Rozłożysta wierzba

#51
Nie zdziwiło ją wcale że nie słyszał o jej watasze niczego dobrego, wszakże byli szaleńcami wiecznie głodnymi krwi, chętnymi do walk i nierzadko wyjątkowo kłótliwymi istotami. Na uśmiech samca odpowiedziała również uśmiechem, drapieżnym jak to ona. Skinęła lekko łbem w podziękowaniu za uznanie, znów zadowolona z zachowania jak i obecności Fyre. Jakoś ostatnio zdarza się Zivie dobrze trafiać w towarzystwo.
- Wszystko co słyszałeś to prawda, ale uczą młodych szacunku do starszych osobników, szczególnie, nie obraź się, sędziwych. Żeby dożyć takiego wieku trzeba myśleć, co nie udaje się większości wilczego gatunku. - zaśmiała się lekko pod koniec wypowiedzi, głos miała lekko ochrypły, bardzo zmysłowy i pewnie gdyby nie wiek burego, młoda wilczyca wzbudziłaby w nim żądze. Za co potem wpadłaby w gniew, bo wyjątkowo nienawidziła być traktowana inaczej ze względu na wygląd czy ton głosu, co zdarzało się często biorąc pod uwagę dziwaczny, nieco egzotyczny urok Pożogi.
- Oczywiście. - na wzmiankę o polowaniu ożywiła się jeszcze bardziej, we dwójkę z basiorem mogli powalić sarnę, szczególnie że ten zapewne był wprawny w łowach po tak długim czasie. - Musimy tylko wytropić coś większego niż perlice, które tutaj widywałam, za nimi szkoda zachodu jak się jest we dwójkę.
Uznając że samiec się zgodził, skoro sam zaproponował łowy, rozpoczęła tropienie podążając w kierunku polany nieopodal, na której zdawało jej się że kiedyś minęła trop sarny. Zerknęła jeszcze czy Fyre podąża za nią i przyspieszyła.
/zt -> podmokła polana/

Rozłożysta wierzba

#52
Fyre machnął ogonem od niechcenia, jednak do końca wysłuchał odpowiedzi wilczycy.
- Nie mam powodu żeby obrażać się za coś, na co nie mam wpływu. I jestem rad, że w tym świecie chociaż jedna wataha szanuje stare wilki.
Oczywiście, że Fyre zauważył, że Ziva jest wyjątkowo piękną waderą, jednak tak jak złotooka przewidywała, jej wdzięk nie miał już wpływu na szarego. I w tej kwestii pole do popisu pozostawi młodej krwi.
A co do polowania... basior raczej nie spodziewał się zgody, ale skoro Pożoga mu zaufała, to zamierzał to w pełni wykorzystać i faktycznie zasadzić się na grubszego zwierza.
- Miło mi. A więc sarna.
W duchu Fyre już przestawił się na polowanie i po chwili pędził za wilczycą. Później ponarzeka na swój wiek, teraz liczy się napełnienie brzucha.

//zt.-> podmokła polana//
команда России
(∩ ͡° ͜ʖ ͡°)⊃━☆

Rozłożysta wierzba

#53
Finchi był już okropnie zmęczony, brudny i wydawało mu się, że zaraz zacznie płakać. A mógł zostać z oszalałym wilkiem! Mógł! Marny był z niego opiekun, ale zawsze coś, prawda? A teraz był sam, w nieznanym miejscu, gdzie cały czas słyszał jakieś niepokojące dźwięki, których nie rozumiał. Nie miał kto go nauczyć, jakie dźwięki wydaje las.
Wilczek szedł tak ze zwieszonym łbem i powłócząc łapkami po ziemi, od czasu do czasu ciągnąc nosem, aby powstrzymać napływające do oczu łzy.
Nie jestem słaby, nie będę płakać. Jakoś sobie poradzę, jak zawsze! wmawiał sobie, ale niewiele to dawało. Nadal było tak samo.
W końcu Szpak podniósł swój puchaty łebek i rozejrzał się. Było trochę inaczej niż wcześniej, ale co za różnica. Szczeniak westchnął, kiedy zauważył wielką wierzbę. Wilczek nigdy wcześniej takiej nie widział, to też stał tak przez dłuższą chwilę z rozdziawionym pyszczkiem, ale zaraz stracił zainteresowanie drzewem i znalazł fajnie ułożone korzenie drzewa, na które się wspiął po czym usiadł na nich i zamknął zielone ślepia.
Finchi mimo usilnych starań pozwolił łzom spłynąć z jego oczu po policzkach, potem szyi kończąc na puchatej ale brudnej piersi.

Rozłożysta wierzba

#54
Ten piękny dzień, aż prosił się by go kochać. Niemalże czyste niebo, gdzieniegdzie niewinna chmurka przeganiana przez mściwy, zazdrosny wiatr. Różnokolorowe ślepia zachłannie chłonęły okolicę, a bladoróżowy jęzor wystawiony na wierzch co jakiś czas zwilżał spierzchnięte wargi. Lekko przygarbiona sylwetka przemierzała kolejne kilometry nie czując nawet zmęczenia. Czujne zmysły rejestrowały każdy szelest czy nienaturalny ruch jakiejś rośliny. Im teren był bardziej bagienny tym samica zwalniała kroku, jej wątłe ciałko i tak zdawało się nie oddziaływać na podłoże. Czuła się jak duch, za lekka by żyć normalnie, za ciężka by móc odlecieć do nieba. Uniosła łeb i zaśmiała się piskliwie. Z każdym kolejnym krokiem droga jednak była coraz twardsza, może nie była spełnieniem marzeń, ale znacznie lepiej się szło. Chude ciałko poczęło przedzierać się przez gałęzie wierzb wciąż śmiejąc się niemalże histerycznie. Gdy udało się jej opuścić labirynt gałęzi dotarła do największego drzewa jakie w życiu widziała. Pierwszy raz było jej dane zobaczyć coś takiego. Wiatr który poruszał witkami wierzby sprawiał, że wyglądało to jak zielony wodospad. Samiczka podskoczyła w miejscu i wyrwała do przodu. Gdy przedarła się do środka liściastej kopuły i ujrzała jakiegoś dzieciaka uśmiechnęła się złowrogo i pochodząc powoli rzekła. - Mała pchła mamę zgubiła.. Na nieszczęście w łapy Cis trafiła.. A ta Cis taka zła była, że gówniaka wzięła i zabiła. - wypowiadając ostatnie słowa stała u boku malca i tuż nad jego uchem kłapnęła pyskiem po czym piskliwy śmiech opuścił jej gardło, a dwukolorowe ślepia zalśniły mimo, iż miejsce ze względu na wierzbę było zupełnie zacienione.

Rozłożysta wierzba

#55
Wilczek otworzył oczy, kiedy usłyszał kroki. W jego kierunku szła jakaś chuda wadera, która wzbudziła zainteresowanie Szpaka. Miała klapnięte ucho, a takiego jeszcze nigdy nie widział. Zrzedła mu jednak mina, gdy ta tylko się odezwała.
-Co to jest "gówniaka"?-zapytał Finchi, całkowicie ignorując fakt, że wadera mu groziła. Jego mały móżdżek jeszcze nie pojmował, że znalazł się w dość nieodpowiednim towarzystwie.
-A tak w ogóle to się nie zgubiłem!-rzucił po chwili ze złością-Po prostu tu przyszedłem a tobie nic do tego!-warknął i fuknął na waderę.
Szpak podniósł się i spojrzał na Cis z wysoko uniesioną brodą i wypiętą piersią, co sprawiało raczej śmieszne niż groźne wrażenie, chociaż Finchi nie mógł tego wiedzieć, i był niemal przekonany, że zaraz odstraszy obcą.

Rozłożysta wierzba

#56
Na pytanie szczeniaka najpierw uniosła brew jakby go nie rozumiała, a po chwili wybuchnęła śmiechem. Rozbawiło ją jego zachowanie, czyżby udawał, a może faktycznie był głupkiem? Przyjrzała się mu uważnie i wydała z siebie dźwięk na wzór mruknięcia. Nie wyglądał na bardzo młodego, wydawało się, że w tym wieku jednak powinien wiedzieć trochę więcej o życiu i nie wystawiać się na atak innych wilków. No i był skory do pyskówek, to jej się podobało. Dzieciak, a jaki zadziorny. Skoro tak chciał się bawić to ona bardzo chętnie podłapie temat. - A może to mi do tego, że to mój teren? Żeby móc tu przebywać musisz stoczyć ze mną walkę o to miejsce. - wyszczerzyła kły w makabrycznym uśmiechu po czym zachłannie oblizała pysk. Przyjrzała się wielce odważnej postawie samczyka i zarechotała. Może i nie była o wiele większa od niego, ale wciąż była starsza i bardziej doświadczona w boju. Może i nie zwykła prać dzieciaków, ale zrobienie mu małego treningu, jak dalej będzie taki cwany, nie zaszkodzi. Jak oberwie to ucieknie z podkulonym ogonkiem i się skończy jego odwaga. Podeszła na wprost samczyka i spięła mięśnie, sierść się zjeżyła, a z gardzieli wyrywały się krótkie, groźne warknięcie. I co Ty na to maluchu?

Rozłożysta wierzba

#57
-Jakby to był twój teren to pachniałoby tu tobą, a tak nie jest.-stwierdził i wzruszył ramionami, nie mając najmniejszej ochoty na walczenie z wilczycą.
Widząc jak wadera szykuje się do ataku, wilczek mimowolnie przybrał mniej pewną postawę i podkulił ogon.
O nie! Nie ma mowy żebym znowu musiał się z kimś bić! Nie po tamtych miesiącach ze szczeniakami porywaczki. NIE. MA. TAKIEJ. OPCJI.
Szpak wyszczerzył ząbki tym razem w uśmiechu, próbując zamaskować strach.
-Nie chcę się z tobą bić, i tak byś wygrała bo jesteś starsza.-powiedział jakby z wyrzutem, przyglądając się Cis swoimi zielonymi ślepkami.
-Jak chcesz walczyć to nie ze mną.-podsumował, siadając na puchatym zadku.
-A w ogóle to jak masz na imię?-zapytał tylko po to, żeby zmienić temat.
Głupi! Przecież już mówiła, jak się nazywa! prychnął na niego wewnętrzny głosik, a Finchi głośno przełknął ślinę.

Rozłożysta wierzba

#58
Mogła zapomnieć o zabawie, szczeniak był zbyt strachliwy. Ona też kiedyś taka była, ale potem się nauczyła, dużo zrozumiała i stała się silniejsza. Na wspomnienie chwil po opuszczeniu rodzinnego stada wyszczerzyła kły w uśmiechu. Następnie przeniosła wzrok na dzieciaka. Dalej brnął w pyskówki i na siłę próbował ją zdenerwować, pokiwała więc łebkiem na boki i szepnęła. - Odważny jesteś, że tak pyskujesz. - uniosła łeb i spojrzała na niego z nieukrywaną wyższością. - Ale wiesz co? Wilk który nie chce zostać znaleziony umie się maskować i nie zostawia za sobą śladów. - była ciekawa jaki teraz argument znajdzie. Była tak rozbawiona, że kusiło ją by zaśmiać się gówniakowi w pysk. Na następne jego słowa podskoczyła w miejscu kilka razy. - Tchórz, tchórz, tchórz! - krzyknęła jakoby chciała aby cała kraina dowiedziała się o tym jaki z niego mięczak. - Oczywiście, może dałabym Ci trochę fory, przynajmniej nauczył byś się czegoś nowego. Na przykład.. Jak być męskim! - wybuchnęła piskliwym śmiechem. Oj nie była normalna, jak nikt inny lubiła prowokować i się wdawać w bójki na lewo i prawo. Gdy się nieco uspokoiła przetarła łapa po pysku jakoby ścierając wyimaginowaną łezkę. - Cis, Cis, Cis, Cis. - przysuwając pysk w stronę dzieciaka poczęła maniakalnie powtarzać swoje imię. - Zapamiętałeś? To teraz się ładnie przedstaw. - wyszczerzyła kły w uśmieszku i machnęła burą kitą. Ta zabawa jej się baaardzo podobała.

Rozłożysta wierzba

#59
-Jesteś wredna.-stwierdził Szpak przekrzywiając głowę-A przecież nic takiego nie zrobiłem.-dodał i odszedł od wilczycy kilka kroków, jednak nie odwracając się od niej tyłem.
[b]-Ja jestem Finchi.[b]-przedstawił się wilczek niechętnie. Zdecydowanie wadera nie przypadła mu do gustu, miał już dość spotykania wariatów na swojej drodze. Tak nie powinno być. A co jeśli... Wszyscy tacy są? Tylko to on jest nienormalny.
Szczeniak westchnął.
Czas się ulotnić...
Zielonooki odwrócił się do wilczycy zadkiem i zaczął biec przed siebie, byle dalej stąd.

//z.t./

Rozłożysta wierzba

#60
Szedł przed siebie, wybierając możliwie najdogodniejsze trasy dla swojej towarzyszki. Co pewien czas zerkał na nią, jakby chciał upewnić się, czy wadera wciąż tu jest. Jednak w tym spojrzeniu, oprócz troski i czułości dało się dostrzec coś jeszcze. Jakby... zainteresowanie? Nie, nie, nie. Nie umiał określić tego dziwnego uczucia, które wypełniało go, gdy patrzył na samicę. Cóż, Elyria była bardzo podobna do jego ukochanej, pod względem charakteru, zachowań... Może dlatego tak łatwo ją polubił? Może to ze względu na podobieństwo? Trzymał się kurczowo tego wytłumaczenia. Było ono bowiem jedynym racjonalnym, przynajmniej na chwilę obecną.
Jednak nawet zamyślony, wciąż pozostawał czujny. Dlatego też natychmiast zatrzymał się, gdy tylko wyczuł woń innego wilka koło wierzby. Na razie znajdowali się w bezpiecznej odległości, obcy nie miał prawa wyczuć ich obecności, dlatego wolał załatwić sprawę tutaj. Miał dziwne przeczucie, że tym razem dobra passa pokojowych nieznajomych właśnie ma się skończyć.
- Trzymaj się blisko mnie. Tam jest kolejny samotnik. Może być niegroźny, ale może też zaatakować. Gdyby tak się stało, zajmę się nim, a ty w tym czasie uciekaj, dobrze? Nie martw się, nic mi nie będzie... o ile dojdzie do walki. Bo mam nadzieję, że nie będę zmuszony atakować - mruknął, patrząc z troską na Elyrię.
Nie czekając na reakcję samicy, ruszył w stronę wielkiego drzewa. Cała ta sytuacja powoli zaczynała go śmieszyć. Gdzie nie pójdą, tam ktoś. Czy ta kraina była tak zapełniona, czy to oni po prostu nie mieli szczęścia? Wszystkie wilki jakie do tej pory spotkali, były lekkomyśne, chamskie lub igoranckie. Coż, o zamiarach kolejnego obcego miał się zaraz przekonać.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy - zaczął grzecznie, wyłaniając się z krzaków.
Wadera. Kolejna. Może ta nieco szyciej podejmowała decyzję? Chociaż... Impulsywność była znacznie gorsza od chłodnej kalkulacji. Mniejsza z tym, musiał teraz działać ostrożnie i spokojnie, by sytuacja nie wymknęła mu się spod kontroli.
- Nie masz nic przeciwko, żebyśmy chwilę tu odpoczęli? Zaraz po tym sobie pójdziemy, chyba że to twój teren. Wtedy pójdziemy sobie teraz - zapytał spokojnie, obdarzając nieznajomą łagodnym uśmiechem.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron