Łagodne zbocze

#21
Ian westchnął.
-Szkoda gadać. Liczy się tu i teraz. Nie wracajmy myślami do przeszłości.-powiedział wilk jakby z prośbą w głosie. Nie chciał pamiętać tego, co było kiedyś.
Ale nie umiał zapomnieć.
Nie potrafił.
Nie chciał.
Siwy prychnął i spojrzał na Totino. Uśmiechnął się pod nosem widząc jego wygłupy. Zdecydowanie brakowało mu takiej beztroski.
Ian odwrócił łeb w stronę Nikolaja. Obserwował jego poczynania, a potem do jego uszu dotarło to co powiedział.
-Myślę nad tym cały czas. I właściwie sam już nie wiem co z tym zrobić.-mruknął.
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Łagodne zbocze

#22
Nieustannie skakał za motylem, który jak na złość odlatywał. Przecież Totino nie chciał mu nic zrobić, tylko spojrzeć z bliska na jego piękne skrzydła! Kłapnął paszczą, mając nadzieję na dosięgnięcie go, lecz on wydawał się być sprytniejszy i z każdą chwilą zwiększał odległość, jaka ich dzieliła. Miodowy nie odpuszczał; to pewnie tylko taka próba cierpliwości. Jeżeli ją przejdzie, to motyl się zbliży. Na pewno się zbliży. Podążał za nim spojrzeniem przepełnionym skupieniem przez kilka sekund, po czym doszedł do wniosku, że to na nic. Gdyby miał wylądować, już by to zrobił, a on wciąż szybuje. Z wywalonym jęzorem, powrócił do towarzyszy, przysłuchując się im słowom. Wciąż dręczyła go ciekawość o przeszłych losach Nikolaja. Z każdym momentem ochota zadania pytania narastała, wręcz przytłaczała swą obecnością. Westchnąwszy, począł zastanawiać się nad czymś innym, byle by tylko odpędzić od siebie ten głupi pomysł. W duchu podziękował Ianowi, że jednak nie zbył wzmianki szarego o watasze - to powinno wystarczyć, by odpędzić zainteresowanie od jednego punktu i doprowadzić ją do kolejnego. Basior nie wiedział o nich niemal nic - wszakże przebywał tylko w jednej, w której się urodził. Jako roczniaka nie interesowało go zarządzanie, hierarchia, oddziały i tym podobne rzeczy. Wolał się bawić i śmiać, co nie uległo wielkiej zmianie.
- Może i nie wiem zbyt wiele, ale żeby założyć watahę, potrzeba wilków, nie? Dużo wilków. I hierarchii, czyli przywódcy, jego zastępcy, jakieś oddziały, medyków, zwiadowców, matki z dziećmi... A my nic takiego nie mamy. Więc naszym pierwszym krokiem powinno być znalezienie członków... Których trzeba jakoś przekonać. Czyli potrzebujemy idei, celu, do którego zmierzamy. A tego też chyba nie mamy - jego słowa wylatywały z paszczy niczym pociski z karabinu; mówił niedbale i ciężko było go zrozumieć, bowiem w jego łbie pojawiało się pełno myśli, idących jedna za drugą, niczym logiczny potok. - Macie jakieś pomysły? Bo ja bym się nie przyłączył do watahy, która istniałaby tylko po to, by istnieć i żyć tylko po to, by przeżyć. To by było głupie i absurdalne. Powinniśmy nieść ze sobą zmianę, nadzieję, na lepsze jutro, ale i jednocześnie mieć trochę luzu, by być sobą, a nie jakimś niewolnikiem chwilowych zajawek przywódcy... Nie? O, pomyślcie - zamiast jednej alfy, mieć trzy! Takich sędziów kończących spory i podejmujący najważniejsze decyzje, które miałyby wpływ na wspólne dobro. Byłoby fajnie! - powiedział jeszcze szybciej, czując natłok pomysłów. Z radością w oczach, położył się i spoglądał na Iana i Nikolaja, machając wesoło ogonem.

Łagodne zbocze

#23
- Właściwie to masz racje, potrzeba nam wilków, jakiegoś zarysu tego do czego będziemy dążyć. Za razem nie chciałbym, żeby hierarchia była jakoś specjalnie widoczna. - Uwalił swoje szare dupsko na ziemi spoglądając to na Iana, to na młodego. - Zawsze, odkąd zostałem sam, zależało mi na takiej zbiorowości, w której każdy będzie coś znaczył.. żeby nie tylko jedna osoba miała decydujący głos, a kilka.. Ci najstarsi stażem.. Właśnie tak jak mówisz, jak tacy sędziowie kończący spory, patrzący własnym okiem na każdego, lecz podejmujący decyzje wspólnie, po omówieniu wszystkich pomysłów innych. - Oblizał wargi zastanawiając się czy to tak naprawdę miałoby jakąkolwiek możliwość istnienia. Przymknął patrzałki owijając tylne nogi własnym ogonem, bijąc się z myślami.
- Cel moim zdaniem wyrobi się w czasie.. Sama idea, z nią może być problem.. trzeba by było się dłużej zastanowić, a może i zapytać potencjalnego wilka czego by oczekiwał.. Sam nie wiem. - Lekko zmarszczył nosek, nieco wkurzało go to, że nie umiał tak w prost przedstawić tego co myślał. Miał z tym problem odkąd stał się taki.. a nie inny..
- Eh, wybaczcie.. chyba coś pląta się po moich myślach, nie mogę się skupić.. - Przeprosił ich kładąc się, zaczynając niczym kot wylizywać własne futro na łapach.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Łagodne zbocze

#24
Ian powoli wodził wzrokiem po towarzyszach, słuchając ich wypowiedzi.
-Żadna wataha na początku nie była wielka. Trzy, cztery wilki. Wszyscy od tego zaczynali. Największe, najpotężniejsze stada. Moja dawana wataha też. Teoretycznie już jesteśmy stadem, jeśli mogę tak powiedzieć. A w praktyce... Praktycznie jesteśmy tylko podróżującą grupką.-odparł Ian dobierając słowa tak, aby jak najlepiej przekazać to, co myślał.
Szarooki zmarszczył nos, niezadowolony ze swojej wypowiedzi.
-A co do idei... Jeśli chodzi o mnie, moją ideą jest, hm, życie w czymś na kształt rodziny. Spokojne życie dla tych, którzy wcześniej takiego nie zaznali. Bo o to chyba chodzi. Trzymać się razem, znaczyć coś dla innych, nie być tylko trybem w machinie stada. Być członkiem rodziny. Bo każdy potrzebuje bliskości i zrozumienia.-powiedział, patrząc na Nikolaja. Przecież on też potrzebował tylko zrozumienia.
-Nie wiem czy się ze mną zgadzacie, lecz ja widzę to w ten sposób.-dodał po chwili, siadając.
Czuł jak wiatr targa jego futrem. W sumie... To miejsce było przyjemne. A jak ładnie musi tu pachnieć...
Eh... Tak bardzo brakuje mi zapachów...
Ian odchrząknął.
-...Ale czy naprawdę potrzebujemy watahy?-zapytał jakby sam siebie.
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Łagodne zbocze

#25
Mimo towarzystwa zachowywała się jak jednostka, ślepo wpatrzona w przestrzeń szła milcząc. Czekała na tą konfrontację wystarczająco długo, teraz wiedziała, że w pełni da upust emocjom, pokaże tym parszywym psom, że jedyne na co zasługują to śmierć, to zmieszanie ich krwi z błotem. Błękitne ślepia zaszły czymś na wzór mgły, co było do niej nie podobne, była również bardzo poważna i bardziej skupiona na wytropieniu tych pchlarzy niż na poprzednich łowach. Przeciągnęła bladoróżowym ozorem po pysku zlizując z niego resztki krwi. Choć zwykła być zawsze zgrabna i kusząca teraz raczej przypominała czołg, który nacierał na przeciwnika bez chwili zwątpienia, szybki krok, wyczulone zmysły, nerwowe spojrzenia. To nie była stara Veasine, miała w sobie coś dziwnego, niecodziennego, złego. Bladoniebieskie ślepia krążyły po okolicy szukając śladów, które mogły zostawić wilki.
Nie była pewna ile szli, nie obchodziło ją to, po prostu chciała być już po wszystkim. Natrafiając na charakterystyczny zapach Nikolaja ruszyła biegiem w jego kierunku, nie zwracała uwagi ani na szelest, ani na nierówne podłoże, nie patrzyła też czy może biegnie sama, to co nią zawładnęło było nie do opisania, parła przed siebie ciężko dysząc jakby się bała, że zaraz woń samca jej umknie i go już nigdy nie odnajdzie. Z pełną prędkością wpadła na zbocze, było ogromne, więc zatrzymała się raptownie i rozejrzała badawczo po okolicy, wciąż ciężko dyszała, ale to było mało ważne. I wtem na jej pysk wstąpił szeroki uśmiech. Zobaczyła ich. Te pieprzone parszywe kundle, tych cholernych pchlarzy. Zaśmiała się histerycznie i wznowiła bieg, zatrzymała się dopiero będąc kilka metrów od wilków. - Stęskniłeś się pieprzony pchlarzu? - wciąż się szczerząc przyglądała się wilkom, każdemu z osobna. - Mam nadzieję, że tak, bo jak widzisz wróciłam do Ciebie, wróciłam by się zemścić. Musisz się nauczyć szacunku i wydaje mi się, że dam Ci teraz bardzo dobrą lekcję. - znowu wybuchła śmiechem, a na jej ślepia na powrót zalśniły. I choć wypowiadane słowa wróżyły im śmierć to głos wadery był melodyjny i przyjemny dla ucha, gdyby nie znaczenie wyrazów, które z jej ust padały można by rzec, że taką mową jest w stanie rozkochać w sobie każdego wilka. Szybko jednak szczery uśmiech przerodził się w grymas złości, a krew okalająca pysk dodawała mu grozy, spięła momentalnie mięśnie, które teraz pięknie rysowały się pod napiętą skórą, ostre pazury zatopiła w glebie, a z gardzieli wydobywał się warkot. - Wróciłam Cię zabić. - wymamrotała charcząc i choć wolała od razu zaatakować, postanowiła dać Romeo szanse, by się chociaż psychicznie mógł przygotować na to co go czeka.
Obrazek

Łagodne zbocze

#26
Ian spokojnie obserwował towarzyszy, gdy ruch gdzieś w oddali zaburzył poczucie jego spokoju. Ogniście ruda wilczyca zmierzała w ich kierunku z uśmiechem, który kojarzył mu się tylko z szaleństwem.
Rudy szatan znów wyruszył na łowy. Witaj ponownie, feministko!
Szarooki odruchowo zjeżył sierść, gdy wilczyca tylko otworzyła pysk.
Mówisz o szacunku, a sama zwracasz się jakbyś nigdy go nikomu nie okazywała.-powiedział Stary Wilk donośnie, podnosząc wysoko łeb i podnosząc ogon.
-Skoro przyszłaś zabić Nikolaja, to wiedz, że nie zmierzysz się tylko z nim, ale też i ze mną.-powiedział Ian złowrogim tonem.
Spojrzał na Niko.
Eh chłopie... I po co ci to było? Teraz ta nawiedzona wariatka za nami lata...
Wilk westchnął. W głębi duszy nie chciał walczyć, ale nie chciał też tak po prostu stać i patrzeć, jak niepotrzebnie przelewa się krew.
Ona nie odpuści...

//Wiem że nie moja kolej ale shhhh/
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Łagodne zbocze

#27
Biegł obok rudej wadery i swego brata, utrzymując równe z nimi tempo. W przeciwieństwie do Veasine jego ruchy były wyluzowane, ogon wysoko uniesiony, a oczy drapieżnie błyskające. Na pysku wciąż pozostawał trochę głupkowaty, kpiący uśmieszek, który poszerzał się za każdym razem, gdy wilk zerkał na swoje towarzystwo. Jego główna uwaga była jednak skupiona na widocznych coraz lepiej wilkach. Czuł powagę rudej waderki aż miał ochotę poczochrać ją po łbie i rzucić coś o połknięciu kija. Lepiej nie, Świerku, chyba że chcesz skończyć jak ten dzik, pomyślał wesoło, rzucając rudej zaczepne spojrzenia. Taka była wkurzona jakby nie wiadomo co się stało. Po wszystkim będzie musiał ją wypytać o powód, bo coraz mocniej go to ciekawiło. Ale najpierw się trochę zabawią.
Gdy dotarli na miejsce. a wadera zaczęła poddawać się zemście i satysfakcji, on nieco pobłażliwym spojrzeniem obdarzył trójkę obecnych tu wilków, przy okazji oceniając ich budowę i podejście do zaistniałej sytuacji. Rozbawiony uśmieszek wciąż nie schodził z jego pyska, a ogon leniwie machał z jednej strony na drugą. Jedynie najeżone futro zdradzało ekscytację, jaką odczuwał na myśl o bójce. Kochał tą adrenalinę, dobrze będzie wrócić do starych nawyków...
-Ooo jaka wierna kompania - mruknął sam do siebie, ale nie zwracając uwagi na to, czy jego komentarz dojdzie do uszu pozostałych.
Rzucił ukradkowe spojrzenie bratu, obserwując jakichś znaków, że dobrze odczytał zagadkowe sygnały na temat ich rudej towarzyszki. Ciekawe, czy Gawron znów wyskoczy z jakąś pogadanką o honorze wader?
PD: 20/100

Łagodne zbocze

#28
Kiwała się na boki świdrując Nikolaja spojrzeniem. Przestała dopiero, gdy jego towarzysz przemówił. - Co Ty chcesz dziadku? – zaśmiała się głośno i spojrzała na niego z nieukrywaną niechęcią. – Ja rozumiem, że jesteś już jedną łapą w grobie i mało życia Ci zostało, ale jesteś pewny, że chcesz je poświęcać dla takiego idioty? – swoją wypowiedź skwitowała skinięciem łba w stronę Romea. – Jesteś dla niego tylko tarczą, frajerskim starcem, który tak jak teraz będzie go bronił, bo myśli, że znaczy coś więcej. Ja nie mam litości i jak Ci się tak do grobu śpieszy to chętnie Ci pomogę. – zaśmiała się gardłowo i spojrzała na Gawrona i jego brata. Jednak jej nie zostawili, jednak stali u jej boku, uśmiechnęła się mimowolnie i wlepiła wzrok w Iana. – Chyba nie myślałeś, że wrócę do Was sama? Dam Ci szansę, możesz uciec, znaj moją łaskę. Jeżeli chcesz przeżyć biegnij i nie oglądaj się za siebie, jeśli jednak wolisz bronić tego idiotę śmiało zostań. Ale wiesz co? Nikt nie da Ci fory ze względu na wiek, wiesz? Obawiam się, że jak będziemy się bić to do nieprzytomności, a w Twoim wieku możesz się już nie obudzić. – znowu głośny śmiech wyrwał się z jej piersi. Pochyliła lekko łeb i zerknęła na Nikolaja. – Byłeś zbyt pewny siebie mój drogi książę i teraz tego pożałujesz, wiesz? Gdy będziesz przytomny i odzyskasz siły, ja wrócę i to powtórzę i będę to robić cały czas, aż w końcu będziesz się mnie bał, będziesz zamykał oczy i mnie widział, ba będziesz bał iść się odlać, żebym przypadkiem nie czekała gdzieś w pobliżu. Zostanę Twoim najgorszym koszmarem. Zbrzydną Ci samicę, oj zbrzydną i ja o to zadbam. Będziesz mnie błagał o wybaczenie. – zwilżyła ozorem czarny nos i z zupełnie obojętnym wyrazem pyska ogarniała sylwetkę wilka. Tym razem jej atak się powiedzie, tym razem mu pokaże z kim zadarł, będzie tego żałował do końca życia. Jedyne z czym czuła się źle to to, że Gawron widzi jaka jest naprawdę. Miała żal do siebie, że zapewne go zniechęci i to będą ich ostatnie wspólne chwile. Poczuła, że ma ściśnięte gardło, czyżby była szalona? To do niej nie podobne, ona i pozytywne uczucia względem samca? Ze świstem wydmuchnęła powietrze z pyska. Teraz najważniejszym było wygrać, co będzie później nieważne. I tak nie mogła ukrywać swojej przeszłości i prawdziwej siebie w nieskończoność. Nawet jeśli Gawron by się do niej zniechęcił przez to jaka była, to będzie tylko sobie winna, że udawała przed nim kogoś innego i głównie przez to, że za bardzo zaangażowała się w tą znajomość. Spojrzała na Nieznajomego wzrokiem przepełnionym emocjami. – Dziękuję. – szepnęła w kierunku braci, po czym zwróciła wzrok na swojego przeciwnika. – Że tak powiem… PANIE PRZODEM, zatem zaczynaj lalusiu. Tak się Tobą zajmę, że po wszystkim nie poznasz swojego odbicia, odechce Ci się samic, bo z takim pyskiem jaki Ci zostawię będziesz je tylko odstraszał. – poczęła machać kitą na boki i ugięła łapy by być gotową do ataku.
Obrazek

Łagodne zbocze

#29
Z wielką uwagą przysłuchiwał się słowom towarzyszy. Wydawały być się takie mądre, takie rozbudowane, przesycone doświadczeniem. Jego ślepia wydawały się rosnąć, a pierś pękać z zachwytu, gdy każdy z basiorów wypowiadał się na temat watahy bądź niewielkiej, zamkniętej grupy, którą mieli razem założyć. Chciał odnaleźć dom, do którego by powracał; dom, w którym czekałaby na niego pewnego rodzaju rodzina, gotowa do wysłuchania i pocieszenia, dająca ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Oczami wyobraźni widział wilki tworzące wspólnotę zdolną do poświęcenia dla swoich pobratymców, zdolną do stworzenia przyjemnej atmosfery. Lecz to wszystko przemjnęło wraz z rzuconym na wiatr zdaniem Iana. Wpierw, Totino nie dowierzał, że starzec, który sam mu zaproponował dołączenie do nich był w stanie powiedzieć coś tak okropnego, wręcz absurdalnego. Nie dopuszczał do siebie, że być może i Nikolaj sądzi tak samo. Przecie wspomniał, że coś zakrzątnę jego myśli. A co jeżeli to pułapka? Jeżeli zaciągnęli go tu tylko po to, by go zabić? Czy to wszystko było jedynie przykrywką, kłamstwem? Głosy szaleństwa wnet się obudziły i poczęły krzyczać, zagłuszając logiczne myślenie. Czym prędzej uciekaj! Uciekaj, jeśli ci życie miłe! Jeżeli byłeś tak głupi, by bez wahania podróżować z obcymi ci wilkami, które wcześniej były gotowe do poderżnięcia ci gardła, to teraz masz wystarczającą ilość oleju, by jakoś się stąd wynknąć. O dziwo, tym razem miodowy nie śmiał zaprzeczać. Nie dość, że po odejściu Kaźmira jego psychika w pewnej części uległa załamaniu, to poczucie zdrady potęgiwało wszelakie negatywne emocje, jakie istniały w małym móżdżku basiora. Szybko się podniósł i... Znieruchomiał. Dosłownie zastygł w ruchu. W oddali ujrzał sylwetki wilków. Lecz nie to go przeraziło. One się zbliżały. Z każdą mijającą sekundą były większe i większe, jakoby cienie zwiastujące nadejście mrocznej nocy. Nie wiedział, co robić; w ucieczce nie miałby żadnej szansy, a co dopiero w walce. Musiał się zdać na swoje, jakże niezwykle marne, zdolności dyplomatyczne. W głowie układał zdania, którymi chciał udobruchać swoich przyszłych oprawców. Tak, oprawców. Inaczej nie dało się nazwać nieznajomych, którzy po zrobieniu papki z wiary w prawdomówność innych nawet nie ośmielili się przeprosić swojej ofiary. Ze złością splunął na ziemię. Nieoczekiwanie, gdy podniósł łeb, ujrzał ją. Rudą wiedźmę. Nie. Nie. Nie. To niemożliwe. Ona nie może ty być! Przecież odeszła, odeszła! myślał, prosząc wszystkich bogów o pomoc. Nie zwrócił uwagi na sttaż przyboczną piekielnej piękności - dla niego wyglądali jedynie jak cienie wadery, jak pachołki śmierci. Zaschło mi w gardle, a język odmawiał współpracy. Czuł, ze stres i zdenerwowanie narastają, pobudzając cały organizm do ciężkiej pracy; ciężki dyszał, bowiem wydawało mu się, że powietrze nagle zgęstniało. Serce zaś gorączkowo łopotało w rozgrzanej piersi, a źrenice ze strachu na przemian zwężały i rozszerzały się.
- Jak mogliście mnie oszukać! - ryknął po ostatnich słowach rudej, zwracjąc się do basirów. Żadna z wypowiedzi nie docierała do jego uszu - zestresowany umysł nie dopuszczał żadnej z wypowiedzi do świadomości miodowego. Zamiast tego słyszał jedynie niewyraźne pojękiwania zakłócane warknięciami. - Kłamcy, kłamcy, kłamcy! Nienawidzę was, nienawidzę! Niech was porozszarpują razem i ze mną! Poczujecie, jak to jest być zdradzonym przez swoich! Zabiję was razem z nimi, jeżeli wcześniej sam nie umrę! Bądźcie przeklęci! - Czy tak miał się skończyć jego żywot? Czy miał umrzeć przez własną głupotę? Nie. Musiał to naprawić. Podszedł do niebieskookiej i padł przed nią, oddając ukłon. Z jego oczu lały się strumyki łez. - Ukróć moje cierpienie! Zabij mnie, zabij, zabij! Albo... Zabij ich! Nie wykonali twojego polecenia, nie zdołali mnie przekabacić do twojego planu! Jestem niewinny! Tak, niewinny! - mówił szybko i niedbale, nie zdając sobie sprawy z powagi słów, jakie wymawiał, co chwilę przerywając, by wziąć płytki oddech. Jego poczucie wartości spadło poniżej zera, a on sam czuł się jak nic nie warta marionetka, którą każdy się zabawiał.

Łagodne zbocze

#30
Podążał w niewielkiej odległości za błękitnooką, w milczeniu szanując jej głęboki gniew, pozwalając by zaszarżowała wariacko na obcego mu basiora. Nie wiedział czym dokładnie ci tutaj podpadli Veasine, ale z jakiegoś powodu całym sobą był za nową towarzyszką, przy czym chwilowo nie obchodziła go słuszność działań. Tym bardziej przestała do reszty go obchodzić gdy do potyczki dołączyć się zechciał jakiś inny samiec, stając za tamtym jakby dorosły basior nie mógł sam bronić swojego życia przed panienką. Gawron parsknął śmiechem, szczerząc kły w szyderczym uśmiechu, wręcz wyśmiał starca wpatrując się w jego oblicze bezczelnie krwawoczerwonymi ślepiami.
- A to co, twój kochanek? Sam o tyłek zadbać nie potrafi? Lepiej spieprzaj stąd, zanim ci te stare kości do reszty pogruchoczę. - kłapnął szczękami, z wysoko uniesionym ogonem górując nad sylwetką Iana złowieszczo. Zerknął z rozbawieniem na Świerka, który widocznie świetnie się bawił, gotów do potyczki. Nie pomagał Veasine kiedy ta zaatakowała Nikolaja, uznał iż to jej zemsta, a błękitnooką widział już w akcji i był pewien że sobie poradzi, chciał tylko dopilnować że żaden z kolesi basiora jej w tym nie przeszkodzi. Z zadowoleniem przyjmował towarzystwo brata, w razie czego jest trzy na trzy. Równe szanse. Na histeryzującego Totino nie zwrócił nawet uwagi, jego zachowanie było wyjątkowo żałosne i głupie, także zignorował je.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron