Skalne półki

#21
Sylvan warknął słysząc słowa Zięby.
- Wypluj te słowa. Awanturnicy i obcy to ostatnie, co nam w tej chwili potrzeba. Załatwmy co trzeba i wynośmy się stąd w jakieś bezpieczne miejsce, które będziemy mogli nazwać naszym. I byle z dala od pieprzonych niedźwiedzi i wrednych bóstw - skwitował Srebrzysty, już nawet nie siląc się na ukrywanie nadszarpniętych przez ostatnie wydarzenia nerwów.
Był zawiedziony i rozdrażniony. Zaufał wilczycy i jej znajomym, ba, pokładał w nich nawet nadzieje, a tu proszę, sprawy przybrały taki obrót jakiego nikt, nawet najgorszy pesymista się nie spodziewał i Sylvan pluł sobie w brodę, że dał się tak wyprowadzić na manowce. Nie zamierzał jednak odchodzić i porzucać towarzyszy, choć po prawdzie takie myśli czasami pojawiały się w jego głowie, zwłaszcza, kiedy znajdował się po tej przegranej, pokrzywdzonej stronie. Zżył się jednak z Iskrami, a raczej z tym, co z nimi pozostało i coś mu kazało trzymać się z nimi, być dalej wiernym i wierzyć. Jaki będzie tego efekt? Nie miał pojęcia, ale bycie samemu teraz było chyba najgorszym możliwym pomysłem.
Basior zdecydował się podejść do Zięby, siląc się na chwilę rozmowy sam na sam, choć o to w tej chwili było trudno.
- Słuchaj, Herszt miał ciebie jako kogoś zaufanego, więc teraz chyba tobie powinienem powiedzieć to, co zameldowałem Revirell. Nie wiem tylko, czy powinno to zostać między nami, czy powinni wiedzieć też inni. Ty zadecyduj. Ostrzegam, że to parszywe wieści.

Skalne półki

#22
Odebrał od Sury krwawnik, odpowiadając jej krótkim skinieniem łba. Większość z ziół wplątał w sierść, lecz jedną gałązkę odłożył, aby zaraz potem zacząć monotonnie przeżuwać. Podczas tej czynności milczał, siedząc nieruchomo jak ciemny, kanciasty posąg i łypiąc na swych towarzyszy ponuro. Nie był z najlepszym nastroju i raczej nie miał ochoty, by to ukrywać.
Wysłuchał słów pozostałych wilków, nie komentując ich ani słowem. Wielu mogłoby dojść do wniosku, że kompletnie je zignorował, bądź zwyczajnie nie usłyszał, pogrążony w dziwnym odrętwieniu. Jednakże było wręcz przeciwnie - w myślach analizował każde z nich. Zgadzał się z pozostałymi. Powinni czym prędzej się stąd wynosić, zanim ktoś lub coś się tu przypląta, zwabiony wszechobecnym odorem krwi. Należało też znaleźć jakieś źródło wody i tymczasowe schronienie, jakieś bezpieczne miejsce, gdzie mogliby zregenerować siły. Pozostawanie zbyt długo w tym miejscu, będąc całkowicie odsłoniętymi byłoby głupotą.
W milczeniu ponownie wstał i zbliżył się do Zięby, by rozprowadzić nieco zielonej papki po najobficiej krwawiących ranach. Skończywszy przyglądał się samicy jeszcze przez chwilę, jakby nad czymś się zastanawiając, po czym odwrócił się szybko - znów nieco zbyt gwałtownie - tak, by móc widzieć wszystkie byłe Iskry.
- Pozostawanie w tym miejscu jest kompletną głupotą. Każdy może nas tu zauważyć, nie wspominając już o tym, że śmierdzimy juchą na odległość - tu skrzywił się, jakby nagle ciężki odór krwi zaczął wyjątkowo mu przeszkadzać. - Mamy dwie opcje - ruszyć w górę i schronić się w grotach, bądź też podążyć w dół i ukryć się w lasach u podnóża gór. Według mnie druga możliwość jest rozsądniejsza. Co prawda droga będzie dłuższa i nie znamy tych terenów tak dobrze, jak górskich szczytów, jednakże nie wydaje mi się, by wspinanie się po stromych zboczach w takim stanie było dobrym pomysłem. Nie wspominając już o tym, że w okolicy nadal może ktoś się kręcić. Jak na przykład ci obcy, którzy dołączyli do polowania - zakończył, ostatnie słowa zmieniając w jadowite syknięcie. - Odpocznijcie, ile potrzebujecie. A potem wyruszymy.
Spojrzał po pozostałych, dając im chwilę do namysłu, po czym podniósł się na łapy i wolnym krokiem powlókł się w przeciwną stronę. Początkowo ruszył w kierunku dostrzeżonej nieopodal kępki roślinności, lecz wówczas dostrzegł niedużą, białą sylwetkę wilczycy nieopodal. Rozpoznawszy w niej szczenię, które niegdyś przyprowadziła Zięba, podszedł bliżej, by w milczeniu obrzucić samicę uważnym spojrzeniem. Może i zbyt dobrze jej nie znał, lecz mimo wszystko była członkiem dawnej watahy i zamiast umknąć precz jak pozostali, przyszła tu za nimi. Nie miał pojęcia, co teraz działo się we wnętrzu waderki i szczerze mówiąc niewiele go to obchodziło. Nie zwykł przejmować się uczuciami innych, zwłaszcza, kiedy sam był w podłym nastroju. Jednakże mimo wszystko nadal był medykiem, więc do jego obowiązków należało pomóc jej, jeżeli by tej pomocy potrzebowała.
- Dobrze się czujesz? Jeżeli coś ci dolega to powiedz, być może będę w stanie ci pomóc - mruknął wypranym z emocji, rzeczowym tonem, krążąc wokół Lyvarris i przyglądając się jej uważnie, poszukując jakiś widocznych obrażeń. Kątem oka zauważył, jak Sylvan zbliża się do Zięby i nieco go to zdziwiło. Podniósł nawet na chwilę wzrok, by zerknąć na srebrzystego pytająco. Zaraz jednakże wrócił do oględzin szczeniaka. Czy ma prawo, by interesować się czyimiś sekretami, skoro sam skrywał ich tak wiele?

Skalne półki

#23
-No wrednych bóstw tak łatwo nie ominiemy, jeśli one będą chciały nas spotkać i tak. - mruknęła- Jednak masz rację, musimy na chwilę trzymać się na uboczu. - skinęła łbem na słowa Sylvana. - Im szybciej tym lepiej. - uniosła brew, spoglądając ku niebu. Położyła uszy do tyłu, a z gardzieli wydobyło się ciche westchnięcie. Czuła ból i zmęczenie, pragnęła mieć już to wszystko za sobą.
Przymknęła na chwilę oczy wysłuchując kolejnych słów, tym razem Maelviusa. Gdy skończył spojrzała na niego lekko przymkniętymi powiekami. - Możemy ruszyć podnóżem. Będę szła pierwsza, by znaleźć jakąś dogodną drogę, jak i wyszukiwać ewentualnych przeszkód. - oblizała pysk, zlizując juchę która skończyła sączyć się z ran na pysku.
"Pomyśleć co dalej." Omal nie prychnęła. A co ma dalej być? Albo się podniosą, albo rozpierzchną. Nie widziała jednak siebie w roli samotnika. Szlag by to trafił, tego niedźwiedzia, Revirell, Bóstwa i cholerną wiewiórkę. Tak, wiewiórkę. Bo potrzebowała jeszcze kogoś obwinić, tak, by nie miało to sensu. Poprawiała sobie w ten sposób humor. Jednak póki co jej dołek mógłby wypełnić Rów Mariański i dorównać wielkością do ego Wilka i Jelenia.
Odeszła na parę kroków, by spojrzeć przed siebie, Traciła kolejny dom, a jej dusza pękała, mimo, że nie okazywała tego zbytnio.
Kątem oka dostrzegła jak Sylvan mówi coś Ziębie. Zmarszczyła brwi, ale zignorowała to. Następnie powiodła wzrokiem za Granatowookim. Dopiero wtedy zauważyła Lyvaris. Mimowolnie uśmiechnęła się w kierunku młodej samiczki. Cieszyła się, że jest cała.


Skalne półki

#24
Zamyśliła się głęboko, zastanawiając się nad najbliższą przyszłością. Nie wiedziała, czemu Iskry miały tak wielki uraz do bóstw, ale z pewnością nie odczuwały go bez powodu. Zdecydowała się nie wnikać w to i zapytać przy najbliższej okazji. Sytuacja była wystarczająco tragiczna nawet bez rozdrapywania ran z przeszłości. Powiodła zmęczonym wzrokiem po dawnej Bandzie. Mało nas. Maelvius, Sylvan, Sura.... A reszta? Co stało się z Orionem? Nigdy mu nie ufała, i widocznie dobrze robiła. Vasija uciekła razem z Revirell... Kogoś jej jeszcze brakowało. Lyvarris. Poczuła nagły ścisk w gardle. Znała waderkę od niedawna, ale zdążyła już mocno się do niej przywiązać. Wychowanka traktowała Splamioną jak autorytet, ona zaś starała się zastąpić jej rodzinę. A teraz Biała zginęła. Zięba nie widziała innej opcji. Skoro ona sama ledwo uszła z życiem, tracąc przy tym oko, szczeniak musiał umrzeć. Czuła się z tym paskudnie, nie powinna pozwalać jej polować. Zdusiła jednak w sobie smutek i poczucie winy. Teraz nie było na to czasu, opłakiwanie zmarłych trzeba przełożyć na później.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry moment na tajemnicę - mruknęła do Sylvana. Słuchała go cały czas, nawet jeśli na to nie wyglądało. - Revirell miała swoje sekrety, a widzisz sam, jak to się skończyło. Jeśli mamy się podnieść i przetrwać, każdy powinien wiedzieć tyle samo, nawet jeśli twoje wieści nie są najszczęśliwsze - dodała po chwili.
Świetnie... Brakowało mi kolejnych kłopotów. To nie był najlepszy moment, ale kiedy byli tak mocno niepewni jutra nie było czasu na przekładanie. Powinni to załatwić i ruszać w dalszą drogę, tak jak to proponował Maelvius. Podnóża wydawały się sensownym rozwiązaniem. Wszystko jest lepsze niż tkwienie tutaj. Postanowiła trochę się rozruszać, by nie wlec się potem na samym końcu. Odeszła na kilka kroków, starając się przyzwyczaić do nowego pola widzenia, kiedy kątem oka przyuważyła znajomą białą sylwetkę. Mam omamy. Może przez gorączkę? To źle wróżyło, Zięba powinna się położyć, a najlepiej powiedzieć coś o tym Maelviusowi. Już otwierała usta, gdy nagle usłyszała jego głos, zwracający się do domniemanego przywidzenia. Głupia jesteś? To żaden duch! Lyvarris żyje! Opadła jej szczęka, a szacunek do szczenięcia znacznie wzrósł. Chwilę później jej wargi wykrzywiły się w uśmiechu bezbrzeżnego szczęścia, Splamiona jednym susem doskoczyła do wychowanki ze łzami w oczach. Nie zważając na ewentualne opory, przygarnęła Lyvarris do siebie i zaczęła czule oczyszczać jej rany.
- Lyv, nawet nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz! Myślałam, że niedźwiedź cię zabił przez moją własną bezmyślność i niefrasobliwość, przez to że pozwoliłam ci uczestniczyć w tym felernym polowaniu. Nie martw się, już wszystko dobrze. Revirell odeszła, ale przecież ja jestem przy tobie. Jesteś bardzo ranna? Możesz wspiąć się na mój grzbiet, gdy będziemy schodzić do podnóży - zalała wychowankę cichym, ale pełnym ciepła potokiem słów. Aż sama się zdziwiła, że potrafi wykrzesać z siebie tyle pozytywnych uczuć i z pewnością byłyby one silniejsze, gdyby nie konieczność nie przeszkadzania innym w odpoczynku.

Skalne półki

#25
Nie chciała być dłużej kapryśną beksą, która prosi się o uwagę, więc nie ruszając się z miejsca wodziła wzrokiem za wilkami obserwując uważnie każdy ich krok. Bacznie też przysłuchiwała się ich rozmowie, mimowolnie wciąż czuła się członkiem grupy i nie chciała by coś jej umknęło. Drugą sprawą była ciekawość. Trochę nie rozumiała dlaczego wilki chciały stąd iść, było tu całkiem przyjemnie, może nie za wygodnie, ale wysoko i ładnie. Samiczce bardzo się tu podobało, więc opuszczanie tego miejsca dla niej nie miało sensu. Postanowiła jednak zostawić to dla siebie i nie dzielić się z pozostałymi swoimi upodobaniami estetycznymi, szczególnie, że ich argumenty za przejściem na inny teren zaczynały być coraz bardziej sensowne. Biała dopiero teraz przypomniała sobie, że faktycznie kilka obcych wilków wtargnęło na ich teren i mogłoby teraz ich szukać. Kolejna sprawa to była Herszt i Vasija, o ile tej drugiej nie lubiła, tak Revi uważała za dobrą samicę i zastanawiała się czy wróci i dostanie nową szansę, w końcu Lyv może i nie uciekła, ale też bała się niedźwiedzia, więc nie ma co wilka skreślać za coś takiego. Młoda nie była pewna czy miała prawo do jakiegoś żalu czy złości względem Revirell, więc ten temat również postanowiła przemilczeć, nie chciała bowiem ściągnąć na siebie złości pozostałych członków byłych Iskier. Chwilę później w jej stronę zaczął zmierzać basior, Lyv mimowolnie drgnęła, czyżby słyszał o czym myślała? A może wypowiedziała coś nieświadomie na głos? Drgnęła zaciskając ślepia w obawie przed tym co ją czeka. Nie pamiętała jak samiec się nazywał, ba nie wiedziała czy w ogóle poznała jego imię, ale z tego co zaobserwowała wydawał się być bardzo inteligentny, ponadto bardzo dobrze radził, więc co jeśli jego radą będzie wyrzucić szczenię? Oczami wyobraźni widziała jak wilki zaczynają warczeć, jak ją gonią, a ona z podkulonym ogonem piszcząc wniebogłosy ucieka modląc się o przeżycie. Jadnak gotowa do ucieczki usłyszała tylko pytanie o stan zdrowia.. Zszokowana szeroko otworzyła patrzałki i pokręciła łebkiem na boki. Fakt faktem biegnąc tu zahaczyła o wystający korzeń i mała ranka na przedniej kończynie dawała się we znaki, ale wolała jednak nic nie mówić, Zięba była dużo bardziej poturbowana i to jej należała się troska i uwaga nie Białej. - Dziękuję, nic mi nie dolega. - wymamrotała lekko charcząc, nie poznawała swojego głosu, nie był on słodki i dziecięcy jak zwykle, był po prostu obcy. Samiczka zmieszana tym, że jednak się ktoś nią teraz zainteresował i się martwił odwróciła wzrok od basiora i przeniosła go na Surę, której uśmiech sprawił, że po raz pierwszy od czasu polowania poczuła trochę ciepła, szybko więc odpowiedziała tym samym i wróciła wzrokiem do Maela, wciąż utrzymując delikatny uśmieszek na pyszczku. Kątem oka dostrzegła burą postać, nim zdążyła się obrócić już była wtulona w pachnącą krwią sierść. Sama nie była pewna czy chciała tej czułości czy nie, wciąż miała żal do Opiekunki, że ta dopiero teraz łaskawie ją zobaczyła. Szorstki język wadery oczyszczał jej sierść, a ona milcząc przyjmowała pieszczoty z nieukrywanym zadowoleniem, mimo wszystko brakowało jej tego i potrzebował teraz czuć się kochana. Widząc zainteresowanie Zięby Lyv był skonsternowana, bowiem pierwszy raz samica przedstawiła przed nią takie zachowanie, więc pewnie by nie umiała udawać, prawda? Biała pokiwała pyszczkiem na boki delikatnie się uśmiechając. - Nic mi nie dolega, sama jesteś bardziej poturbowana, więc byłabym tylko zbędnym balastem. - pokiwała kufą by potwierdzić swoje słowa. Nie była jeszcze gotowa na okazywanie waderze czułości, jakaś cząstka szczenięcia czuła się zdradzona, ale mimo tego była jedna rzecz którą chciała by Splamiona usłyszała. - Cieszę się, że żyjesz. - wymamrotała, wtulając pysk w bure futro, z jednej strony ze swego rodzaju miłości z drugiej zaś by ukryć łzy.
Obrazek

Skalne półki

#26
Srebrzysty kiwnął głową, słysząc słowa Zięby. Owszem, samica miała rację, im więcej sekretów, tym bardziej podzielona będzie ich już i tak mizerna dość grupa, a to z kolei nie wyszłoby im na dobre w żaden sposób. Potrzebowali siebie nawzajem, powinni sobie ufać i wzajemnie wspierać. Tylko czy jego nowina będzie stanowić dla nich impuls do trzymania się razem i wspólnych zmagań?
Sylvan przełknął ślinę i odetchnął powoli i głęboko, zanim udało mu się choć częściowo zebrać myśli i ubrać w słowa treść, jaką chciał, powinien i wręcz musiał przekazać. To, co widział zdarzyło się już dość dawno, kto wie, w jakim kierunku do obecnej chwili tamtejsza sytuacja się rozwinęła.
- Jak wiecie, jakiś czas temu rozeszliśmy się na zwiad, kiedy pojawiła się ta.. zorza - zaczął, praktycznie od samiuśkiego początku, po czym na chwilę zamilkł, myśląc, czy powinien opowiadać aż takie detale jak spotkanie obcego wilka na polanie w wyniku pomylenia - i to zupełnego, nie oszukujmy się - kierunków świata.. Doszedł do wniosku, iż nie, ponieważ nie to było sednem sprawy.
- Żeby zbadać co zaszło, poszedłem w kierunku pustyni. Cały tamtejszy teren tonie w wężach. One.. wydają się zorganizowane, jakby albo same myślały, albo coś nimi kierowało. Kiedy znalazłem się w oazie - tu sprytnie pominął fakt, iż dał się porwać gadzinom a jego wrzaski było słychać chyba na drugim końcu Konkordii - zobaczyłem ich jeszcze większe kłębowisko, a wśród nich białą waderę, która wyglądała na podlotka. Ta szalona dziwka wcale się ich nie bała, traktowała je jak swoje młode, a one nie robiły jej krzywdy! Mamrotała coś o tym, że jeszcze im brakuje do doskonałości, że się rozwijają. Nic z tego nie rozumiałem.
Tu nastąpiła przerwa na wdech, ponieważ wypowiedź Sylvana stawała się coraz szybsza i bardziej spanikowana, a sam wilk wyglądał, jakby przypomniały mu się jakieś potworne wydarzenia. Wcale nie dopomógł mu fakt, iż przy wdechu do mordy wdarła mu się mucha i samiec zgiął się w pół, kaszląc. Kiedy napad go opuścił, kontynuował dalej.
- W tej wilczycy też było coś nienormalnego. Jakoś tak.. szybko rosła, zanim odszedłem wyglądała, jakby postarzała się o kilka miesięcy, a ja tam byłem może godzinę czy dwie. Opowiadała o tym, że jej ojciec, a chyba miała tu na myśli to czerwone widmo, które widzieliśmy na początku, dał jej ciało, bo go o to poprosiła. Omamiła te dwa inne wilki które tam z nią były, jakiegoś basiora i wredną, paskudną samicę.
Tu jego narracja się zakończyła i samiec spojrzał skonsternowanym wzrokiem na obecnych, mając nadzieję, iż nie wezmą go za kogoś, kto postradał zmysły. Przez chwilę chciał im nawet pokazać im ślady wężowych kłów na swoim ciele, ale odstąpił od tego. A co, jeśli pomyślą, że ta narracja powstała jako skutek zatrucia jakimś jadem?

Skalne półki

#27
Ostatnie wydarzenia były tak trudne i intensywne, iż nie pozostały bez echa na zdrowiu Zięby. Wadera początkowo była przekonana, że jej jedynym szwankiem była rana na oku będąca pamiątką jej starcia z niedźwiedziem. Nie mogła wiedzieć jednak o tym, że donośny ryk bestii oraz jej potężne ciosy sprawiły, że coś wewnątrz czaszki samicy uległo uszkodzeniu i teraz dopiero stan ten dawał o sobie znać. Nie było to nic poważnego ani zagrażającego jej życiu, jednak Zięba odczuwała dyskomfort słysząc jakiekolwiek słowa i głośniejsze dźwięki. Samica przez jakiś czas będzie przesadnie wrażliwa na wszelkie odgłosy, dopóki jej organizm nie zaleczy powstałych wskutek walki szkód.

/Zięba stała się przesadnie wrażliwa na dźwięki


Obserwacja wydarzeń jakie miały miejsce na dawnych terenach Iskier, bycie naocznym świadkiem i uczestniczką walki z niedźwiedziem i uczestnictwo w tragedii watahy sprawiły, że Lyvarris dorosła - jej umiejętności rozwinęły się, stała się pewniejsza siebie w sprawach polowań i walki, a także w relacjach między wilkami jakie panują w byłej już watasze. Wszystko to przyda się samicy w dalszym życiu.

/Lyvarris zyskuje 15 PD


Ostatnie wydarzenia związane z rozpadem watahy jak i zdradą Herszta mogły spowodować u samicy sporą nieufność nie tylko wobec wilków, ale również tego co ją otaczało. Szczęście jednak chciało, że rzuciła jej się w oczy wiązanka ziół, aloesu i rumianku, nieświadoma pochodzenia, ani tego jaką dodatkową korzyść przyniesie jej zielenina, postanowiła zaryzykować i skosztować mieszanki tym samym zyskując wyczulony węch jak i smak na trujące zioła.

/Sura otrzymuje mieszankę Posmak zła

Skalne półki

#28
- Jak wolisz - oznajmił krótko na słowa samicy, wzruszając nieznacznie barkami. Nie wyglądało na to, by została jakoś szczególnie ranna, drobne obrażenia łapy powinny się niebawem zagoić. Ponadto dostrzegł kątem oka zbliżającą się ku Lyvarris Ziębę, więc odsunął się nieco, pozwalając samicy porozmawiać z wychowanką. Przez chwilę patrzył na nią lekko zdziwionym wzrokiem, obserwując, jak niespodziewanie decyduje się na okazanie młodej czułości. Nie spodziewałby się, że możliwe jest przywiązać do kogoś w tak krótkim czasie. Choć z drugiej strony i on zdążył polubić byłe Iskry i teraz trudno byłoby mu na nowo przyzwyczaić się do samotności, gdyby wilki rozpierzchły się jednak w swoje strony.
Westchnąwszy nieznacznie, udał się w stronę dostrzeżonego wcześniej krwawnika, wyrastającego przy jakimś kamieniu. Słuchając jednym uchem słów padających z pysków poszczególnych wilków wprawnie zbierał ziele, na chwilę obecną nie włączając się w dyskusję. W jego mniemaniu powinni jak najszybciej się stąd wynosić i teraz czekał jedynie, aż pozostali będą gotowi do drogi.
Snuł się między resztą psowatych niczym ponury, milczący i wyjątkowo niezgrabnie poruszający się cień, pozornie na wszystko obojętny, lecz w rzeczywistości słuchając wszystkiego uważnie. Analizując kolejne słowa Sylvana odnalazł kępkę mniszka, którego również zdecydował się nieco zerwać. Wypowiedź srebrzystego była niesamowicie chaotyczna i miejscami wręcz niewiarygodna, lecz mówiąc szczerze samiec byłby skłonny mu uwierzyć. Po pierwsze, od zawsze był świadom istnienia sił nadprzyrodzonych, ba, był przekonany, że łączy go z nimi jakaś wyjątkowa więź. A po drugie, po tym wszystkim, czego świadkiem był po przekroczeniu granic tejże krainy trudno byłoby nie zaakceptować niezwykłości.
Więc mamy węże i jakąś popieprzoną młódkę. Cudownie, pomyślał ponuro, wzdychając nieznacznie. Odwrócił nieznacznie łeb w stronę samca, gdy ów się rozkaszlał, by sprawdzić, czy przypadkiem nie potrzebuje pomocy. Słowa, które ten wyrzekł odzyskawszy oddech jednakże uderzyły go niczym grom z jasnego nieba.
Granatowe ślepia rozszerzyły się nieznacznie, by potem na powrót się zwęzić, wypełniając się powoli wściekłością. Oblicze Wilka powróciło z odmętów umysłu, a wraz z nim fala wściekłości, nienawiści i poczucia upokorzenia. Doskonale pamiętał klątwę, jaką rzuciła na niego ta istota, gdy Iskry nie zgodziły się zostać jego poddanymi. Wyniszczającą chorobę, która niechybnie doprowadziłaby do powolnej, bolesnej i upokarzającej śmierci, gdyby w porę nie odnaleziono lekarstwa. Od tamtej pory Maelvius obiecał sobie, że zniszczy każdego wyznawcę szalonego bóstwa jakiego spotka, bowiem według słów jego samego, jak i Jelenia źródłem potęgi istot ich pokroju byli ich poddani, więc czerwony odczułby z pewnością ich utratę. Mimowolnie warknął, obnażając na krótką chwilę kły i strosząc futro.
Dopiero po chwili przez przepełniony nienawiścią chór w jego głowie przedarła się myśl, że przecież Zięby nie było wówczas z nimi i może nie wiedzieć, o co srebrzystego chodziło. Odwrócił gwałtownie łeb w stronę samicy, a gdy się odezwał, nie krył odrazy.
- On ma na myśli popieprzoną pokrakę, która podaje się za boga - wyjaśnił gniewnym tonem podszytym warkotem. - Lecz śmiem twierdzić, że to, iż istota jego pokroju otrzymała taką moc musiało być jakąś tragiczną w skutkach pomyłką. Ten parszywiec pojawił się nad potokiem zaraz po swym wrogu, przyjmującym postać jelenia, i zażądał od nas posłuszeństwa, kusząc obietnicami - prychnął. - Odmówienie nie skończyło się za dobrze. Jest szalony i pragnie jedynie szerzyć zniszczenie, tak więc wcale bym się nie zdziwił, gdyby posłużył się wężami.
Jednak, czy rzeczywiście tamta młódka była jego córką? Trudno mu było w to uwierzyć. Być może jedynie namieszał jej w głowie, sprawił, by uwierzyła w ten stek bzdur.
Maelvius zakończył swoją wypowiedź kolejnym warknięciem.

Skalne półki

#29
Irytacja powoli pojawiała się bardziej na pysku Sury, co było u niej rzadko spotykane. Była jednak obolała, futro lepiło się od krwi, w dodatku chciała już stąd po prostu iść. Spojrzała w niebo, po czym przymknęła oczy i westchnęła, by ukoić zszargane nerwy. Jednak nim osiągnęła znowu komfort duszy, do jej uszu doleciały słowa. Najpierw poczuła zdziwienie, następnie irytację, która przerodziła się w gniew. Zacisnęła szczęki jak najmocniej, by nie odezwać się. Spojrzała w dół, a jej oczom ukazały się zioła. Zastrzygła uszami i zbliżyła się, by ich spróbować. Albo zdechnę i będzie po problemie, albo nie zdechnę i inni będą mieli problem, pomyślała. Na efekty długo nie musiała czekać. Nos począł być jeszcze bardziej czuły, co storpedowało samicę. Czuła potężny odór juchy, kurzu, brudu, jak i ziół dookoła.
Zatoczyła się, czując przez to ból głowy, który stopniowo ją puszczał. Jednak pieczenie na pysku od nowych ran jak i na boku nie ustępowało. Spojrzała na Ziębę, która dziwnie zachowywała się w stosunku do Lyv. Wywróciła tylko oczami, ale w głębi duszy cieszyła się, że młoda doznała trochę czułości od swojej opiekunki. Byli jej to winni, w końcu wszyscy przystali na jej udział w polowaniu. - Chodźmy już. - skrzywiła się. - W każdym razie wiemy jakich miejsc już unikać. Źródła też lepiej nie nachodzić. Ale o tym powiem wam potem, bo jak się rozgadamy, to noc nas zajdzie. - zmrużyła oczy lustrując pozostałych.


Skalne półki

#30

Przeklęte wilki, przeklęta kraina i jej przeklęta naiwność. Jak mogła się tak żałośnie wplątać w konflikt, którego miała szansę uniknąć całkowicie? Teraz biegnąc przed siebie, nie dość że w jej głowie panował chaos to jeszcze nie zyskała na tym nic. Ta kraina jest niepokojąca. Nigdy nie spotkała się jeszcze z niedźwiedziem zachowującym się w taki sposób. Jego ryk był nienaturalny i potężny. Wszystko działo się tak szybko. Biegła na wpół ślepa, z przymkniętymi oczami, a uszy położyła po sobie. Chaszcze smagały jej aksamitne futro, a gałęzie pękały pod naporem łap kiedy mijała kolejny pagórek. W pędzie niekiedy mogła dostrzec cień przebiegających obok niej obcych, ale wkrótce rozpierzchli się na tak wiele stron, tak dalekich od siebie, że spotkanie któregoś z nich wydawało się niemożliwe. I dobrze. Walpurga była na siebie wściekła. Jak mogła naiwnie uwierzyć w ich inność? Ledwo zobaczyła bandę przypadkowych wilków, a od razu uruchomiło się w niej niekontrolowane pragnienie poznania nowych. Za długo była sama. Teraz każda okazja spotkania wydawała się atrakcyjną przygodę. Musiała lepiej nad tym panować, inaczej z którejś z rzędu „pogawędki” może nie wyjść w jednym kawałku. W końcu skupiła się na otaczającym ją świecie. Szła już dość długo, ale była prawie pewna, że nie przekroczyła granic wschodniego pasma. Wciąż znajdowała się więc w okolicach potoku i skałek przez które przeszła by się tu dostać. Pogoda znacznie wypiękniała. Nic już nie przypominało o chaosie jaki tu zaszedł, tak jak gdyby matka natura już puściła te wydarzenia w niepamięć. Może ona też tak powinna zrobić? Westchnęła przeciągle i zaraz do jej nozdrzy dobiegł znajomy zapach. To byli oni. Rozejrzała się szybko, machając łbem we wszystkie strony. Kiedy wytężyła słuch mogła usłyszeć szmer rozmów. Siedzieli w dość dużej grupie, daleko od miejsca w którym obecnie się znajdowała. Walpurga zgięła łapy by móc obniżyć swoje ciało do bezpiecznego poziomu i podczołgała się do krańca półki. Tak jak się domyślała na tej znajdującej się niżej, zebrała się resztka bandy. Na pewno brakowało ich przywódczyni, małej czarnej wadery. Srebrna z pewną ulgą zauważyła iż wszyscy wydawali się znacznie bardziej poranieni od niej. Tak właściwie, to Sъvariti miała znacznie więcej szczęścia od pozostałych. Prócz małych zadrapań doskwierała tylko rozcięta ogromnym pazurem skóra na szyi, z której sączyła się krew.
Planowali chyba wyruszyć głębiej w góry, raczej nie zamierzali wracać na swoje dotychczasowe tereny. Była tutaj ogromna wadera, na którą mówili Zięba. I chyba jej poplecznica, młoda, biała. Potem odezwał się też srebrny samiec, ale nie miała pojęcia o czym mówi. A mówił dużo i nieskładnie. O jakiś bóstwach, opętanej waderze i wężach w oazie. Srebrna nic z tego nie rozumiała. Potem odezwał się mniejszy, czarny basior. On również ucierpiał dość mocno w starciu z miodożercą. Mówił stanowczym, pewnym głosem – gdyby spotkała ich tutaj po raz pierwszy poważnie by się zastanowiła, czy to nie on dowodzi zgrają. Prócz tego znalazła się tutaj jeszcze jedna czarna samica. Ta za to wyglądała najgorzej. Futro miała zlepione krwią, a na plecach głębokie rany. Było tak do momentu kiedy nie użyła jakiegoś zielska, które znalazła między wyrwami.
Walpurga tak długo siedziała w bezruchu, że poczuła jak drętwieją jej łapy. Chcąc chociaż odrobinkę wyprostować przednie, nie zauważyła leżącego tuż obok niej skalnego odłamka. W ułamku sekundy kamień poturlał się ku granicy z powietrzem by, mimo jej nabożnego szeptu spaść niżej. Z zażenowaniem słuchała jak okrąglak stuka kolejne schodki by spocząć u stóp wilków. Wstała ze swojego miejsca i obeszła urwisko w poszukiwaniu najdogodniejszego punktu do zejścia. Nie było sensu się ukrywać, ale póki co pozostała w bezpiecznej odległości. Dopóki nie dadzą jakiegoś znaku, ma jeszcze znikome szanse na ucieczkę w przeciwnym kierunku. Musiała przyznać staremu Egojowi rację w jednym - Subtelność nigdy nie była jej mocną stroną.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron