Rozłożysta wierzba

#71
- Czy możesz mi łaskawie wytłumaczyć... - zaczął, ale nie dane mu było skończyć.
Wbił bowiem zęby w bok wadery, a pysk zalała mu krew. Natychmiast rozluźnił szczęki i z niesmakiem wypluł posokę. Była obrzydliwa. Nie przypuszczał, że jeszcze kiedykolwiek znów poczuje ten ohydny smak. Nie miał jednak czasu na wspomnienia. Wadera znów zaatakowała, odsłaniając przy tym brzuch, a on nie skorzystał z okazji. Mógłby łatwo trwale skrzywdzić przeciwniczkę, rozpruć jej organy... a tego nie chciał. Dlatego też postanowił w ostatniej chwili odskoczyć i spróbować zatopić kły w drugim boku.
- ...po co to robisz? - dokończył jeszcze, zanim wykonał manewr.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#72
Cis - rzut na unik.
Wynik rzutu: 5 (ID: 379824 )
Unik nie powiódł się.
Cis przyjmuje 3 punkty obrażeń.

Cis - rzut na atak.
Użycie umiejętności poświęcenie.
Cis zadaje Sinhadrinowi 20 punktów obrażeń, Cis przyjmuje 10 punktów obrażeń.

Sinhadrin - rzut na unik.
Brak możliwości uniku.
Sinhadrin przyjmuje 20 punktów obrażeń.

Sinhadrin - rzut na atak.
Wynik rzutu: 7 (ID: 379826 ) + 1
Sinhadrin zadaje Cis 8 punktów obrażeń.

Podsumowanie po I turze:
Cis: 90 pż 55 E
Sinhadrin: 80 pż

Kolejny atak wadery był niesamowicie silny, jednakże nie byle jakim kosztem, sama naraziła się na poważne obrażenia i straciła sporo energii co mogło być szansą Sinhadrina. Jego atak był również potencjalnie niebezpieczny, czy Cis poradzi sobie i choć częściowo uniknie kłów białego? Gdyby nie jej ryzykowny manewr, prawdopodobnie i ran miałaby mniej, jednakże pewnym był fakt, że nie podchodząc tak blisko, nie byłaby w stanie wyprowadzić tak dotkliwego ciosu.

V.

Rozłożysta wierzba

#73
Kątem oka dostrzegła obrzydzenie jakie wzbudza w wilku smak posoki. Zaskoczona postanowiła się nie bronić i przyjąć dzielnie wilczy cios. Gdy ostre kły wilka zatopiły się w jej boku, nawet nie mrugnęła. Zaśmiała się tylko histerycznie i spojrzała na samca jak na głupka. Szeroki, szczery uśmiech nie znikał z jej pyska. Ciężko było stwierdzić co sprawiło, że tak szybko zmieniła nastawienie, ale cała złość którą planowała wyładować na wilku tak szybko jak się pojawiła tak szybko zniknęła. - Sądziłam, że gówniak był Wasz, i że była to pułapka. - skrupulatnie zlizała krew wilka ze swojego pyska, dziki błysk z jej ślepi, który towarzyszył jej cała walkę, teraz zniknął. Chichocząc pod nosem odskoczyła nieco od wilka po czym skubnęła trochę pokrzywy podrażniając lekko język. Wplątała ją sobie w sierść, a później wystawiała blady ozorek na wierzch. Lekko sepleniąc poczęła mówić. - Ja nic do Was nie mam, chyba, że znacie tego dzieciaka. To Was nie lubię, ale jak nie znacie to w sumie jest ok. Całkiem dobrze walczysz ziomku, ale wiedz, że dałam Ci fory. - zaśmiała się gardłowo po czym podeszła do wilka i trąciła go łapą. - Ale to było fajne, dawno nie walczyłam. Dobra zabawa. Tak, tak, tak. - podskoczyła kilka razy w miejscu i ruszyła przed siebie. - Siedź i się nie ruszaj. Zaraz pozbieram jakiś ziółek i Ci wyleczę. Obiecuję! - wybuchła śmiechem i podbiegła do skrzypu. Zerwała szybko trochę rośliny i po wplątaniu jej w sierść rozejrzała się badawczo po okolicy. W różnokolorowe ślepia rzucił się tojad mocny, oczywiście nie podałaby go nikomu, ale sama często korzystała z jego zdolności do uśmierzania bólu. Zagryzła czarną wargę i podeszła powoli do kępki, szybkim ruchem skubnęła trochę zioła i schowała nim ktokolwiek to zauważył. Nie była specjalistką w uzdrawianiu, ani nawet zbieraniu ziół, ale swoje przeżyła i trochę wiedzy uzbierała. Podskakując dotarła do boku Sina i uśmiechnęła się łobuzersko. - Baaaardzo Cię boli? - z udawanym smutkiem przyjrzała się wilczym ranom. - Sorki, że tak wyszło, szczeniakowi coś nagle odwaliło uciekł, a chwile później wy, więc sądziłam, że to była pułapka, a on robił jako przynęta. - wystawiła łapy do przodu by rozciągnąć plecy po czym ziewnęła. Krew z jej sierści wciąż kapała brudząc i tak już lekko pożółkłą trawę. Siadła na przeciwko wilka i wywinęła kąciki warg w uśmiechu, następnie przeniosła wzrok na samicę siedzącą wciąż w znacznej odległości. - Nie codziennie przepraszam, więc jak już przepraszam to szczerze. Mam nadzieję, że nie będziecie się długo na mnie złościć. - pochyliła łba i położyła uszy po sobie. Nie zdziwi się jak wilki będą chciały jak najszybciej opuścić jej towarzystwo. Nie przejmowała się tym zbytnio, ale babcią ją uczyła żeby przepraszać, bo to miłe i dobre. A oczywiście Cis chciała by miła i dobra, więc zawsze przepraszała i dziękowała.

/ Cis z własnej woli nie unika ataku i przyjmuje 8pkt. obrażeń.
Ostatnio zmieniony sobota 08 lip 2017, 13:29 przez Cis, łącznie zmieniany 1 raz.

Rozłożysta wierzba

#74
Elyria obserwowała z szeroko rozwartymi oczyma jak potoczyła się potyczka między nieznajomą a Sinhardinem. Na szczęście wilki nie wyrządziły sobie koniec końców jakiejś większej krzywdy, czego się tak naprawdę najbardziej obawiała. Każda potyczka kojarzyła jej się z rychłą śmiercią i potwornym okaleczeniem, gdyż tylko taką stronę wojny i tylko taką stronę przemocy znała. Albo była i była ona potworna, wypaczona, obrzydliwa, albo nie było jej wcale i panował błogosławiony spokój. Nie pojmowała zupełnie sensu takich walk o błahy powód, albo krótkich, ustawianych potyczek.
- Nie.. - wychrypiała tylko do samicy - Nie znamy. - znowu skrzywiła się słysząc swój głos, znowu bardziej podobny do zgrzytu niż jego dawnej melodii, jaką mogłaby się i szczycić, gdyby jej tego tak nagle nie odebrano.
Ze stresu nie mogła wykrztusić nic więcej, gardło ścisnęło się jej niemiłosiernie, a blizny nie ułatwiały wcale sprawy. Coś, co w normalnych warunkach stanowiłoby tylko minimalny dyskomfort teraz stawało się coraz większym problemem, utrudniając częściowo Elyrii oddychanie. Zmuszona była więc brać długie, powolne oddechy, w pełni wykorzystując ściśnięte bardziej niż zwykle gardło. Gdyby przyszło jej teraz biec, nie pokonałaby nawet kilku metrów zanim nie napadłyby ją duszności.

Rozłożysta wierzba

#75
Słysząc histeryczny śmiech wadery, natychmiast rozluźnił szczękę, starając się nie czynić jej większej krzywdy. Wszystkie jego wątpliwości wyparowały, bo uświadomił sobie, że ma po prostu do czynienia z wariatką. A jej kolejne słowa jeszcze bardziej utwierdziły go w tym przekonaniu, wprawiając w ogromne osłupienie. O czym ona mówiła? Jaki szczeniak? Jaka pułapka? To wszytko nie miało najmniejszego sensu. Nie oponował jednak, nie dyskutował, bo - jak każdemu wiadomo - z chorymi psychicznie się nie dyskutuje.
Kiedy wadera w podskokach udała się na poszukiwanie ziół, ostrożnie zbliżył się do Elyrii, chcąc upewnić się, że nic jej się nie stało. Była roztrzęsiona, ale chyba nic poza tym. To dobrze. Mogła sobie zrobić krzywdę, spanikować czy coś w tym stylu... A tego zbytnio nie chciał.
- Już dobrze. Nic mi nie jest. A ty? Wszystko w porządku? Już stąd idziemy - starał się ją jakoś uspokoić, obdarzając troskliwym spojrzeniem.
Podejrzliwie obserwował poczynania Cis, jednak nie dziwiły go już zbytnio. Zachowywał tylko ostrożność. Kto wie, jakie niespodzianki jeszcze przygotowała? Tak, wariaci byli niebezpieczni, a ta dodatkowo potrafiła się bić. I - w przeciwieństwie do niego - robiła to na serio.
- Przeprosiny przyjęte. Jak się nazywasz? Nie chcesz pomocy? Ani jedzenia? Właśnie zamierzałem polować - mimo tego, że wadera próbowała go przed chwilą zabić, wciąż traktował ją jak potrzebującą pomocy zabiedzoną istotkę.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#76
Przyglądała się ranom Sina z wielką dokładnością, miała gówniane pojęcie o ziołolecznictwie, ale grała jak mogła. Cisnęły się jej na język różne głupie żarciki, jednak widząc przerażoną waderę uznała, że lepiej będzie sobie odpuścić. Dopiero gdy Elyria się do niej odezwała Cis strzygła sprawnym uchem i spojrzała na waderę delikatnie wywijając kąciki warg w uśmiechu, podeszła do niej powoli i rzuciła w jej kierunku pokrzywę. - Chyba jesteś trochę przeziębiona, bo masz chrypkę, ale mam nadzieję, że Ci to pomoże! - zapewne popełniła teraz wielki błąd, ale mimo wszystko chciała dobrze i miała nadzieję, że zostanie to docenione, swój gest skwitowała szczerym uśmiechem po czym podeszła do Sina, jemu również rzucając pokrzywę. - Masz, zjedz. Powinno pomóc. - zmrużyła ślepia by dokładnie przyjrzeć się wilkom, bała się bowiem, że ją oszukają i nie zjedzą roślin, które im podarowała ze szczerego serduszka. Po serii dobrych uczynków wyprostowała się dumnie i powiedziała zadowolona. - Mama byłaby ze mnie teraz dumna! - wypięła pierś jakby oczekując, że dostanie medal, przestała dopiero gdy przemówił basior. Po jego słowach pokiwała łebkiem entuzjastycznie i zerwała się na równe łapy podskakując w miejscu. - Jestem Cis, jak Cis, ale możesz mówić mi Cis. - zadowolona ze swojej wypowiedzi wyszczerzyła kiełki. - A Wy? Jak Was ochsz.. ochrzcz.. a mniejsza.. Jak się nazywacie? - wciąż podskakując przechyliła łebek na bok przyglądając się wilkom, dopiero teraz miała okazję to zrobić. Magiczne słowo wypowiedziane przez Sina sprawiło, że ślepia Cis niemalże zaszły łzami, podeszła bliżej i położyła się przed wilkiem.. - Czy Ty o Wielki powiedziałeś to słowo na PE, czy słowem, które wypowiedziałeś było... Polowanie? Ze.. ze mną? - wpatrzona jak w obraz leżała na glebie podziwiając sylwetkę basiora. - Jeszcze pytasz dziadku? Teraz, zaraz, chodźmy, szybko, gdzie, na co, szybko, nie ma czasu, polowanie, Cis idzie polować, będzie BOSKO. - zerwała się z ziemi i poczęła truchtać wokół Sinhardina, potok słów z jej ust zapewne zaszokował wilki, ale nigdy nie miała okazji polować z towarzystwem, zawsze robiła to sama. Oczami wyobraźni widziała jak w zwolnionym tempie biegnie z basiorem i waderą w blasku zachodzącego słońca, jak szczęśliwi i uśmiechnięci gonią zawzięcie za wielkim jeleniem, potok łez szczęścia ścieka po jej policzkach.. W rzeczywistości jednak tylko leżała teraz na plecach i machała w powietrzu łapkami mamrocząc pod nosem. - Jesteś mój jeleniu, zaraz Cię złapię.. Wyglądasz tak smacznie, zostań moim obiadem. - towarzyszące jej wilki zapewne uznają ją za nienormalną, ale była naprawdę najszczęśliwszym wilkiem na świecie, dopiero po chwili fantazjowania raptownie wstała i puściłam wilkom oczko. - Jestem gotowa, prowadź. - białe kiełki błyszczały teraz w uśmiechu, a bura kita cięła bez przerwy powietrze to w lewo to w prawo. To będzie wspaniały dzień!

Rozłożysta wierzba

#77
Popielata odruchowo postawiła uszy na sztorc, słysząc wzmiankę o polowaniu. Od wielu, bardzo wielu miesięcy, a nawet lat, nie miała w pysku świeżego mięsa, zawsze żywiła się padliną, raz z powodu swojego kalectwa, które nie pozwalało jej dotrzymać tempa zdobyczy aby ją skutecznie dogonić i powalić, dwa z racji tego, że brzydziła się przemocą. Tocząc krew innego zwierzęcia mimowolnie powróciłyby wspomnienia niej samej mającej być zaraz zadławionej przez obce, wrogie szczęki, gryzące bezlitośnie, łapczywie pijące i kradnące wypływające z niej z każdym uderzeniem serca życie.. Nie, to nie było coś, do czego Elyria chciałaby wracać..
Tkwiłaby tak dalej, w marazmie i ponurych cieniach z przeszłości, które od czasu do czasu ją nawiedzały, gdyby nie pytanie Cis skierowane do niej. Elyrię zaskoczyła bezpośredniość wadery, która jak widać nie skojarzyła jej głosu z obecnymi na szyi szpetnymi bliznami.
- Ja.. Nie, to nie chrypka. Ten głos... To mój prawdziwy, jedyny głos, jaki mam. - powiedziała, co raz robiąc przerwę na złapanie powietrza, charcząc, a niektóre sylaby wypowiadając nieomalże bezdźwięcznie, jakby powietrze tylko przeciskało się jej przez gardło, zbyt delikatnie wprawiając w drgania struny głosowe, aby słowa były dostatecznie zrozumiałe. - Blizny na mojej szyi... Nie pozwalają mi długo i wyraźnie mówić. Trudno mi oddychać. - wyjaśniła. Była jednak wdzięczna za gest pomocy i z namaszczeniem wzięła w szczęki pokrzywę, ujmując ją delikatnie niby pisklę i wplatając ją w sierść.
Po tej wymianie zdań Elyria ponownie zastanowiła się, czy chciałaby przyłączyć się do polowania. Chciała pomóc, tego była pewna, nie wiedziała jednak, czy zdobędzie się na zadanie cierpienia zwierzynie. Była też druga strona medalu. Gdyby nawet zdobyła się na mord na żywym stworzeniu, czy dałaby radę fizycznie je dogonić, osaczyć i powalić, z jej okaleczoną szyją, zmniejszoną sprawnością fizyczną i mizernym doświadczeniem? Na jej oblicze wstąpiło niezdecydowanie zmieszane ze zwątpieniem.

Rozłożysta wierzba

#78
Skrzywił się lekko, starając się nie przewrócić oczami. Wadera coraz bardziej go irytowała, starał się nie zwracać uwagi na jej dziwne zachowania, wiedział, że jest niespełna rozumu, ale... Jej słowa mogły łatwo urazić Elyrię, jego podopieczną, o którą przysiągł dbać. To przesłaniało nawet głęboko wpojony szacunek do wader. Ruszył przed siebie, ujął podarowaną mu przez Cis roślinę i obejrzał ją dokladnie. Nie obawiał się trucizny, wolał raczej upewnić się że to na pewno pokrzywa, pokrzywa nie nadgryziona przez robaki i młoda. Zioła spełniły jego oczekiwania, dlatego wkrótce jeden egzemplarz znalazł się w jego gęstej sierści.
- Sinhardin, a to Elyria - przedstawił się, wyręczając też z tego Popielatą, która raczej nie lubiła zbytnio mówić.
Kiedy Cis rozmarzyła się o nadchodzącym polowaniu, przysunął się nieco bliżej podopiecznej i nachylił się do jej ucha, widząc niezdecydowanie na pysku.
- Jeśli nie chcesz polować, to nie musisz. Poradzimy sobie jakoś - mruknął, uśmiechając się łagodnie.
Nie chciał jej do niczego zmuszać, nie przeszkadzał mu fakt, że wadera być może nie potrafi ani trochę walczyć. Tym bardziej potrzebowała jego opieki, którą z lubością nad nią roztaczał.
- Dzik, jeleń, coś innego? Znasz jakieś dobre miejsce? - zapytał Cis, mając nadzieję że ta wreszcie spożytkuje swoją energię w pożyteczny sposób.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#79
Ophelia wędrowała już piątą godzinę. Wstała tego dnia z przekonaniem, że po prostu musi ruszyć się z miejsca. Pozwoliła, by jej łapy zaniosły ją przed siebie. Tak dotarła do niewielkiego lasku. Nigdy tu nie była. Przechodziła między drzewami, pozwalając by długie, opadające gałęzie wierzb łaskotały ją delikatnie po ciele. Musiała odpocząć. W końcu ułożyła się pod jednym z wyższych drzew. Położyła łeb na łapy i zaczęła omiatać okolicę zmęczonym wzrokiem. Dopiero teraz zauważyła przed sobą kilka innych wilków, rozmawiających ze sobą. Uniosła głowę i postawiła uszy. Nie była pewna czy powinna podchodzić, więc mimo pokusy, by po raz pierwszy od kilku dni odezwać się do kogoś, pozostała na miejscu i nie spuszczała wzroku z nieznajomych.

Rozłożysta wierzba

#80
Obserwowała poczynania wilków w wielkim skupieniu, a w szczególności moment w którym chwytali pokrzywę i... WPLĄTYWALI JĄ W SIERŚĆ. Oburzona Cis wystawiła przednie łapy, a zadek zostawiła w górze by machać ogonkiem, który znajdował się na jego czubku, pyszczek zaś napełniła powietrzem by wyglądać na obrażoną i napompowaną. - Wrrr, ta pokrzywa była do jedzenia, nie do wplątywowywania w sierść! - z nieukrywanym dąsem w głosie wyraziła swoją opinię na temat ziół. - Gdybym chciała żebyście potraktowali ją jak ozdobę to bym Wam jej nie zrywała, o! - dopiero słowa Elyrii sprawiły, że Cis doczołgała się do wadery i z pełnym podziwu uśmiechem poczęła oglądać jej blizny. - Wybacz, że poruszyłam temat. - położyła uszka po sobie i machając kitą kontynuowała. - Ale ładnie Ci w bliznach, ja też mam dużo, a blizny świadczą o odwadze, a Cisek lubi odważne samice, hehehe. - kilkakrotnie mrugnęła lewym okiem do samicy, a następnie zerwała się na równe łapy. - W ramach przeprosin idziemy zapolować na niedźwiedzia, o! I nie sprzeciwiać mi się, bo wielka Cisława zadecydowała! - dumna obróciła się w stronę lasu by ruszyć i zauważyła w cieniu wilka. Szarobiałe futro było bardzo bardzo znajome, tak jakby widziała je.. tu, przed chwilą. Spojrzała na Sina i Elyrię, a potem znowu na obcą samicę i tak kilkakrotnie patrząc to w jedną to w drugą stronę donośnym głosem rzuciła. - Ej dziadku, Wasza córka tu przyszła - po swoich słowach wybuchnęła śmiechem. - Jak się nazywa Sinhyria? A może Elsinhia, a może Sinhardlyria, albo wiem wiem to będzie eee, ummm, no dobra nieważne nie wiem, ale śmieszne w sumie. Dziadku nie mówiłeś, że masz dziecko. - rozbawione spojrzenie omiatało sylwetkę białofutrego. Polowanie będzie musiało poczekać.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron