Kamienna ścieżka

#1
Źródło: snap-photos

Wspinaczka w wyższe partie gór zazwyczaj bywa ryzykowna, lecz bywają miejsca, gdzie ukształtowanie terenu w znacznym stopniu to ułatwia. Jednym z nich jest ta pnąca się w górę, ku górskim szczytom ścieżka. Wznosi się ona w górę pod stosunkowo łagodnym kątem, a podłoże stanowią skały, które z biegiem czasu ukształtowane zostały na kształt nieregularnych stopni. Pomiędzy kamieniami wyrastają liczne kępy roślin, czyniąc podłoże bardziej miękkim i chroniąc łapy podróżników przed zranieniem przez ostre kawałki skały. Niejednokrotnie można tu natknąć się na kozice, które również często korzystają z tej drogi, by dostać się ku położonym wyżej terenom.


Rośliny: bylica piołun, lawenda, rauwolfia żmijowa, tymianek
Zwierzęta: kozica
Lokacja wymyślona przez Lokatt.

Kamienna ścieżka

#2
Droga nie była łatwa, zwłaszcza, że złocisty utykał, starając się ograniczać kontakt pokąsanej łapy z podłożem. Jednocześnie wiedział, że musi się śpieszyć, inaczej ten nieszczęśliwy wypadek mógł skończyć się dla niego tragicznie. Nie był zbyt doświadczony, jeżeli chodzi o wykorzystanie ziół, lecz znał kilka ich podstawowych zastosowań. Stokrotka niejednokrotnie pokazywała mu roślinę, która stanowiła antidotum przeciwko jadowi węży. Ziele co prawda w większych dawkach było trujące, lecz w takich przypadkach mogło uratować życie. Miał nadzieję, że uda się mu takowe znaleźć w górskich okolicach.
Znalazłszy skałę ukształtowaną w swego rodzaju stopnie, ruszył tą drogą, rozglądając się uważnie i węsząc w poszukiwaniu interesującej go rośliny. Wreszcie ją dostrzegł. Rauwolfia żmijowa rosła całkiem niedaleko, wystarczyło wykonać kilka kolejnych, niepewnych kroków. Dotarłszy na miejsce położył się, by nie nadwerężać pogryzionej kończyny.
Sięgnął łbem po kilka listków rośliny. Zerwał je, i niemalże natychmiast zaczął przeżuwać, krzywiąc się nieznacznie, gdy poczuł gorzki smak. Po dokładnym rozdrobnieniu przełknął zieloną papkę, układając po chwili łeb na zdrowej łapie. Teraz należało tylko czekać i mieć nadzieję, że będzie dobrze.

Kamienna ścieżka

#3
To, że samiec w miarę możliwości oszczędzał kończynę, zadziałało na jego korzyść, bo objawy ukąszenia poprzestały tylko na bólu i obrzęku. Szybka reakcja jak i znajomość rauwolfii uratowała wilka przed pewną śmiercią. Niestety nie ma nic za darmo. Nałożenie papki z rośliny sprawiło, że z rany zaczęła wypływać krew, nie było jej dużo, jednak wystarczająco by samiec poczuł się gorzej. Choć było pewne, że zioło zadziałało, Keiran musiał poświęcić trochę czasu na odpoczynek, oczyszczenie i zagojenie rany, inaczej jego kolejnym zmartwieniem może być co najmniej zakażenie.

/ Keiran wyleczył ukąszenie żmii.
/ Keiran traci 10PŻ na rzecz użycia rauwolfii.

Kamienna ścieżka

#4
Skrzywił się, kiedy poczuł nieprzyjemne pieczenie. Zerknąwszy na swoją łapę ujrzał spływającą po niej strużkę krwi. Jęknął cicho i zlizał spływającą po kończynie posokę, następnie przystępując do wylizywania podrażnionego miejsca. Spędził dłuższą chwilę dokładnie oczyszczając ranę, nie zwracając zbytnio uwagi na otoczenie. Podczas tej czynności zauważył, że obrzęk stopniowo się zmniejsza, niknie także pulsujący ból w pokąsanej kończynie. Przez myśl przeszło mu, że zapewne jest idealnie widoczny na tle otaczających go szarych skał, lecz był zbyt zmęczony, by to zmienić.
Skończywszy oczyszczanie rany wsunął się nieco głębiej w zarośla i odetchnął, układając łeb na nienaruszonej łapie. Złociste ślepia krążyły przez chwilę po okolicy, po czym skryły się pod powiekami.

Błądził po gęstym lesie. Korony drzew tworzyły nad jego łbem zielone sklepienie, przez które przedzierały się promienie słoneczne, znacząc podłoże złocistymi cętkami. Kroczył przed siebie po miękkim dywanie z mchu i traw, łapczywie chłonąc mieszaninę woni, którą niósł wiatr. Wtem tuż przed jego nosem przeleciała samotna sójka. Zaraz za nią dwie kolejne. Jednocześnie do nozdrzy basiora dotarła subtelna woń ziół i kwiatów. Samiec przystanął, węsząc w powietrzu i poszukując jej źródła, rozglądając się uważnie na boki. Wtem ujrzał drobną, czarną wilczą sylwetkę, znikającą w zaroślach. Melodia! Niewiele myśląc pobiegł za nią, biegnąc ile sił w łapach, byleby tylko nie stracić jej z oczu. Pędził przed siebie, nie zwracając uwagi na chłoszczące go po pysku gałęzie, wbijając wzrok w umykającą wilczą sylwetkę. Po jakimś czasie dostrzegł, że okolica stawała się coraz bardziej nieprzyjemna - było coraz ciemniej, roślinność gęstniała, przeradzając się powoli w splątany, ciernisty gąszcz, podłoże zmieniało się w paskudną breję, w której zapadały się jego łapy. Czuł, jak na jego grzbiet spadają ciężkie krople deszczu, aż w końcu tuż nad głową rozbrzmiał ogłuszający grom. Huk na chwilę go oszołomił, zmuszając do raptownego zatrzymania. I całe szczęście, że to uczynił, bowiem tuż u jego łap runęło powalone przez uderzenie pioruna, płonące drzewo, całkowicie odcinając basiora od celu podróży. Gdy otworzył ślepia, ujrzał stojącą po drugiej stronie leżącego pnia czarną sylwetkę, za którą podążał. Dopiero teraz zauważył, że nie jest ona Melodią. Jej oblicza nie szpeciły blizny, a zielone, łagodne ślepia zastąpione zostały ciemnymi i zimnymi, wpatrującymi się w niego pustym, martwym wzrokiem.
Cofnął się o krok, czując, jak jego pysk wykrzywia wyraz przerażenia zmieszanego ze zdumieniem. W sekundę później usłyszał dobiegające z niedalekiej odległości odgłosy pędzącego wilka. Odwrócił pysk w odpowiednim momencie, by ujrzeć masywną, niewyraźną szarą sylwetkę o płonących białych oczach rzucającą się na niego z wściekłym warkotem.


Ocknął się gwałtownie, zrywając na równe nogi tak szybko, że potknął się o jakiś kamień i prawie przewrócił na nowo. Jakimś cudem utrzymał równowagę i znieruchomiał, rozglądając się nerwowo dookoła, początkowo nie bardzo wiedząc, gdzie jest i co się wydarzyło. To...Tylko sen, pomyślał uspokajająco, starając się wyrównać oddech. To pewnie przez te zioła. Może wywołują też koszmary?
Usiadł, przed dłuższą chwilę pozostając nieruchomym, następnie ponownie zajmując się wylizywaniem łapy. Obrzęk zniknął już całkowicie, krwawienie ustało. Wystarczyło jedynie na nowo przejechać po zranionej kończynie kilkukrotnie językiem, by pozbyć się licznych drobnych części roślin i brudu, które zdążyły do niej przywrzeć. Przez ten czas nie mógł powstrzymać się przed rozmyślaniem nad swym snem. Czy miało to oznaczać coś konkretnego?
Wreszcie wstał, sapnąwszy cicho, przygotowując się do opuszczenia tych stron. Robił się głodny. Powolnym i ostrożnym krokiem zaczął schodzić w dół, ku lasom.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron