Łagodne zbocze

#11
Wynik rzutu: 6
Numer ID rzutu: 328374

Dokładniejsze przygotowania oraz rozważniejsze postępowanie opłaciły się - grzebiąca w podłożu perlica nie miała żadnych przesłanek do tego, by czuć zagrożenie. Zorientowawszy się, iż coś nie jest tak, jak powinno zajęło jej sporo czasu; tyle, że nie była w stanie odpowiednio zareagować. Co prawda, zauważyła zbliżającego się wilka, ale w chwili, gdy temu brakowało zaledwie kilku susów, by móc zacisnąć szczęki na ciele upatrzonej ofiary. Czym prędzej rozpoczęła ucieczkę, ale ta praktycznie nie dała żadnych rezultatów - Płomień schwytał ją sekundę lub dwie później, niźli to planował. Mimo straconej pozycji, ptak nie zamierzał całkowicie się poddać.

Łagodne zbocze

#12
Zacisnąwszy szczęki na ciele perlicy, szarpnął, pragnąc przebić skórę ofiary. W chwili, której przedarł się przez pióra i pierwszą warstwę ochronną ciała ptaka, gwałtownie drgnął, mimowolnie napinając wszystkie mięśnie. Ciepło świeżej posoki, jej smak oraz zapach wywołały w jego organizmie niesamowicie silne fale ciepła i zimna. Parzące i lodowate macki smagały jego boki, drapały grzbiet, przysłaniały wszystkie zmysły. Pieściły i sprawiały ból, nękały i dawały ukojenie. Doprowadzały do szaleństwa.
Dwukolorowe ślepia błysnęły dziko, a łeb począł rzucać się we wszystkie strony, a wraz z nim zdezorientowane zwierzę. Płomień nie zachowywał się jak ktoś, kto chciał szybko ukrócić męczarnie przyszłego posiłku dla chorych; wręcz przeciwnie – pragnął, by ta chwila trwała wiecznie, by mógł znęcać się nad ledwo zipiącą perlicą, nie dając jej wytchnąć. Kłapał zębiskami, rozrywając płaty skóry, powodując większy rozlew posoki...
Próbował naprzeć łapami, a następnie całym cielskiem na maltretowanego ptaka w celu przytrzymania go, coby wierceniem nie przeszkadzał mu w zabawie. Nie pilnował się – istniała możliwość, że rozrywka skończy się szybko, a to wywołałoby w samcu ogromny smutek.

Łagodne zbocze

#13
Atak Płomienia
Wynik rzutu: 1 + 1 (bonus za posiadanie 10 punktów Ataku) = 2
Numer ID rzutu: 328609
Płomień zadaje perlicy 2 punkty obrażeń.

Unik Perlicy (5PŻ 0ATK 15ZR)
Wynik rzutu: 7
Numer ID rzutu: 328613
Unik Perlicy powiódł się.

Wynik rzutu: 1
Numer ID rzutu: 328614
Bonus do zniwelowanych obrażeń: 8%
Unik = (1 * 10) + 8 = 18 %
Razem zniwelowanych obrażeń: 18%
Perlica przyjęła 1 punkt obrażeń.

Atak Perlicy
Wynik rzutu: 3
Numer ID rzutu: 328619
Perlica zadaje Płomieniowi 3 punkty obrażeń.

Stało się tak, jak chciał Płomień - zabawa mogła trwać dalej. Brutalne znęcanie się nad perlicą nie spowodowało poważniejszych urazów, które doprowadziłyby do jej śmierci. Przygniecione do ziemi zwierzę ze strachem spoglądało w dwukolorowe, diabelsko połyskujące ślepia. Mimo paraliżującego przerażenia, wypełniająca żyły ptaka adrenalina nie pozwalała na dobrowolną utratę życia. Ofiara w rozpaczy machała niewielką głową, dziobiąc i szczypiąc napastnika, co spowodowało u niego niewielkie i niegroźne uszkodzenia skóry.

Łagodne zbocze

#14
Opór, resztki sił przeznaczane na żałosne ataki, które co najwyżej go łaskotały, wzmogły w samcu chęć przeprowadzenia na zwierzęciu długich i bolesnych tortur. Przestał kłapać i bezmyślnie szarpać łbem na wszystkie strony. Odsunąwszy pysk od ofiary, przyjrzał jej się z lubością, oblizując zakrwawione wargi. Demonicznie połyskujące soczewki, oczy psychopaty, zaskrzyły się mocniej, niebezpiecznie. Odbijały się nich najgłębsze, najbardziej przerażające, mrożące krew w żyłach czeluści piekielne. Szkaradny uśmiech mający rozświetlić oblicze zwyrodnialca nadał mu obrzydliwego wyrazu. Szatan, potwór, śmierć.
Wpierw częściowo oskubał ptaszysko z piór, a następnie żółte kły poczęły delikatnie nacinać jej skórę, bardzo uważnie odrywając kolejne płaty skóry, pozostawiając odsłonięte mięsiwo. Kolejno wpił pożółkłe zębiska w soczyste ciało zwierzęcia, delektując się ciepłem bijącym z narządów wewnętrznych oraz chrzęstem napotykanych po drodze kostek.
Nie próbował zabić perlicy, ale nie było to wykluczone. Płomień nie znał wytrzymałości przyszłego posiłku dla chorych, w każdej chwili mógł ją przypadkowo uśmiercić, posunąwszy się o krok za daleko.

Łagodne zbocze

#15
Unik Płomienia
Wynik rzutu: 3
Numer ID rzutu: 328705
Unik Płomienia nie powiódł się.
Płomień przyjął 3 punkty obrażeń.

Atak Płomienia
Wynik rzutu: 9 + 1 (bonus za posiadanie 10 punktów Ataku)
Numer ID rzutu: 328703
Płomień zadaje perlicy 10 punktów obrażeń.

Unik Perlicy (5PŻ 0ATK 15ZR)
Wynik rzutu: 2
Numer ID rzutu: 328704
Unik Perlicy nie powiódł się.
Perlica przyjęła 10 punktów obrażeń.

Perlica została zabita.

Demoniczna aura unosząca się wokół Płomienia, a także jego przerażający wygląd całkowicie odebrały ptakowi rozum. Nie był w stanie się bronić, toteż wyjąc i skrzecząc przyjmował wszystko, co miał mu do zaserwowania wilk. Straciwszy cały zapał do walki o przeżycie, nie mając siły zaoponować, przestał się wiercić i utrudniać agresorowi zabawę. Po krótkiej chwili z ciała perlicy ulotniło się życie, przez co wszystkie mięśnie upolowanej zwierzyny rozluźniły się, a głowa i kończyny bezwładnie zawisły nad ziemią.

Łagodne zbocze

#16
Wgryzając się w ciało perlicy, czuł, że z każdą chwilą słabnie, ale nie rozluźniał uścisku szczęk. Mimo chęci przeprowadzenia długich i bolesnych tortur nie był w stanie powstrzymać dzikiej żądzą władającej jego ciałem, pragnieniem jak największego rozlewu krwi. W krótkim czasie dogryzł się do narządów wewnętrznych ptaka. Musiał z nierozwagi szarpnąć za mocno, ponieważ z ofiary siknął strumień krwi, brudząc pysk, gardziel oraz łapy Płomienia. Następnie kończyny ofiary zwiotczały, a serce przestało bić. Koniec zabawy.
- Co za gówno. - Wycharczał nieprzyjemnie, wypluwszy i odepchnąwszy posiłek. Zabite zwierze zatrzymało się kilka metrów dalej. Rudzielec z lubością zlizał posokę znajdującą się w pobliżu ciemnych warg. Ziewnął, cały czas leżąc. - Skończyłeś już? - Przerwał milczenie, dość niepewnie. - Nie. - Odparł gniewnie, hardym głosem, wyraźnie niezadowolony z pytania. - Mogłeś nie przegryzać tętnicy. - Wymamrotał niechętnie. Oblicze Mieszańca stężało. - Zamknij mordę. - Zagrzmiał, uderzając przednią łapą w twarde podłoże. Przerzedzone futro na karku zjeżyło się, a srebrna tęczówka zapłonęła. - Wtedy tobie też ją zamknę.
Fuknął, warknął, przekręcił łeb w bok, zadzierając wysoko nos. Obrażony, nie miał zamiaru wysłuchiwać wspaniałych mądrości niewdzięcznego szczeniaka. Co prawda, wyżycie się na niczego nieświadomej perlicy pozwoliło mu uwolnić zgromadzoną w nim frustracje, bezsilność i nienawiść, ale nie był jeszcze gotowy na znoszenie Shevayala.
Odczekawszy chwilę i nie zauważywszy żadnych chęci ze strony Surkh'a na kontynuowanie wymiany zdań, postanowił wstać. Chwycił upolowanego ptaka i wrócił po wcześniej zebrane gałązki cisu. Dostrzegłszy lulek czarny, a kolejno czosnek, przystanął i zebrał kilka sztuk każdej z roślin. Splątawszy je ze sobą, wcisnął je w gęstsze futro na szyi. Złapał swą zdobycz i czym prędzej skierował kroki ku górskiemu potokowi.

/zt

Łagodne zbocze

#17
Początkowo zamierzali iść w kierunku zachodnim, jednak przez zamyślenie Nikolaja, który prowadził ich przez znaczną część drogi zboczyli nieco na południe, przez co otaczający ich krajobraz nieco się zmienił i w oddali widać było górskie szczyty. Dopiero wtedy szary wilk wyrwał się z rozmyślań nad własnym żywotem, nie był pewien czy wilki wymieniły jakieś zdanie między sobą, czy go pytali o coś.. zwyczajnie jakby mu się film urwał. Zawsze tak miewał, gdy wiedział, że czeka go długa wyprawa w nieznane, chroniło go to przed odczuwanym zmęczeniem. Spojrzał na towarzyszy, widział po Ianie, że chyba ma już dość, chodź pewien nie był. Odetchnął głęboko rozglądając się jeszcze dookoła, las się widocznie rozrzedził i pogoda też nie zwiastowała urwania chmury. Czarne wręcz obłoki dawno ustąpiły miejsca jaśniejszym i w jego mniemaniu niedługo natrafią na pięknie czyste niebo. Zwolnił znacznie, aby łapy mogły odpocząć od szybkiego marszu.
- Zbliżamy się do gór. - Oznajmił cicho. Dopiero teraz przypomniał sobie, że nie odpowiedział na pytanie miodowego o jego własne pochodzenie. - Wiem tylko tyle, że pochodzę z bardzo daleka, pamiętam tylko tyle, że moja dawna wataha.. rodzina żyła na równinach. - Sam nie pamiętał dokładnie tego jak tam było, a może nie chciał pamiętać? Tak zdecydowanie nie chciał pamiętać. - Ale przez błędy, szybko ta rodzina pozbyła się mnie.. i moich braci. - Potrzepał łbem chcąc zapomnieć o tej farsie. Wyprzedził ich nieco chcąc sprawdzić, czy wejście na górę jest w miarę spokojnie. Tak też było, więc zatrzymał się.. przysiadł i zaczął się rozglądać by lepiej zapamiętać miejsce, w którym się znalazł. Któż wie, czy czasami coś nie zmusi go do tego by pojawił się tam ponownie? Oblizał wargi niuchając w powietrzu, czuł jakiś delikatny zapach, lecz nie wiedział dokładnie co on mu przypomina.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Łagodne zbocze

#18
Ian mimo że odbywał już dłuższe wędrówki, zmęczył się trochę, więc szedł w milczeniu z nieco kwaśną miną, wzdychając od czasu do czasu. Na słowa Nikolaja iż są przy górach podniósł łeb i rozejrzał się. Całkiem ładny widoczek.
Potem do uszu siwego dotarły słowa białookiego o jego pochodzeniu.
Kim trzeba być, aby wyrzucili go z watahy? zastanawiał się wilk przez chwilę, lecz szybko porzucił rozmyślania. Liczyło się to, co jest teraz.
Ian znalazł sobie wyższą kępę trawy i położył się obok niej, aby zasłonić się od wiatru i oczu, które nie powinny go zobaczyć.
-Wielu już wygnało swoich bliskich, nie dając im dojść do słowa.-mruknął wilk, po czym spojrzał na Totino.
W sumie nawet nie był zainteresowany rozmową, ale chciał zobaczyć, jak zareaguje miodowy.
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Łagodne zbocze

#19
Szedł obok swoich towarzyszy, bacznie obserwując krajobraz. Z każdym przebytym kilometrem, zmieniał się coraz bardziej; wpierw, gęstwina poczęła się przemieniać w las. Nie miał ku temu niczego przeciwko - wolał być pośród drzew, które potrafił rozróżnić, a nie siedzieć w niekończącym się gąszczu krzaków, krzewów i kto wie czego jeszcze. Lecz i one z czasem znikały, aż w końcu jego oczom ukazała się zielona równina. Miał nadzieję, że to już koniec nadchodzących niespodzianek. Pomylił się. Znowu. Polana z każdym krokiem wydawała się rosnąć i rosnąć, stawała się coraz to bardziej pagórkowata, nierówna. Totino miał zapytać, czy nie zboczyli z wyznaczonego kierunku, bowiem coś mu tu nie pasowało. Może i tu nie był, ale góry powinny być widoczne z ostatniego miejsca ich pobytu. Nie chcąc wyjść na strachajłę, postanowił nie zadawać kolejnych głupich pytań, przez które mógłby jeszcze więcej stracić w oczach wilków. Gdy jednak pewne było, że dotarli do gór, zastanowił się nad orientacją w terenie Nikolaja. Rozmyślania te szybko przerwał on sam, stwierdzając to samo, co miodowy, by po chwili odpowiedzieć na jego pytanie. Pokiwał tylko głową. Zerknął na Iana, który wpatrywał się i w niego. Niebieskie ślepia wpatrywały się w szare punkciki, nie dowierzając. Czyżby był jasnowidzem? Jego słowa... Tak dobrze opisywały powód jego dwuletniej tułaczki. Pomachał nerwowo ogonem, nie wiedząc, co zrobić.
- Masz rację - powiedział cicho. - Mi nie pozwolili nawet poznać prawdziwego powodu, przez który muszę odejść. Nie cierpię ich. Dumne wilki, niby takie fajne, takie rodzinne i ciepłe, a tu bach! I już cię nie ma. A jak zaczniesz się kłócić, to będą ci grozić. Szkoda na strzępić język na te zadufane bufony, podobne do naszej rudej przyjaciółki - spojrzał na Nikolaja. Zaciekawiły go jego słowa, chciał wiedzieć więcej, poznać jego historię, lecz...Lepiej nie rozdrapywać starych ran. W końcu i tak sam opowie, dlaczego odszedł. Każdy z nas opowie. Pokiwał głową sam do siebie. Zobaczył fioletowego motyla, latającego dookoła nich. Bez zastanowienia zaczął za nim biegać, próbując go złapać. - No, dalej! Nie uciekaaaj! - mówił do siebie, gdy prawie dosięgał małe stworzonko. Nie chciał go zjeść, a zobaczyć z bliska jego skrzydła. Przecie musiały być piękne, w końcu to motyl.

Łagodne zbocze

#20
Pokręcił łbem na słowa Iana, który widocznie zechciał odpocząć..
- Czasami się należy.. - Westchnął schylając łeb do samej ziemi, widocznie coś wyczuł, intrygowało go to i wymuszało podświadomie by sprawdził jego źródło.. Oblizał wargi idąc w kierunku prostopadłym do tego, z którego przybyli.. szedł tak gdy Toti mówił, a także gdy zaczął skakać niczym mały beztroski szczeniak za czymś godnym uwagi - pięknym motylku. Sam oczywiście by tego nie zrobił, ale mu przecież nie zabroni.
- Nie było Ci dane poznać powodu, ja.. swój znam aż za dobrze.. - Skrzywił się, nie unosząc łba by spojrzeć na rozmówcę. Wciąż kroczył za zapachem. dwa. trzy. cztery. dziesięć.. I Jego oczom ukazał się lulek czarny. Dopiero teraz skojarzył ten zapach, uniósł łeb przyglądając się znalezisku, czy to na pewno to.
- Oh.. - Potaknął sam sobie mrucząc cicho pod nosem. Ponownie jego łeb znalazł się bliżej ziemi, aby zerwać kwiat i wplątać go sobie w futro.. być może będzie mu kiedyś potrzebny? Kto wie.. Rozejrzał się jeszcze dookoła łowiąc wonie z powietrza, a nóż zobaczy, bądź wyczuje coś pożytecznego. Miał taką nadzieję. Niestety nie zobaczył niczego, tak więc zawrócił by zbliżyć się nieco do towarzyszy. Górski czysty wiatr był tak inny od leśnego, odetchnął pełną piersią pozwalając sobie na chwilę relaksu. - Właściwie, zastanawiałem się co w związku z nami.. - Zagaił rozmowę, był pełen pomysłów na własną watahę, chciałby się nimi podzielić, ale nie wiedział czy tak naprawdę którykolwiek z nich ma siłę i ochotę teraz rozmawiać na tak poważny, jego mniemaniem, temat.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron