Potok górski

#191
Wykrzywił się lekko, gdy nie wszystko poszło po jego myśli, ale nie przejmował się zbytnio bólem, zdając sobie doskonale sprawę, że zwracanie nań uwagi rozproszy jego skupienie.
- Dość nie mam, ale jeśli masz jeszcze jakieś plany na dzisiaj można byłoby przestać - odparł, po czym znów spróbował odskoczyć od zębisk wadery rzucając się po chwili na szyję przeciwniczki. Po tym ciosie można byłoby odpocząć i wylizać rany i skupić się na innych sprawach.

Potok górski

#192
Ten atak był silniejszy niż poprzedni, mimo planu Lyv białofutra była szybsza i dosięgnęła jej brzucha, jednak ból który rozlał się po całym ciele i krew która poczęła mocniej brudzić futerko wcale nie pozbawiły młodej zdrowego rozsądku, wciąż miała w zanadrzu swój plan. Odbiła się od podłoża i opadła kawałek dalej od Białej, zgięła łapy by niczym z procy wystrzelić w kierunku przeciwniczki i zatopić małe kły w jej ciele, ból który ograniczał nieco ruchy spowodował, że atak może nie był tak mocny jak planowała, ale wystarczająco szybki by uniknął kłapiącego dzioba Vasiji. Delikatna skóra samiczki została naruszona przez zęby Lyvarris, mała trafiła idealnie w sam bok, mając nadzieję, że ograniczy tym ruchy waderki chciała wgryźć się jeszcze mocniej w jej ciało i zapierając się łapkami jeszcze bardziej poturbować jej bok, aby dyskomfort i ból jaki to wzbudzi było nie do opisania.
Obrazek

Potok górski

#193
Kiedy znów się nie udało, po raz kolejny w tej walce, Vasija nieznacznie osłabła, rezygnując częściowo z prób. Czuła się oszukana przez los, niechciana i beznadziejna, jak mogła być córką Pożeracza, wielkiego wojownika i dziedziczką rodu Ellye? Nie umiała walczyć i właśnie zbierała porządne manto od waderki, która nigdy nie walczyła i była o drugie tyle młodsza. Biały ogon ukrył się między tylnymi kończynami, uszy położyły płasko na urodziwym łbie i gdyby nie te matowe, czarne ślepia, pewnie w oczach Wieszczki odbiłaby się rozpacz. Jednak nawet tego nie mogła, okazać uczuć, w otchłani ziała przerażająca, milcząca pustka. Z jękiem Voulke zaatakowała znów, nie myśląc o tym gdzie, jak i właściwie po co. Znienawidziła się. Tak, w ciągu jednej walki wszystkie demony przeszłości wróciły, żeby pożreć delikatną, skrzywdzoną samotnością duszę waderki. Wszystko to, co na złudną chwilę nadziei miało minąć, teraz wróciło i uderzało w świadomość raz po razie. Głosy rozchichotały się upiornie w drwinach, w bólu, lecz niefizycznym, białofutra lekko zmrużyła ślepia otoczone koronką fantazyjnych, dwukolorowych rzęs. Ich nasady tak jak u rodzicielki były hebanowoczarne, lecz blakły powoli, aż do końcówek gdzie dominowała śnieżna biel. 
- Nic nie warte ścierwo. - z gardła maleńkiej, ledwie wstępującej w dorosłość wilczycy wyrwał się jeden z głosów, a może to był wciąż ten sam? Był piękny, do bólu kuszący i cudowny. Był szkaradny, odrażający i raniący uszy.
Jednocześnie.
Od ślepi po głowie Vouellyevasijaelk, Wieszczki, spłynęły czarne, dynamicznie poruszające się znaki. 

Potok górski

#194
Revirell - rzut na unik
Wynik rzutu: 3 - porażka
Revirell przyjmuje 4 obrażeń

Revirell - rzut na atak
Wynik rzutu: 6
Revirell zadaje Orionowi 8 obrażeń
Orion otrzymuje obrażenia od krwawienia, -2pż


Orion - rzut na unik
Wynik rzutu: 5 - porażka
Orion przyjmuje 8 obrażeń
Orion otrzymuje dodatkowych 2 obrażeń [krwawienie]


Orion - rzut na atak
Wynik rzutu: 8
Orion zadaje Revirell 9 obrażeń

Podsumowanie po IV turze:
Revirell - 84pż
Orion - 62pż


Revirell - rzut na unik
Wynik rzutu: 2 - porażka
Revirell przyjmuje 9 obrażeń

Stan na koniec:
Revirell - 75pż
Orion - 62pż

Przewaga, jaką już na początku walki miała Revirell stawała się coraz większa i łatwiejsza do zauważenia. Jej ciosy były silne, a rany zadane wcześniej Orionowi dalej roniły krwawe łzy. Już na pierwszy rzut oka widać było, kto jest pewniakiem w tym pojedynku. Tylko ile jeszcze wilki zamierzały się ze sobą mierzyć?

Potok górski

#195
Lyvarris - rzut na atak
Wynik rzutu: 8
Lyvarris zadaje Vasiji 8 obrażeń

Vasija - rzut na unik
Wynik rzutu: 3 - porażka
Vasija przyjmuje 8 obrażeń

Vasija - rzut na atak
Wynik rzutu: 6
Vasija zadaje Lyvarris 6 obrażeń

Podsumowanie V tury:
Lyvarris- 91pż
Vasija - 76pż


Lyvarris - rzut na unik
Wynik rzutu: 10 - powodzenie
Wynik rzutu na % unikniętych obrażeń: 4
Razem unikniętych obrażeń 44%
Lyvarris przyjmuje 3 obrażeń

Stan po walce:
Lyvarris- 88pż
Vasija - 76p


Wyglądało na to, że walka miała już zdecydowanego faworyta, choć nieraz bywało, że losy walczących odwracały się nagle i w ostatniej chwili. Lyvarris dzielnie atakowała Vasiję, jednak samica po jakimś czasie wydała się zupełnie tym nie przejmować, jakby tracąc kontakt z rzeczywistością.

Potok górski

#196
Nie zamierzała już udzielać Lyvarris żadnych wskazówek. Przynajmniej nie teraz. Młoda radziła sobie bardzo dobrze i nie było potrzeby jej pouczać. Co prawda, wiele jeszcze było przed samiczką, a Zięba nie zamierzała jej zbytnio oszczędzać. Musiała umieć walczyć, a ona potrafiła ją tego nauczyć. Wątpiła, żeby wychowanka podążyła ścieżką wojownika i nie zamierzała tego zmieniać. Jeśli bycie zwiadowcą czy medykiem uczyni ją szczęśliwą, niech tak pozostanie. Dziwiła się sama sobie, że jest tak opiekuńcza w stosunku do waderki i że przyzwala jej niemal na wszystko, ale... Potrzebowała kogoś, kogo mogła chronić. Kiedyś była to rodzina, teraz zaś wszystkie swoje uczucia przelała na małą, białą samiczkę. Może i niegdyś traktowała ją jak ścierwo, ale dzięki swojej odwadze i posłuszeństwie Lyvarris znacznie urosła w oczach Zięby. Och, musiała o nią dbać, choćby na swój dziwny sposób. Zaraz, zaraz, co tam się...
- Kurwa mać - zaklęła siarczyście, z niedowierzaniem obserwując przemianę Vasiji.
Była zwykłą wojowniczką. Wszelkie nadnaturalne sprawy mało ją interesowały. Co prawda, to dzięki magii odnalazła Kos, stała się silniejsza i te sprawy... Nie ukrywała, że czary były przydatne. Nie rozumiała ich jednak i nigdy nie zamierzała zbyt dogłębnie poznać. Bo po co? Trzeba walczyć, ciągle trenować, a nie bawić się w jakieś sztuczki. Magia była jedynie wsparciem dla wojownika. Była też niebezpieczna. Bardzo niebezpieczna.
- Dość - warknęła oschle, z nieco większą chrypą niż zwykle.
Zwinnie wskoczyła między walczące, rozdzielając je. To coś... czymkolwiek stała się teraz Vasija... Nie wyglądało na zbyt łagodne. Słowa, które wypowiedziało, nie przeraziły jej, ale jeszcze bardziej utwierdziły w przekonaniu, że zagraża Lyvarris. A ona nie mogła, nie mogła jej stracić! Była wychowanką, rodziną, nadzieją. Nie mogła. Musiała... bronić. MUSIAŁA!
- Odsuń się Lyv. Zajmę się tym - syknęła, zasłaniając waderkę własną piersią.
Och, denerwowanie Splamionej nie było dobrą decyzją. Dawno zabliźniona rana na lewym boku, rana, która zmieniła wszystko, otworzyła się nagle. Posoka zaczęła spływać po futrze, łącząc się z krwią innych ran, aż wreszcie pierwsze jej krople splamiły grunt. Raz. Oczy zapłonęły nienaturalnym blaskiem, źrenice zwęziły się w szparki. Dwa. Powietrze stało się nagle duszne, przesiąknięte zapachem posoki. Trzy. Zaśmiała się szyderczo, głosem o wiele niższym, bardziej chrapliwym i nieprzyjemnym dla ucha. Cztery. Aż wreszcie aura, zazwyczaj widoczna tylko dla wilków wrażliwych na magię ukazała się w swej pełnej okazałości. Waderę otaczała krwawa, karminowa poświata. Pięć. Ach. Jak dobrze znów poczuć wypełniająca od czubka uszu aż do ogona moc, jak dobrze poczuć buzującą w żyłach furię. Jak dobrze znów być Splamioną. Tylko bardzo silne emocje połączone z pewną dozą magii potrafiły wprowadzić ją w taki stan. Nie zastanawiała się jednak nad przyczynami. Była Pasją. Była Nienawiścią. Była Zagładą.
- Kimkolwiek jesteś! Jak śmiesz stawać na mej drodze! Jak śmiesz! - ryknęła głosem przepełnionym furią.
Postawę miała dumną, acz agresywną, pierś wypiętą, kły obnażone. Była gotowa na walkę, nie zamierzała się patyczkować z wrogiem tylko dlatego, że niegdyś był podrostkiem. Zresztą, co to za różnica? Szczeniak czy podrostek, dorosły czy staruch - wszyscy byli trupami. Nie bała się ani trochę, bo czego miała się bać? Jakiejś magicznej sztuczki? Pffff. Żałosne . Splunęła. Może i sama została spaczona przez czary, ale przynajmniej potrafiła walczyć. Miała kogo bronić. I dlatego nie mogła przegrać. Ani w walce z tym czymś, ani w wewnętrznej walce z samą sobą. Jeśli straci kontrolę, jeśli wpadnie w szał... Nie! Nie! NIE! Odpędziła od siebie czarne myśli, butnie patrząc w oczy Vasiji. Zabawny kontrast. Ogień i mrok. Płomień i otchłań. Ona i to coś.

Potok górski

#197
Wieszczka dla kontrastu po przerwaniu walki zwyczajnie usiadła, jakby miały z Splamioną uciąć sobie przemiłą pogawędkę. Hebanowe, żywe znaki pełzły dynamicznie przez śnieżnobiałe futro, objęły już całą głowę waderki. Pulsowały niby pędząca przez żyły krew, zmieniały się i znikały, dając miejsce nowym i nowym. Puste ślepia były jakoby jeszcze ciemniejsze, wciągające, kuszące i przerażające. Przemiana jak i zachowanie Zięby zdawały się nie zrobić na Vouellye żadnego wrażenia, przechyliła lekko trójkątny łeb na bok i zaśmiała się, owym osobliwym, nieswoim głosem. Potem zaczęła wieszczyć.
- Idzie do was wieść na srebrzystych łapach. Idzie do was lęk na czarnych. - brzmiała zniewalająco, budziła pożądanie, stare tęsknoty i zapomniane namiętności. Brzmiała także obrzydliwie, budziła przerażenie, uśpione lęki i ukryte na dnie świadomości, dawno pogrzebane najgorsze ze wspomnień. - Idzie burza.
Vasija poruszyła lekko uszami, jakby ledwo dosłyszała ryk Splamionej, obróciła łeb na drugą stronę, skupiając otchłanie na waderze. Oblizała pysk z posoki i kłapnęła szczękami z rozbawieniem.
- Jak śmiemy? A kimże ty jesteś, Splamiona? Szczenięciem którego nawet rodzicielka nie chciała? Czy tą która bez sumienia wymordowała i wykorzystała Olchy? Z nimi też masz zamiar tak postąpić? - istota władająca ciałem Vouellyevasijaelk była bezlitosna, choć nie dało się znać po waderce rozdrażnienia. W sumie nikt nie mógł wiedzieć czy to, co władało wcześniej matką czarnookiej miało jakiekolwiek uczucia, podczas wieszczeń tamtej, zwykle pełne kolorów ślepia jaśniały jedynie bladobłękitnym blaskiem. Jak Voulke mogła przekazać to córce? Czy były to pewne predyspozycje, czy też już w łonie, wiedząc że nosicielka umiera, istota przeszła w ciało jej następczyni?
Na piękne lico Wieszczki wstąpił szkaradny, nienaturalny uśmiech prezentujący drobne, ostre ząbki jeszcze ociekające posoką Lyvarris. Przegrała? Przegrała dwie walki, jednak przede wszystkim, przegrała walkę z demonami przeszłości. Teraz one posiadły smukłe, niskie ciało.

Potok górski

#198
Spokój. Spokój. Spokój. Spokój. Spokój. Spokój. SPOKÓJ. SPOKÓJ. SPOKÓJ. AGHHH! Powtarzała te słowo jak mantrę, ale to zbytnio nie pomagało. Naprawdę, starała się być spokojna. Złożyła przed chwilą przysięgę, więc nie wypadało jej teraz złamać. Nawet ona miała jakiś honor - no i zależało jej na Revirell. Dlatego też nie rzuciła się na Vasiję, nie zatopiła kłów w jej ciele. Jak na Dzierzbę, była wyjątkowo opanowana. Cóż, być może dlatego słowa Wieszczki nie zrobiły na niej żadnego wrażenia. Nie zastanawiała się nad nimi ani trochę, zajęta powstrzymywaniem się od ataku.
- Pfff, piękny wierszyk, panienko. Obawiam się jednak, że jest trochę bez sensu. Musisz nieco popracować nad nim i nad walką, kochanie - uśmiechnęła się jedynie pobłażliwie, prychając.
Niestety, kolejne słowa Vasiji nie spłynęły po niej. Istota uderzyła w najczulszy punkt, w przeszłość Zięby. Kiedyś pewnie by się rozryczała albo uciekła, teraz jedynie trzęsła się ze złości. Och, nie zamierzała się tłumaczyć. To miałoby sens tylko wtedy, gdyby naprawdę czuła się winna. A ona nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Żadnych.
- Olchy były słabe. Gdyby nie ja, zdechłyby przez jelenia! Zwykłego, durnego jelenia! Dałam im szansę, dałam im potęgę. A to, że jej nie wykorzystały, to tylko i wyłącznie ICH WINA - odwarknęła, nie przejmując się tym, co pomyśli o niej reszta Bandy. Na jej pysku wykwitł paskudny uśmieszek. Czekała.

Potok górski

#199
Co to się działo było dla Lyv niezrozumiałe. Najpierw samica dawała sobą pomiatać, chwilę później atakowała ze zdwojoną siłą, by na końcu niemalże bez walki się poddać. Mała wątpiła w swoje umiejętności bojowe, nie wierzyła w to, że doświadczona i dużo starsza przeciwniczka tak po prostu da się pokonać. Ale korzystała, walczyła dalej, chciała pokazać, że zasługuje na miano jednej z Iskier. Gdy jednak zatopiona kłami w ciało białofutrej usłyszała jej nienaturalny głos, a kątem oka zauważyła, że zaczyna coś się z waderą dziać, straciła wolę walki. Ciężko było jednoznacznie określić co się tu działo, ale Lyv przebiegł dreszcz, a to nie wróżyło dobrze. Zacisnęła mocniej kły, żeby zwrócić uwagę przeciwniczki na siebie i wtem między nie wkroczyła Zięba. Lyvarris puściła samicę i odskoczyła na bok, oblizując pysk z krwi Vasiji patrzyła niepewnie na to co zrobi Bura, w końcu wydawała się być wręcz wściekła zaistniałą sytuacją. Młoda nie do końca rozumiała o co tak naprawdę chodzi, pierwszy raz miała do czynienia z czymś takim, więc z jednej strony czuła, że to normalne u wilków, z drugiej przepełniała ją obawa, dlaczego w takim razie pierwszy raz coś takiego widzi? Usiadła na glebę i przyglądała się przemianie Dzierzby, co tu się wyprawiało? I dlaczego ona tak nie umiała? Kiwała się lekko na boki by wszystko dokładnie widzieć i rejestrowała każde kolejne słowa, czyny wader szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia. Patrząc tak na sylwetkę Burej widziała w niej coraz to większy autorytet, chciała być jak ona, chciała być wojownikiem. Choć długa droga przed nią ta walka ją czegoś nauczyła. Może i wciąż jest pacyfistką i siły będzie używała tylko w ostateczności, ale Zięba to chyba zrozumie i mimo wszystko dalej będzie ją uczyć. Dopiero po chwili zauważyła, że gdy ona oddawała się swoim rozterkom, między waderami wybuch konflikt, Lyv nie rozumiała o co Vasiji chodzi, kim były Olchy i czemu Bura jest Splamioną, ale nie obchodziło ją to i podeszła bliżej wader. Wtuliła pyszczek w futro Dzierzby i wyszeptała tak by tylko ona ją słyszała. - Nie denerwuj się już, przecież pokonałam ją dla Ciebie, teraz już się nadaję na Iskrę, prawda? - uniosła pyszczek z wyszczerzonymi kłami w uśmiechu i podeszła do białofutrej, to co się teraz z nią działo było fascynujące, młoda wlepiła swe ślepia w waderę po czym mokrym, bladoróżowym jęzorem zwilżyła jej szyje po której ściekała posoka. Rzuciła nieco wtulając pysk w jej sierść. - Jeżeli dalej tam jesteś to dziękuję Ci za tą walkę, wiele mnie nauczyła. I Zięba na mnie nakrzyczy, ale przepraszam, za te wszystkie rany. Jesteśmy teraz rodziną i mimo, że była to zabawa i tak czuje się z tym źle. - odsunęła się nie co od Vasiji by mieć widok na obie wadery. Nie wiedziała czy jej ckliwa gadka coś da, ale nie zależało jej na tym, chciała tylko powiedzieć to o czym myślała.
Obrazek

Potok górski

#200
Nie chybiła upatrzonego celu ni o milimetr, kły głęboko rozcięły skórę na przedniej łapie basiora. Pozostałe rany wciąż obficie broczyły krwią, co dawało niewielkiej wilczycy znaczącą przewagę w dobiegającym końca starciu – a zarazem dodatkową robotę do odwalenia, przecież była medykiem. Pomimo tego zadowolenie rosło z każdą kroplą karminu opuszczającego ich ciała, nieważne, czy posoka należała do niej samej, czy też do przeciwnika. Im więcej, tym lepiej. Jak każde Ostrze lubowała się w bójkach, choćby nie miały najmniejszego sensu i gdyby nie planowane łowy, zapewne nie odpuściłaby tak łatwo. Rozwarłszy paszczęki z zamiarem uskoku zerknęła przelotnie ku walczącym podrostkom i to właśnie okazało się ogromnym błędem. Nie doceniła szybkości reakcji Oriona, którego szczęki zacisnęły się w okolicach jej szyi. Skrzywiła się nieznacznie, błyskając umazanymi szkarłatem kłami, acz nie poruszyła się wcale, coby nie poszerzyć skaleczenia. Miast tego uniosła pytająco jedną brew i czekała, dziwnie niewzruszona. Kilka nowych blizn? Żaden problem, hebanowa sierść kryła ich niezliczoną ilość. Adrenalina zagłuszała ból.
- Mógłbyś…? – Zagadnęła, mając oczywiście na myśli wypuszczenie jej z objęć zębatej paszczy. Gdy tylko nacisk zelżał, Kruczyca cofnęła się o krok oblizując pysk i dziąsła. – Całkiem nieźle. Pozwól, że zajmę się twoimi ranami, w tym stanie polowanie na niedźwiedzie byłoby głupotą. – Szukając w zbiorach odpowiednich ziół, kątem oka obserwowała Vasiję. Nie uszło jej uwadze przybycie Wieszczki, znajoma energia wpierw ledwie pogładziła zmysły, by następnie uderzyć w nie z całą mocą. Akurat teraz…? Chwilowo ignorując nadnaturalny byt, zbliżyła się do samca w celu obmycia wszystkich, nawet najdrobniejszych obrażeń, delikatnie i z wprawą godną doświadczonego medyka. Następnie pochwyciła trzy gałązki krwawnika oraz dwie tymianku, całość przeżuła na kleistą papkę, którą rozprowadziła równomiernie na powierzchni groźniejszych skaleczeń.
- Powinno wystarczyć. Zapobiegnie wdaniu się zakażenia, uśmierzy ból i zatamuje krwawienie. Tymczasem muszę… – Wymownie spojrzała w kierunku walczących wader, między które właśnie wkroczyła Zięba. Zaraz, zaraz, czy nie miała ich przypadkiem TYLKO rozdzielić? Co tu się, do kurwy nędzy, wyrabiało? Roziskrzone ślepia przysłoniły ciężkie, gniewne chmury, zdradzając bezbrzeżną irytację. Jasnooka bez słowa odwróciła się i wolnym krokiem ruszyła ku Splamionej, puszysta kita sztywno zawisła nad zadem, kosmyki zaś nastroszyły się wyraźnie. Nieczęsto okazywała nadmierną dominację w stosunku do własnej rodziny, tym razem jednak uznała za konieczne zduszenie dziwnej, obcej aury roztaczającej się wokół Dzierzby. Wieszczkę wszakże znała i wiedziała, że przemawiające przezeń byty nie zwykły czynić czegokolwiek poza wieszczeniem. Leniwie obeszła sprzeczające się Iskry, przysłuchując całkiem interesującej wymianie zdań, nim niby przypadkiem przeszła między nimi, zakreślając swego rodzaju granicę. Bliźniacze księżyce chłodnym blaskiem musnęły płomienne soczewki wilczycy, połyskujące kły zdradziły rozdrażnienie. Nie zatrzymała się jednak, odeszła kilka kroków dalej i usiadła, dając im jakoby nieme przyzwolenie na kontynuowanie słownego sporu. Równocześnie dała do zrozumienia, iż wszelkie próby zęboczynów nie będą tolerowane. Czekała.
Idzie do was wieść na srebrzystych łapach. Idzie do was lęk na czarnych. Nieznacznie zmrużyła ślepia, acz nawet nie drgnęła. Zapamiętała calutką frazę, odbiła w pamięci, aby poddać późniejszej analizie. Kolejne wypowiedzi obydwu puściła mimo uszu, nie decydując się na żaden komentarz, choć cień drwiącego uśmiechu zamajaczył na urodziwym licu w reakcji na docinki ze strony dowódcy wojowników. Czyżby nie wiedziała, że Vasiji już tu nie było? Zabawne. Dopiero kiedy wszystko umilkło, być może uciszone przeuroczym, acz nieco naiwnym zachowaniem Lyvarris, Revirell pozwoliła sobie na krótkie pytanie skierowane do istot. Nie użyła wspólnej mowy. – R'ra evrae an lah v'ryiell?

/Orion + 35hp (krwawnik x 3, tymianek x 2).

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron