Bagienny bór

#11
Oczywiście, że ona miała być jego celem.
Oczywiście.
Przynajmniej trafiła! Połowicznie, co prawda, aczkolwiek to nie robiło różnicy. Grunt, żeby jakkolwiek zranić zwierzę, a to czy w wolnym tempie czy szybszym nie miało większego znaczenia. A raczej nie dla Kosa, choć mimo wszystko wolałaby też zakończyć to zdecydowanie szybciej i obyć się bez zbędnych ran. Dzik był niebezpiecznym przeciwnikiem i nie miała zamiaru go nie doceniać. Och, oczywiście, że nie. Szanowała go i traktowała praktycznie jak równego sobie, choć momentami się zapominała. Ale to nic, to nic. To nie było teraz istotne. Istotnym na zaś było uniknięcie ataku stworzenia. Dlatego tym samym puściła jego kark i czym prędzej ugięła łapy, chcąc odskoczyć do tyłu i uniknąć kierowanego w nią ataku. Jak to wyjdzie inna kwestia, lecz zaraz po tym postanowiła ponownie zaatakować dzika. Tym razem z zamiarem podrapania mu pyska. Ot, może jej sposoby nie należały do najlepszych czy najskuteczniejszych, jednakże gdyby udało się jej uszkodzić - chociaż trochę! - oczy, w które celowała, z pewnością wszystkie trzy zyskałyby niejaką przewagę.
Tak też postanowiła zrobić.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Bagienny bór

#12
Z zadowoleniem patrzyła, jak pomniejsze stworzenia kąsają dzika, dekoncentrując i, co ważniejsze, raniąc dotkliwie. Mimowolnie oblizała spragnione posoki szable kłów, wolno sunąc po nich jęzorem, nim zaatakowała. Ofiara aktualnie starała się sięgnąć czarnowłosej Kos, a to dawało idealną wręcz sposobność, by dopaść zwierza i zatopić zębiska w masywnym udźcu, co też postarała się zrobić. Świadomość, że tym samym zwróci na siebie uwagę niebezpiecznego przeciwnika była równocześnie przykra i pocieszająca. Cóż, może i nie chciała oberwać, jednak patrzenie, jak jedna z towarzyszek samotnie zmaga się z lochą, była równie nieprzyjemna, co uczucie żeber uginających się pod siłą uderzenia. Ileż to razy wychodziła zwycięsko ze znacznie gorszych sytuacji? Tym razem nie była sama, a szczerze wątpiła, by w przypadku zagrożenia życia wilczyce zostawiły ją na pewną śmierć. Czy to nie dlatego, między innymi, założyła watahę? Miło było wiedzieć, że jest ktoś, kto wesprze w niesprzyjających okolicznościach.
Przepełniona nową motywacją, magię skierowała ku kłom, chcąc nadać ukąszeniu dodatkowej mocy. Naturalnie, nie miała pewności, czy manewr – choć z pozoru prosty – wypali, acz postanowiła zaryzykować. Wraz z kolejnymi ranami na ciele dzika, była coraz pewniejsza wygranej.

/użycie mocy -> ogniste kły

Bagienny bór

#13
Kos - rzut na unik 5 - porażka
Kos przyjmuje na siebie 15 obrażeń

Zięba - atak na dzika 3 + 1
Zięba zadaje dzikowi 4 obrażeń

dzik - rzut na unik 4 - porażka
dzik przyjmuje na siebie 4 obrażeń

Kos - atak na dzika 2 + 1
Kos zadaje dzikowi 3 obrażeń

dzik - rzut na unik 8 - powodzenie
dzik - % zniwelowanych obrażeń 3
dzik unika 38% obrażeń
dzik przyjmuje na siebie 1 obrażeń

Revirell - atak na dzika 9 + 1 + 5
Revirell zadaje dzikowi 15 obrażeń

dzik - rzut na unik 3 - porażka
dzik przyjmuje na siebie 15 obrażeń

podsumowanie 1 tury:
Zięba 100pż
Kos 85pż
Revirell 100pż 75e
dzik 40pż


dzik - atak na Kos 2 + 6
dzik zadaje Kos 8 obrażeń

Plan Zięby okazał się niezwykle trafny - uczepiwszy się boku dzika wadera była najzupełniej bezpieczna, daleko od zasięgu jego ciosów, a zwierz ani myślał o przewróceniu się na bok w celu przygniecenia jej - odsłoniłby wtedy brzuch i ryzykował przegraną. Oczy dzika nabiegły krwią kiedy tego ogarnęła furia. Ból potęgował ją jeszcze bardziej i zwierz wierzgał z całej siły, wydając przy tym przenikliwy krzyk. Poplamiona posoką morda i miękki nos pracowały niestrudzenie.
Kos miała mniej szczęścia. Zdecydowawszy się na unik wystawiła się - na drobną sekundę w prawdzie - na atak ze strony zwierza, i ta jedna sekunda dzikowi wystarczyła. Ostre szable zatopiły się w ciało wadery dotkliwie ją raniąc. Wilczyca mogła przez chwilę poczuć przeszywający ją jak lodowata woda ból. Czerwonooka później spróbowała rzucić się na mordę dzika. Zwierz nie mógł być szczęśliwszy - przygotował się, po czym zaatakował czarną wilczycę ponownie, chcąc osłonić oczy potężnymi szablami. Strategia zadziałała, wilczyca nie zdołała okaleczyć zwierza ani wydrapać mu oczu, wystawiła się zaś na kolejny cios.
W momencie, kiedy Revirell runęła na dzika z całym swoim impetem zwierz wydał z siebie krzyk tak donośny, że spłoszył okoliczne ptaki z ich kryjówek i gałęzi. Rana była z pewnością dotkliwa, na tyle, ze posoka buchnęła z niej ciemnym, słonym strumieniem. Zwierz jednak wciąż się nie poddawał, stał dzielnie na nogach i walczył o życie.

Bagienny bór

#14
Gdyby nie to, że była uczepiona boku dzika, wytłumaczyłaby Kos w dość dosadnych słowach, co sądzi o jej "wygórowanej taktyce". Naprawdę, frontalny atak na ofiarę posiadającą ostre szable, nie jest zbyt dobrym pomysłem. No dobra, może i oczy są czułym punktem, ale nie w takiej sytuacji! Czy ona naprawdę nie mogła obejść lochy i zaatakować ją od boku lub z tyłu? Dorosła wadera, a popełnia błędy jak jakiś szczeniak. Na szczęście, Ziębie wiodło się o wiele lepiej - udało jej się wgryźć już bardzo mocno. Teraz nie musiała się już martwić, że nie utrzyma się w ciele ofiary. Jej szczęka powinna to wytrzymać... Chyba... W tej samej chwili dzik gwałtownie wierzgnął. Ten nagły ruch spowodował, że Zięba przesunęła się nieco niżej i choć morderczy ucisk nieco się poluzował, udało jej się nie wypaść. Zaatakowała więc z jeszcze większą furią, chcąc wbić zęby aż do kości, mając nadzieję na spowolnienie dzika i ułatwienie innym waderom ataku.

Bagienny bór

#15
Rzeczywiście, jej decyzje momentami były głupie.
Nawet bardzo.
Co prawda nie przejęła się tym już, raczej miała nadzieję, że locha nie skupi się na niej AŻ TAK BARDZO, aczkolwiek Kos widać było miała w sobie coś, co niestety tworzyło z niej swoistego tanka. Tanka, z tym, że pozbawionego niesamowitych ilości życia i wytrzymałości. Ale to nic! Potrafiła jeszcze podczas takich sytuacji pomyśleć o innych, więc fakt, iż ona na siebie przyjęła obrażenia, pozwalał dwóm innych samicom zaatakować z większą skutecznością. Wszystko przemyślane! Po otrzymanym ataku syknęła nieco z bólu, mrużąc oczy. I wtedy dostrzegła, że dalej była celem lochy. Zapewne gdyby mogła, to uniosłaby teraz brwi i parsknęła śmiechem. Ale brwi nie miała, a sytuacja za bardzo nie pozwalała na jakiekolwiek inne reakcje niż uniki i ataki.
- Zapraszam, kochanie - mruknęła z lekkim, złośliwym uśmiechem na pysku, zupełnie nie przejmując się swoimi porażkami i bólem. Adrenalina, niestety, była jednocześnie zbawieniem i przekleństwem. Pewnie po ubiciu lochy będzie pluć sobie w brodę, że nie poszło lepiej. Jednak teraz wyczekiwała ataku zwierzęcia, by po chwili po prostu ponownie ugiąć swoje łapy i odskoczyć. Ale teraz nie przystępowała do ataku. Wierzyła, że samice zdołają unieruchomić samym swoim ciężarem dzika, podczas gdy Kos, po odskoczeniu w bok, szybko mogła się znaleźć po drugiej stronie lochy. I tym samym rzuciła się na nią, próbując wgryźć się w... Obojętnie w co, tak naprawdę! Byleby zranić. Byleby poczuć jej krew, a nie tylko swoją własną.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Bagienny bór

#16
Paskudna parodia uśmiechu wykwitła na obliczu Jasnookiej, gdy karmin musnął podniebienie, pobudzając i prowokując do mocniejszego szarpania łbem, byleby tylko wydobyć z rozdarcia jeszcze więcej ciepłej, życiodajnej posoki. Krew barwiła okolice zębatej paszczęki, a także przednie kończyny, którymi waderka wsparła się o ciało dzika, próbując wyrwać potężny kawał mięsiwa. Jak się niedługo później okazało, z zadowalającym skutkiem. Uskoczywszy w tył, przeżuła pospiesznie i przełknęła zdobycz, pozostawiając w miejscu wgryzienia okropną, mocno broczącą szkarłatem ranę. Czy było coś lepszego, niż pożeranie przyszłego posiłku żywcem? Oblizała mordę, równocześnie pozwalając magii wyciekać na zewnątrz organizmu, zahaczając o sylwetki pomniejszych istot, by dotknąwszy je, naznaczyć energią Herszta. Nawiązawszy swego rodzaju połączenie, narzuciła im własną wolę, zmuszając do ataku na słabnącą stopniowo lochę po raz kolejny. Przewaga drapieżników zdawała się z każdą sekundą coraz wyraźniejsza, namacalna wręcz. I chociaż z początku Revirell wątpiła, aby ich trójka powaliła tak niebezpiecznego przeciwnika, nieuniknienie zbliżały się ku zwycięstwu. Mogło być to zasługą pospolitego szczęścia, lub – jak chciała wierzyć – doświadczenia i niepodważalnych umiejętności łowieckich, jak również doskonałego zgrania zespołu. Tym samym coraz mniej chciała pozwolić wilczycom odejść, czując się w towarzystwie ciemnowłosych swobodnie i bezpiecznie.

/użycie umiejętności - zew natury

Bagienny bór

#17
Kos - rzut na unik 5 - porażka
Kos - % zniwelowanych obrażeń
Kos przyjmuje na siebie 8 obrażeń

Zięba - rzut na atak 8 + 1
dzik - rzut na unik 7 - powodzenie
dzik - zniwelowanych obrażeń 2
razem zniwelowanych obrażeń 28%
dzik przyjmuje na siebie 6 obrażeń

Kos - rzut na atak 2 + 1
dzik - rzut na unik 8 - powodzenie
dzik - zniwelowanych obrażeń 2
razem zniwelowanych obrażeń 28%
dzik przyjmuje na siebie 2 obrażeń

Revirell - użycie umiejętności zew natury
dzik przyjmuje na siebie 10 obrażeń

Podsumowanie po 3 turze:
Zięba 100pż
Kos 77pż
Revirell 100pż 50e
dzik 22pż


dzik - atak na Ziębę 10 + 6
dzik zadaje Ziębie 16 obrażeń

Dzik zakwiczał tryumfalnie, kiedy jego szable skutecznie dosięgnęły czerwonookiej wadery. Zwierz szamotał się dalej dzielnie stawiając czoła trzem wilkom, choć siły opuszczały go coraz szybciej wraz z wyciekającą z ran posoką. Poczuł, jak na jego ciele uwieszona wadera zsuwa się nieco w dół, co zachęciło go do jeszcze szybszych ruchów. Udało mu się obrócić i uderzyć wilczycą uwieszoną na nim o pień drzewa. Sam przy tym nabawił się drzazg w skórze, ale nie zwrócił na to większej uwagi.
Tymczasem wilcze szczęki i pazury dalej cieły jego ciało, a przywołane ponownie przez czarną waderę drobne zwierzęta znów rzuciły się na dzika. Zwierz słabł, ale nie zamierzał się poddawać.

Bagienny bór

#18
Zaraz, zaraz, czy ten dzik właśnie zamierzał uderzyć nią o drzewo?
Ta myśl przyszła do niej jednak nieco zbyt późno, żeby móc całkowicie uniknąć ataku lochy. Przez jej umysł szybko przewinęły się tysiące możliwości, a każda gorsza od drugiej. Nie zdoła puścić się dzika na tyle szybko, by bezpiecznie odskoczyć na bok, to pewne... Ale może przynajmniej wtedy impet będzie mniejszy?
Z jej gardła wydarł się zduszony charkot, kiedy puściła się ciała ofiary, mając nadzieję że uda jej się zminimalizować obrażenia, po czym - nie zastanawiając się zbytnio - zanurkowała pod lochę, starając się rozorać pazurami jej podbrzusze.
Największą motywacją w tym momencie było to, że śmierć przez stratowanie nie uśmiechała jej się zbytnio.

Bagienny bór

#19
Wyszło jak zawsze.
Przynajmniej atak się w jakimś stopniu udał, takim jak zawsze niestety, ale lepsze było to, niż absolutne jedno, wielkie NIC. Dostrzegła, że dzik zamierzał teraz zaatakować Ziębę. Jako przykładna, opiekuńcza i kochająca matka, postanowiła to wykorzystać na własną korzyść. Dlatego nie musząc na chwilę obecną już niczego unikać, z głośnym warkotem, wydobywającym się z gardła, rzuciła się na gardło zwierza, czy raczej ogółem szyję, bowiem wątpiła czy to się jej uda, skoro prostsze uniki i ataki wychodziły marnie. Ale próbować zawsze trzeba, zawsze, zawsze. Bez względu na nic. Tym bardziej bez względu na to, jak idiotyczne twoje czyny się mogły wydawać innym.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Bagienny bór

#20
Revirell nieomal traciła nad sobą kontrolę, widząc strugi czerwieni obficie znaczące cielsko dzika i leniwym, acz miarowym tempem ściekające ku glebie, w którą wsiąkały, barwiąc piach przyjemnym, miedzianym odcieniem. Resztki świadomości trzymały wilczycę w miejscu, kiedy pomniejsze istoty raniły ofiarę, wyrywając z masywnej piersi kolejne oddechy. Wkrótce zwierz miał paść na ziemię, szarpany ostatnimi skurczami. Okrutnie doskonała wizja zbliżała się wielkimi krokami. Jeszcze sekundy, może minuty… Dreszcz niezdrowego podniecenia przebiegł wzdłuż kręgosłupa, strosząc pasmo kruczej sierści.
Wypruła naprzód w momencie, w którym gryzonie i ptaki wyswobodziły się z okowów pętającej je magii. Zaatakowała agresywnie, nie próbując nawet zdusić upiornego warkotu narastającego w gardzieli. Rozdziawioną paszczę skierowała ku losze, chcąc zadać - miejmy nadzieję – ostateczny cios, kończący starcie. Wspomogła się nadnaturalną mocą, oczywiście, tym samym starając zwiększyć szanse powodzenia ataku i ewentualne obrażenia. Zdychaj!

/użycie mocy -> ogniste kły

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron