Oczko wodne

#1
Źródło: AcidSkies



Średnich rozmiarów jeziorko zlokalizowane w wysokich górach. Niemalże z każdej strony otoczone jest skalnymi wierzchołkami, które w dużym stopniu utrudniają dotarcie do tego miejsca. Krystalicznie czysta, dość chłodna woda stanowi idealne środowisko dla rozwoju kilku gatunków ryb. Tafla zbiornika wiernie odzwierciedla otaczające środowisko, odbijając je niczym lustro. Miejsce to można zaliczyć do niezwykle malowniczych.



Rośliny: arnika górska, krwawnik, szałwia
Zwierzęta: ryby

Oczko wodne

#2
Odnosiła wrażenie, jakby wspinaczka zajęła jej całe wieki. Kondycja Kruczycy znacząco się pogorszyła w przeciągu minionych miesięcy; długie, niegdyś silne łapy bardzo osłabły. Ignorując zmęczenie i trudności w oddychaniu, pięła się jednak naprzód, pokonując kolejne wzniesienia i skałki. Przystanęła tylko dwa razy, kiedy obraz przed oczami pociemniał niebezpiecznie, a łomot serca począł zagłuszać odgłosy świata zewnętrznego. Jakąż więc ulgą było dlań, kiedy białe ślepia nareszcie dojrzały oczko wodne, otulone bujną roślinnością. Bez wątpienia rosły tu jakieś zioła, zmęczenie niestety przeszkodziło niskiej waderce natenczas rozpoznać, do jakich gatunków się zaliczały. Ciężko stawiając kroki, sunęła ku zbiornikowi wodnemu. Jeszcze trochę… Troszeczkę…
Ze smukłego pyska dobyło się coś na wzór zduszonego jęku, gdy Hebanowa zanurzyła przednie łapy w chłodnej cieczy. Schyliła łeb, wysuwając spomiędzy zębisk różowy język i musnęła nim taflę wody. Raz, potem drugi. Powoli, rozkoszując się każdym łykiem. Nieświadomie miękko wsunęła resztę tułowia do zagłębienia w ziemi, by docelowo zalec na płyciźnie, mocząc całą sylwetkę, poza głową i sterczącymi dumnie na jej czubku uszami. Przyjemne zimno przeszywało ciało, woda obmywała smoliste futerko, usuwając zeń nie tylko przyschniętą, poczerniałą krew, ale i brud oraz wspomnienia tułaczki w postaci różnorakich woni. Revirell zamknęła patrzałki i pozwoliła sobie na relaks.

Oczko wodne

#3
Po zapachu byłej przewodniczki który schwyciła na granicy Konkordii, dotarła za czarną aż tutaj, chociaż nie śpieszyła się z poszukiwaniami. Pozostawała jakiś dzień za nią, jak podpowiadała jej intuicja, potem spokojnie obserwowała spotkanie Rell z Orionem i dopiero teraz zdecydowała się ujawnić. Jak gdyby nigdy nic zwyczajnie pojawiła się tutaj, dla Zmory wspinaczka nie była niczym trudnym, nadal utrzymała świetną kondycję. Z resztą kim by była gdyby to zaniedbała, ona, wojowniczka? Futro miała brudne, miejscami zabarwione przyschłą krwią aczkolwiek poza tym nie zdradzała żadnych innych oznak długiej wędrówki. Nie schudła, pod sierścią rysowały się mocne mięśnie, poruszała się z pewnością i giętkością. Skradała się powoli do przyjaciółki niby do zwierzyny żeby przystanąć tak, aby ta ujrzała w wodzie odbicie wysokiej, smukłej sylwetki. Wyszczerzyła masywne, perłowe kły w znanym Kruczycy, paskudnym uśmiechu. Tak uśmiechała się do ofiar, ale teraz tylko się bawiła. I cieszyła. Cholera wie, czy Finnelyn potrafiła uśmiechać się inaczej niż w ten nieprzyjemny sposób. Kołysała powoli ogonem ustawionym na wysokości grzbietu, dominować towarzyszki nie zamierzała, lecz i uległa zapewne nie była. Za to w swym mniemaniu wojowniczka sądziła że jest winna Revirell lojalność i to zamierzała zaoferować. Dlaczego?
A dlaczego nie?
Walkę kończy jedynie śmierć.

Oczko wodne

#4
Życie nauczyło Awanturniczkę nigdy nie spuszczać gardy, zawsze więc zachowywała przesadną czujność, skupiając się na każdej, nawet najdrobniejszej zmianie w otoczeniu. Lecz woń Finnelyn, tak dobrze znana, nie kojarzyła się z zagrożeniem. Dlatego właśnie Jasnooka nie drgnęła nawet, kiedy wilczyca się do niej zbliżała. Czekała cierpliwie, gdy zaś towarzyszka przystanęła, Rell uniosła powieki, wbijając blade księżyce w dwubarwne tęczówki malujące się na powierzchni lodowatej wody. Czarne wargi nieznacznie podjechały ku górze, odsłaniając koniuszki górnych kłów w zdawkowym półuśmiechu. Kruczyca zamachała nawet ogonem, niestety ciecz zniwelowała efekt pacania, spowalniając średniej długości kitę.
- Finnelyn. - Wymówiła powoli, jakby upajając się każdą literą, składającą się na imię wojowniczki. Niedługo po tym uniosła się, coby wyjść na brzeg, stając bok w bok z wyższą waderą. W przeciwieństwie do przyjaciółki, Revi nie prezentowała się tak dobrze. Mokre futro przylgnęło do skóry, odsłaniając chwilowo wszystkie kości i zdradzając poważny zanik tkanki mięśniowej. Nie dając Różnookiej czasu na komentarz, filigranowa panienka otrzepała się, na powrót strosząc kosmyki i maskując słabość. To nic, że Zmora dostała kroplami cieczy prosto w facjatę…

Oczko wodne

#5
Parsknęła z zadowoleniem otrzepując łeb z kropli którymi Kruczyca ją obryzgała. Oczywiście że martwiła ją jej kondycja, ale nie będzie przecież jej matkować, za to chętnie wspomoże w polowaniu. Sama radziła sobie doskonale, dlaczego więc miałaby nie wspomóc Rell? Sporo przewyższała towarzyszkę, w końcu ta była niespotykanie niska, a Finnelyn raczej wysoka jak na waderę. Teraz, kiedy przyjaciółka jeszcze zmarniała, różniły się bardziej, wojowniczka była w świetnej formie, mocna, umięśniona wyraziście, a Kruczyca drobna, wychudła. Były jak dwa różne cienie, spotykające się w środku dnia. Pochyliła trójkątny łeb i trąciła nosem jej wystające żebra. Nie mówiła nic, nie było po co.
- Żarłaś coś? Chyba są tu ryby, a ja dla przykładu nie żarłam. Głodna jestem. - rzuciła jak zwykle burkliwie swoim dziwnym, aksamitnym, zmysłowym głosem który był jej wiecznym przekleństwem. Bo jak tutaj grozić wrogowi kiedy wszystko brzmiało jak zbereźne obietnice? Tymczasem nie zasugerowała nawet Revirell że sądzi że tamta jest w złej kondycji, ot, zaproponowała wspólny posiłek bo sama była głodna. Z resztą nie kłamała przy tym wcale. Była głodna, a jak przystało na wyjątkowo aktywną istotę, była głodna prawie zawsze, w dodatku mięśnie bez paliwa pracować nie mogły. Jadła więc sporo, sporo polowała, sporo mordowała. Taka już była.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Oczko wodne

#6
Zastrzygła uchem, wyłapując ciche parsknięcie. Leniwy półuśmiech wciąż widniał na obliczu waderki, chociaż w towarzystwie przeraźliwie bladych, połyskujących bielą miesiąca ślepi oraz wychudłej sylwetki wyglądał odrobinę niepokojąco. Och, niegdyś mknąc lasami prezentowała się niby senna mara, która wyrwała się z czyjegoś koszmaru, teraz natomiast efekt ten był wielokrotnie spotęgowany przez sterczące kości oraz coś dziwnego, niepojętego, co czaiło się na dnie srebrzystych tęczówek. Waderka uniosła wzrok, wlepiając go wreszcie w patrzałki Finnelyn. Nabrała do płuc powietrza, wyraźnie szykując się do opowieści.
- A, no widzisz, spotkałam tu takiego buca. Typowego, bucowatego buca. Tak byś rzekła, gdybyś go poznała. Mówiąc prościej, buc jakich wiele. Aczkolwiek zaprowadził mnie do swojej kryjówki i nakarmił, bo ma tam całkiem niezłe zapasy. Pokażę ci, bo to dobra kryjówka. Chyba nie będzie miał nic przeciwko. - Nie, wcale… Przecież wszyscy uwielbiają, kiedy sprowadza im się do legowiska obce osobniki. Czarnowłosa jednakowoż nie martwiła się wcale reakcją samca, zbyt zaaferowana spotkaniem kogoś, kto świadomie, lub i nie, przywoływał dawną Revirell. Wilczyca odchrząknęła, czując, że przyschło jej w gardle i napiła się górskiej wody, nim kontynuowała. Cóż, dawno już nie miała okazji tyle gadać. - Powiedział, że mogę wrócić, jeśli chcę. Myślę jednak, że najpierw możemy zapolować, bo marnie jadłam w ostatnich tygodniach, jak widać… Szybko więc głodnieję. Później rozejrzę się za ziołami i opowiesz mi, co robiłaś przez ten caaały czas!

Oczko wodne

#7
Spokojnie słuchała przyjaciółki wpatrując się leniwie w zwierciadło wody, doszukując się ryb. Chętnie zjadłaby rybę, nawet kilka, a i maszerować nie trzeba było. Ot zwierzyna jest pod nosem, tuż obok podczas gdy one sobie gawędzą.
- Buce od tego są, aby je wykorzystywać. - skomentowała pierwszą część wypowiedzi Revirell. - W tej wodzie są ryby, bardzo dużo. Chyba nie widziałam jeszcze żeby gdzieś było więcej. To jest chyba za dużo ryb. - mruknęła z przekonaniem, śledząc spojrzeniem różnobarwnych ślepi srebrzyste kształty migające w wodzie. - Idź po te swoje zioła, w zasięgu głosu. Mogę polować i rozmawiać. Durne są te ryby, nie znają drapieżników, nie przeszkadza im rozmowa.
Uśmiechnęła się znów, tak samo okropnie i weszła głębiej. Długie łapy i ogólnie wysoki wzrost umożliwiał jej wejście na całkiem niezłą głębokość wciąż dotykając łapami dna. Wpatrywała się czujnie w toń, nieruchomiejąc. Nie wiadomo po jakiego diabła, ponieważ ryby pływały wcale blisko drapieżnika. Wreszcie nagle zanurzyła łeb i zatrzasnęła kły na zdobyczy, by trzepoczącą wyrzucić zamaszystym ruchem na brzeg. Czekała dalej, ryby były spore, ale żeby się najeść i jeszcze żeby najadła się Kruczyca wojowniczka musiała zdobyć ich jeszcze kilka. Szło łatwo, niedługo później wyrzuciła na brzeg następną. Życie tutaj zapowiadało się łatwo, ale czy cieszyło to Zmorę? Nie była pewna, lubiła trudy polowań i dreszcz kiedy po poważnej walce o życie to ona zwyciężała.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Oczko wodne

#8
- Racja. Okoliczna zwierzyna zupełnie nie reaguje na obecność drapieżców. Czy to możliwe, żeby aż do teraz żaden mięsożerca nie postawił tu łapy? Dziwne. - Ciągnęła temat, nieznacznie oddalając się od Finnelyn. Całkiem blisko znalazła wonną szałwię, toteż jak to miała w zwyczaju, przystąpiła do robienia podkopu, starając się przy tym nie uszkodzić upstrzonej listkami łodyżki ani delikatnych korzonków. Organizm doszedł już do siebie po trudach wspinaczki i wadera, chociaż wciąż prezentowała się nijak, czuła się znacznie lepiej. Kopała uparcie, przebierając łapami, aż odrzuciła wystarczającą ilość gruntu za siebie. Przerwała na moment, z nieskrywanym zadowoleniem obserwując swe dzieło. Następnie zerknęła ku Finnelyn, na dłużej zawieszając wzrok na wyrzuconej z wody rybie, by oblizawszy nieświadomie pysk, wrócić do kolekcjonowania roślin. Pochwyciła kilka sztuk ziela, aby zamocować je na wierzbowej witce.
- Znalazłam szałwię. Przyda się. Też nie uciekała... Zaiste, dziwna to kraina! - Zaśmiała się, nieco niekontrolowanie i szaleńczo. Prędko ucichła, zamykając jadaczkę na około kwadrans. Nie teraz... Nie to... Jak gdyby nigdy nic, ruszyła na poszukiwanie innych ziół, buszując wśród wysokich traw. Tylko wyżej zadarta kita zdradzała aktualne położenie Czarnej, kierującej się węchem ku znajomej woni. Krwawnik. Waderka postąpiła analogicznie, jak w przypadku szałwii. Zebrawszy nieco surowca, wróciła na brzeg, gdzie zasiadła i bacznie obserwowała poczynania wojowniczki.
- Przaśnie ci idzie. - Mruknęła, przerywając milczenie.

Oczko wodne

#9
Kiedy odpowiednia już ilość ryb umierała na brzegu, wojowniczka powoli wyszła z wody i otrzepała się odruchowo, choć grzbiet miała suchy. Odczekała aż Rell wróci z krwawnikiem wlepiając spojrzenie różnobarwnych oczu obojętnie w poruszające się bezcelowo skrzela swych ofiar.
- To proste, nie uciekają. Jedz. - odparła po czym rozpoczęła konsumpcję najbliższej ryby miażdżąc szczękami najpierw jej stosunkowo szeroki łeb. Ryba poruszyła się jeszcze lekko podczas tej czynności, Zmora zamierzała pożreć zdobycz całą, nie pomijając nawet płetw. Dla wygody położyła się, ujęła truchło między przednie łapy i spokojnie odgryzała kawałek po kawałku. Szkielet trzeszczał rozrywany, pysk i łapy wilczycy barwiły się krwią.
- Jakie mamy dalsze plany? Jest tu jakaś wataha, chcesz się dołączyć czy jednak znów przewodzić, nowej? - zapytała kiedy ukończyła pierwszą rybę i oblizała przednie łapy z posoki. Sięgnęła po następną, udało się zdobyć ich kilka bez trudu, co było dosyć nietypowe, łatwo było zwykle zdobyć jedną, ale na kilka należało się natrudzić. Nie narzekała jednak, na tę chwilę nie miała ochoty na rywalizację z rybami. Cierpliwe czekanie nie było ekscytujące.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Oczko wodne

#10
Wyciągając przed siebie przednie kończyny, zsunęła się do pozycji leżącej, uprzednio zaciskając szczęki na jednej z miotających się na brzegu ryb. Tę ułożyła między łapami i rozpoczęła konsumpcję, miażdżąc stworzenie od głowy, poprzez tułów, aż po płetwiasty ogon. Karmin muskał podniebienie, barwił pysk oraz trawę porastającą podłoże. Odgłosy wilczej uczty wypełniły położoną wśród szczytów łąkę. Trzaski miażdżonego szkieletu, syk rozdzieranej skóry. Kruczyca pożarłszy pierwszą rybę, sięgnęła po kolejną, jakby ignorując pytanie Finnelyn. Posiłek minął w ciszy, przynajmniej ze strony Jasnookiej. Niekoniecznie chciała poruszać zaczęty przez towarzyszkę temat.
- Wataha? - Ni to stwierdziła, ni zapytała samą siebie. Ale ja nie chcę żadnej watahy... Co, jeśli... - Chyba nie ma. Nie wiem. Czułam zapach kilku osobników w okolicy wydm, dlatego odbiłam w bok i udałam się ku rozłożystym lasom. Tam spotkałam tego buca, samotnika. Nie miałam okazji lepiej rozeznać się w terenie. Być może jest tu jakaś grupa, ale pewnie to skończeni idioci. - Wykonała odpowiednik wzruszenia ramionami, kończąc wywód. Kwestię swego ewentualnego przewodnictwa skwitowała milczeniem. Wilczyca, świadoma swoich problemów, niekoniecznie chciała żyć w stadzie. Z drugiej strony, samotność powoli ją wykańczała.
- Jesteśmy we dwie. Gdyby znaleźć skrawek terenu, kryjówkę, azyl... Można by się tam zadomowić. Z czasem może użyczymy komuś schronienia, czy coś. No i jest ten buc. Tam możemy udać się najpierw.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron