Potok górski

#211
Z gardzieli wyrwał mu się jakiś dziwny dźwięk, przywodzący na myśl mieszaninę nieco stłumionego, bolesnego jęku z wściekłym warkotem. Trudno było określić, czy był on bardziej przejawem cierpienia, czy gniewu. Ból na chwilę go oszołomił, rozproszył. Dlatego też zębiska basiora odrobinę minęły się z ich pierwotnym celem, zamiast zacisnąć się bezlitośnie na ciele samicy jedynie nieco je skaleczyły. Gdy tylko samiec zdał sobie z tego sprawę, w jego granatowych oczach, które na chwilę przyjęły bolesny wyraz, teraz zalśnił płomień gniewu. Warknął wściekle i szarpnął się gwałtownie, pragnąc uwolnić z uścisku wadery, po czym starał się uskoczyć, nim niegdyś śnieżnobiałe, a teraz skąpane w karminie, ostre szable Sury znów zagłębią się w jego ciele. Głęboki, przepełniony złością warkot znów zabrzmiał w powietrzu, podczas, gdy ciemne ślepia ciskały gromy. Nieustannie spalający go od środka, nikły płomień gniewu znów zmienić się w prawdziwą pożogę i zawładnął umysłem samca. Nie zwracał uwagi na otoczenie. Choć przez chwilę miał niezbyt przyjemne wrażenie, że w pobliżu dzieje się coś dziwnego, nienaturalnego, to nie zaszczycił zjawiska nawet spojrzeniem. Myśl, jaka zamajaczyła przez chwilę w jego umyśle, pragnienie, by zatrzymać się i zorientować, czym jest ta nieokreślona anomalia, szybko została zakrzyczana przez milion innych, wściekłych głosów, które rozbrzmiały w jego głowie niczym jakiś okropny, chaotyczny chór rodem z koszmaru. Krzyczały, przeklinały, podsycały jeszcze jego złość, nakłaniając do dalszej walki. Uległ.
Warkot rozbrzmiał po raz wtóry, błysnęły obnażone kły. Maelvius zaszarżował ku Surze ponownie, obierając sobie za cel kark samicy. Przez moment miał ochotę rzucić się ku krwawiącej ranie na grzbiecie wadery, jaką zadał jej na samym początku, zatopić zęby w uszkodzonej tkance i dodatkowo ją pogłębić. Lecz coś go przed tym powstrzymało. Resztki zdrowego rozsądku? A może coś zgoła odmiennego?

Potok górski

#212
Omdlenie nie trwało długo. Wystarczyło kilka minut, by Zięba nagle otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła rozbieganym wzrokiem, uświadamiając sobie, co właśnie się wydarzyło. Cholera. Cholera. Cholera. Nie mogła przyjąć do siebie wiadomości, że straciła przytomność. Ona? Przerażająca Dzierzba? Po prostu... zemdlała? To było naprawdę poniżające, znacznie bardziej niż to, że prawdopodobnie zostanie wygnana ze stada. Postanowiła jednak przyjąć oba niepowodzenia z godnością, pokazać im wszystkim, że ma swój honor. Dlatego też szybko podniosła się na nogi, otrzepała się z kurzu i ziemi i przeciągnęła się dokładnie, jakby dopiero się obudziła.
- To nic takiego. Inaczej się nie dało... - rzuciła szybko, bagatelizując sprawę. - ...bez znacznych szkód... - dodała znacznie ciszej, ale wciąż słyszalnie.
Ruszyła powoli w kierunku Lyvarris, zataczając się nieco, ale uparcie brnąć do celu. Dotarłszy do samiczki objęła ją niezgrabnie łapą i przycisnęła mocno do piersi, co miało imitować uścisk. Spojrzała na nią wyraźnie zadowolona.
- Oj, Lyv, nawet nie masz pojęcia jak bardzo jestem z ciebie dumna! Znakomita improwizacja! Wiedziałam, że sobie poradzisz! Tak bardzo się cieszę! - pogratulowała cicho samiczce, nachylając się do jej ucha.
Liznęła ją w nagrodę parę razy po łebku, po czym wreszcie puściła, nie przejmując się tym, że trzymała samiczkę nieco zbyt mocno. Odwróciła się i dyskretnie zerknęła na Revirell. Ech. Czułości czułościami, teraz musiała się przygotować na srogi ochrzan. Mimowolnie przeciągała tę chwilę w nieskończoność, przywiązała się bowiem do stada, z którym teraz - w jej mniemaniu - przyjdzie się jej pożegnać.
- Tak, musimy pogadać. Powiem wprost. Nie znam się na magii. Nie interesuje mnie ona i nie czuję potrzeby marnować na nią czasu. Pozostaje dla mnie niezgłębiona, ale i niebezpieczna. Działam zgodnie z instynktem, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i innym. Dlatego reaguje tak na każde nienaturalne zjawisko. Nie znam go, więc uznaję za wrogie i nieprzyjazne, za potencjalne zagrożenie. To coś potrafiło tylko gadać, ale inny magiczny twór może mi się rzucić do gardła. Nie mam nic więcej na swoje usprawiedliwienie - zaczęła wreszcie, z zainteresowaniem wpatrując się w glebę.

Potok górski

#213
Coś w środku kazało podnieść młodej łapkę, sięgnąć nią Herszta, albo nawet i pobiec za nim, ale zdrowy rozsądek na to nie pozwolił, nie ona jest podopieczną Revirell, nie mogła od niej oczekiwać więcej niż odrobiny troski i to też ową troskę otrzymała tylko ze względu na pozycję samicy. Grymas smutku zmieszanego z żalem przebiegł po pyszczku małej, Zięba nie była tą co okazywała więcej uczuć niż powinna, właściwie zazwyczaj okazywała tylko złość i niezadowolenie, od wspólnej wędrówki może trochę przychylniej patrzyła na Lyv, ale młoda mała świadomość, że to mogło być tylko na zachętę, jak się zacznie prawdziwe dorastanie u boku Dzierzby to się skończy nazywanie "ciocią" i wszelkie czułości. Nigdy nie sądziła, że tak szybko będzie musiała dorosnąć. Jeszcze przez Vasiję w głowie miała rodzeństwo, to które ją porzuciło, to które wiedziało, że jest słaba, więc postanowiło się jej pozbyć, zostawić najlepiej na śmierć. Wiodąc spojrzeniem za Revirell Lyv niemalże czuła jak mimowolnie się garbi, myśli które teraz krążyły po jej głowie wpływały na jej samopoczucie i to znacznie. Czuła się słaba i niechciana. Przygryzła wargę i zamknęła ślepia. Zależało jej na tym by zapomnieć, by nie załamywać się dłużej tym co było już nieważne, teraz powinna się przecież cieszyć.. Nowa rodzina, wspólne polowania, wygrany sparing.. Wszystko schodziło na dobrą drogę, dlaczego więc wciąż czuła się tak podle? Głos Vasiji sprawił, że otworzyła szeroko ślepia i cofnęła się o kilka kroków, uniosła tylko delikatnie kąciki warg w coś na wzór wymuszonego uśmiechu i spuściła wzrok. Nie chciała być oschła dla samicy, ale nie rozumiała tego co się wcześniej wydarzyło, wciąż się obwiała, że poczuje to samo co wcześniej, walkę gniewu ze smutkiem. W obawie, że białofutra będzie chciała z nią dalej rozmawiać Lyv poczęła się nerwowo rozglądać, szukając jakiegoś pomysłu, by się wykręcić, na całe szczęście Vasi odeszła w poszukiwaniu ziół, a Lyv odetchnęła z ulgą.
Gdy Zięba się ocknęła mała zaczęła machać kitką na boki, a w końcu na jej pysku pojawił się szczery uśmiech. Widząc, że Bura zmierza w jej stronę usiadła na glebie i uniosła zadowolony pyszczek do góry. Wciąż bała się Dzierzby, ale wiedziała też, że na swój mały, szczeniacki sposób ją kocha. Gdy samica objęła Lyvarris, ta poczuła łezki napływające do zielonobrązowych ślepi, nie czekając dłużej wtuliła się w Opiekunkę i zrozumiała, że nawet czułość Revirell nie może się równać z tą którą zdawkowo, ale jednak dawała Lyv Zięba. Na słowa wadery wyszczerzyła kiełki w uśmiechu i rzuciła - To wszystko było dla Ciebie. - wtulając się jeszcze mocniej w bure futro poczuła wielką ulgę, dopiero teraz wszelkie rany te po walce z Vasiją, jak i te po słowach tego czegoś w Vasiji odeszły w zapomnienie, przestały boleć, przestały być ważne. Tak mało potrzebowała, a tak dużo zyskała.
Obrazek

Potok górski

#214
- Pewnie. – Czarne kąciki pyska drgnęły nieznacznie, Kruczyca obdarzyła wychowankę lekkim, pobłażliwym uśmiechem. Spojrzenie księżyców poszło w ślad za matowymi otchłaniami i zawisło na wizerunku nieprzytomnej Zięby, do której niedługo potem Revirell podeszła. – Nie do końca, później wszystko ci wyjaśnię. – Mruknęła wymijająco, odprowadzając oddalającą się Vasiję wzrokiem. W międzyczasie powiodła srebrnikami po okolicy, poszukując sylwetek swych podopiecznych i z zadowoleniem zauważyła, że wszystko było tak, jak być powinno. Żadnych więcej dziwacznych, nadnaturalnych zjawisk, tylko proste, nieskomplikowane pranie się po mordach. Czyli norma. Nieduże uszy poruszyły się i zwróciły w kierunku Dzierzby, za nimi zaś podążył klin łba o rysach znacznie ostrzejszych niźli u innych przedstawicieli wilczego gatunku, w pewien sposób egzotycznych i drapieżnych. Wyżej zadarła głowę, chcąc utrzymać ze Splamioną kontakt wzrokowy. – Nie dało? – Parsknęła niby wielce rozbawiona, choć srebrne ślepia pozostały chłodne, niewzruszone. Cierpliwie odczekała, aż płomiennooka wróci na miejsce, uprzednio nagrodziwszy swe szczenię. Zaraz też odciągnęła ją nieco dalej, poza zasięg słuchu towarzyszy. Przysiadła.
- Więęęc? – Zapytała, celowo przeciągając wyraz. Szablaste kły błysnęły w parodii uśmiechu. – Czyżbyś chciała przeprosić? – Nie potrafiąc usiedzieć w miejscu podniosła się i poczęła leniwym krokiem okrążać wojowniczkę. Dzielący je dystans zmniejszał się nieubłaganie, ciemne kosmyki ocierały się o siebie, splatały w krótkich, intymnych uściskach. Zawoalowana subtelną pieszczotą groźba zawisła w powietrzu, kryształowe tęczówki rozjaśnił zagadkowy błysk. – W ramach wyjaśnień, nie, to nic nie robi, nigdy. Przynosi jedynie istotne informacje i nie, nie wypędziłam tego. Odeszli, bo przekazali wieść. – Ton głosu wahał się między gardłowym warkotem, a pomrukiem zadowolonej kocicy, acz trudno było stwierdzić, co Awanturniczce ową radość sprawiało. – Co ważniejsze, to nie była Vasi i ona o tym nic nie wie, nie pamięta. Może kiedyś opowiem ci więcej o Wieszczce, teraz jednak musimy się rozmówić. – Przystanęła naprzeciw Zięby, nie zważając na istnienie czegoś, co potocznie zwało się przestrzenią osobistą. Bezpośredniość hebanowej jak zwykle była zaskakująca, toteż nie dziwota, iż stanąwszy na tylnych łapach bezceremonialnie zaplotła przednie na karku samicy. Dopiero teraz mogła spojrzeć na Splamioną z góry i… sięgnąć mokrym jęzorem przestrzeni pomiędzy ognistymi ślepiami. Przejechała nim od kufy, aż do czoła, zostawiając na łbie wadery długą, mokrą pręgę. – Dobrze. Cieszę się, że mimo niepewności sytuacji powstrzymałaś się od ataku. Jestem z ciebie dumna. – Rzekła wreszcie, roztrzaskując budowane aż do tego momentu napięcie. Słowom towarzyszył świst rozhuśtanego ogona. – Co, myślałaś, że cię wygonię? – Krótki śmiech wyrwał się spomiędzy perłowych zębisk, Rell wcale już nie kryła rozbawienia.

Potok górski

#215
Zachichotała cicho, słysząc słowa Lyvarris. Czy ona naprawdę nie rozumiała, że walczyła dla siebie, a nie Zięby? Cóż, nie zamierzała się przekomarzać z wychowaną. Zresztą, to nie było chyba zbyt ważne, a już na pewno nie teraz.
- Wiem. Musisz być silna, bez względu na to, co się stanie. Pamiętaj - odpowiedziała, przytulając ją jeszcze mocniej.
Nie miała pojęcia, jak powinna okazywać uczucia waderce, ale to był chyba odpowiedni gest. Miała przynajmniej taką nadzieję. Cóż, wyglądało na to, że będzie to ostatnia wyrażona w jej życiu czułość. Nie, nie żałowała. Nie bała się ani nie smuciła. Wypełniała ją dziwna pustka, jakby... obojętność. Śmieszył ją fakt, że zginie z ręki małej, czarnej samiczki, ale przynajmniej umrze w walce. Była niebezpieczna dla otoczenia, dlatego powinna zdechnąć. Nie przejmowała się tym. Ani trochę.
Ruszyła za Revirell, spokojnym, dumnym krokiem. Miała wszystko głęboko gdzieś. Wiedziała, że mogłaby próbować uciec... Ale tak robili tchórze. Wolała zginąć niż żyć ze znaczną plamą na honorze. Zresztą, musiałaby ciągle kluczyć i mylić pogoń. Nie chciała tego ani trochę.
- Powiedzmy - mruknęła niewyraźnie w odpowiedzi.
Przyznanie się do winy przychodziło jej bardzo trudno, dlatego uciekała się do niedopowiedzeń i niejasnych wypowiedzi. Słowo "przepraszam" jakoś nie mogło opuścić jej pyska. Wciąż wlepiając wzrok w ziemię, kątem oka śledziła poczynania wadery. A więc już się przygotowała. W końcu czym innym miało być to okrążanie, jeśli nie sprawdzaniem przeciwnika i wypatrywaniem jego czułego punktu? Herszt w jawny sposób naruszał jej przestrzeń osobistą, ale nie oponowała, rozkoszując się podskórnymi iskierkami, pojawiającymi się podczas dotyku Revirell. Zaraz jebnie, przemknęło jej przez myśl, kiedy Kruczyca wreszcie zatrzymała się, kończąc swoją przydługawą wypowiedź. Nie była ona zbyt ciekawa, ale z grzeczności wysłuchała jej i postarała się zrozumieć. Stłumiła w sobie odruch nakazujący unik, kiedy Revirell oparła się o nią i bezczelnie spojrzała waderze w oczy. Uśmiechnęła się lekko. A więc zginie przez cios w kark. Uroczo. Wystarczy jednak, że rzuci się do przodu w odpowiednim momencie, a zdoła przygnieść samicę i troszeczkę ją skrzywdzić... zanim nie zostanie spacyfikowana przez resztę Bandy. Skoro i tak miała zginąć, czemu nie miałaby nieco się pobawić? Potem jednak poczuła na sobie coś mokrego i wilgotnego. Czy to był... Jęzor?
Kompletnie opadła jej szczęka. Nie spodziewała się tego. Ani trochę. Najgorsze bylo jednak to, że poczuła, jak się rumieni. Natychmiast rzuciła się tłumić ten szczeniacki odruch, nie odpowiadając na wypowiedź Revirell. Jednak ta dopowiedziała jeszcze parę słów, a na nie musiała juz jakoś zareagować, coś powiedzieć. Cóż, Herszt nie mógł dowiedzieć się prawdy. Po prostu nie mógł.
- C-co? Nnie! Skąd w ogóle taki pomysł? - zaprzeczyła gorączkowo, nieudolnie próbując zamaskować zaskoczenie.
Była przeraźliwe kiepska w kłamaniu.

Potok górski

#216
Poczuła jak kły nacinają skórę basiora. Szkarłat splamił jej pysk, a ona sama, korzystając impetu swojego ciała, chciała sprowadzić basiora do parteru. Musiała jednak uważać, albowiem ten, był dalej niebezpieczny. Jednak miała nadzieję, że ból trochę ostudzi jego temperament. Jej ciało wypełniło zadowolenie, starała się jak tylko mogła. Jednocześnie nie chciała zrobić mu większej krzywdy.
Poczuła dziwną aurę, która jakby docierała do niej od innych wilków, coś się działo, jednak nie mogła pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji. Musiała to zignorować, by Maelvius nie mógł znowu uzyskać przewagi. Złote tęczówki błysnęły, a pomruk z gardzieli był w miarę jednostajny. Czuła jak sierść na karku nieprzyjemnie skleiła się od przyschniętej krwi, szarpiąc za kosmyki.


Potok górski

#217
Maelvius - rzut na unik
Wynik rzutu: 7 - powodzenie (ID: 375866 )
Rzut na % unikniętych obrażeń: 4 (ID: 375867 )
Razem unikniętych obrażeń: 44%
Maelvius przyjmuje 2 punkty obrażeń

Maelvius - rzut na atak
Wynik rzutu: 8 (ID: 375868 )
Maelvius zadaje Surze 8 obrażeń

Sura - rzut na unik
Wynik rzutu: 9 - powodzenie (ID: 375869 )
Rzut na % unikniętych obrażeń: 3 (ID: 375870 )
Razem unikniętych obrażeń: 34%
Sura przyjmuje 5 punktów obrażeń
Sura przyjmuje dodatkowe 2 obrażeń ze względu na krwawienie


Sura - rzut na atak
Wynik rzutu: 7 (ID: 375871 )
Sura zadaje Maelviusowi 9 obrażeń

Podsumowanie po IV turze:
Maelvius: 83pż
Sura: 72pż


Powolny, acz nieustający upływ krwi odciskał wyraźne piętno na kondycji wadery. Maelvius bez większych problemów wykonał unik, szable kłów głębiej zadrasnęły skórę, lecz nie naruszyły żadnych ważniejszych struktur. Odpowiedź samca była zdecydowana i choć Surze udało się częściowo uchronić przez zbliżającymi zębiskami, szczęki chmurnookiego naznaczyły jej kark kolejną szramą, co jakoby obudziło nowe pokłady złości drzemiące w czarnowłosej. Wymierzony cios był niezwykle mocny i precyzyjny. Czy basior zdoła w porę zareagować?
R.

Potok górski

#218
Z trudem powstrzymywała rozbawienie, gdy reakcje Zięby w oczywisty sposób zdradzały szarpiące nią emocje. Jakże była w tej chwili podobna do niej samej sprzed lat, niby rozwarta księga, z której ciężkich, splamionych tekstem stronnic dało się wyczytać znacznie więcej, niźli by zechciała pokazać. Kąciki wąskiego pyska rozciągnęły się jeszcze szerzej, odsłaniając szeregi jasnych, ostrych zębisk.
- Skąd? – Zamruczała przeciągle, zbliżając paszczękę do jednego z uszu wadery. Ogrzane w płucach powietrze otuliło je, musnęło przyjemnie mierzwiąc futro. Siekacze z czułością wprawnej kochanki ujęły kawałek małżowiny, przygryzając go nieznacznie. Szybko puściła i cofnęła kształtny łeb o rysach niepokojąco drapieżnych, na dnie białych ślepi czaiła się trudna do zidentyfikowania iskierka, jakoby paląca czarnowłosą od wewnątrz. – Stąd. – Sugestywnie trąciła nosem czoło płomiennookiej i liznęła znów, poprawiając oślinione pasmo. Chwilę jeszcze zaglądała w ogniste tęczówki, zanim opadła miękko na ziemię. Odstąpiwszy od Dzierzby uśmiechnęła się psotnie, błyskając sztyletami kłów, co nadało obliczu dziwacznego, acz intrygującego wyrazu. – Wracajmy. Łowy czekają! – Z tymi słowami dziarskim krokiem ruszyła przed siebie, po drodze zahaczając o kępkę wonnej lawendy, aby zerwać kilka gałązek. Nie uszła uwadze gwiazdookiej także mięta, skryta wśród plątaniny rosłych krzewów, ku której wyciągnęła szczęki. Uszczknęła nieco, zawiesiła na wierzbowym sznurze i kontynuowała marsz. Zatrzymała się mniej więcej w centrum wilczej zbieraniny, rozglądając odchrząknęła.
- O ile wszyscy są gotowi, rada bym była, gdybyśmy udali się już na polowanie. Jeśli zmysły mnie nie zwodzą to całkiem możliwe, że znajdziemy w najbliższej okolicy odpowiednią zwierzynę… - Mimowolnie oblizała obnażone zęby, srebrzyste ślepia pociemniały nieznacznie. – Za mną, Bracia i Siostry! Obudźcie płonący w was gniew, niech języki ognia złączą się w jedno i pożrą naszego przeciwnika! Wszakże pożar rozpoczyna się od iskry – Ostatnie słowa nieomal wychrypiała, warkot stopniowo narastał w gardzieli. Szalony błysk w oku zdradzał nie tylko ekscytację, lecz również niezachwianą pewność siebie, postawa przewodniczki miała na celu podbudowanie podopiecznych. Ba, całe ciało Kruczycy wręcz emanowało jedną, prostą myślą: dopóki jesteśmy razem, nikomu nie stanie się krzywda, nikt nie polegnie.
Odczekała parę minut i rozpoczęła poszukiwania, wykorzystując przy tym głównie wyczulony węch. Tropiła górnym wiatrem, wśród lekkich podmuchów starając się odnaleźć charakterystyczny swąd niedźwiedzia. Wątpiła, aby zwierz bezczelnie przechadzał się pooranymi przez wilcze pazury ścieżkami, toteż zrezygnowała z użycia zwykłego, przyziemnego śladu.

Potok górski

#219
W głowie samca wciąż panował chaos, dziwaczne głosy, jednocześnie dziwnie znajome i całkowicie obce przekrzykiwały się nawzajem, łącząc się ze sobą i mieszając. Po raz drugi w ciągu kilku dni pozwolił, by całkowicie opanował go gniew. Na chwilę świat wokół niego przestał istnieć, skurczył się jedynie do niego i czarnowłosej samicy. Ostre kły znów dosięgły celu, zagłębiając się w ciele Sury, metaliczny smak posoki ponownie musnął jego podniebienie. Szarpnął kilkukrotnie łbem, wydając z siebie coś, co wydawało się jednocześnie warknięciem i zadowolonym pomrukiem.
Widząc gwałtowny ruch samicy i błysk kłów, gdy rzuciła się ku niemu, szybko ją puścił i odskoczył, próbując uniknąć ciosu. Gdy jego łapy dotknęły podłoża, kątem oka dostrzegł zbliżającą się Revirell i po chwili przez hałaśliwy, wyjący chaotycznie chór głosów w jego głowie przebiły się jej słowa. Ich sens dotarł do niego nieco później, lecz gdy już to uczynił, skutecznie ostudził gniew samca. Nie powinien tracić zbyt wiele sił, jeżeli za chwilę znów miała czekać go walka. Niecierpliwie potrząsnął łbem, by po chwili obdarzyć Herszta uśmiechem. W połączeniu z dziwnymi, niepokojącymi iskierkami wciąż lśniącymi w jego oczach niczym promienie słońca próbujące przebić się przez gęste chmury oraz karminem plamiącym ostre, nieco pożółkłe zębiska samca, sprawiał dość niepokojące wrażenie. Powoli przeniósł wzrok na Surę, wciąż z tym samym wyrazem wykrzywiającym oblicze, a ogon zakołysał się kilkukrotnie. Sprawiał wrażenie zadowolonego. Gniew zniknął bez śladu tak szybko, jak się pojawił.
- Racja. Nie zwlekajmy dłużej - rzucił ku Hersztowi, po czym powolnym krokiem ruszył w stronę złotookiej. - No, całkiem nieźle - pochwalił. - Pozwól, że zajmę się tą raną - dorzucił po chwili, po czym nie czekając nawet na odpowiedź samicy zbliżył się jeszcze o krok. Przystąpił do dokładnego oczyszczania uszkodzonych miejsc, dokładnie przejeżdżając po nich wilgotnym jęzorem. Następnie zerknął w dół na zioła wplątane w sierść na karku i nieznacznie fuknął, gdy dostrzegł, że zaczynają mu się kończyć. Odnotował w pamięci, iż wkrótce będzie zmuszony się za takowymi rozejrzeć. Szybko odplątał gałązkę krwawnika i dwie lawendy, a po chwili wahania również dorzucił i nieco mięty. Przez dłuższą chwilę przeżuwał mieszankę, krzywiąc się przy tym nieznacznie, by zaraz przystąpić do rozprowadzania zielonej papki w naruszonych miejscach, zaczynając od najgłębszej i najobficiej krwawiącej rany na grzbiecie samicy. - Powinno zatamować krwawienie i zmniejszyć ból. Na razie tylko tyle jestem w stanie zrobić - mruknął, po czym, zniżywszy nieco głos i zmieniając ton na bardziej zadziorny, dodał. - Jeżeli kiedyś będziesz mieć ochotę na mały rewanż, tylko powiedz.
Błysnął zębami w uśmiechu i czym prędzej zajął się własnymi ranami, używając do ich opatrzenia resztę lawendy i gałązkę mięty. Przełknąwszy resztki gorzkich ziół i oblizawszy nieco pysk z posoki, rozejrzał się wokół, przypominając sobie o tej dziwnej, nienaturalnej aurze, którą wyczuł podczas walki. Obrzucił uważnym spojrzeniem okolicę, zatrzymując wzrok na każdym z wilków, lecz nie dane już mu było ujrzeć niczego nadzwyczajnego. Poniekąd żałował, że przegapił dziwne zjawiska, lecz nie dał tego po sobie poznać. Ruszył za Revirell bez słowa, zatrzymując się jedynie na chwilę przy kępkach lawendy i mięty, które dostrzegł po drodze. Na chwilę został nieco w tyle, zajmując się dokładnym zbieraniem ziół i pozwalając innym Iskrom się wyprzedzić. Gdy skończył, upewniwszy się, że nie zgubi roślin, przyśpieszył nieznacznie, by dogonić resztę.

//Maelvius zużywa lawenda x4, krwawnik x 1, mięta x 3
(Sura + 25hp, Maelvius + 15 hp)

Potok górski

#220
Nie rozumiała słów Zięby, więc przechyliła łebek i spojrzała pytająco na waderę, w końcu co mogłoby się stać? Bura była doświadczona w walce, miała umiejętności o których Lyv nawet się nie śniło, więc czego ona się obawiała? Kłapnęła pyszczkiem i uniosła z gleby by ruszyć za samicą i spytać co ma na myśli, dopiero gdy wadera stanęła u boku Revirell młoda zrozumiała, że coś jest nie tak, chodziło o nią? Nie spisała się? Nie pasowała tutaj? A może o tą dziwną sytuację z Voulke i jej nadprzyrodzonym, drugim "ja"? Rozejrzała się po wilkach jakby szukała w nich odpowiedzi. Nie mogła jednak liczyć na pomoc, wciąż była tu obca i jednak nikt nie traktował jej jak rodzinę, przygryzła czarną wargę i cofnęła się o kilka kroków. Skryta pod niewielkim krzewem dalej obserwowała wilki i ich poczynania, Sura zakończyła swoją walkę z obcym Lyv basiorem, Revi wciąż rozmawiała z Ziębą, ale o dziwo ta rozmowa wyglądała na czułą pogawędkę, więc młodej ulżyło. Nie wiedziała ile jeszcze ta konwersacja będzie trwała, a czas musiała sobie jakoś zająć więc postanowiła porozglądać się za ziołami. Z polany wciąż miała czosnek i melisę, ale widząc, że część wilków zbiera rośliny o charakterystycznych zapachach, postanowiła dłużej nie zwlekać i jednym susem doskoczyła do kępki mięty, choć woń była przyjemna to i tak zakręciła w nosie sprawiając, że Lyv kichnęła. Potrząsnęła pyszczkiem i spróbowała wplątać w sierść zioła, tak jak zrobili to inni, gdy skończyła rozejrzała się badawczo w poszukiwaniu lawendy, nie musiała jednak długo szukać, bo woń była dostatecznie mocna by waderka trafiła za nią do celu. Ponownie skubnęła troszkę rośliny i po wplątaniu ją w futro postanowiła podejść w stronę Zięby, na całe szczęście rozmowa samic się skończyła i teraz dumna Revi ogłaszała, że nadszedł czas na polowanie. Lyv targana szczęściem podskoczyła kilkakrotnie i jak z procy wystrzeliła w kierunku Zięby. - Misiek, misiek, misiek, będzie misiek! - skakała wokół samicy z głosem przepełnionym radością. - Nigdy nie widziałam niedźwiedzia, wiesz? Wyobrażam sobie jak mógłby wyglądać, ale jak wygląda to nie wiem, trochę słabo w sumie, ale nie mogę się doczekać jak go zobaczę. - stanęła na tylnych łapkach, a przednimi oparła się na samicy. - Pewnie jest duży i włochaty i chodzi na dwóch łapach i i i i pewnie robi takie WRAAAAAA. - tracąc równowagę upadła na glebę, a z jej piersi wyrwał się szczery, dziecięcy śmiech. Na jego dźwięk, aż spoważniała, od śmierci matki ani przez chwilę się nie śmiała, uśmiech owszem, gościł na jej pyszczku często, ale śmiech? Był jej zupełnie obcy, zaskoczona swoim zachowaniem zerwała się szybko na równe łapy i wtuliła w bok Zięby. Gdy odkleiła pyszczek od futra Burej spojrzała na nią i łobuzersko się uśmiechnęła. - Chodźmy zjeść misia! - powiedziała to o trochę za głośno, więc obróciła się szybko w stronę Revi i położyła uszka po sobie, było jej wstyd i miała nadzieję, że wadera tego nie usłyszała.
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron