Rumowisko

#1
Źródło: Wikipedia



Wietrzenie spowodowane działalnością żywiołów spowodowało powstanie na części górskich zboczy rozległych, kamienistych obszarów. Podłoże jest tu zdradzieckie, gleba dawno zapomniana pod grubą warstwą kamieni różnej wielkości i wagi; od mniejszych otoczaków po głazy o ostrych krawędziach. Z rzadka można tu napotkać niektóre rośliny i zioła, tolerujące okresowy brak wody. Nie brak tu też górskich kopytnych, przyzwyczajonych do przebywania w podobnych okolicach.



Rośliny: bylica piołun, mięta, pokrzywa, rumianek
Zwierzęta: kozica

Rumowisko

#2
Początek/

Młoda wadera krążyła bez ładu i składu krążąc w poszukiwaniu ziół. Rumianek...dostrzegła go i podeszła by zerwać nieco ów zioła. Przyda się do zrobienia odpowiednich środków nie tylko uśmierzających ból, ale też tych, które mogą wspomóc w zasuszeniu ran. Schowała zerwane rośliny do woreczka i skierowała się dalej przed siebie. Strome podłoże i niebezpiecznie ostre kamyki sprawiały, że droga nie była wcale taka prosta. Odczucie dyskomfortu z powodu nierówności dawało się we znaki młodej waderze, która potykając się o kamienie kroczyła dalej przed siebie. Coś ją rozproszyło i nim się zorientowała poczuła ból nieco powyżej kostki w łapie i zaskomlała cicho osuwając się z kamieniami wszelkiej maści. Nieszczęścia mówią, że idą parami. Jednak miejmy nadzieję, że drobne skaleczenie nie okaże się na tyle uciążliwe, by drażnić młodą samicę swoją niewygodą. Musiała przecież jeszcze wrócić do domu. A niestety ów rana nieco jej to utrudniała. Nie miała możliwości ocenić jak bardzo jest ranna. Uczuła się jeszcze, a ocena poważniejszych ran była dla niej czarną magią. Sama potrafiła pomóc innym, niestety sobie nie potrafiła. Widać, stąd też przysłowie, że szewc bez butów chodzi. Tak też i przyszły medyk, który nie potrafi ocenić szkody własnej potrafi ocenić szkodę obcych. Ból stawał się nieznośny dla tego musiała przysiąść i jakoś zabezpieczyć swoją łapę by móc iść dalej.

Rumowisko

#3
Wędrowała bez większego celu, badając co ciekawsze miejsca, które mogłyby nadać się na tymczasowy postój dla niej, Fehu oraz Naudira. Może nawet udałoby się znaleźć porządne schronienie, w którym mogliby zabawić nieco dłużej niż kilka dni? Coś... na stałe? W głębi duszy miała nadzieję, że tak właśnie będzie. Dość już tych bezsensownych wędrówek, które tak naprawdę nie niosły ze sobą nic godnego uwagi, za to obfitowały w masę przykrych wydarzeń, z których większość miała nadzieję szybko zapomnieć. Sama okolica idealnie nadawała się do zamieszkania - masa zwierzyny, dość łatwy dostęp do wody - czego chcieć więcej?
Odpowiedź na to pytanie przyszła szybciej niż się spodziewała, bo wtem, pomiędzy drzewami przemknęło jej coś czego nie widziała od bardzo dawna. Natychmiast ruszyła w tamtym kierunku i gdy tylko drzewa przerzedziły się nieco, jej jasnozielone oczy zatrzymały się na rozległym paśmie górskim, oddzielonym od różowonosej jedynie pasmem licznych pagórków. Nie zastanawiała się długo - bez wahania ruszyła w tamtą stronę. Jeśli to właśnie tam udałoby jej się znaleźć jakieś miejsce dla ich trójki, byłaby w siódmym niebie.
Jesień przez kilka godzin zadowalała się spacerem po górskich terenach, lecz niestety jak do tej pory nie znalazła tego po co tu przyszła. Nie żeby przeszkadzało jej to jakoś szczególnie - nie miała nic przeciwko dalszym poszukiwaniom. Czuła się tu jak w domu - to rześkie górskie powietrze, kozice, które dało się dostrzec gdy raz po raz przemykały gdzieś w oddali... A może by tak zapolować na jedną z nich? Gdy wróciło do niej mgliste wspomnienie smaku mięsa tego właśnie zwierzęcia, od razu zrobiła się głodna. Nie miała jednak pewności czy samotnie dałaby radę powalić jakąś sztukę. Wyszła już nieco z wprawy, a walka w otoczeniu stromych zdradliwych zbocz wymagała wiele zwinności i doświadczenia. Jeśli o tym mowa... właśnie w tym momencie kamienie usunęły jej się spod łap, a bura samica zjechała po nich zboczem w dół, starając się wyhamować na tyle szybko aby nie znaleźć się zbyt blisko urwiska - zdecydowanie nie chciała aż tak bardzo skracać sobie drogi na dół. Część kamieni porwanych przez niewielką lawinę którą wywołała zniknęło w przepaści, lecz na szczęście jakimś cudem waderze udało się dopiąć swego i teraz leżała na brzuchu, wciąż na górze - co prawda odrobinę pokiereszowana i wyjątkowo poirytowana, lecz nadal w jednym kawałku. Podniosła się powoli z cichym stęknięciem, jednocześnie przeklinając na głos swoją nieuwagę.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#4
Zrywając rumianek i kilka innych ziół jakie znalazła w tym pokrzywę i miętę schowała je delikatnie do woreczka z materiału by nie uszkodzić ich i nie zniszczyć zarazem wartości roślin. Wszystko by było piękne, gdyby nie to, że jej uwagę zwrócił szum kamieni. Odwróciła się i dostrzegła zsuwającą się samicę po kamieniach. Dostrzegła też dwoje szczeniąt? Tak, chyba tak nie była tego do końca pewna w końcu nie miała za bardzo do czynienia z młodymi. W ogóle nie powinna była być w tym miejscu, ale przecież miała swoje życie też. Nie miała zamiaru posłusznie siedzieć i słuchać Ojca, który wiecznie zrzędził. Rzuciła się w jednej chwili w stronę wadery niemal zmieniając się w smugę bieli by zaraz klepnąć obok niej. Dwuletnia wadera niespokojnie otaksowała cielsko samicy.
- Wszystko dobrze? Jesteś ranna?
Zapytała dokładnie zerkając czy czasem nie leci jej gdzieś krew. Jeszcze by tego brakowało, by jakaś poważniejsza rana, nie miała nawet środków na zatamowanie krwi. Więc oby samicy nic się nie stało poważniejszego niż obicia i podrapania. Ona sama zerknęła na nią niepewnie.
- To nie jest bezpieczne miejsce, kamienie są zdradliwe i łatwo spaść. Co tutaj robisz?
Zapytała unosząc nieco brew a pysk wykrzywiła w delikatnym uśmiechu. Domyśliła się też, że wadera nie jest tutejsza bo nikt normalny (owszem, ona nie jest normalna więc nic dziwnego, że szlaja się po rumowiskach bez wiedzy Ojca, który zapewne by ją skatował za nieostrożność i brak posłuszeństwa) nie wałęsa się w takich miejscach. Jej wzrok powędrował do pozostałej gromady unosząc wzrok z zaciekawieniem.

Rumowisko

#5
Nagłe pojawienie się białej przerwało serię obelg rzucanych przez brązową, która natychmiast, czujnie spojrzała w jej stronę. Zaniepokojenie zniknęło jednak tak szybko jak się pojawiło, gdy Jesień zorientowała się z kim ma do czynienia. Stojąca przed nią samica wyglądała na jedynie odrobinę starszą od wciąż przebywającego na wyprawie po kwiatki, Naudira i najwyraźniej też nikogo tu z nią nie było.
- Ehh. Tak, tak, wszystko dobrze, nic mi nie jest. - odpowiedziała otrzepując się. I rzeczywiście poza otarciami oraz siniakami, które z pewnością niedługo dadzą o sobie znać nic poważniejszego tak naprawdę jej nie dolegało. Najbardziej z tego wszystkiego ucierpiała jedynie duma zielonookiej, jako rodowitej mieszkanki gór. Co prawda nie tych konkretnych, ale jednak.
Słysząc kolejne słowa wypływające z pyszczka stojącej obok samicy skrzywiła się nieco.
- Łatwo spaść? Co ty nie powiesz. - westchnęła ciężko, spoglądając w stronę miejsca, gdzie nadepnęła na zdradliwy kamień i z zaskoczeniem musiała przyznać, że pokonała dość długą trasę. Następnie jej różowy nos skierował się w stronę urwiska - tu odległość była już dużo mniejsza. Cóż, to się nazywa szczęście. - Zwiedzam. - rzuciła krótko w odpowiedzi na skierowane w swoją stronę pytanie i na tym miała zamiar zakończyć wszelkie zwierzenia, lecz nagle przyszło jej na myśl, że biała mogłaby w jakiś sposób ułatwić jej poszukiwania. - I ... - Stop. Nie miała pojęcia kim jest ta mała, nie mogła ryzykować. - Uhh, nie ważne. A Ty, co tu robisz? I to zupełnie sama. - co prawda Jesień też przyszła tu samotnie, lecz Azarel była młoda i zdecydowanie nie wyglądała jej na wilka, który wychował się w górach. A więc skąd mogło ja tu przywiać?

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#6
Spoglądała w milczeniu na waderę, nadal nieco zaniepokojona. Jednak to nie na tym się skończyło. Nawet jeśli wadera przed nią nie miała zamiaru jakoś przyznać się przed nią, że jest ranna to zwinny nosek młódki dokładnie obwąchał ukradkiem nieznajomą. Wolała się upewnić, nigdy nie wiadomo co mogłoby się przytrafić po drodze waderze. Spojrzała na samicę nieco unosząc brew. No proszę, taka upartość nie robiła na białej waderze żadnego dużego wrażenia.
- To nie jest rozsądne.
Tak, tak zaczęła bredzić jak jej ojciec. To nie jest rozsądne, zastanów się co robisz...itd. Przeniosła pyszczek w stronę urwiska gdzie zerkała wadera.
- Ja...zbieram zioła. Nic wielkiego.
Dodał częściowo przyznając się do tego co robiła. W końcu pozostała część nie miała dla wadery przed nią żadnego znaczenia prawda? W końcu, co ją obchodziły pobudki kierowane jej ojcem a nią.
- Sama...nie potrzebuję niańki.
Wybuchła zaciskając szczękę niemal z frustracją. Nie miała zamiaru nigdzie się pałętać z kimś dodatkowo. Chociaż wiedziała, że zapewne ojciec i bracia będą bardzo niezadowoleni z tego jak postąpiła jedyna wadera jaką posiadali w rodzinie. Ślepia miała nader dziwne, dla tego też była na swój sposób wyjątkowa. Jedno ślepie jasnozielone, drugie natomiast turkusowe jak bezchmurne niebo. Właśnie te ślepia wpatrywały się w waderę z zaciekawieniem wymalowanym na pyszczku.
- Mogę Ci jakoś pomóc? Nie wydaje mi się, że jest wszystko dobrze. Wydajesz się być dość...niespokojna.
Dodała zerkając na nią bystre oczka nie odrzuciły zanotowanej reakcji wadery na białą samicę dla tego, Az nie miała zamiaru od tak zostawić nieznajomej. Chciała pomóc, nie była wrogiem. Jednak o tym nieznajoma nie mogła wiedzieć.
- Słyszałam, że nie jedne wilki są agresywne. Jednak mnie się nie musisz obawiać. Nie interesuje mnie ich zachowanie i to co sądzą. Jeśli chcesz..mogę Ci pomóc.
Zapewniła ją ze spokojem i przysiadła na tylnych łapach dokładnie zerkając co rusz gdzieś tam za waderę.
- Za długo nie możemy tutaj przesiadywać. Jeśli jesteś w stanie to przejdźmy się powoli przed siebie. W ruchu jesteśmy bardziej bezpieczne.
O tak, Azarel zawsze uważała, że krążenie może jakoś ocalić nie tylko ją, ale i innych. W końcu improwizacja nie raz sprawiła, że miała fory i udało się jej uniknąć kłopotów.

Rumowisko

#7
Słysząc, że biała zbierała zioła, skupiła na niej spojrzenie zielonych oczu. Być może będzie więc w stanie przybliżyć Jesieni zastosowanie fioletowych kwiatków które ta ostatnio zebrała? Warto było spróbować się czegoś w ten sposób dowiedzieć, jednak na to przyjdzie czas za chwilę. Słysząc wzmiankę o niańce nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który cisnął jej się na usta - ta młoda wadera coraz bardziej zaczynała przypominać jej krnąbrnego byłego podopiecznego, który teraz nie wiadomo gdzie się podziewał. Z resztą z wyglądu też go odrobinę przypominała - młodzieniec został bowiem obdarzony dość subtelną urodą, właściwie, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie trudno pomylić go z waderą. Teraz kolor jego futra stał się jednak nieco bardziej kremowy niż biały i miał fioletowe ślepia, tak różne od tych, które posiadała stojąca przed nią wadera. Właściwie, Deszczowa jeszcze nigdy nie spotkała wilka, którego każde z oczu mieniłoby się innym kolorem od drugiego - wyglądało to w jej opinii bardzo interesująco.
- Naprawdę nic mi nie jest, po prostu jestem sobą trochę rozczarowana. - przyznała w końcu - Kiedyś byłam dobra we wspinaczce i z pewnością nie przydarzyłoby mi się nic takiego jak to przed chwilą. - zaśmiała się kręcąc lekko łbem. Rozmówczyni zdecydowała się usiąść, więc różowonosa także to uczyniła, lecz tamta wydawała się czegoś wypatrywać, co chwilę spoglądając za burą. Czyżby czegoś się obawiała? Jej kolejne słowa tylko utwierdziły Jesień w tym przekonaniu.
- W porządku, jeśli tylko chcesz. - powiedziała, podnosząc się z kamienistego podłoża - Zalazłaś komuś albo czemuś za skórę i teraz za tobą chodzi tak? - zapytała żartobliwie. Nie zdziwiłaby się jednak jakoś szczególnie gdyby to było prawdą. - To jakiś wilk czy może niedźwiedź?

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#8
Oj tak, młoda wadera była cholernie dumną samicą i nade pyskatą. Wiedziała, że Ojcu się to nie podoba, ale stanowczo miała to gdzieś. W końcu nie on będzie z nią żył przez długie lata u boku. Ba, co ja mówię, nie będzie takiego co z nią wytrwa nawet dobę! Uparta i dążąca własnymi ścieżkami nie raz i nie dwa unosząca się dumą i pychą. Jednak tylko wtedy gdy naprawdę miała na to chęci. Bywały chwile, że stawała się potulna jak baranek, jednak były to tylko chwile. Na jej słowa nieco się uśmiechnęła.
- Niepotrzebnie, rozczarowanie powinno przyjść, gdybyś się jednak jakoś poważnie zraniła. Niestety wówczas miałabyś powód do tego, by być sobą zawiedziona. Ja jednak nie widzę ku temu powodu. Co innego sturlać się przez fałszywe podłożę a co innego stoczyć się po całości.
Dodała z uśmiechem na ustach. Jednak ten zaraz jej zszedł gdy wadera zapytała o powód. No i co miała powiedzieć? Westchnęła pod nosem i unosząc pysk zerknęła jeszcze na jej twarz by w końcu odezwać się do niej.
- Ojciec. Ukrywam się przed Ojcem. Jest dość...rygorystycznym osobnikiem i nie spodobałoby się mu gdyby dowiedział się, że wymknęłam się znowu z legowiska. Nie mniej, nie mam zamiaru tam wracać na jego zawołanie. Skończyłam już taki wiek, że mogę się szlajać gdzie chcę, a jemu nic do tego.
Dodała uśmiechając się lekko. Nie mówiąc o tym, że oczywiście miał względem niej niecne plany o które nawet by go nie podejrzewała gdyby nie to, jak widziała co się dzieje z waderami, które kończą dwa lata. A ona...ona skończyła i to dla tego podjęła decyzję, że nikt nie będzie ustawiał jej życia. Parsknęła pod nosem gdy pyłek zakręcił ją w nosie. Rzuciła nieco łbem na boki próbując dojść do siebie.
- Jesteś tutaj też sama?
Zagadnęła idąc tuż u jej boku.

Rumowisko

#9
- O proszę, panna uciekinierka. - uśmiechnęła się lekko - W takim razie, na twoim miejscu wolałabym chyba żeby szukał mnie jednak niedźwiedź, a nie wściekły ojciec. - rzuciła, wracając wspomnieniami do własnej rodziny. Wychodzi na to, że miała szczęście - nie licząc okresu szczenięctwa, tak naprawdę mogła robić co jej się żywnie podobało, mając do dyspozycji niemal całe, dobrze znane pasmo górskie... Właśnie w tym momencie, stojąca do tej pory szarobrazowa wadera ruszyła w ślad za rozmówczynią i już po pierwszych krokach boleśnie odczuła kolejne skutki upadku. Próba przeniesienia ciężaru ciała na prawą przednią łapę kończyła się pulsującym, przenikliwym bólem tejże kończyny. Uparcie zacisnęła jednak zęby i ruszyła dalej, po chwili zrównując się z białą. Co prawda kulała i było to dość dobrze widoczne, ale dawała radę iść.
- Powód do bycia rozczarowaną mi się objawił, proszę bardzo. - rzuciła półżartem, nawiązując do tego co różnooka mówiła wcześniej i od razu przeszła do odpowiedzi na jej pytanie. - Tak, też przyszłam sama. Wszyscy się rozeszli w swoje strony więc stwierdziłam, że nie będę siedzieć bezczynnie i pozwiedzam. Nie zdziwię się, jeśli zaraz przypałęta się tu mój... - tu pojawił się lekki problem, nie miała pojęcia jak określić kim był dla niej Naudir. - ... krnąbrny podopieczny. - Co prawda już od jakiegoś czasu można było powiedzieć, że już nim nie jest, lecz to stwierdzenie wydało jej się najbliższe prawdy i zwyczajnie nie wiedziała jak inaczej mogłaby określić ich relacje. - Który nawiasem mówiąc strasznie mi Ciebie przypomina. Nie masz może młodszego brata, który w pewnym momencie też gdzieś uciekł? - zapytała, choć to co samica mówiła o swoim ojcu, częściowo wykluczało taką możliwość. Chyba, że fioletowooki jeszcze jako szczenię był ślepo wpatrzony w swojego rodziciela i idealizował nieco jego obraz.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Rumowisko

#10
Wyszczerzyła się w zadziornym uśmiechu i niewinnie wzruszyła barkami. No co miała począć? Ona była grzeczna, to Ojciec i bracia często i gęsto przesadzali. No ale...co miała do powiedzenia? Nic. Właśnie, nie miała nic do powiedzenia. Była młoda i musiała posłusznie słuchać decyzji ojca. Na słowa wadery nieco parsknęła pod nosem.
- Szczerze, to wolałabym wściekłego niedźwiedzia trzykrotnie. Niż powrót do legowiska i warczącego w furii ojca. Ale...może nie będzie tak źle.
Roześmiała się pod nosem i przeciągnęła się nieco.
- Szczeniaki są zawsze krnąbrne. Jednak im starsze tym bardziej są...hm...uparte. Więc nie dziw się mi. Może i jestem do niego podobna, ale uwierz..ponoć jestem o wiele gorsza.
Roześmiała się lekko i zerknęła na samicę w zadumie.
- Tak się głęboko zastanawiając. Nie wiem, raczej nie. No chyba, że zachciało mu się skoku w bok po śmierci matki. Więc wszystko możliwe, że gdzieś tam mam jakiegoś młodszego brata.
Zachichotała wykrzywiając pyszczek nieco zabawnie. Jednak nie miała pojęcia, że "szczeniak" o którym mówiła nie był wcale szczeniakiem. Ba, dobrze że tego nie słyszał jeszcze by miała do słuchania, że go od smarkaczy wyzywa. No ale, dla niej plus. Przeniosła wzrok na łapę samicy i nieco pokręciła łbem.
- Skręcona. Powinnam ją Ci zabezpieczyć chociaż prowizorycznie dla bezpieczeństwa.
Zaczęła się rozglądać za czymś co mogłaby wykorzystać do zabezpieczenia łapy. Niestety nie miała nic pod ręką dla tego mimo wszystko nie opuszczała wzroku i zaczęła szukać kątem oka zerkając nadal na waderę.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron