, spoglądając na swoją obolałą kończynę. Nie znała się zbytnio na tego typu sprawach, w jej rodzinnej watasze od tego zawsze był medyk, co prawda dość osobliwy i chyba nawet odrobinę bardziej pasowałoby do niego określenie szaman, ale znał się na rzeczy i w razie czego był w stanie skutecznie pomóc większosci rannych oraz chorych... Teraz dopiero przyszło jej do głowy, że przed wyprawą w nieznane, która nie uwzględniała późniejszych planów powrotu powinna była uszczknąć odrobinę tego typu wiedzy. Ciekawe czy Wicher orientował się w tych tematach... Przed oczami nagle pojawił się obraz jej zaginionego przyjaciela, leżącego pod drzewem i wykrwawiającego się na śmierć. Skrzywiła się lekko po czym potrząsnęła głową. Miała nadzieję, że nic takiego go nie spotkało. Może po prostu zgubił drogę i teraz gdzieś tam sobie żyje? Tak, na pewno tak jest.
- Widzę, że się na tym znasz. - zwróciła się do białej chcąc odwrócić swoją uwagę od nieprzyjemnych myśli. Wodziła za nią spojrzeniem, przyglądając się temu co robiła. - Szybka diagnoza, zioła... Jesteś uzdrowicielką, czy coś?

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#12
Słysząc jej słowa parsknęła pod nosem. Taa, jasne. Dla niej nie miało znaczenia co chce ojciec. Ona miała swoje plany i swoje cele. Spojrzała na waderę z uśmiechem na pysku i pokręciła lekko łbem.
- Mój ojciec zabrania mi samotnych wędrówek tylko dla tego, że chce upatrzyć sobie odpowiedniego basiora, który zrobi ze mnie niewolnice. Ale to po moim trupie. Nie mam zamiaru się nikomu podporządkowywać. Nie interesuje mnie co chce Ojciec. Nie jestem już szczeniakiem, który posłusznie będzie wykonywał polecenia. Mój czas dopiero się zaczyna. Mam inne plany, które mu się nie spodobały.
Przyznała obruszona w końcu przystanęła zerkając jeszcze na samicę.
- Wiem, jednak musiałam wybrać się nieco poza teren legowiska potrzebuję kilku ziół. A to jeszcze nie koniec.
Westchnęła pod nosem.
- Nie, nie jestem medykiem, ale mam zamiar się na niego wyszkolić. Na razie się uczę. Moi bracia nieco mnie szkolą w raz z ojcem.
Czemu nie wspomniała o matce? Miała ku temu powody, w końcu po co wspominać kogoś, kogo się nie znało? Wychowywała się tylko z Ojcem i braćmi.
- Owszem, skręcona. Trzeba ją usztywnić by nieco ulżyło Ci w chodzeniu. Nie powinnaś się wysilać na tą łapę. Przez kilka dni powinnaś przerwać wędrówkę i odpocząć. Daleko masz legowisko? Odprowadzę Cię może tam byś odpoczęła.
Zaczęła zerkając na samicę z troską. Nie przejmowała się tym, czy zagroziłaby sobie tym jeszcze bardziej. Nie przejmowała się tym, co może się stać. Nie interesowała się też przyszłością w końcu dla niej ważnym było pomaganie innym wilkom. Bez względu na to co mówił Ojciec. Co z tego, że szukał dla niej odpowiedniej partii do pokrewieństwa? Co z tego, że miał względem niej inne plany? Miała zamiar zniknąć czym prędzej z jego oczu. Nie należała do żadnej watahy mogła robić co chciała. Nikt nią nie będzie przecież dyrygował. Przeciągnęła się leniwie.

Rumowisko

#13
Słysząc co srebrzysta ma do powiedzenia na temat swojego ojca i tego z jakiego powodu nie pozwala jej opuszczać miejsca które zasiedlali pokiwała tylko łbem ze zrozumieniem. Cóż, to stawiało sprawę trochę inaczej - Jesień w takim wypadku zapewne też nie siedziałaby posłuszne w domu.
Przerwać wędrówkę? - gdy tylko to usłyszała, popatrzyła na młodą waderę zaskoczona. Sądziła bowiem, że wystarczy "rozchodzić" ten bolesny problem... lecz pomimo takiego przekonania nie miała zamiaru się spierać. Tamta naprawdę wyglądała na kogoś kto - może i dopiero się uczy - ale mimo wszystko zna się już trochę na rzeczy. Postanowiła więc zastosować się do jej rady. Pozostawał jeszcze tylko jeden, niewielki problem.
- Legowisko, tak... - mruknęła po chwili wzdychając ciężko. Od samego początku chciała uniknąć tego tematu, zatajając nawet swój główny cel zwiedzania tego pasma górskiego, lecz teraz ciężko byłoby jakoś tego uniknąć. Teoretycznie zawsze mogłaby skłamać i zwyczajnie odejść, lecz teraz, dużo bardziej niż wcześniej, była skłonna ujawnić białej coś o sobie. Sama także w końcu sporo zdążyła się o niej dowiedzieć - o ile oczywiście wszystkie fakty przedstawione przez tamtą są prawdziwe. Co do tego jednak akurat nie miała większych wątpliwości. Zarówno zachowanie jak i sposób w jaki to mówiła, dotąd nie wzbudziły podejrzeń Deszczowej. - ... tak się składa, że akurat go nie mam. - przyznała, spoglądając na rozmówczynię. - Po prawdzie to poza ogólnym zwiedzaniem, rozglądałam się też za jakimś dogodnym miejscem w którym można byłoby zatrzymać się na trochę dłużej. - przyznała w końcu.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#14
Spojrzała na samicę z troską i skinęła łbem zamyślając się na chwilę. Gdzie mogłaby ją ulokować. W końcu zdecydowała.
- Jak dasz radę, zabiorę Cię i twojego podopiecznego do siebie. Mam swoje legowisko, gdzie właściwie nikt nie zagląda będziecie tam mogli odpocząć i w ogóle. Dojść do siebie. Co ty na to?
Zapytała z lekkim uśmiechem na pyszczku. W końcu chociaż tyle mogła jej pomóc. Oj to Aziowe serduszko...
- Jak dojdziesz do siebie będziecie mogli znaleźć coś dla siebie, a na razie oferuję Wam swoje legowisko. Ty dojdziesz do siebie, a ja zadbam o Ciebie i Twojego podopiecznego, byle tylko nas znalazł nim odejdziemy za daleko.
Dodała z niepokojem. Tutejsze miejsca były zdradliwe, a nigdy nie wiadomo gdzie może czaić się jakiś niesforny kamień.
- Jeśli mogę CI jeszcze jakoś pomóc...śmiało mów.
Oferta, która nigdy nie wyszłaby z ust Az gdyby ta szła wedle zaleceń ojca. Ale nie...ona była inna. Była buntownicza i pewna siebie. Nigdy nie poddawała się woli i rygorowi innych. Taka jej natura co zrobić.

Rumowisko

#15
- Sama nie wiem ... - Oferta była kusząca, biorąc pod uwagę fakt, że Azarel naprawdę mogła pomóc jeśli chodzi o tą nieszczęsną łapę, Jesień w razie czego, także średnio dałaby radę sama w tym stanie bronić się przed ewentualnym zagrożeniem, wiec zdrowy rozsądek tym bardziej nakazywałby iść za biała do jej legowiska lecz... wolała zatrzymać się już we własnej norze. O ile oczywiście ostatecznie uda się jej cokolwiek znaleźć i nie padnie wcześniej z wyczerpania. - Dziękuję za propozycję, ale chyba lepiej byłoby, żebym została gdzieś tutaj. Ten mój szczeniak nie do końca jest już szczeniakiem i teraz włóczy się gdzieś po okolicy, tak samo jak moja znajoma. Nie chciałabym odchodzić zbyt daleko, żeby nie mieli większego problemu z późniejszym odnalezieniem mnie. - przyznała wzdychając cicho. Właściwie, ciekawiło ją, gdzie też podziewa się Fehu. Być może ona znalazła w międzyczasie jakąś godną uwagi jamę? Nawet jeśli, teraz średnio mogła czekać aż tamta się pojawi - nie wiadomo w końcu kiedy tak naprawdę wróci. - Nie widziałaś może gdzieś niedaleko jakiegoś miejsca, które nadawałoby się na legowisko? - zapytała, a w jej głosie dało się dosłyszeć nutkę nadziei.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#16
Skinęła łbem ze zrozumieniem, nic dziwnego, że samica nie chciała zostawiać swoich. Ona sama gdyby była w towarzystwie pewnie by nie chciała się nigdzie ruszyć. Dla tego wiedziała już, co zrobi. Po prostu poczeka z samicą. Wadera nie mogła przecież zostać sama. A Az, nie miała w zwyczaju zostawiać poszkodowanych samych sobie.
- W takim razie, może poczekam tutaj z Tobą na nich? Nie zostawię Cię samej, to jest niebezpieczne.
Dodała z uśmiechem na pysku i przeniosła ślepia na samice. Jej kolorowe oczka wpatrywały się w nią z zadumą rozmyślając, nad pytaniem jakie zadała. Chciała się osiedlić. Więc musiała mieć też i legowisko. Ale gdzie...tutaj były same skały.
- Tutaj na pewno nie, niedaleko stąd jest idealne miejsce, ale nim tam Cię odprowadzę, poczekamy na Twoich towarzyszy i z nimi ruszymy.
Obiecała i przysiadła po prostu mając zamiar czekać.
- Jeśli chcesz prześpij się, ja będę czuwała. Musiałaś długą drogę przejść.

Rumowisko

#17
Na wiadomość o istnieniu miejsca, którego od jakiegoś czasu poszukiwała, dodatkowo położonego gdzieś niezbyt daleko, ogon burej zakołysał się kilkukrotnie. Cieszyła się, że nie będzie musiała dalej błąkać się nie wiadomo ile po okolicy w poszukiwaniu nory, co w jej aktualnym stanie było dodatkowo dość poważnie utrudnione.
- Problem w tym, że nie mam pojęcia kiedy się pojawią. Może za chwilę, może za kilka dni, jeśli w ogóle. - Ciekawiło ją co też mogą teraz porabiać jej towarzysze, gdzie się podziewają... lecz nie liczyła na to, że będzie jej dane zobaczyć ich ponownie jakoś wyjątkowo szybko. Skoro więc biała chciała zaczekać dobrze byłoby zrobić to w jakimś bardziej wygodnym miejscu. Idąc tutaj brązowa przechodziła niedaleko niewielkiego, górskiego oczka wodnego, którego okolica wydawała się być całkiem przyjemna i można było położyć się tam na miękkiej trawie - ta perspektywa wydała jej się bardziej kusząca niż spędzenie reszty dnia na tym zdradliwym, kamienistym podłożu. - Może w takim razie odwiedzimy jakieś bardziej przyjazne miejsce? Kilka minut drogi stąd widziałam całkiem sympatyczne jeziorko, tam obie mogłybyśmy odrobinę odpocząć, a ja nie pogardziłabym także krótką drzemką. Co ty na to? Tam jeszcze chyba dam radę się doczłapać. - ostatnie zdanie wypowiedziała żartobliwym tonem, potrząsając lekko uciążliwą, skręconą kończyną.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#18
Szła spokojnie, wyłapawszy woń Jesieni łatwo było ją znaleźć. Pilnowała jednak, by szczenięta nie oddaliły się zanadto, oraz by nie zostawały w tyle. Miała na uwadze stan Honora, więc nie narzucała zbyt dużego tempa. Odpowiadała przy okazji na pytania szczeniaków, jeśli te jakiekolwiek zadawały. Zastrzygła uchem, gdy zapach stał się intensywniejszy, a dodatkowo wyczuła obcą nutę. Nie spodobało się to Wojowniczce, gdyż nie wiedziała również gdzie jest Naudir. Ale nim zajmie się później. Do cholery, nie matkuj mu za mocno, zganiła się w myślach. Zależało jej na bratanku, był jedyną jej rodziną tutaj. Więzy krwi były dla niej ważne i nie chciała stracić znowu kogoś bliskiego. Poczuła ukłucie tęsknoty za ojcem, rodzeństwem. Oh, ile by dała, by znowu być beztroskim podrostkiem? Bez kufy usianej bliznami, bez psychiki wyuczonej nieufności do świata. Bez ran fizycznych i mentalnych, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek się zagoją.
Gdy ujrzała w końcu Jesień ucieszyła się, a kita delikatnie zafalowała na boki. Jednak gdy brązowe ślepia spoczęły na drugiej waderze, zmrużyły się na chwilę, by rozszerzyć się ponownie. Spojrzała na Valkę i Honora. - Te beżowa to moja znajoma, ale nie znam tej drugiej. Bądźcie tuż za mną, bym w razie czego mogła was obronić. - Powiedziała stanowczo, by wyjść pewnie im naprzeciw obydwu wader, kierując pysk w stronę swojej znajomej. - Tu cię mam. - zastrzygła uchem, przybierając poważniejszy wyraz pyska. - Potrzebuję pomocy. - nie owijała w bawełnę, a jedynie wskazała pyskiem na dwie małe kulki wędrujące u jej boku. Przy okazji kątem oka lustrowała obcą jej samice, by w razie czego szybko zareagować na ewentualny atak.


Rumowisko

#19
Maluchy szły przy dorosłej waderze cały czas. Honor dysząc zmęczony z wystawionym języczkiem starał się ze wszystkich sił nie potknąć czy to o nierówną powierzchnię, czy też o własne łapy przez osłabienie, ale dalej nie miał zamiaru skorzystać z oferty szarej samicy, która była skora go nieść na grzbiecie. Może i nie było tego jeszcze tak widać, ale samczyk miał już swoją dumę i nie chciał jej szargać przyjmowaniem pomocy, skoro sam mógł sobie poradzić. Dlatego też z pokorą wytrzymywał bolesne zabawy siostry, zamiast przyznawać jej wygraną i się poddawać, by tylko przestała się z nim bić i dała mu spokój.
Po jakimś czasie Valce znudziło się kroczenie w ślimaczym tempie i pognała za motylem, którego dostrzegły jej zielone ślepka. Smuciło ją, że zima się już skończyła, bo lubiła się bawić w śniegu, albo ślizgać po zamarzniętym jeziorze. Inne pory roku lubiła równie mocno, ponieważ robiło się cieplej, dłużej świeciło słońce, pojawiały się owady, za którymi można było biegać i wiele innych zabaw.
Kiedy pojawiły się przed nimi sylwetki innych wader, samczyk wycofał się niepewnie i schował pod szarą wilczycą między jej łapami, za to jego bliźniaczka pognała w stronę obcych z ciekawością nim Fehu zdążyła zaapelować o zachowaniu ostrożności.
- Hej wam! - Wykrzyknęła zatrzymując się przed obcymi merdając radośnie ogonkiem i szczerząc w szerokim uśmiechu swoje małe kiełki. Powęszyła trochę w powietrzu chwytając zapachy tych dwóch samic, a po tym przechyliła na bok główkę patrząc to na jedną to na drugą, zapominając całkowicie o szarej "opiekunce" i bracie. - Faktycznie jesteście stare. Która z was jest Bratankiem? - Zapytała z entuzjazmem przyjmując postawę do walki cicho ze śmiechem warcząc. Skakała wokół nich, a jak się zatrzymywała to kładła przednią część ciała na ziemi, a tylną cały czas stała. Kilka razy nawet kłapnęła szczękami zastanawiając się, z którą z nich ma walczyć jak to powiedziała Fehu. Nie mogąc już wytrzymać rzuciła się miedzy łapami białej, zrobiła slalom i złapała swoimi małymi szczękami jej ogon.
Honor pozostał przy szarej waderze, ale nie wtulił się do niej ze strachem, jaki go teraz ogarnął. Nie była jego mamą, więc nie zamierzał się do niej przytulać. Niebieskie oczy małego spojrzały na obce osobniki, które Valka bezskutecznie atakowała, jednakże nie przywitał się z nimi, w ogóle się słowem nie odezwał lustrując je jedynie z nieufnością i niepokojem.

Rumowisko

#20
Pech, jaki towarzyszył Jesieni kiedy ta skręciła łapę zdawał się być jej przekleństwem, samica bowiem miała pewne trudności z poruszaniem się o odczuwała oczywisty, bolesny dyskomfort. Wypadek ten okazał się nie być całkowicie nieszczęśliwy, albowiem leżąc i dając się opatrzeć przez Azrael w oczy Deszczowej rzuciło się kilka niewielkich gron owoców o charakterystycznym kolorze i zapachu. Deszczowa Jesień zupełnym przypadkiem odnalazła Czarną Porzeczkę.

/Deszczowa Jesień otrzymuje Czarna porzeczka x1


Spacerujące wilki w tej samej chwili dostrzegły sporych rozmiarów ptaszysko tuż nad nimi. Unosząc pyski ku górze nie spodziewały się, że czeka je swego rodzaju nagroda. Skrzydlate stworzenie w swoich szponach trzymało zioła, którymi zapewne miało wyścielić gniazdo. Mocniejszy powiew wiatru sprawił jednak, że słabo trzymane rośliny wymknęły się, spadając tuż pod wilcze łapy.

/Fehu otrzymuje Dziewanna drobnokwiatowa x3
/Valka i Honor otrzymują Tatarak zwyczajny x1

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron