Potok górski

#221
Poczuła rozrywający, tępy ból dochodzący z okolic ugryzienia. Źrenice zmniejszyły się, a oddech przyśpieszył. Kły sięgały już do niego, już miały ponownie ponacinać skórę i zrosić ją szkarłatną czerwienią, która popłynęłaby pewnie strugą, parząc swoim ciepłem poprzez ciemne futro. Spojrzała w granatowe ślepia basiora, a szczupłe łapy ponownie wybiły ją z ziemi. Paszcza rozwarła się, ukazując ponownie kły, jednak słowa Herszta były niczym magiczne zaklęcie. Wylądowała miękko tuż przy Maelviusie, z powagą na pysku. Była niebezpiecznie blisko, dalej mogłaby kontynuować atak, ale wiedziała, że sparing zakończony. Spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, by po chwili mogła odwrócić wzrok na Revirell. Skinęła jedynie głową, byli gotowi, by udać się na coś większego. To miał być prawdziwy sprawdzian ich rodziny.
Słysząc głos dochodzący do niej z ust Maelviusa, odwróciła się do niego i przechyliła łeb, niczym szczenie zaintrygowane czymś. -No, sam też dajesz radę. - uśmiechnęła się połową pyska nie oszpeconą bliznami. Jednak gdy ten zbliżył się opatrując jej rany, poczuła się lekko niezręcznie. Jednak nie protestowała, wiedziała, że basior wie co robi. Jednak opatrywanie przez kogoś uznawała za lekką ujmę na honorze. A może tylko przemawiała przez nią jej duma?
-Dziękuję za opatrzenie ran. - rzuciła delikatnie, a na propozycję rewanżu kły błysnęły w uśmiechu, a kita lekko zakołysała się na boki. - Zapamiętam. - wyminęła go i udała się za Przywódczynią, starając się być gdzieś po środku watahy. Uśmiechnęła się do małej Lyv, widząc typowe dla jej wieku rozentuzjazmowanie.


Potok górski

#222
Na słowa Księżycowookiej obróciła urodziwy łeb w jej stronę i uśmiechnęła się lekko, wyjątkowo uroczo, co jednak jak zawsze psuły matowoczarne otchłanie, rozwarte w koronce równie ekscentrycznych, acz pięknych rzęs. Od hebanowej czerni, niby pełznącej z ślepi, jaśniały stopniowo, aby ich końcówki stawały się śnieżnobiałe, jak aksamitne futro pokrywające zgrabne, drobne ciało waderki. Wyglądała niby wytwór porannych mgieł, mara zrodzona z snów i wyobrażeń, mająca za kilka sekund rozwiać się gdy tylko umysł osiągnie stan pełnego rozbudzenia. Jednakże, wciąż stała tu i uśmiechała się lekko, acz pięknie, słodko i szczerze jak jej rodzicielka.
- Chodźmy. - zgodziła się, głos młodej Voulke brzmiał równie urokliwie jak wyglądał jej uśmiech, dźwięczała czysto i przyjemnie niby doskonale nastrojony instrument w rękach wirtuoza, aż chciało się słuchać. Z naturalnym wdziękiem podeszła, by stanąć u boku Revirell, tworząc raz jeszcze owo przerażające wrażenie, że te dwie są swymi odbiciami, acz w negatywie. Obie obdarzone dziwaczną, nieco drapieżną, ale i kuszącą urodą, niskie niby ośmiomiesięczne szczenięta, pełne gracji, zbudowane wręcz filigranowo. Doprawdy, razem wyglądały równie pięknie, co w jakiś sposób niepokojąco.
- Niedźwiedź jest ogromny, mógłby cię zabić dwoma uderzeniami łapy. - oznajmiła pogodnie na słowa Lyvarris, przenosząc chłód otchłani na niedawną przeciwniczkę, och wcale nie chciała brzmieć złowrogo. Problem w tym że po prostu tak wyglądała, nawet jeśli wciąż po urodziwym licu błąkał się lekki uśmiech. Vasija jednakże była nie tylko Ellye, ale i krwią z krwi Pożeracza, co nie mogło nie pozostawić śladu...

Potok górski

#223
Kiedy Sylvan w końcu dotoczył się ku potokowi, był zarówno dosłownie wkurwiony na to,co mu się przydarzyło, szczęśliwy, że jest w domu i cholernie zmęczony. Nie marzył o niczym więcej, jak o położeniu się wśród swoich, zmyciu z siebie krwi i smrodu razem z piachem, oraz zostaniu zbadanym i opatrzonym przez kogoś, kto się na tym znał. Musiał wyglądać okropnie i zapewne też tak było, bo zwykle jego wygląd szedł w parze z jego samopoczuciem, a to ostatnie było wyjątkowo parszywe.
Kiedy dotarł na miejsce, omiótł obecnych wzrokiem nie kryjąc zaskoczenia z racji widzenia zupełnie nowych oblicz. Nowi pachnieli zupełnie obco, ale wyglądało na to, że byli zaakceptowani przez starych, pierwotnych członków stada, a więc nie mogło być inaczej niż podpowiadał mu rozsądek - pewnie byli najnowszymi członkami stada, co go ucieszyło.
- Herszcie - zwrócił się do kruczycy bez ogródek i nie tracąc chwili czasu - mam wieści. Musisz o tym natychmiast wiedzieć. - Jego wygląd musiał niektórych wręcz zaszokować, ponieważ ciągle był poczochrany, cuchnął wężami i juchą, ale ten jeden, jedyny raz najpierw zajmie się swoimi obowiązkami a wyglądem i zdrowiem potem.

Potok górski

#224
Ze zdziwieniem stwierdziła, że zamiast zawstydzenia wypełnia ją dziwna radość... no, może z malutką nutką zażenowania. Zarechotała chrapliwie, po części z siebie, po części dlatego, że dotyk Revirell bardzo jej się spodobał. Przymknęła oczy, na jej pysku wykwitł błogi uśmiech, nie oponowała, kiedy wadera delikatnie przygryzła jej ucho. Rozkoszowała się tą chwilą. Rozkoszowała się obecnością Herszta, tym, że dalej może tu zostać, tym, że wkrótce polowanie. Och, naprawdę się cieszyła. Co więcej, poczuła się na tyle pewnie, że po zajrzeniu w bliźniacze księżyce Revirell zdecydowała się na pewien ruch. Wyszczerzyła się szelmowsko, po czym sama pozostawiła obślinioną pręgę pomiędzy oczami Herszta. Zachichotała przy tym niewinnie, nieco się rozluźniając.
- Czekają - bezwiednie powtórzyła słowa samicy i ruszyła w jej ślad.
Czuła powoli wypełniającą ją ekscytację, kiedy Herszt ogłaszał, że pora na polowanie. Och, już nie mogła się tego doczekać. Już wkrótce wytropią zwierzynę, już wkrótce będzie mogła zatopić kły w niedźwiedziu. Już wkrótce znów poczuje pasję i furię. Już wkrótce pokaże wszystkim, że zasługuje na swój tytuł.
Widocznie nie tylko ona się tak cieszyła. Zachichotała, widząc skaczącą dookoła niej Lyvvaris. Samiczka z pewnością była rozradowana, w końcu to było chyba jej pierwsze poważne polowanie. Zajrzała w jej roziskrzone ślepka i odsunęła się lekko, gdy waderka upadła na ziemię.
- WRAAAAAAAAAA - warknęła rozbawiona, z uśmiechem na pysku stając na tylnych łapach i zamachując się na Lyvv.
Opadła gładko na cztery łapy i przygarnęła do siebie wychowankę, pozwalając by ta wtuliła się w jej futro. Czułą się naprawdę szczęśliwa.
- Vasija ma rację, niedźwiedź jest groźny, ale my jesteśmy od niego szybsi! Wystarczy nie dać się trafić - odparła na słowa Voulke, nieco podnosząc Lyvarris na duchu.
Już miała ruszać ze Hersztem, kiedy nagle w okolicy pojawił się obcy dla niej wilk. Na szczęście dla niego zdołała wyczuć woń stada, dlatego też obdarzyła go tylko przelotnym spojrzeniem, zamiast rzucać mu się do gardła. Musiała jednak ugryźć się w język, by nie skomentować jego wyglądu, bo - no cóż - basior prezentował się bardzo żałośnie, jakby nie potrafił walczyć. A takich osobników zbytnio nie szanowała.
Dlatego też zignorowała przybysza, poświęcając całą swą uwagę Lyvarris i polowaniu.

Potok górski

#225
Orion do tej pory po prostu obserwował z boku to co się dzieje wśród członków watahy. Nie specjalnie interesowały go interakcje między innymi członkami watahy, jednak słyszał każde słowo. Dlatego też usłyszał również Sylvana rozpaczliwie wołającego za Revirell. Wyszedł z cienia.
- Dobra, dobra już się tak nie ekscytuj - rzucił do Sylvana. - Jak widzisz, Revirell jest... "zajęta". W sumie może to i nawet lepiej, bo najlepiej będzie jak już z przyzwyczajenia z informacjami będziesz szedł do mnie, chyba że to deklaracja wojny od innego stada. Mów czego takiego się dowiedziałeś, a ja postaram się wyciągnąć z tego jak najwięcej. Mam jednak nadzieje, że to nie będzie zmarnowany czas.

Potok górski

#226
Słysząc odpowiedź na jego chęć meldunku padającą nie od kruczycy, a od niebieskookiego wilka, którego dotąd nie do końca zdążył poznać ani polubić niespecjalnie się rozweselił. Sylvan uważał, że wieści, jakie ma do przekazania były na tyle ważne, że Revirell musi je znać. Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę bycie przez Oriona przełożonym zwiadowców, powinien móc bez obaw przekazać mu to, co zdołał odkryć. Zmierzył więc niebieskookiego powoli wzrokiem i kiwnął łbem, jednocześnie odchodząc z nim kilkanaście kroków od reszty, aby jego przełożony przed Hersztem mógł zdecydować jaką częścią nadchodzącej wiedzy będą mogli podzielić się z resztą stada. W głowie Sylvana bowiem świtało, że nie jest to raczej wiedza jaką powinni rozpowiadać na prawo i lewo każdemu spotkanemu osobnikowi.
- Wiem kto i co stoi za pojawieniem się węży i tą zorzą, którą widzieliśmy - powiedział z całą pewnością, jakby była to jedna z posad znanego mu świata - Cała pustynia tonie w tych gadach, jest ich coraz więcej, ale.. one wydają się świadome. Zupełnie, jakby umiały myśleć, planować. Atakowały mnie po drodze, zachowywały się jakby były jednym organizmem. Kiedy znalazłem się w oazie - przemilczał tu fakt bycia porwanym - spotkałem taką jedną, białą. Wcale się nie bała tych gadów, lepiej, one słuchały się jej. Rozstępowały się przed nią jak szła, nie atakowały jej. Mówiła.. coś na temat, że jeszcze nie są doskonałe, że jeszcze się rozwijają. To wszystko sprawka wilka. - dodał.
Chwilę mu zajęło ostateczne sformułowanie myśli, nie wiedział jednak jak podsumować sprawę z tą wilczycą, którą spotkał. Cało to zajście było okropnie stresujące i dziwne. Po części żałował, że dał się wrobić w coś tak niebezpiecznego, a z drugiej strony był trochę zadowolony, że zdołał przynieść watasze tak ważne informacje. - Ta mała też była dziwna. Jakoś szybko rosła, mówiła, że ten czerwony szaleniec dał jej ciało, bo chciała. Nie mam pojęcia, czy jest psychiczna, czy ma jakieś przeklęte moce. Były z nią dwa inne wilki, ale wyglądały normalnie. Były tylko wyjątkowo chamskie, jakby nie słyszeli o zasadach dobrego wychowania. Wygląda na to, że zmyłem się w dobrym momencie, bo chcieli mi zrobić krzywdę. Cała trójka była jakaś nienormalna. - dokończył, wyraźnie się krzywiąc. Był niezadowolony ze spotkania z Fehu, której chyba z miejsca znienawidził. Było to dla niego wręcz nienaturalne, zwykle lubił samice, zwłaszcza te, które umiały się sobą zająć i które dało się zbałamucić.

Potok górski

#227
Revirell - pościg
Wynik rzutu: 2 - powodzenie
ID rzutu: 382590

Grupce wilków, prowadzonych na łowy przez Revirell, bez większych problemów udało się podjąć niedźwiedzi trop. Odór większego drapieżcy przybierał na intensywności z każdym kolejnym uderzeniem serca, Iskry nieubłaganie zbliżały się do skulonego wśród skał, masywnego cielska. Stworzenie spało, najwyraźniej wcale, a wcale nie spodziewając się przybycia intruzów. Zdążył wszakże przywyknąć do ich zapachu i obecności, ich tereny graniczyły ze sobą, acz ani on, ani psowate podświadomie nie przekraczały niewidzialnej linii oddzielającej terytoria. Do czasu. Maleńkie uszka drgnęły, gdy węgielek nosa zaciągnął powietrze przesycone wonią watahy, ciemne oczęta błysnęły w półmroku. Zwierz poruszył się niespokojnie, lecz obdarzywszy wilki znużonym spojrzeniem, nie zdecydował się wstać, najwyraźniej nie widząc w czających się nieopodal postaciach żadnego zagrożenia.
R.

Potok górski

#228
Nim jeszcze podjęła właściwy trop, pojawienie się Sylvana odciągnęło jej uwagę od polowania. Białe ślepia zawisły na samcu, uszyska skierowały się do przodu, wyłapując poszczególne słowa. Natenczas ignorując resztę podopiecznych, lekkim krokiem zbliżyła się do srebrzystego. Nie pytała go o zgodę na opatrzenie ran, bezceremonialnie przysunąwszy się zaczęła obmywać wszelkie zadrapania, ciepłym językiem muskając otulone gęstym futrem ciało. Naturalnie, mieszanka ciekawości i troski nie pozwoliła jej wrócić do porzuconego śladu. Wraz z dwójką basiorów odeszła kilka kroków dalej, lecz nie odzywała się, czyszcząc jasne kosmyki z karminu oraz obcych woni. Słuchała w milczeniu.
- Rozumiem. Cieszę się przede wszystkim z faktu, iż przeżyłeś. Dobrze znów Cię widzieć. Dziękuję za informacje, na pewno nam się przysłużą. Orionie, wierzę, że zrobisz z nich dobry użytek. – Powiedziała wreszcie, gdy złotooki skończył mówić. – Jeśli to wszystko, zostawię was samych. Dołączcie do łowów, gdy ustalicie szczegóły, wasza pomoc będzie nieoceniona. – Obdarzywszy ich całkiem miłym dla oka uśmiechem, odwróciła się i prędko powróciła na wcześniejsze miejsce, na czele grupy. Prowadziła Iskry pewnie, bez choćby chwili wahania, jak przystało na doświadczonego Przewodnika. Wysoko zadarta, puszysta kita sierpem zawisła nad zadem, futro nastroszyło się nieznacznie. Calutka postawa dawała do zrozumienia, że Kruczyca doskonale wie, co robi. Czy faktycznie tak było? Jakkolwiek brała pod uwagę niepowodzenie, miała świadomość, iż nie może w tym momencie okazać choćby odrobiny niepewności, mogłoby to wszakże znacznie osłabić morale bandy. Nie uszły uwadze jasnookiej przednie humory poszczególnych wilków, które niewątpliwie rzutować będą na wynik starcia - w końcu nastawienie potrafiło wiele zdziałać. Na bok odsunęła wątpliwości zalewające umysł, skupiając zmysły na tropieniu. Odór drapieżcy nasilał się, stawał coraz wyraźniejszy. Nie musieli szukać zbyt długo, masywne cielsko wkrótce wyrosło naprzeciw, skulone wśród głazów. Hebanowa spięła się nieznacznie, sierść długim pasmem stanęła dęba. Chwilę tak trwała na wzór kamiennego posągu, wyszczerzona złowieszczo w oczekiwaniu na atak, lecz ten nie nastąpił. Nie boisz się nas? Twój błąd… Zaszarżowała, wiedziona bezpodstawną złością, gniew zawrzał w żyłach.Przecież była Ellye! Szable kłów błysnęły, nim wpiły się w zalegające na ziemi stworzenie, zatrzaskując w niebezpiecznym uścisku. Nie obawiała się kontrataku, nie myślała o konsekwencjach. Liczył się tylko metaliczny posmak posoki muskającej podniebienie, wola przetrwania, chora ekscytacja granicząca z podnieceniem. Rytm wybijany przez serce przyspieszył, stał się chaotyczny i dziki. Pierwotne instynkty szaleństwem odbiły się w księżycowych patrzałkach, pociemniałych niby niebo przesłonięte stalowoszarymi chmurami. Tańcz!

/Revirell używa umiejętności wściekłość.

Potok górski

#229
Czy obłęd odebrał Ravzahrowi możliwość logicznego myślenia? Prościej, czy basior był durny? Wszakże bez większego zastanowienia wlazł na tereny obcej watahy, tylko dlatego, że tutaj wytropił niedźwiedzia, a że ktoś już na niego poluje, uznał za nieistotne. Od dawna pragnął zmierzyć się z takim zwierzem i teraz po prostu wstąpił między Iskry, cuchnący obco wilczą krwią, niesamowicie wysoki i milczący. Zignorował przywódczynię i całą watahę, bo dlaczego miałby poświęcić im uwagę? Zadziwił go fakt, że tutejszy niedźwiedź nie bał się wilków, te w jego stronach przywykłe były do ataków i dobrze wiedziały, że wilczy ród stanowi zagrożenie, nie tylko zdrowia ale i życia. Trochę rozczarowało to Przeklętego, nie lubił ułatwień walk, lecz nie zwracając uwagi na ów fakt wyszczerzył długie kły i uderzył, mijając obce mu wilki bok w bok. Podrostki. Co za debil pozwala podrostkom iść na niedźwiedzia? Naliczył ich trójkę, dwie takie białe i jedno czarne, na oko z osiem miesięcy. Kątem zimnoniebieskiego ślepia przeliczył dorosłe wilki, buroczarna, płomiennooka wadera, srebrzysty basior, niebieskooki i fioletowooki basior, czarna wadera, niewiele, piątka. Szczeniaków nie policzył, a za takie uznał Revirell, Lyvarris i Voulke, bo wszystkie wzrostu były mniej więcej takiego samego, a Ravzahr pochodził ze stron gdzie wilki były wysokie, a on sam i tak tam górował nad innymi z swego rodu. Jego ród. Wspomniał siostry, których życie przerwał gdy miały zaledwie trzy wiosny, matkę, która tych wiosen w tym momencie mogła mieć sześć. Ojca nie znał, choć podobno był jego odbiciem, ale tylko odbiciem. Tęsknota na ułamek sekundy prawie wydusiła z gardzieli samca jęk, gdy widział księżycowooką, ale wystarczająco prędko przeniósł spojrzenie.
Zamilcz.
Później za nią podąży, teraz chciał po raz kolejny poczuć smak niedźwiedziej posoki.

/Ravzahr używa umiejętności wściekłość.

Potok górski

#230
Ruszyła za Księżycowooką, bok w bok, jak jej wierny cień i razem z nią czekała, stała, atakowała w tym samym rytmie jakby były jedną istotą podzieloną na dwie, skrajnie różne lecz doskonale podobne. Przywołała moc nieświadomie, z czarnych ślepi spłynęły znaki obejmując trójkątny łeb, lecz tym razem oni nie odezwali się. Pokazali tylko córce wojownika Reevera jak zadać cios, poprowadzili jej ciało tak, by kły sięgnęły niedźwiedziego ciała zadając ranę dotkliwą i bolesną. Voulke zacisnęła szczęki mocno, przebijając grube futro i skórę niedźwiedzia, nie zastanawiała się nad tym co robi i dlaczego, krew jej przodków rozgrzała naczynia krwionośne i zaszumiała we łbie. Była Ellye, rodem wilków szaleńczych i walecznych, była czarnookim Niszczycielem którego imię zapamiętano przez wiele zwycięskich walk, była psem pasterskim, Wichrem, który walczył zajadle w obronie swoich owiec, bo taki instynkt wypracował w nim i jego przodkach człowiek. Czuła, pamiętała, żyła tak dotkliwie, że nieomal pragnęła poczuć niedźwiedzie pazury zatapiające się w skórze, okrytej przez miękkie, aksamitne futro. Takie futro miała jej matka, Sheneya, takie futro miał jej dziadek Wicher, czule pieszczące dotykającą je dłoń. Czarne, matowe otchłanie pozostawały chłodne i milczące, znaki przedzierające się przez śnieżną biel sierści wyglądały jak skomplikowane pęknięcia, jakby obraz waderki miał za moment rozpaść się, zniknąć. Vasija nie bała się już, była z Revirell, tą której przekazali ją pod opiekę rodzice, których przecież tak wielbiła i podziwiała. Od pierwszego spotkania pokochała nową opiekunkę i teraz czuła się doskonale pewnie, wiedząc że jest tu z nią. Reszcie watahy nie ufała, ale akceptowała ich i cieszyła się z obecności, choć podświadomie wiedziała, że jedyną której pozytywnych uczuć może być pewna, to Księżycowooka.

/Voulke używa umiejętności zew natury.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron