Pole mchu

#31
Właściwie nie zdziwiło jej zbytnio to, że biała pomyślała, iż w zaroślach może czaić się Sentrosi - miało to w końcu jakieś podstawy, lecz Jesień już od samego początku wiedziała, że to nie ona. Zapach przybysza różnił się znacząco od tego który pamiętała z wysokich traw. Chyba, że... przysłała kogoś innego. Deszczowa początkowo miała wrażenie, że odpowiedzią na słowa wypowiedziane przez Khaleesi pozostanie cisza, lecz wtedy okazało się, że jednak w pewnym sensie dane im będzie przekonać się kim jest nieznajomy. Nie wyglądał groźnie - w jakimś stopniu wzbudzał w niej nawet coś na kształt współczucia, aż do czasu gdy z jego gardła wydobyło się warknięcie. Jesień w odpowiedzi wyszczerzyła ostrzegawczo kły, robiąc krok w jego stronę. Obserwowała uważnie każdy najmniejszy ruch obcego, nie chcąc pozwolić sobie na jakikolwiek błąd lub spóźnioną reakcję.
- W takim razie co tu robisz? - Głos basiora dość wyraźnie zdradzał, że tamten się boi. Pozwoliła więc sobie odrobinę rozluźnić napięte mięśnie, lecz jednak nadal pozostawała czujna. - I kim jesteś. - dodała po chwili zdając sobie sprawę, że jeszcze się nie przedstawił mimo tego, że prosiła o to wcześniej jej towarzyszka. Brązowa powiedziała to już zdecydowanie spokojniej, tym samym dając znak Khal, że przybysz najprawdopodobniej nie kłamie.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Pole mchu

#32
Mierzyła wzrokiem tego dziwnego wilka i cieszyła się, że to Jesień zdecydowała się zadawać pytania, ona chyba by nie dała rady. Wolała obserwować, niż niepotrzebnie strzępić język. A to co wyskoczył zza zasłony liści, było co najmniej warte zainteresowania. Osobnik ten stanowił istną ruinę żywej istoty. Khal mając na myśli ruinę nie widziała dobrze zachowanego, zadbanego reliktu czasów przeszłych, ale miejsce spustoszone plagą, wymarłe zarówno od zewnątrz jak i od środka. Z pewnością liczył sobie o kilka lat więcej niż one, ale to co stało się z jego ciałem znacznie zaburzało jakiekolwiek próby określenia wieku, czy pochodzenia. Wilk wyglądał tak jakby na wachlarz samych kości naciągnięto cienką warstwę mięsa i futra, a później kazano temu iść przed siebie. Mimo potrzeby utrzymywania się na chudych łapach wciąż wyzywająco gotował się do ataku, a sierść na szyi miał podniesioną na sztorc. Zapadł się w błocie, a chyba w napływie godności, zawarczał na ostatek. Boczną linię ciała samca znaczyły podłużne pręgi blizn, niektóre już prawie niewidoczne, inne całkiem świeże.
Khaleesi zmarszczyła nos, ale nie czuła obrzydzenia. Niepokoiła ją ta aura strachu, wymieszana z poczuciem winy i doprawiona szczyptą zaszczucia. Nie miałyby żadnych problemów z zaatakowaniem upiora, ale z jakiegoś powoda fiołkowooka nie miała ochotę tego robić. Coś w tych złotych oczach mówiło jej, że nie wiedzą wszystkiego. A ona, Khal miała wrażenie że raczej ta wiedza w niczym im nie pomoże.
- To nie ona, ale może kogoś wysłała? Spójrz na tego basiora. Widzisz te rany? – Nie była pewna czy szept w stronę Jesieni był na tyle dyskretny by nikt po za nimi nie usłyszał jej słów, ale potrzebowały wyjaśnić tę całą sytuację. Skoro nie znał Naudira może nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla niego, ale dla nas dodała w myślach.

Pole mchu

#33
Coś poszło nie tak. Dlaczego się nie przestraszyły? Czyżby nie było odpowiedniego elementu zaskoczenia, albo warczał niezbyt przekonująco? Gardło wydało wibrujący dźwięk, ale miast wyrazu przerażenia jaki miał się pojawić na obliczach wilczyc, zobaczył cień współczucia. I dopiero to mu uświadomiło, jak bardzo się pogrąża. Niewątpliwie przypominał z wyglądu conajmniej starca, którego umysł i ciało pochłonął narkotyczny trans. Wyprostował łapy, powrócił pamięcią do czasów, gdy jego wzgardliwe spojrzenie i dumny pysk trwożyły najdzielniejsze serca i uniósł nos w kierunku nieba. Zupełnie jakby chciał przekazać bogom znaną tylko sobie wiadomość. I miał nadzieję, że żadna z nieznajomych wilczych nie zauważy w jego postawie próby ukrycia oblewającego go wstydu. Strachu, wstydu, i rozczarowania wobec siebie. Miał świadomość tego, że ponownie naraża się na śmieszność - wyprężona pierś nie była już tak umięśniona, a płaszcz brzydkiego futra miejscami świecił bladą skórą.
- Jestem wędrowcem - rzucił, jakby wcale tego nie było widać. Nie dopowiedział jednak jaki jest powód jego pojawienia się na tych ziemiach. Przecież nie mógł im oznajmić, że szuka ukojenia dla duszy i ucieka przed demonami przeszłości - widokiem konającego rodzeństwa, który każdej nocy odbiera mu sen i męczy punkt w tyle głowy. Bał się gniewu bogów, zbrodnia na rodzinie była traktowana jako najgorsza zbrodnia. Milczał chwilę, próbując opanować niechciane drżenie głosu - Kim jestem jest tak naprawdę nieistotne. Czy księciem jakiejś wilczej społeczności, szanowanym wojem bądź poszukiwanym mordercą. Dla was to się nie liczy, mam rację? - wcale nie oczekiwał odpowiedzi na to pytanie - Aemon, jednak nazywaj mnie jak chcesz, jeśli taka twa wola - próbował położyć uszy po sobie, przeprosić. Przekonał się, że w głębi duszy został jeszcze cień dumy, który ściskał gardło gdy tylko usiłował wypowiedzieć dźwięczne słowo, mogące złagodzić sytuację.
Doleciał doń szept, który bynajmniej nie miał odnaleźć drogi do jego ucha. Czy rozmawiały o wilczycy, którą rzekomo miał być on?

/przepraszam, mam niedobór weny

Pole mchu

#34
Dosłyszawszy słowa Khaleesi, Jesień jeszcze raz zmierzyła przybysza wzrokiem. Prawdą jest, że sama na początku też rozważała tą ewentualność, lecz teraz niezbyt prawdopodobne wydawało jej się to, że Sentrosi wysłałaby kogoś ... w takiej kondycji jak stojący przed nimi basior. A nawet jeśli tak by się stało to raczej planowałby działać z ukrycia, bo w bezpośrednim starciu ... Jesień raczej nie miałaby problemu - a przynajmniej tak właśnie uważała. Wersja z cichym załatwieniem sprawy jednak także nie wydawało jej się zbyt prawdopodobna - raczej nikt komu zależy aby podkraść się wystarczająco blisko kogokolwiek nie popełniłby tak banalnego błędu jakim jest ustawienie się "z wiatrem". W odpowiedzi pokręciła więc tylko głową i ... właśnie w tym momencie wpadło jej do niej coś jeszcze - A co jeśli wysłała go tylko po to aby skupiły na nim całą swoją uwagę? Brązowa od razu uważniej przyjrzała się otoczeniu, chwilę później sprawdzając także, czy Naudir nadal śpi i znajduje się w miejscu w którym nadal być powinien.
Paranoja, paranoja... - przemknęło jej przez myśl, gdy nie dostrzegła nic niepokojącego. Westchnęła ciężko przenosząc zielone ślepia ponownie na nowo przybyłego samca. Co z nim teraz począć? Skoro był wędrowcem zapewne nie należał do żadnej watahy o której mógłby coś opowiedzieć, ale za to z pewnością wie trochę więcej niż one o tej krainie ... chyba, że sam także dopiero niedawno tu zawitał. Ale cóż, zapytać na pewno nie zaszkodzi.
- Znasz może te tereny? Szukamy jakiegoś w miarę bezpiecznego miejsca godnego uwagi. - zapytała, ...chociaż czy jakiekolwiek miejsce można było w ogóle nazwać bezpiecznym?

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Pole mchu

#35
- Książęta tak nie wyglądają. – Postanowiła zabrać głos mimo odpowiedzi Jesieni. – Ale poszukiwani zabójcy już tak. – Dodała po chwili, a następnie po raz kolejny poczęła przyglądać się przybyszowi. Ewidentnie próbował pokazać im się od jak najlepszej strony, być może też nie wzbudzać podejrzeń, ale na to już raczej było za późno. Zresztą naprawdę mogły sobie odpuścić napastowanie tego basiora, wyglądał jakby potrzebował pomocy i usilnie próbował to zamaskować. Zbyt dumny by prosić? W pewien sposób Khaleesi podziwiała takie zachowanie, nie każdy potrafiłby stanąć przed obcym w taki sposób. Prawdopodobnie sama by tak postąpiła, nie ukrywała się, dała o sobie znać, ale w taki sposób by wiedzieli z kim mają do czynienia. Uśmiechnęła się w duchu, one też mogą zrobić przedstawienie.
- Jestem Khaleesi - Pierwsza Tego Imienia, Zrodzona Z Burzy, Potomkini Arasha Odkrywcy. Podróżuję wraz z moją zaufaną towarzyszką – Deszczową Jesienią, najmłodszą córką Orlego Zewu oraz Mglistej Nocy, a ukochaną siostrą moich dobrych przyjaciół – Sokolego Oka, Zewu Sokoła, Sokolego Pióra, Sokolego Dziobu, a także Zewu Rannego Sokoła. Pod jej szczodrym patronatem znajduje się Naudir – Niepewność, syn Uruza z Północy.
Khal z trudem opanowała rozbawienie, a mrugnięciem dała znak brązowej waderze by nie niepokoiła ją ta gra. Fiołkowooką znudziły ciągłe lamenty, brakowało jej czegoś z czego mogłaby czerpać radość nawet za cenę skromnego żartu. Postąpiła kilka kroków do przodu tak by zrównać się z Aemonem.
- A więc, wiesz już że podróżujemy szukając bezpiecznego przyczułku. Co ciebie tu sprowadza? Odpowiedz szczerze, a być może odwdzięczymy się tym samym, może nawet skromną pomocą. – Rzuciła znaczące spojrzenie na pokiereszowane łapy wilka, po czym przeniosła wzrok na skrzyp rosnący gęsto kilka kroków od całego zajścia.

Pole mchu

#36
Pożoga podróżowała od dawna, lecz na wprawionych do marszu łapach nie znać było otarć czy ran, bo przecież od szczenięcia wędrowała u boku matki i znała trud drogi. Ogon niosła lekko kołyszący się na poziomie grzbietu, świadczący o pewności siebie, lecz nie prowokująco, nie była wszak durna. Przystanęła kilka kroków od nieznajomych, mierząc ich spojrzeniem złocistych ślepi, jakoby sytych od słonecznego blasku. W skośnych oczach otoczonych koronką czarnych rzęs, odbijało się zaciekawienie ale też i doza drwiny, pogardy do wszystkiego co żyje. Ziverrenaith stała wyprostowana i dumna, tak jak nauczyła ją rodzina, co potęgowało wrażenie tego, iż była dziwnie, jakoby drapieżnie piękna. Lico młodej wilczycy rysy miało bardzo ostre, co niektórym mogłoby się wydać nawet szkaradne, a ciemnobure futro mieniło się głęboką barwą rdzy. Każdy jej ruch, nawet ten najdrobniejszy był płynny i pełen gracji, naznaczony doświadczeniem Zivy jako łowcy. Chwilę milczała, zastanawiając się czy ma ochotę na konwersację z napotkanymi osobnikami, wpatrzyła się w basiora który wyglądał na znużonego wędrówką. Przechyliła kształtny łeb dając wyraz swemu zainteresowaniu, po czym odezwała się.
- Witam. - brzmiała szeleszcząco, jakby głośniej szeptała co dawało słuchaczowi dziwne wrażenie intymności gdy utrzymywała kontakt wzrokowy. Teraz ciemne słońca ślepi wilczycy ogrzewały blaskiem właśnie Aemona, gdyż tylko w nim widziała interesującą personę. Tamte? Damulki, szukające wsparcia. Nie miała szacunku do takich, co nie potrafiły iść przez życie samotnie i musiały dopytywać o bezpieczną przystań. Widziała to na pierwszy rzut oka, także szybko straciła zainteresowanie. Bezpieczeństwo? Pożoga potrafiła zapewnić je sobie sama, własnymi kłami. Zwyczajnie zignorowała fiołkowooką i jej towarzyszkę, bo cóż one jej mogły opowiedzieć? Mimo wszystko mogły uważać że przywitała się ze wszystkimi, co też planowała udawać gdyby uznały za słuszne okazywać swoją urażoną dumę.

Pole mchu

#37
Był zdecydowanie typem obserwatora, co doskonale rzucało się w oczy w tej sytuacji. Jego wzrok ślizgał się po smukłych łapach samicy, jeździł wzdłuż jej jakby ośnieżonego grzbietu, muskał końcówki uszu i zatrzymywał w głębi studni fioletowych oczu. Otoczone czarną otoczką, zdawały się być wciśnięte głębiej czaszki niż normalnie być powinny. Wtem wiatr dosięgnął Aemona swoimi lodowatymi ramionami i pieścił kołnierz futra na szyi, niczym natrętny kochanek. Wstrząsnęły nim dreszcze, ale widocznie tylko dla niego podmuch był tak dotkliwie wyczuwalny. Oczy przeniosły się na drugą samicę, wprost na jej cielisty nos, przypominający nabrzmiałą mlekiem pierś. Jej futro, nieco ciemniejsze i lepiej zachowane bardziej przypominało Aemona. Różowonosa zadała pytanie, ale zanim zdążył udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi, jej towarzyszka wtrąciła swoje trzy grosze. Klapnął paszczą kilka razy, jak ryba wyrzucona na ląd, nie wiedząc do odpowiedzieć. I rzeczywiście, był zabójcą, ale czy ktoś wszczął za nim pościg? Bardzo wątpliwie. Chwile patrzył jej w oczy, gdy lustrowała jego sylwetkę. W ciszy wysłuchał wszystkich tytułów, nazwisk rodowych, każdego Sokoła starał się zapamiętać, jednak zbyt późno zorientował się że wcale go to nie obchodzi. Zaciekawiła go osoba Naudira - on również pochodził z dalekiej północy, choć malec bynajmniej nie pachniał śniegiem. Po wymienieniu swych na pewno wielce znaczących godności, zbliżyła się do marnej postaci Aemona. Poczuł wtedy mocniej jej intensywną woń iglastego lasu. Zapytała o jego powód pojawienia się na tych ziemiach, przesiąkniętych mocnym zapachem wilczej obecności.
- Wiesz, o ile się nie mylę, tytuły winny należeć się komuś - odparł, już całkowicie panując nad tembrem głosu - zasłużonemu? - co prawda nie miał pojęcia kim były wilczyce i co osiągnęły, wszakże nie wyglądały na nikogo szlachetnie urodzonego czy godnego tytułowania. Odsunął się na pół kroku, wprawiając w szelest runo leśne. Zwrócił się do postawniejszej wadery
- Na południowym zachodzie znajduje się wiele podobnych wam woni. Nie czuć tam krwi, sądzę więc, że jest bezpieczne - swoje sądy mógł zachować dla siebie, niby dlaczego miałyby mu zaufać?
- Ucieczka - odparł zupełnie szczerze na chęć posiadania przez wilczycę wiedzy, dlaczego tu jest, ale nie zdradzając detali. Nikt nie wymagał od niego całkowitej prawdy. Nim nabrał wdechu, odezwał się kolejny głos. Głos przywodzący na myśl szept wiatru wśród suchych liści i szum wartkiego potoku. Wtem poczuł na sobie ogień. Żywy płomień, przechodzący w lekkim zakrzywieniu przez jego kręgi szyjne. Odwrócił spanikowany pysk i natrafił na spojrzenie płynnego złota zamkniętego w oczodołach. Pocałowana przez ogień wadera zjawiła się zupełnie bezszelestnie, albo on był zbyt zajęty tymi dwoma. Niedobrze, przez chwilę utracił ostrożność, która mogłaby się skończyć śmiercią. Próbował sobie wyobrazić, jak wadera, w której dzikość i agresja była widoczna we wszystkich aspektach jej ciała pozbawiłaby go życia. Pozostał na wizji wyprucia trzewi. - Pomoc? Czuję się doskonale - rzucił białej, nie przestając obserwować płynności ruchów rudofutrej.
- Witaj. To nie zmierza do szczęśliwego zakończenia.

Pole mchu

#38
Słowa białej towarzyszki wywołały u niej lekkie zaskoczenie, lecz już po chwili, widząc mrugnięcie jej pysk rozjaśnił lekki uśmiech. Początkowo miała wrażenie, że ten niewinny żart rozluźnił dość napiętą sytuację, lecz niestety basior wydawał się niewzruszony. Za to jego późniejsze słowa wydały jej się interesujące. Jeśli mówił prawdę, może mogłyby w końcu zaznać chwili upragnionego spokoju? Nie wiedziała jak jest w przypadku Khaleesi, ale Jesień miała już dość bezsensownego tułania się po świecie, które jak do tej pory nie przyniosło niemal nic dobrego.
Wtem z zarośli wyłonił się kolejny, rudy wilk, którego kolor futra przywodził na myśl płomienie. To nagłe pojawienie się sprawiło, że brązowoszarą ponownie dopadło uczucie niepokoju. Czyżby tamta była z Aemonem? Prawdopodobne.
Uwadze Deszczowej nie umknął fakt iż nowo przybyła, nie poświęciła ich dwójce zbyt wiele uwagi, skupiając się głównie na wychudzonym samcu. Nie przeszkadzało jej to - wręcz przeciwnie, dobrze, że tak właśnie się stało. Tamta przywitała się co prawda, lecz różowonosa odniosła wrażenie, że nie było to wcale skierowane do niej, więc tylko zmrużyła oczy, dokładnie lustrując nieznajomą spojrzeniem zielonkawych oczu. A co jeśli to właśnie przed nią uciekał samiec?
Westchnęła ciężko odrobinę zmęczona zaistniałą sytuacją. Najchętniej odeszłaby teraz w swoją stronę, zostawiając całą tą zgraję nieznajomych za sobą, lecz w tym momencie nie byłby to raczej najlepszy możliwy ruch. Czekała więc na dalszy rozwój wydarzeń.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Pole mchu

#39
Khaleesi przyglądała się nowoprzybyłej bez szczególnego zainteresowania. Z daleka dostrzegła jej bardzo rzucające się w oczy, miedziane futro i choć ta kompletnie zignorowała zarówno białofutrą jak i Deszczową, to Khal zdążyła już dokładnie się jej przyjrzeć. Poruszała się dość zgrabnie, ale każdy je ruch ociekał arogancją, lub jak kto woli samozadowoleniem. Znała już wiele osób z takim nastawieniem. Żadna z nich nie skończyła dobrze. Rzeczywiście, gdyby nowoprzybyłą ktoś wyprał z kolorów i zmienił kolor oczu na delikatnie fioletowy bardzo przypominałaby Vyraca. Tego Vyraca, który stracił wszystko, bo chciał mieć wszystko. Wilczyca stała wyprostowana jak struna, prawdopodobnie gdyby spróbowała wspiąć się na opuszkach łap jeszcze wyżej rozerwałoby ją na wpół. Jest wiele sposobów na okazywanie dumy. Niektórzy robią to poprzez imiona, nadane w geście szacunku dla przodków przez odległą rodzinę. Niektórzy, natomiast swoją postawą potrafią krzyczeć wprost do twojego ucha o swojej wielkości. Nie ziębiło ją to, ani nie grzało, choć z charakteru wydawały się być jak Ogień i Woda. Zabawne, skoro w myślach bliższe mi to pierwsze. Bawiło ją za to jak bardzo dyskusja pochłonęła Aemona. Ruda obróciła się do nich plecami, zdaje się wolała poświęcić całą swoją uwagę basiorowi, przez co oboje stali się całkowicie nieosłonięci na atak. Słowa to jedno, czyny to drugie. A w tej sytuacji gdyby chciała się za nie zabrać, we dwójkę raczej nie miałyby z tym większego problem.
Znalazły to miejsce jakiś czas temu i póki co do wszystkich przybyłych podchodziły neutralnie. Khal miała jednak przeczucie, że nie starczy tu miejsca na dłużej dla nich, Aemona oraz trzeciej wilczycy z jej egiem. Być może pod tą maską skrywała coś więcej, prawie na pewno, ale Khal nie widziała potrzeby poświęcenia jej więcej uwagi, niż sama doświadczyła ze strony wadery.
Cofnęła się kilka kroków, tak by zrównać się z Jesienią. Miała wrażenie, że dyskusja od kilku chwil przestała je obejmować więc pragnęła skorzystać z okazji i krótko omówić ze swoją towarzyszką sytuację. Obróciła się wokół własnej osi, szybko bez ceregieli, a mimo to wciąż wyczuwała sprężystość swoich kroków i zadowolenie płynące z poczucia kontroli sytuacji. Musiała się mieć na baczności, ale kiedy już wypracowała sobie pogląd na otoczenie wystarczyło jedynie korygować nowe zdarzenia. Zajęła swoje poprzednie miejsce przy Naudirze, a puszysty ogon zawinęła tak ukryć jego delikatną końcówkę. Nie miała ochoty być rozpoznawalna, czy zapamiętana, a oparzenie wystawione na widok mogło jej bardzo w tym pomóc.
Mogły ruszyć w dalszą drogę zostawiając tego, któremu jeszcze kilka chwil wcześniej chciały pomóc i rudą wilczycę. Na Aemonie nie zrobiła wrażenia jej przemowa, wręcz poddał wszystko zwątpieniu, co w sumie znaczyło tyle iż udało im się wtopić w otoczenie, wyglądać tak jakby były stąd. W dodatku sam zachowywał się co najmniej nieuważnie. Wpierw podszedł do nich bez żadnego powodu, a teraz dał całkowicie się podejść nowej. Chyba nie jest w najlepszej kondycji, ale skoro tak ochoczo zaznajamiał się z obcymi raczej nie powinny mu ufać.
- Co teraz? Zrobiło się odrobinę tłoczno jak na miejsce, które faunę miało ograniczać do naszej trójki i myszy w tamtej jamie. – Rzuciła cicho do różowonosej.

Pole mchu

#40
Ukryta treść: pokaż
Khali, troszkę zrobiłaś mocną nadinterpretację bo zaznaczyłam że choć Ziva jest pewna siebie, to nie nadto, oraz nigdzie nie pisałam że odwraca się do wader tyłem, lecz zatrzymała się kilka kroków od nich i spojrzenie skierowała na Aemona. Lekko niemiło, ale jak chciałaś. :P


Poczuła na sobie dokładnie wszystkie myśli fiołkowookiej które tak łatwo było odczytać na jej licu i przez chwilę tylko kątem oka obserwowała z rozbawieniem, jak tamta umiera z wściekłości. Och nie, Ziverrenaith nie miała wielkiego mniemania o sobie, znała swoje siły, lecz takie damy skłonne do nadinterpretacji i zadzierania nosa działały jej na nerwy. Uśmiechnęła się, wyjątkowo paskudnie, a jej rysy spotęgowały wrażenie iż wilczyce napotkały na swojej drodze istotę co najmniej niepoczytalną. Grymas błądzący na pysku Furii przywodził na myśl ryk szalejących płomieni, mogły być nieomal pewne że ta za moment rzuci im się do gardeł by je rozszarpać. Odruchowo lekko pochyliła łeb na wysokość barków, sygnalizując gotowość do potyczki. Była Ellye, ostrzem zrodzonym z Pożogi, awanturniczką.
- Panieneczko ślicznooka. - wysyczała dla kontranstu lekko kołysząc teraz już wysoko uniesionym ponad grzbiet ogonem. - Na twojej twarzyczce widać doskonale, iż coś do mnie masz. Lepiej to maskuj, albo stań ze mną do walki. Zobaczymy, czy masz rację.
Och, jakże mogła się młoda, pełna sił wilczyca wychowana przez wielkich wojowników równać do jakiegoś samca? Ziva nie należała do tych którzy źle kończą, zdecydowanie. Ona należała do tych, których przeciwnicy kończą źle. Nie wahała się, wciąż szczerząc masywne kły w parodii uśmiechu, wyzywająco wpatrywała się w białą, chciwa jej krwi. Nierozważnie Khaleesi postąpiła, nawet w myślach znieważając rdzawą i tak łatwo pozwalając jej na odczytanie tego. Bardzo nierozważnie, chociaż szanse dawało jej to iż Ziverrenaith była zdecydowanie niewysoka, wielkości może ośmiomiesięcznego podrostka... Lecz czy to faktycznie zmieniało jakkolwiek jej szanse?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron