Oczko wodne

#11
Po dwóch rybach ochota jej przeszła i pozwoliła Revirell pożreć resztę, sama oblizując pysk i przednie łapy. Oparła trójkątny łeb na długich, mocnych przednich kończynach, wpatrując się w dawną przewodniczkę. Jej lico miało rysy ostre, wyraziste jak nieczęsto się wśród wader zdarzało, lecz to na swój sposób dopełniało wizerunek wojowniczki. Trzeba było przyznać, urodziła się taka. Z taką budową i urodą nie nadałaby się na uzdrowicielkę, szczególnie z tym swoim obrzydliwym uśmiechem. Oh tak, to był grymas bardzo sugerujący dla samców ale też przerażający, niekontrolowanie szaleńczy mimo faktu że Finnelyn była jak najbardziej zdrowa na umyśle. Nie dało się stwierdzić że Zmora była ładna, ani przeciętna. Nie, ona była albo oszałamiająco piękna, albo okrutnie szpetna. Zależnie od obserwatora, jednak ładna, przeciętna czy zwyczajna, nie była na pewno, była zbyt... intensywna.
- Może tak. Zjedz i ruszajmy. Nudzi mnie jedno miejsce. - podniosła się i przeciągnęła, pod połyskującą błękitem czarną sierścią zarysowały się grające harmonijnie mięśnie. Ciało wojowniczki, choć młode było już niby maszyna, pracowało doskonale, płynnie i z naturalną gracją. Prawdziwą przyjemnością było obserwować Różnooką w ruchu.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Oczko wodne

#12
Waderka, chociaż mała i niepozorna, pożarła resztę ryb w mgnieniu oka. Nic to, że obecnie pod linią żeber rysował się wypchany po brzegi, nienaturalnie wystający brzuch. Nie przejmowała się swoją aparycją od dawien dawna, czemu nagle miałoby tu ulec zmianie? Regenerujący się organizm potrzebował wiele energii i składników odżywczych, toteż Kruczyca przez niemal cały czas czuła się głodna, zaś spożyte pokarmy znikały równie szybko, co zostawały przezeń zassane. Odrobina ruchu i po posiłku nie będzie śladu.
- Już idziemy. Już praaawie. - Mruknęła, ziewając. Moment jeszcze zalegała w trawach, myjąc umazane karminem futerko, aby ostatecznie wstać. Poprzeciągała się, rozprostowując "stare" kości, otrzepała smolistą sierść. Przeraźliwie białe ślepia wbiła w Finnelyn, patrząc w ten jakże typowy dla siebie sposób, jak gdyby na wskroś przebijała duszę. - Prowadź.
Wyprostowała się i uniosła wyżej trójkątny łeb, sunąc spojrzeniem po horyzoncie. Puszysty ogon poruszał się leniwie na boki, uniesiony sierpowato nad zadem, niby dumnie powiewająca na wietrze piracka flaga, bynajmniej nie zwiastująca niczego dobrego. Jeśli los będzie sprzyjający, Czarna za kilka tygodni powinna być w całkiem niezłej formie. Wciąż była chuda, jednak włosie porastające sylwetkę odzyskało dawny aksamitny połysk, było też czyste i miękkie. Nie odczuwała już głodu i nie było jej tak słabo, jak kilka dni temu. Ba, wręcz czuła przypływ sił! Żwawo ruszyła za towarzyszką, wesoło kołysząc kitą w rytm kroków. W którą stronę by nie poszły, wszystko było nowe, nieznane.

//zt x 2

Oczko wodne

#13
Jesień sama nie była do końca pewna jakim cudem udało jej się tutaj trafić. Czuła się fatalnie i już co najmniej dwa razy zwróciła zawartość swojego rządka przez co było jej już wszystko jedno gdzie idzie. Zauważyła jednak, że Fehu nie zdecydowała się podążyć za nią. Może próbowała ogarnąć te dzieciaki? A może widziała w jakim stanie jest różowonosa i nie chciała się zarazić? Nie miała pojęcia i nie chciało jej się tego roztrząsać, nie miała na to siły. Dokuśtykała do brzegu oczka wodnego i legła na trawie wydając z siebie ciche westchnienie ulgi. Pochyliła łeb i powoli zaczęła pić zimną wodę, dzięki której udało jej się pozbyć nieprzyjemnego posmaku wymiocin z pyska. Co teraz? Nadal łudziła się, że nieprzyjemne dolegliwości przejdą same z siebie, choroba się ulotni, lecz gdzieś w głębi ducha zdawała sobie sprawę, że to może nie być takie proste. Spojrzała na kolekcję roślin, których niemal kompletnie nie znała. - I na co ci było to zbierać, skoro nawet posłużyć się tym nie umiesz? - mruknęła z zażenowaniem do samej siebie, nieco ochrypłym głosem. Istniało prawdopodobieństwo, że Wojowniczka z Północy będzie orientowała się w tej kwestii nieco lepiej. Deszczowa po raz ostatni obejrzała się z nadzieją za siebie wypatrując szarej sylwetki, lecz nie było po niej ani śladu. Wadera z rezygnacją położyła głowę na łapach starając się zażyć chociaż odrobiny odpoczynku - może jednak samo przejdzie...

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Oczko wodne

#14
Za Deszczową wciąż ciągnęło się szczęście do roślin. Podczas gaszenia pragnienia nad oczkiem wodnym samica prawie skosztowała bylicy, która niewinnie dryfowała. Z rośliną taką jak ta lepiej uważać, ze względu na trujące właściwości, chwila nieuwagi mogłaby bardzo źle odbić się na Jesieni.

/ Deszczowa Jesień otrzymuje bylicę piołun x4.

Oczko wodne

#15
Samica powoli otworzyła swoje zaspane szarozielone oczy. Przez chwilę miała wrażenie, że ból brzucha ustał, lecz wystarczyło poleżeć chwilę dłużej aby przekonać się, że to nie prawda. Co więcej, jej żołądek, który opróżniła kilka godzin temu domagał się czegoś do jedzenia. Niepewnie spojrzała na taflę wody zastanawiając się czy próbować spełnić jego zachciankę. To chyba nie był dobry pomysł; zapewne po paru minutach i tak znowu musiałaby wszystko zwrócić. Czuła się jednak coraz bardziej bezsilna - potrzebowała jedzenia aby przetrwać. Bez tego nie będzie w stanie nawet znaleźć lekarstwa na swoją dolegliwość... albo przynajmniej kogoś, kto by jej w tym pomógł. Fehu nadal nie było... Dlaczego? Postanowiła dać jej odejść w spokoju? O nie, Jesień nie miała zamiaru dać się siebie pozbyć tak szybko.
Przyczołgała się bliżej wody i ignorując zielsko pływające w oczku, które przeszkadzało jej już wcześniej, zaczęła wypatrywać ryb. Gdy wydawało jej się, że dostrzegła jedną sztukę, szybko zanurzyła pysk w wodzie chcąc zacisnąć na niej szczęki.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Oczko wodne

#16
Pościg

Wynik rzutu: 6
ID rzutu: 484581

Powodzenie
Mimo zmęczenia, jak i złego samopoczucia polowanie wyszło jej wręcz zawodowo. Samica bez większych problemów chwyciła w zęby rybę, która zginęła niemalże od razu oszczędzając Deszczowej czasu oraz nerwów. Wadera spokojnie mogła przejść do jedzenia. Choć prawdę mówiąc zatrucie pokarmowe nie odpuszczało jej ani na moment, co zapewne utrudni jej jedzenie. O ile nie sprawi, że owa ryba opuści jej żołądek nim zdąży się w nim dobrze rozgościć.

Oczko wodne

#18
Ryba wydawała jej się wyjątkowo mdła, ale wmusiła w siebie mięso wiedząc, że bez niego długo nie pociągnie. Jadła bardzo powoli, dokładnie przeżuwając każdy kęs i wyczekując nawrotu mdłości. Nadal przewracało jej się w żołądku, lecz ostatecznie nie zwróciła kolacji. Co teraz? Miała tu siedzieć i czekać na Fehu? Nie. Jeśli Wojowniczka z Północy miałaby się pojawić, już dawno by tu była. A więc co dalej, co dalej?!
Jesień oddychała głęboko, starając się kontrolować swoje ciało. Spojrzała na kilka pojedynczych roślinek wplątanych w sierść a karku i zaklęła poirytowana. Gdyby wiedziała jak użyć tego "dziadostwa" pewnie byłaby w stanie załagodzić jakoś chorobę, która ją męczyła lub nawet całkowicie ją wyleczyć. Wadera wpatrywała się przez chwilę w zebrane zioła i ostatecznie doszła do wniosku, że i tak nie ma nic do stracenia. Mogła się co najwyżej otruć, a to przynajmniej skróciłoby jako tako jej cierpienia. Na pierwszy ogień poszła przysuszona roślina o charakterystycznym i jak na swój stan, nadal dość intensywnym zapachu, który sam w sobie dość przyjemnie jej się kojarzył. Smak był jednak okropny, przez co nie oddychając przez chwilę aby go nie czuć, szybko rozdrobniła miętę w pysku. Gdy tylko papka, którą stworzyła powędrowała w stronę żołądka, Jesień rzuciła się w stronę wody, chłepcząc ją zachłannie. Na koniec wydłubała jeszcze trochę mięsa z na wpół zjedzonej ryby, tylko po to, aby zniwelować posmak, który sam w sobie wywoływał u niej odruch wymiotny. Gotowe - może pomoże chociaż trochę.
Nie miała jednak zamiaru biernie czekać na efekty; nawet pomimo wizji malowniczego zgonu nad taflą górskiego oczka wodnego. Nie widziała siebie w tej roli i dopóki mogła jeszcze się poruszać, istniało prawdopodobieństwo, że uda jej się odnaleźć kogoś znajomego, kto mógłby jej pomóc. Miała nadzieję, że Rianall, ześle jej cud i trafi na ślady Khaleesi. Wiedziała, że ta wadera z pewnością znała lekarstwo na dolegliwość Różowonosej.
/Deszczowa Jesień zużywa miętę x1
//zt

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Oczko wodne

#19
Ciężko dysząc, rozglądała się nerwowo po okolicy szukając punktu odniesienia, jak i znajomych wilków. Co się stało? Jak to możliwe, że się rozdzielili? Gdzie podziała się Zięba i kim była ta cholerna samica, za którą wszyscy ruszyli? Waderka była bardzo przejęta tym wydarzeniem, odłączyła się od stada i nie wiedziała co teraz robić. Była zdana sama na siebie, a to nie wróżyło nic dobrego. Zbyt przejęta obcym wilkiem zapomniała podążyć za zapachem Opiekunki. Co robić? Co robić?
Gdy nieco się uspokoiła i nabrała głębiej powietrza to zrozumiała, że nie tak dawno ktoś tu przebywał. Co więcej, nawet zatrzymał się na kolacje. A co jeśli tu wróci? Nie kryjąc strachu, który momentalnie ją ogarnął sięgnęła po aloes, tymianek i lawendę. Musiała ukryć swoją obecność i uciec. Rzucając zioła na glebę sięgnęła po najbliższy kamień w celu rozgniecenia roślin.
Obrazek

Oczko wodne

#20
Rzut na połączenie:

Wynik rzutu: 3
Niepowodzenie

Pośpiech i brak skupienia sprawiły, że zioła odmówiły posłuszeństwa i niezależnie od samiczych starań nie chciały się połączyć. Trochę więcej zaangażowania, a może mieszanka zacznie współpracować?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron