Pole mchu

#41
Ukryta treść: pokaż
wiem że jest okropne, przepraszam

Atmosfera tego miejsca ciągle ulegała zmianie. O ile wcześniej był przerażony spotkaniem z wilczycami, teraz zwyczajnie nie chciał tu być. Stresowała go obecność tak wielu zapachów w jednym miejscu i tym, że z pewnością sam by sobie nie poradził w starciu z śpiącym nieopodal szczeniakiem, a co dopiero z trójką, wyglądających na rozeźlonych samic. Rozejrzał się w panice, jak jeleń w potrzasku szukający ucieczki. Nie było żadnej drogi ratunku, którą niepostrzeżenie mógłby się wycofać. Obserwował tylko pracę wyrobionych mięśni pod płaszczem płomiennego futra, a te z pewnością mogłyby ponieść jej łapy w kierunku Khaleesi. A Aemon czuł, że to nie skończyłoby się dobrze. Z każdą sekundą braku reakcji ze strony białej, coraz bardziej żałował że się tu znalazł. Do tej pory mógł siedzieć za krzakami, udając że wcale go tam nie ma, mimo charakterystycznego zapachu. Ale! Musiał wpakować się w najgorsze w tej chwili błoto. Spojrzał na bezkonfliktową Deszczową Jesień, która miała do czynienia z tak wieloma Sokołami. Wydawać by się mogło, że w razie starcia nie służyłaby swoimi kłami Zrodzonej z Burzy. Wycofał się dwa, trzy kroki i zaczął opracowywać plan ucieczki. Wciąż panowała cisza. Cisza przed burzą? Wszakże niespotykane jest aby w lesie, tętniącym co dzień życiem, wśród tylko istot, nie słychać było ni szmeru. Mam nadzieję że się pozabijają. powiedział w duchu. I życzył sobie, aby nie okazało się że oznajmił tego również i towarzyszkom. Powoli, niepostrzeżenie zaczął się przesuwać, coby nie zdradzić swoich zamiarów i z każdym kroczkiem oddalał się od wilczyc.
/zt
Ostatnio zmieniony niedziela 04 wrz 2016, 03:40 przez Aemon, łącznie zmieniany 1 raz.

Pole mchu

#42
Patrzyła na nieznajomą, a w jej oczach dało się dostrzec coś na kształt zaskoczenia... może niedowierzania? Przeniosła wzrok na Khaleesi, a później znowu na rudą, nie bardzo rozumiejąc o czym tak naprawdę mówiła ta druga. Ona sama była w stanie dostrzec na obliczu białej jedynie grymas obojętności, wadera wydawała się ignorować nowo przybyłą, tak samo, jak ona ignorowała je po swoim przybyciu, natomiast ze słów Zive, wynikało, coś zupełnie innego. Czyżby starała się w ten sposób zwyczajnie sprowokować Zrodzoną z Burzy?
To wytłumaczenie wydało się Jesieni jedynym, które miało jakikolwiek sens - tamta musiała zwyczajnie szukać zaczepki, a w tym przekonaniu jeszcze bardziej utwierdziła brązową także jej ogólna postawa. Bo przecież chyba nie potrafiła wedrzeć się do cudzego umysłu, czyż nie?
Deszczowa nie chciała dać się w to wciągnąć w żaden sposób, mimo narastającej irytacji. Może postąpiłaby inaczej, gdyby nie miała pod opieką szczenięcia, które dalej spało na mchu nie zdając sobie sprawy z tego co dzieje się dookoła. Bez słowa odwróciła się i chwyciła malca za luźną skórę na karku, aby po chwili unieść go do góry - zrobiła to bez obaw, będąc niemal w stu procentach pewną, że jeśli ktoś w tym momencie postanowiłby się na nią rzucić, Khal, która nadal stała przodem do obcych - zainterweniowałaby.
Różowonosa nie miała zamiaru ryzykować, pakować się w niepotrzebną bijatykę, więc jeśli jej białofutra towarzyszka, zdecyduje się stoczyć walkę, która ewidentnie wisiała w powietrzu i tym samym da się sprowokować - będzie musiała niestety poradzić sobie z tym sama.
Ruszyła w obranym wcześniej kierunku, chcąc bez słowa opuścić to porośnięte mchem miejsce, lecz kątem oka dostrzegła rozglądającego się panicznie Aemona, który chwilę później cofnął się o kilka kroków. Nie zastanawiając się zbyt długo, lekkim ruchem głowy dała mu znak, który miał być swego rodzaju zaproszeniem. W sumie było jej niemal całkowicie obojętne czy basior zdecyduje się z niego skorzystać, ale widząc go w takim stanie, nie miała serca postąpić inaczej.
Chwilę później ruszyła dalej w duchu prosząc Rianalla, aby Khaleesi wykazała się rozsądkiem. Biała zmieniła się przez te kilka lat i dlatego też Jesień nie miała pewności czego może się po niej spodziewać w tej sytuacji.
/zt + Naudir

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Pole mchu

#43
Obserwowała nagłą zmianę u drugiej wadery z lekkim zaskoczeniem, ale sądząc po charakterze płomiennej wilczycy mogła się tego spodziewać. Kolejna taka, która woli najpierw zrobić, a później myśleć. Khal w milczeniu mierzyła ją wzrokiem. Ruda wysyczała coś, kłapnęła zębami i ewidentnie szykowała się do walki. Wyzywająco, efektownie – tak jak nie mogłaby się tego spodziewać po jej poprzednim zachowaniu. Fiołkowooka milczała jeszcze przez pewien czas obserwując jak Deszczowa oddaliła się wraz ze śpiącym Naudirem na bezpieczną odległość. Podjęła dobrą decyzję nie mieszając się do tego dziwnego sporu. Khaleesi nie do końca sama nawet wiedziała, o co tak naprawdę chodzi rudej. Nie odezwała się do niej ani słowem od momentu jej przyjścia, ale niestety musiała rozczarować nowoprzybyłą. Trochę nosiła się z tym co zrobi, poczekała jak jej towarzyszka odejdzie, obserwowała też Aemona, który o ile wcześniej wydawał się poprostu przestraszony, teraz ewidentnie nie chciał tu być. Z resztą nie dziwiło ją to. Nienawidziła tłoku i maglowania bezprecedensowych kłótni, tym bardziej bezsensownych bijatyk. Zawsze uciekała od takich miejsc jak najdalej. I teraz też powinnam. Wstała z miejsca wyprostowana, ale nie zbyt szybko czy gwałtownie.
- Wolę się lepiej maskować następnym razem. Może odrobinę błota tu i ówdzie zapobiegnie niepotrzebnym sporom? – Odparła, ale nie oczekiwała odpowiedzi od żadnego z obecnych. Zaraz potem ruszyła w odwrotną stronę, najpierw powoli, potem przyspieszając do biegu. W końcu po kilku chwilach oddaliła się od pola mchu na odpowiednią odległość i dołączyła do Jesieni, z którą wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. Ta wydawała się ukontentowana rozwojem sytuacji, a Khal cieszyła się że jej nie zawiodła. Razem ruszyły w dalszą drogą, ale białofutrej nie umknęło uwagi iż Deszczowa zachęciła do odejścia również Aemona. Ciekawiło ją jakie wrażenie wywarły na basiorze, oraz czyją stronę ten zdecyduje się poprzeć.
/zt

Pole mchu

#44
Już czuła jak adrenalina krąży i rozbudza drzemiące dotąd mordercze instynkty, kiedy potencjalna przeciwniczka wycofała się, powodując u Ziverrenaith mieszankę zadowolenia i rozczarowania. Zadowolenia, bo było to w pewien sposób zwycięstwo, a rozczarowania gdyż jednak liczyła na porządną potyczkę. Skinęła milcząco głową za fiołkowooką, uznając że poniekąd tamta postąpiła możliwie słusznie. Na jej oko mogła mieć niewielkie szanse, także ostatecznie porzuciła myśli o niej jako przeciwniczce, jak też o towarzyszącej jej waderze. Czy szukała zaczepki? To także wcale możliwe, dawno nie walczyła z innym wilkiem i zaczynała być zwyczajnie znudzona. Miała jednak nadzieję że natknie się na kogoś godnego potyczki w najbliższej przyszłości. Zerknęła krótko na starszego basiora, ciekawa jego reakcji posłała mu lekki, rozbawiony uśmiech, świadoma jego lęku. Nie rozumiała czemu miałby się bać? Wszakże to nie jemu Pożoga miała ochotę powyrywać kłaki, wręcz przeciwnie, nawet ją zainteresował, tacy jak on mieli zwykle wiele do opowiedzenia. Ostatecznie ruszyła w dalszą wędrówkę, żegnając Aemona również krótkim skinieniem kształtnego łba, oddaliła się tak lekko i miękko, jak i przybyła. /zt/

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron