Ścieżka niepokonanych

#1
Źródło: mpkhawkeye

W dawnych, wilczych dziejach, została wydeptana ścieżka. Łapy ubrudzone w błocie udeptywały obecną Ścieżkę niepokonanych, teraz pozostały skamieliną. Pełna dziur, łatwo można się potknąć, lecz stabilna do przejścia w gąszcze roślinności zwanej lasem. Legenda zawsze powiadała, że spragnione samce alfa przeróżnych watah oraz 'widownia', podążały tą drogą, aby spotkać się w bitwie oraz pokazać dumę swojej drużyny. Wracali tylko najsilniejsi. Obecnie to zwykła droga do lasu, jedynym powodem odwiedzin tego miejsca to bogata roślinność oraz odpoczynek, mimo długiej podróży do samego serca Lasu wschodniego.


Rośliny: cis, pokrzywa, melisa
Zwierzęta: zając, perlica, mysz
Lokacja wymyślona przez Galdar.

Ścieżka niepokonanych

#2
Brązowy basior co prawda planował od razu po zakończonym polowaniu wrócić na ścieżkę turkusowych kapeluszy, lecz razem z towarzyszącą mu wcześniej trójką, zaszli tak daleko w poszukiwaniu niedźwiedzia, że zdecydował się najpierw odrobinę pozwiedzać najbliższą okolicę. Pomimo tego, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy poza terenami Przebłysku, ciągle go gdzieś nosiło, w tej części krainy był po raz pierwszy, przez co wydała mu się ona nadzwyczaj interesująca. Po tym co tu już zobaczył, wszystko dodatkowo nabrało przyciągającej, lekko tajemniczej aury. Uwielbiał odkrywać nowe miejsca, a kto wie co to konkretne mogło jeszcze w sobie skrywać - oczywiście oprócz melisy i cisu, które zebrał po drodze.
Przez dłuższy czas nie natrafił jednak na nic co w jakimś stopniu by go zaintrygowało. Ot, zwyczajny las, żadnych białych jeleni, żadnych nienaturalnie niebieskich grzybów. To też jednak nie stanowiło jakiegoś wyjątkowego problemu, miło było dla odmiany powłóczyć się po całkowicie normalnej okolicy. Basior niespiesznie przemierzał kolejne metry, zostawiając po sobie ślady w niewielkiej warstwie śniegu, która zaledwie dzień wcześniej przykryła ściółkę. Nagle wyczuł delikatną zmianę w podłożu po którym stąpał - w tym miejscu wydawało się ono twardsze, bardziej ubite niż wcześniej, lecz z pewnością nie była to skała. Przez świeży, biały puch, ciężko było na pierwszy rzut oka określić cóż to takiego, więc postanowił się trochę rozejrzeć. Dookoła dało się dostrzec masę śladów urzędowania przeróżnych mniejszych zwierząt takich jak zające czy perlice, a gdzieniegdzie były odciśnięte nawet niewielkie łapki myszy. Ruszył tropem, który wyznaczały starając się nie zboczyć zbytnio z utwardzonego szlaku. Niektóre z woni były wyjątkowo świeże, inne zaś ledwo wyczuwalne, lecz nie miał wątpliwości, że jest to dość często odwiedzane miejsce. Wyglądało na coś w rodzaju kolejnej ścieżki, tylko o wiele bardziej zwyczajnej niż ta na którą miał okazję natknąć się ostatnim razem.
W pewnym momencie do jego nosa dotarła kolejna, nieco przytłumiona woń, którą rozpoznałby zapewne wszędzie. Chwilę później brązowy przystanął przy jego źródle i odgrzebał z pierwszego śniegu, nieco zmarzniętą już pokrzywę, uzupełniając jednocześnie braki w swojej kolekcji, które powstały przed ostatnimi łowami.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka niepokonanych

#3
Rubis nie przybył do lasu w poszukiwaniu ziół. Szczerze mówiąc mniejsze zwierzęta też raczej średnio go interesowały, nawet mimo jako takiego głodu, który odczuwał. Teraz to nie było ważne. Był na tropie, a znajomy zapach stawał się coraz silniejszy. Przebył niesamowicie długą drogę zanim się tu znalazł, wiele go to kosztowało i teraz nareszcie miał szansę stanąć z nim twarzą w twarz i powiedzieć wszystko, co chciał. Od początku do końca. On będzie musiał słuchać, a wyrzuty sumienia z pewnością nie dadzą mu spokoju. Już sobie wyobrażał jego wyraz pyska, gdy go zobaczy! Przystanął, po raz kolejny próbując ułożyć sobie w głowie całe przemówienie, które przygotowywał od momentu, gdy opuścił dom. Jednak im silniejszy stawał się zapach, tym bardziej nieskładne stawały się jego myśli. Serce waliło mu jak oszalałe z przypływu emocji, wyraźnie słyszał pulsowanie własnej krwi. Obrazi go i co? Niczego się nie dowie, to trzeba rozegrać inaczej, na zimno i z dumą. Nie był pewien na ile tą dumę i dystans uda mu się utrzymać. Zawsze miał tendencję do poddawania się emocjom. I wtedy go zobaczył. Nadal odległa figura, wyraźnie kontrastująca na białym śniegu. Poznał go pomimo odległości. Wszędzie by go poznał. Powoli podchodził bliżej, odwlekając ten moment tak bardzo, jak to było możliwe. Znów przystanął. W jego głowie pojawiła się wątpliwość. Czy to aby na pewno on? Może jego własne pragnienie zobaczenia ojca płata mu figle? Chwilę zbierał się na odwagę po czym krzyknął.
-Evrett!
Imię ojca dziwnie rozeszło się po jego języku. Nie był przyzwyczajony do wypowiadania go, ale to był najpewniejszy sposób sprawdzenia, czy to on. Stał cały napięty nie wiedząc co ze sobą zrobić. Podejść, czy wręcz przeciwnie- stać dumnie w miejscu i czekać aż tamten się zbliży. Koniec końców wyszło po środku. Stał w miejscu, ale nie było w tym żadnej dumy. Raczej niepewność i nadzieja w oczach, że oto być może jego poszukiwania się skończyły.

Ścieżka niepokonanych

#4
Evrett właśnie wplątywał zerwaną pokrzywę w futro, gdy usłyszał swoje imię. Głos dobiegał ze strony z której przyszedł, więc wilk ten prawdopodobnie podążał jego śladem - pierwszą myślą brązowego było to, że Valak z jakiegoś powodu zdecydował się zakłócić jego spokój. Co też mógł chcieć? Westchnął ciężko, kończąc mocować swoje znalezisko przy reszcie roślin, aby kilka sekund później odwrócić się w stronę przybysza. Jak się jednak okazało, nie był to Lecter. W pewnej odległości, na ścieżce stał młody basior, którego na pierwszy rzut oka w ogóle nie rozpoznał. Brązowy stał tak przez moment, próbując dojść skąd tamten mógł znać jego imię, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Na pewno nie spotkał go tutaj - w tej krainie, tego akurat był pewien. Lecz w takim razie gdzie? Żółtooki zrobił kilka kroków w jego stronę, i gdy już otwierał pysk, aby zapytać czego podrostek chciał, rześki, zimny powiew przyniósł ze sobą jego woń. Wcześniej nie był w stanie dowiedzieć się niczego w ten sposób ze względu na kierunek wiatru - z tego też powodu nie wiedział, że ktoś się zbliża, lecz ta nagła, chwilowa zmiana rozwiała wszelkie wątpliwości samca.
- Rubis? - Ten wilk był kimś kogo Evrett najmniej się tutaj spodziewał, przez co niemal dosłownie wmurowało go ziemię. No tak - to stąd ta znajoma nuta w jego głosie. Wyrósł znacząco, od czasu gdy bury widział go po raz ostatni, zmężniał. To zapewne dlatego miał problem z jego rozpoznaniem... albo po prostu nie sądził, że kiedyś jeszcze będzie dane mu go zobaczyć? Obie opcje wydawały się równie prawdopodobne. - Co tu robisz? - Gdy podchodził bliżej młodzieńca, w jego głosie nadal dało się dosłyszeć zaskoczenie. Czy przyszedł sam? Być może reszta także znajdowała się gdzieś niedaleko? Mało prawdopodobne. Był w stanie stwierdzić, że syn, nie nosi na sobie zapachu żadnego innego wilka - zapewne więc przybył w pojedynkę. Takie rzeczy można było jednak łatwo zakamuflować, więc niczego nie brał od razu za pewnik.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka niepokonanych

#5
Rubis właśnie otwierał pysk, by odpowiedzieć ojcu, zawahał się jednak. Czy ten basior na pewno był Evrettem? Znał jego imię, ale sam Rubis nigdy się z nim przesadnie nie krył. Zresztą, nawet jeśli Brązowy faktycznie jest jego rodzicem, co chciałby mu powiedzieć? Jak wyrazić słowami wszystkie odczucia, pozytywne i negatywne? Młodszy samiec milczał przez chwilę, twardo wpatrując się w starszego, jakby chciał mu pokazać, jak bardzo wydoroślał. Potrzebował chwili na zastanowienie.
Nagle jednak usłyszał przeraźliwe wycie. Zazwyczaj nie bał się takich rzeczy, jednak w głosie nieznajomego wilka było coś wyjątkowego i zarazem przerażającego. Przez chwilę wydawało mu się nawet, że ujrzał mglistą sylwetkę olbrzymiego, poznaczonego bliznami basiora, który przemaszerował tuż obok niego, stawiając łapy dokładnie w odciśnięte wilcze ślady. Rubis spanikował, nie wiedząc, czy to co widzi i słyszy jest fikcją czy jawą. Poczuł, że nie jest jeszcze gotowy na spotkanie z ojcem, nie zamierzał jednak pokazać tego po sobie. Odwrócił się na pięcie i odszedł, wypowiadając tylko jedno słowo. Tęsknimy.
// Rubis z.t

Ścieżka niepokonanych

#6
Przyglądał się młodzieńcowi wyczekująco, lecz niestety ostatecznie nie doczekał się jednoznacznej odpowiedzi. W pewnym momencie natomiast coś się zmieniło w obliczu dotychczas twardo wpatrującego się w niego, bursztynowookiego wilka. Evrett nie był jednak w stanie rozszyfrować czym było to spowodowane. Krótko po tym Rubis po prostu odwrócił się i ruszył w stronę z której obaj przyszli.
Tęsknimy - to właśnie stwierdzenie przerwało panującą od kilku chwil ciszę, nie wiedzieć czemu jednoczesne wzbudzając w brązowym wyjątkową irytację. - Wracaj tu, rozmawiaj ze mną. - warknął za nim, tonem nie znoszącym sprzeciwu, robiąc jednocześnie kilka kroków wprzód. Najwidoczniej jednak nie wywarło to na podrostku zbyt wielkiego wrażenia, bo już po chwili zniknął gdzieś pomiędzy drzewami otaczającymi ścieżkę. Żółtooki miał przez chwilę ochotę ruszyć za nim i w razie potrzeby zmusić do odpowiedzi na pytania związane z jego nagłym pojawieniem się tutaj, lecz ostatecznie dał sobie spokój i ruszył w przeciwną stronę, wzdłuż utwardzonego szlaku. Gniew ustępował z każdą mijającą sekundą, a jego miejsce natychmiast zajmowały kolejne wątpliwości. Praktycznie udało mu się zostawić przeszłość za sobą - co prawda od czasu do czasu zastanawiał się co działo się z jego rodziną, lecz do głowy by mu nie przyszło, że kiedykolwiek jeszcze będzie mu dane spotkać się z którymkolwiek z nich. Zatrzymał się nawet, oglądając się za siebie, aby jednocześnie ponownie rozważyć możliwość podążenia za synem, ale i tym razem ostatecznie odrzucił ów pomysł. Nie miał zamiaru narzucać Rubisowi swojego towarzystwa, tym bardziej, że ten w pewnym sensie miał prawo nie chcieć go widzieć. Gdzieś w głębi serca bury miał jednak nadzieję, że ich drogi jeszcze kiedyś przetną się nawzajem.
Najwyraźniej jednak nie miało nastąpić to teraz.
//zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka niepokonanych

#7
Wolnym krokiem oddalał się od pagórków i wszystkiego co z nimi związane. Choć może nie do końca.. Bo rany zaczynały dokuczać, a i nieustanne pociąganie nosem nie wróżyło nic dobrego. Samczyk rozsiadł się wygodnie pod drzewem by przejrzeć zbiory roślin. Może i medykiem to on nie był, ale swoje wiedział.. Po dokładnej analizie postanowił zjeść gałązkę dziewanny. Całe szczęście, że udało mu się ją znaleźć po walce. Inaczej jeszcze długo męczyły się z chorobą. Po spożyciu zioła i arii składającej się z kaszlu, pociągania nosem i głośnego kichnięcia samiec przystąpił do wylizywania ran. Jak nic potrzebował porządnej kąpieli, ale nim uda mu się znaleźć jakieś godny akwen musi napełnić żołądek.
Niechętnie zbierając się z gleby, wolnym krokiem ruszył w poszukiwaniu pożywienia. Choć nos miał zatkany, beżowy nie rozstawał się z nadzieją, że chociaż wzrok powinien mu wystarczyć. Zgrabnie przeciskając się między krzewami szukał czegoś co pomoże mu zebrać siły po walce. I tym razem szczęście mu sprzyjało, bo na drogę wybiegło stadko perlic. Nie zastanawiając się długo beżowy przystąpił do ataku.
Obrazek

Ścieżka niepokonanych

#8
Pierwsze spotkanie z wilkami zakończone walką, do tego jeszcze przeziębienie. Choć samczyk mógł pomyśleć, że wszystko jest przeciwko niemu to w żadnym wypadku nie jest to prawda. W końcu rany się zagoją, przeziębienie przejdzie, a doświadczenie zostanie na zawsze, prawda?

/Favreel otrzymuje 20 PD.

Szybka reakcja z udziałem dziewanny pomogła samcowi pozbyć się dyskomfortu i bólu gardła. Może wyzdrowieć jeszcze nie wyzdrowiał, ale spokojnie, bo był już na dobrej drodze. Teraz tylko pozostało czekać, aż przejdzie katar i beżowy znów będzie zdrowy jak ryba.

/Favreel wyleczył przeziębienie.

Ścieżka niepokonanych

#9
Rzut na pościg - 10 - powodzenie.

To, że wilk nie zastanawiał się tylko od razu przystąpił do ataku działało na jego korzyść. Nim ptaki się zorientowały co je czeka splamiony krwią Balora pysk był tuż nad nimi, kłapiąc w nadziei na szybki pojedynek. Najgrubsza, co za tym idzie, najbardziej ślamazarna ptaszyna zamiast uciekać wręcz sama nadziała się na kły wilka. Teraz już tylko od niego zależało czy zada jej szybką śmierć czy najpierw sprawi, że trochę pocierpi.

Ścieżka niepokonanych

#10
Mimo, trochę naciągniętej, ale wygranej w młodym wciąż prym wiodła frustracja. Wilki dla Favreela były gatunkiem, który rządził, znajdował się na szczycie, był niepokonany. A Czarny? Czarny reprezentował sobą żal, nędzę i tchórzostwo. Beżowy gardził tą dwójką, ale złość, która w nim drzemała nie pozwalała zapomnieć o sprawie dlatego też zatapiając kły w ptaszynie przed oczami miał Lilith, która wręcz błaga o litość. Skrzywdzenie gówniary, to była prawdziwa droga do zwycięstwa. Śmiejąc się pod nosem kłapał pyskiem w nadziei na szybką śmierć ofiary, sam jednak starał się unikać jej pazurów, w końcu bez przesady z tymi nowymi bliznami.
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron