Rozłożysta wierzba

#61
Na słowa szczeniaka wyszczerzyła kły w przerażającym uśmiechu i przysunęła się lekko do pyska wilka po czym kłapnęła paszczą tuż nad jego uchem. Nie rozumiała dlaczego samczyk taki jest, dlaczego nie chce się nauczyć czegoś więcej tylko dalej woli być słaby.. Ona taka nie była, on zawsze dążyła do bycia silniejszą, choć wiedziała, że nie da rady próbowała walczyć z rodzeństwem, a on? Myślał, że świat jest piękny i kolorowy? Że wszyscy będą go nosić na rękach, bo co? Bo jest mały i nie zna życia? Jej usta wywinęły się w coś na podobieństwo grymasu złości. Mimo, iż Cis nie była typem który zwykł się denerwować to zbyt odważne podejście szczeniaka ją zirytowało, nie lubiła być niedoceniana, lekceważona. Wyprostowała się gwałtownie i warknęła. - Jeżeli myślisz, że życie zawsze będzie się z Tobą pieścić to się mylisz, zdechniesz przy pierwszej lepszej okazji. Jesteś nikim. - machnęła łapą by zdzielić szczeniaka, ale nim zdążyła to zrobić ten zaczął uciekać. Wiedziała, że za dużo mu to nie da, bo i tak go dorwie, więc powoli podniosła się z gleby i z szalonym uśmiechem ruszyła za szczeniakiem kołysząc się na boki. Nagły szelest i trzask gałęzi oderwał ją od pogodni, odwróciła łeb w stronę owego dźwięku i poczęła cicho warczeć. Czyżby gówniarz był tylko przynętą? Gdy spośród wierzbowych witek wyłoniła się para wilków Cis była już gotowa do ataku. Mimo, iż samiec próbował zacząć dość miło rozmowę Cis targana emocjami nie dopuściła do siebie jego pytań. - Czego tu szukacie? To mój teren, wynoście się. - wciąż warcząc poczęła powoli zbliżać się do wilków. - Jesteście od tego szczeniaka tak? To była pułapka? Nie dam się pokonać! Rozumiecie? Wynocha! - z jednej strony chciała by zeszli jej z oczu z drugiej wolała się zabawić, wyładować na kimś, zaspokoić swoją żądzę krwi. - Chyba, że jesteście na tyle odważni by ze mną walczyć o tego gówniarza? Panienka sprawia wrażenie dość.. apetycznej. Może nim odejdziecie dane mi będzie zasmakować jej krwi? - zaśmiała się gardłowo i pochyliła łeb, kołysząc się na boki krok za krokiem była coraz bliżej parki. Oblizała bury pysk bladoróżowym ozorem, na jej pysk znowu wstąpił szyderczy uśmiech. Teraz od samca dzieliło ją tylko kilka kroków, przyjrzała się dokładnie jego sylwetce i zaśmiała się pod nosem. Już wiedziała gdzie zaatakuje. - Nie zginę przez durnego szczeniaka. Nawet gdy jest Was dwójka. - wycedziła i na jej pysk wstąpił grymas złości, a w ślepiach pojawił się niebezpieczny błysk. Czujnie czekała na kolejne ruchy wilków gotowa do walki.

Rozłożysta wierzba

#62
Reakcja samicy całkowicie go zaskoczyła. Nie rozumiał, czemu zachowywała się tak agresywnie. Przecież tylko grzecznie zapytał! Wystarczyło tylko powiedzieć, że nie są tu mile widziani, ale po co? Lepiej of razu startować z kłami! Odruchowo zasłonił Elyrię, wysuwając się nieco przed nią. Niepokoił go fakt, że wadera wciąż zbliżała się do nich, w dodatku jeszcze warcząc. Dlaczego? Co jej zrobili? Czy ona była szalona? Musiała być. Wciąż mówiła o jakimś szczeniaku, czyżby jej? Próbował złożyć wszystkie jej wypowiedzi w logiczną całość. Widocznie wadera spotkała jakiegoś szczeniaka, do którego zapewne zdążyła się jednak przywiązać. Potem młody uciekł, zostawiając ją samą albo został zabrany siłą... a oni zostali uznani za kogoś mającego z tym związek. Niedobrze. Miał więcej przed sobą zrozpaczoną opiekunkę, która zrobi wszystko, by odzyskać dziecko. Szanse na przemówienie jej do rozsądku były mikre. Tak właściwie, to raczej nie istniały. Nie pozostało mu nic innego jak ostrożnie się wycofać, zajmując waderę w międzyczasie rozmową.
- Powoli się cofnij, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Nie bój się, wszystko kontroluję. Gdy znajdziesz się już odpowiednio daleko, schowaj się gdzieś. Wkrótce do ciebie dołączę. Bądź ostrożna - półgłosem poinstruował Elyrię, wciąż patrząc nieznajomej w oczy.
Wiedział, że teraz to Popielata była najbardziej zagrożona, bo to nią zainteresowała się obca. Musiał jakoś zwrócić na siebie uwagę Cis. Nie lubił uciekać się do walki, ale miał znacznie większe szanse na przetrwanie niż podopieczna. Musiał o nią dbać, a to oznaczało przecież także stawanie w jej obronie.
- Nie wiemy nic o żadnym szczeniaku. Przepraszamy, już odchodzimy. Nie chcieliśmy ci przeszkadzać - próbował jeszcze załagodzić sytuację, ale z góry wiedział, że to działanie jest z góry skazane na klęskę.
Wiedział, że wilczyca zaraz zaatakuje. Widział ten specyficzny błysk w jej płomiennych ślepiach, widział, jak mu się przygląda, jak wybiera cel. Ale i on nie pozostawał w tyle. Przymrużył oczy, lustrując spojrzeniem sylwetkę Cis, zawieszając wreszcie różnobarwne spojrzenie na jej źrenicach. Mimowolnie ustawił się w pozycji defensywnej, gotowy na nadchodzący atak.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#63
Nie zbliżała się do wilków, na ugiętych łapach czekała na dobry moment by zaatakować. Zdawała się być głucha na słowa basiora, z wystawionymi kłami obserwowała poczynania samca, wiedziała już, że to jego towarzyszka jest najsłabszym ogniwem i że to ją byłoby najłatwiej zaatakować. Z drugiej strony jego słowa sugerowały, że wadera miałby zaatakować ją od tyłu, tak by Cis się tego nie spodziewała. - Ma tu siedzieć i patrzeć, nie dam się zaskoczyć. Jeżeli odejdzie choćby na krok przysięgam, że Was pozabijam. - wciąż warcząc nastroszyła sierść na karku, różnokolorowe ślepia z dzikim obłędem skakały od samicy do samca. Wciąż nisko na łapach podeszła dwa kroki do przodu. Gardło, to był jej cel. Na myśl o krwi, która splami to piękne, białe futro zaśmiała się w duchu. - Może powinnam się wręcz położyć na glebie i czekać, aż się dorwiesz do moich wnętrzności? Masz mnie za idiotkę, która da się nabrać? - postanowiła nie czekać na i tak mało dla niej ważne słowa wilka tylko jednym zgrabnym susem doskoczyła do basiora wlepiając ślepia w jego gardło. Zaraz poleje się krew. Histeryczny śmiech zabrzmiał w jej głowie na myśl o walce i tym co nastąpi. Złość, która się w niej kłębiła sprawiła, że chciała oddać w swoim ciosie jak najwięcej siły i agresji.

/ Cis używa umiejętności Wściekłość na Sinhardinie.

Rozłożysta wierzba

#64
Kolejne słowa wadery jeszcze bardziej utwierdziły go w przekonaniu, że jest ona obłąkana i paranoiczna. Czy nie wyrażał się jasno? Co powiedział nie tak? Dla kogoś innego ta sytuacja mogłaby być śmieszna, jednak mu zdecydowanie nie było do śmiechu. Wadera jawnie go prowokowała, a to oznaczała, że była dobrą wojowniczką. On - mimo słusznej postury i większego doświadczenia - na walce zbytnio się nie znał. Atakował tylko w ostateczności. Musiał jednak powstrzymać szaloną, bo gdy ta dorwie się do Elyrii, nie skończy się to dobrze dla Popielatej.
- Żeby dostać ją, musisz najpierw pokonać mnie - warknął ostrzegawczo, mając nadzieję, że wadera skupi się tylko i wyłącznie na nim.
I tak się stało.
Cis wystrzeliła do przodu, a on nie czekał, próbując capnąć zębiskami bok wadery. Mimo świadomości, że prawdopodobnie walczy na śmierć i życie, jego ciosy były raczej delikatne, mające bardziej ogłuszyć niż dotkliwie poranić.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#65
Cis inicjuje walkę.

Cis używa umiejętności wściekłość.
Cis zadaje Sinhadrinowi 10 punktów obrażeń.

Sinhadrin - rzut na unik.
Brak możliwości uniku.
Sinhadrin przyjmuje 10 punktów obrażeń.


Sinhadrin - rzut na atak
Wynik rzutu: 6 + 1 (ID: 376145 )
Sinhadrin zadaje Cis 7 punktów obrażeń.

Podsumowanie po I turze:
Cis: 110 pż 75 E
Sinhadrin: 100 pż

Biały basior nie był w stanie uniknąć nagłego, przesyconego gniewem ataku wadery, szczęki Cis sięgnęły gardła Sinhadrina rozrywając skórę. Posoka obficie spłynęła w gardło płomiennookiej, pobudziła instynkty słodkawym, metalicznym smakiem. Ból gwałtownie obudził się w szyi wilka, musiał atakować, bronić się, co też uczynił, uderzając zębami w ciało przeciwniczki. Jednakże wciąż Cis miała szansę uniknąć bądź zniwelować atak basiora.

V.

Rozłożysta wierzba

#66
Wydawała się bardzo delikatna i słaba, świadczyło o tym jej wychudzone ciało, prawda jednak była taka, że miała więcej siły niż niejeden rosły basior, jako dowód mógł świadczyć atak z jakim ruszyła na samca, zgrabnie, acz z pełną siłą wbiła się kłami w gardło basiora. Metaliczny posmak krwi sprawił, że szerzej otworzyła ślepia i aż zapiszczała z radości, dawno nie miała przyjemności walczyć z wilkiem, smakować krwi jednego ze swoich, zwierzęta na które zazwyczaj polowała nie dawały jej satysfakcji, nie walczyły tak jak ona chciała, ofiary się tylko szamotały i wyły z bólu, na oślep machały kopytami, czy łapami, ale nic więcej. A ona pragnęła zabawy, chciała odbić sobie czasy dzieciństwa kiedy po nawet najmniejszym wysiłku mdlała. A ten basior mógł jej dać to o czym marzyła, znowu niebezpieczny błysk ślepi i mocniejsze ugryzienie, krew strużką spływała po pysku Cis. Nie mogła jednak się zapomnieć, on też atakował, wciąż wbita w jego gardło czekała na ruch, jeżeli ją trafi odskoczy i zaatakuje od boku, jak nie będzie w stanie i chybi to zaciśnie mocniej kły i wspomoże się pazurami, które zaprze na jego klatce by i ją dobrze poranić.

Rozłożysta wierzba

#67
Nie spodziewał się, że drobna i wychudzona wadera może uderzyć z taką siłą. Być może to dlatego nie uniknął jej ataku, jednak bardziej prawdopodobną opcją było to, że podświadomie dawał jej fory. Nie zwykł walczyć z waderami, ba, nie zwykł walczyć z kimkolwiek. Dlatego też mimo potężnego ataku Cis nie potrafił wykrzesać z siebie ani grama nienawiści. Mimo powagi sytuacji, traktował wilczycę i jej prowokację nieco pobłażliwie. Na razie nie stanowiła dla niego zbyt wielkiego zagrożenia, a nie zamierzał celowo robić jej krzywdy. Walczył, by Cis nie rzuciła się na Elyrię, ale jego głównym celem było spacyfikowanie Różnookiej, by ta przypadkiem się nie połamała. Sinhardin nie działał instynktownie. Sinhardin kalkulował.
Nie mógł jednak pozwolić, by wadera go zlekceważyła. Musial jej pokazać, że dalsza walka jest bezsensowna. Dlatego też wyprowadził dość silny cios w bok przeciwniczki. Miał skrytą nadzieję, że wadera go uniknie, wtedy wykorzysta bowiem to, że Cis chwilowo nie jest uczepiona jego karku i spróbuje na nią zaszarżować i nieco poturbować. Jeśli nie, po prostu zaciśnie nieco mocniej szczęki.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Rozłożysta wierzba

#68
Cis - rzut na unik.
Wynik rzutu: 5 (ID: 376720 )
Unik nie powiódł się.
Cis przyjmuje 7 punktów obrażeń.

Cis - rzut na atak.
Wynik rzutu: 2 (ID: 376721 ) + 2
Cis zadaje Sinhadrinowi 4 punkty obrażeń.

Sinhadrin - rzut na unik.
Wynik rzutu: 6 - powodzenie. (ID: 376722 )
Rzut na ilość unikniętych obrażeń: 7 (ID: 376725 )
Sinhadrin nie przyjmuje obrażeń.

Sinhadrin - rzut na atak.
Wynik rzutu: 2 (ID: 376726 ) + 1
Sinhadrin zadaje Cis 3 punkty obrażeń.

Podsumowanie po I turze:
Cis: 103 pż 75 E
Sinhadrin: 100 pż

Atak Sinhadrina mimo jego bardziej pokojowych intencji był skuteczny i mocny, na tyle by mniejsza wadera nie zdążyła go uniknąć, na czarnoburym futrze zalśniła jej własna posoka. Tymczasem szczęki Cis zakłapały w powietrzu, szczęście czy umiejętności, coś sprawiło że białofutry tym razem nie otrzymał żadnych obrażeń. Zapowiadała się bardzo wyrównana walka, bo choć córka Kos charakteryzowała się świetnymi umiejętnościami, jej przeciwnik zdawał się wcale nie być gorszym.

V.

Rozłożysta wierzba

#69
Kiedy basior trafił samicę, ta odskoczyła na bezpieczną odległość, choć Sin zaatakował z dużą siłą Cis nawet nie mrugnęła, przyzwyczajona do dużo gorszego bólu zwilżyła tylko usta, z których skrupulatnie zlizała posokę. Nie spodziewała się, że trafi na przeciwnika równego sobie. Samiec nie wyglądał na wilka który lubi walczyć, wręcz przeciwnie, zdawał się być pacyfistą. Machnęła burą kitą i zaś ugięła łapy szykując się do ataku, najłatwiej będzie go skrzywdzić dając uczucie przewagi. Ruszyła prosto na pysk, zmierzała odbić się od gleby będąc tuż przy nim, nastawiając brzuch, gdy on się połasi na ten łatwy kąsek Cis zatopi kły w jego karku zadając dodatkowe obrażenia.

/ Cis używa Poświęcenia na Sinie.

Rozłożysta wierzba

#70
Elyria towarzyszyła Sinhardinowi w przemierzaniu dalszych kilometrów. Wspólnie poszukiwali własnego miejsca, własnego domu. Może tym razem się im uda go odnaleźć?
Popielata jednak szybko miała się przekonać, że życie nie jest tak łatwe, jak się wydaje, a los czerpie wyjątkową, chorą wręcz radość z niszczenia wszelakich marzeń o pokoju. Czy tylko ona miała tak parszywe szczęście, że nie mogła odnaleźć spokojnego, wolnego od trosk i walk miejsca? Czy ona to jakoś celowo na siebie sprowadzała?
Mogła tylko bezradnie obserwować jak znowu napotykają na swojej drodze kogoś, kto poszukiwał potyczki i chciał wylać swoją złość i frustrację koniecznie na nich. Bez słowa sprzeciwu, w całkowitym milczeniu spełniła polecenia Sinhardina i cofnęła się kilka metrów, aby znaleźć się jak najdalej poza zasięgiem groźnej samicy. Jednocześnie starała się pozostać w miarę w zasięgu jej wzroku, aby ta nie uznała, iż zamierza się podkraść do niej od tyłu.
Potem mogła tylko patrzeć na potyczkę z zapartym tchem i czekać na rozwój wypadków.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron