Bagienny bór

#31
Kiedy zauważyła figlarne iskierki w oczach wadery, mimowolnie uśmiechnęła się i zachichotała. Przez całe swoje życie skupiała się na dorwaniu Kos - może teraz czas na relaks? Trzeba odciąć się od przeszłości, zostawić za sobą Kos, zemstę, Splamionych i przyjąć ofertę tej czarnowłosej wadery. A co do matki... Przecież nie ucieknie, będzie zawsze na wyciągnięcie łapy. Skoro Zięba miała cierpliwość, żeby czekać na zemstę rok, może poczekać jeszcze chwilę.
Inną sprawą bylo to, że zawsze była wrażliwa na pochlebstwa. Dlatego opinia Revirell jeszcze bardziej utwierdziła ją w decyzji. Była już pewna w stu procentach. Czas nadrobić utracone dzieciństwo i zostawić na chwilę zemstę.
- Chcę dołączyć - powiedziała z uśmiechem na pysku.

Bagienny bór

#32
Och. Szybko poszło. Zakołysała ogonem, zawieszonym na wysokości grzbietu. Nie zamierzała kryć zadowolenia, spowodowanego decyzją Dzierzby, toteż przestąpiła z łapy na łapę, krótką chwilę walcząc ze samą sobą, by pozostać na miejscu. Z marnym skutkiem. Okrążyła Płomiennooką raz, drugi, a nawet trzeci, zaczepnie podskubując brązowe kosmyki. Buczała przy tym jak szczeniak, próbujący sprowokować zabawę. Kto mówił, że kiedykolwiek była poważna? Zatrzymała się tylko na moment, spoglądając w pomarańczowe ślepia.
- Cieszy mnie to. – Podkreśliła, tak na wszelki wypadek, gdyby cała jej postawa nie wyrażała tego dostatecznie mocno. Szablaste kły błysnęły w uśmiechu. – Witam w rodzinie. Bo widzisz, zawsze traktuję swoich na równi z rodziną. O wiele lepiej, niż osobniki z zewnątrz. Może to trochę nie fair względem tych drugich, aaale już tak mam. – Faktycznie, Zięba mogła dostrzec subtelne zmiany w zachowaniu Herszta. Nie podkreślała tak mocno swojej dominacji, była jakby bardziej otwarta i gadatliwa.
- Póki co zajmujemy część wschodniego pasma gór oraz groty u podnóży. Mogę cię tam zaprowadzić, jeśli chcesz. Jest nas… - Zamilkła, starając się policzyć członków watahy. – Siódemka, chociaż szczenię, które przyprowadził ze sobą mój wnuk, jakby gdzieś się zawieruszyło. Przyszywany wnuk, żeby nie było! Poznasz wszystkich, gdy znów uda mi się zebrać ich w jednym miejscu. Niebawem powinnam. Wiesz, przemyślałam parę spraw organizacyjnych, mam też kilka pomysłów. Wypadałoby uformować oddziały medyków, wojowników… I tym podobne.
Ostatnio zmieniony poniedziałek 23 maja 2016, 21:28 przez Revirell, łącznie zmieniany 1 raz.

Bagienny bór

#33
Cała, budowana przez lata otoczka złośliwej jędzy natychmiast znikła w obecności tak szczerej i pełnej radości wadery. Ba, Ziębie zaczął się nawet powoli udzielać jej entuzjazm! Pozwoliła na to, żeby Revirell podskubywała jej kosmyki włosów, co więcej, cieszyło ją to. Uświadomiła sobie, że chyba właśnie znalazła normalny dom z wilkami, które będzie mogła nazywać rodziną. Prawdziwą, kochającą rodziną - bez ciągle smutnego ojca, braku matki i próbującej ogarniać cały ten bajzel babce. Z uśmiechem na ustach wysłuchała informacji o położeniach terenów i o liczebności watahy. Odpowiadało jej to - lubiła małe stada, gdzie każdy każdego zna, bo to ułatwiało dokonanie przewrotu...ekhm.... W każdym razie, tym razem Dzierzba nie zamierzała przejmować przywództwa siłą. W sumie, jeszcze nigdy nie żyła w watasze jak typowy zwyczajny członek - może czas poznać to uczucie?
- Myślę... Że trafię na wasze... nasze tereny... - powiedziała, myląc się ciągle i niepewnie dobierając słowa.
Co prawda była tylko w grotach... i to raz... ale nie zamierzała pokazać Revirell, że trzeba ją prowadzić za łapkę - nawet, gdyby miało to oznaczać wielodniowe poszukiwania.
- Odziały wojowników? - dorzuciła po chwili pytanie z wyraźnym entuzjazmem, ożywiając się na samą myśl o walce.
- Aha, a jeśli spotkam którąś z Iskier przez przypadek? Co mam zrobić? Jak mam potwierdzić, że jestem w stadzie? Na słowo mi przecież nie uwierzą - dodała jeszcze szybko, zanim wadera zdołała odpowiedzieć.

Bagienny bór

#34
- Owszem, oddziały wojowników. – Przytaknęła żwawo. – Opiszę Ci ich pokrótce, znajomość imion będzie dowodem, który trudno podważyć. Przy okazji moje futro wciąż nosi szczątkowe zapachy całej bandy, toteż powinnaś je rozpoznać. Sura i Maelvius poszli razem, oboje mają czarne futra, choć on podszyty jest bielą. Ona złotooka, jego ślepia przywodzą na myśl burzowe niebo. Jest też Orion, szarawy, błękitnooki i Pło… Ach, on chwilowo nie… Zapomnij. Poza nimi srebrzysty, jasnooki Sylvan. Szczenię było bure, o ślepiach złotych, ale jak już wspominałam, zgubiło się gdzieś. Fąfel… Jakoś tak się nazywał. - Odczekała, dając Dzierzbie czas na zanurzenie nosa w gęstwinie kruczej sierści i wychwycenie osiadłych weń woni.
- Ewentualnie, gdyby dalej mieli jakieś opory, użyj słowa klucza – Jeleń. Myślę, że skojarzą. Jeśli to wszystko, pozwól, że ruszę dalej. W razie potrzeby, znajdziesz mnie po śladach. – Z tymi słowami, odwróciła się i postąpiła kilka kroków naprzód. – Do zobaczenia!
Leniwym truchtem oddaliła się, by po chwili zniknąć w leśnej gęstwinie. /zt

Bagienny bór

#35
Z uwagą słuchała słów wadery, co było do niej raczej nie podobne. Mruczała pod nosem, powtarzając charakterystyczne cechy poszczególnych wilków. Potem jeszcze zatopiła nos w futrze Revirell, starając się zapamiętać woń Iskier. Ba, poocierała się nawet nieco o nią, coby część tego zapachu przeszła i na jej futro. A gdy wadera znikła za horyzontem, Dzierzba postąpiła w jej ślady, obierając sobie przeciwny kierunek /z.t

Bagienny bór

#36
Podczas gdy na dalszych rubieżach krainy rozgrywały się dziwne, podszyte magią wydarzenia, w sercach najgęstszych lasów również coś zaczęło się zmieniać. Powietrze dwa razy w miesiącu wypełniała słodka, delikatna woń, której źródła początkowo nie można było nigdzie dostrzec. Nic z resztą dziwnego - źródło zapachu kryło się wysoko, w miejscach, gdzie kończyły się pnie najstarszych drzew a zaczynały ich gałęzie. Zwyczajny wilk nie zdołałby się tam nigdy wdrapać, nie dosięgnęłoby go też żadne zwierzę za wyjątkiem tych, które potrafiły latać.
Właśnie tam, wysoko, pomiędzy nasadami gałęzi, na spękanych i omszałych pniach rosły delikatne plątaniny liści. Teraz ponownie wśród drobnych położonych kilka, kilkanaście metrów nad ziemią listków zawitały niewielkie pączuszki skrywające podobne do lilii kwiecie. Kwiatostany nie były jeszcze na tyle otwarte, aby zapach nabrać mógł pełni swojej mocy, ale wszystko wskazywało na to, że może się to stać całkiem niedługo.

Bagienny bór

#37
Przysiadła. Nie miała już siły. Zawiodła. Zawiodła Thasis, Melodię, siebie samą... Myślała, że da radę, że pokaże Lokatt, na co ją stać. Chciała, by przywódczyni poczuła na własnej skórze konsekwencje odejścia znachorki ze stada. Ale była za słaba. Nawet wypełniona siłą Jelenia, co stawiało ją powyżej innych wilków była beznadziejna. Nie potrafiła znaleźć antidotum. Nie umiała. Nigdy wcześniej nie spotkała się z takim jadem. Miała pokazać, że jest potrzebna, że jest odpowiedzialna... ale i tak zawsze pozostawała bezużyteczna. Nawet z odzyskanym wzrokiem była śmieciem. To dlatego on jej nie kochał. To dlatego ją wygnał. To dlatego teraz jej córka umrze. Była pewna, że nawet Jeleń nie przybyłby na jej wezwanie. Po co? Po co miałby się zajmować kimś takim jak ona... Miała misję. Miała... Miała nawracać innych, głosić słowa bóstwa, nieść świadectwo. Jak miała to zrobić, skoro nie potrafiła nawet odtruć trzech wilków na krzyż... . Było jej przeraźliwie źle. Wtem jej nozdrza wypełniła prześliczna woń, jakby znajoma. Gdzieś ją już czuła, ale gdzie? Wstała i rozejrzała się po okolicy, próbując zlokalizować źródło zapachu. Wreszcie dostrzegła kwiaty, skryte głęboko wśród konarów drzew. A może... Może to one są odtrutką. Nie, nie należy robić sobie zbytnich nadziei... Chociaż... Zawsze można spróbować. Tylko jak się tam dostać? Przecież nie dostanę skrzydeł i nie podlecę po nie... Zaraz, skrzydła! Skrzydła! Skoncentrowała się, skupiając się całkowicie na magii w jej wnętrzu i poprosiła ptactwo o przyniesienie jej kwiatów.
//Ve'nevri używa umiejętności Zew natury

Bagienny bór

#38
Słodki zapach kwiatów zwabił do drzewa niewielkie stadko nietoperzy, które siedziały nieopodal, niektóre zlizując nektar cieknący z otwartych już pąków. To właśnie tymi roślinami żywiły się białe stworzenia, które wcześniej Ve'nevri i inne wilki miały szansę widzieć. Znachorka mogła już mieć absolutną pewność, że chodziło o tą roślinę.
Kiedy samica skierowała magiczną moc w kierunku ptaków, część z nich z zainteresowaniem spojrzała na kwiecie, a kilka mniejszych pierzastych stworzeń podleciało w ich stronę strącając kilka pąków na ziemię, które za chwilę potoczyły się pod łapy starej samicy. Tylko część z nich nadawała się do wyleczenia chorych. Nektaru zgromadzonego w pączkach starczy tylko dla trzech wilków.
/Ve'nevri otrzymuje pąki x3/

Bagienny bór

#39
Tak, te kwiaty wydawały się znajome. Podobnie jak nietoperze. Ale czy to na pewno było antidotum? Nie miała stuprocentowej pewności. Ale juz raz je widziała, tam w zaroślach. Nie zwróciła na nie większej uwagi, ale były. Zresztą, czy miała jakieś inne wyjście? Musiała zaufać przeczuciu i zaryzykować. Jeśli pąki pomogą - bardzo dobrze. Jeśli nie, i tak nie będzie dało się nic zbytnio zrobić. Obserwowała, jak ptaki zrzucają pod jej nogi kwiaty, po czym podniosła je i popędziła z powrotem do chorych. Czuła dziwny niepokój wymieszany ze zdenerwowaniem. To nie był dobry znak. Lata uzdrowicielskiej pracy wykształciły w jej organizmie pewne reakcje, a ta oznaczała, że...
Nie!
/z.t

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron