Pole lawendy

#1
Źródło: Kaz

Połacie niemalże płaskiego, otulonego wonną lawendą terenu rozciągają się aż po horyzont, równie piękne, co dziwaczne. Roślina zdominowała tutejsze grunty w zupełności, uniemożliwiając innym gatunkom prawidłowy wzrost i rozwój. Wszechobecny fiolet mieni się mnogością odcieni, od jaśniejszych nut, aż po głęboką purpurę, nadając krajobrazowi nieco nienaturalnego, wręcz mistycznego charakteru. Intensywny zapach kwiatów otumania zmysły, utrudnia koncentrację i na dłuższą metę jest po prostu nieznośny – z tego względu zwierzęta nie zwykły się tu zapuszczać.



Rośliny: lawenda
Zwierzęta: brak
Lokacja wymyślona przez Revirell.

Pole lawendy

#2
Biegła lekkim truchtem, a z nozdrzy ulatywała para unosząca się do góry. Co jakiś czas sprawdzała czy Naudir i Deszczowa kroczą za nią, czy nie zgubili się nawzajem. Łapy miękko stąpały po zmarzniętej glebie, a drzewa coraz bardziej rozrzedzały się, by następnie całkowicie ustąpić potężnej przestrzeni. Przystanęła na chwilę, gdy wiatr zaczął wiać w jej stronę. Wyszukiwała w nim zapachów innych zwierząt lub wilków. Przez chwilę też zaczęła zastanawiać się co z Aileen...
- Co ty w ogóle robiłeś tam, na Oazie? - spojrzała na Naudira, wypalając bez zastanowienia. Wcześniej jej to nie zastanawiało, ale jednak młodzik zachowywał się wtedy dziwnie i chaotycznie. Ruszyła spokojnym krokiem pomiędzy potężnymi skupiskami lawendy. Cudowne miejsce, takie... inne. W waderze pojawiła się dziwna chęć zobaczenia tego miejsca późnym latem. Pamiętała jak zbierała ten kwiat jak była młoda. Zbliżyła pysk do jednego z krzewów i delikatnie urwała kilka gałązek. Była to zdecydowanie jej ulubiona roślina. Uśmiechnęła się lekko, gdy wplątywała ją w swoją sierść.
Deszcze powoli ustępował, a w oddali widać było jak słońce powoli przedziera się przez chmury. To był dobry zwiastun. Nie musieli szukać schronienia, więc można było po prostu się rozejrzeć.


Pole lawendy

#3
Młodzik wdzięcznie kroczył przed siebie, ciekawie obserwując zmieniający się krajobraz. Czasami przystawał, zaciekawiony nieznanym wcześniej zjawiskiem, zaraz jednak przyśpieszał i doganiał oddalające się wadery. Wiedział, że Fehu prawdopodobnie nie będzie czekać albo go szukać, gdyby odłączył się od grupy. Nie wiedział, ile wędrowali, nie znał też celu podróży, co zbytnio go nie martwiło. W otoczeniu dwóch niezwykle bliskich mu osób czuł się niesamowicie bezpieczny. Mógł spokojnie pozwolić innym zająć się myśleniem, mając pewność, że nie zostanie zwiedzony na manowce.
W końcu jednak dotarli do miejsca docelowego - a przynajmniej na to wyglądało. Z piersi basiora wydarło się ciche westchnienie zachwytu, kiedy z roziskrzonymi oczyma wodził po fioletowych połaciach. Dopiero pytanie Fehu otrząsnęło go z zamyślenia, przywołując dalekie już wspomnienia.
- To długa historia. A ty? - mruknął wymijająco, nie chcąc zbytnio roztrząsać tamtej chwili.
Zaraz jednak się rozchmurzył, kiedy w głębi jego umysłu wykiełkowała pewna myśl. Podszedł do jednej z kępek lawendy i delikatnie zerwał dwie okazałe i nienadgniłe gałązki. Zachichotał cicho, podbiegając do Jesieni i wtykając jedną z nich za ucho wadery. Uśmiechnął się figlarnie i wręczył jej drugi okaz.
- Pomożesz? - poprosił niewinnie, nadstawiając swoje własne ucho.
Chciał wyglądać na słabego i zniewieściałego, wiedział, że chwila zaskoczenia może zaważyć na wyniku ewentualnego pojedynku. Nikt nie spodziewa się przecież, że delikatny młodzieniec z lawendą za uszkiem okaże się całkiem dobrym wojownikiem, prawda?
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Pole lawendy

#4
Podążała za Fehu z zaciekawieniem rozglądając się po nieznanej dotąd okolicy. Pole lawendy, na które właśnie zawitali wydało się jej niemal równie niesamowite co lustrzane stawy. Gwałtowny, nie skrępowany żadnymi wzniesieniami czy innymi tego typu przeszkodami powiew wiatru zakołysał ziołami wplecionymi w krótką sierść samicy, niosąc jednocześnie do jej nienaturalnie różowego nosa zapach fioletowych kwiatków. Jesień przystanęła na moment aby wziąć głęboki wdech. Rozkoszowała się nim przez chwilę, po czym powoli wypuściła powietrze i zerknęła w stronę Wojowniczki z Północy, gdy ta się odezwała. Szybko jednak pojęła, że jej towarzyszka zwróciła się do Naudira. Oaza? Czyli tam wtedy uciekł? Co prawda nie znała tego miejsca, lecz jego nazwa dość jasno dawała do zrozumienia gdzie się ono znajdowało. - Wydmy, hmm? - pomyślała, przenosząc zielonkawe ślepia na białego podrostka. Jego odpowiedź... cóż, sama nie wiedziała czego się po niej spodziewała. Wyjaśnień, dlaczego akurat tamto miejsce? Bardzo możliwe - w końcu kiedyś, oboje niemal padli z pragnienia przemierzając piaszczyste tereny, a on jeszcze tam wrócił? Nie dowiedziała się jednak niczego bo młodzik zręcznie odbił piłeczkę w stronę swojej ciotki po czym zajął się zbieraniem kwiatków. Gdy kilka chwil później postanowił podbiec do brązowej, ta nie mogła powstrzymać uśmiechu rozbawienia. Jego chichot mówił wszystko - coś kombinował. Jednak to co ostatecznie zrobił, lekko ją zaskoczyło. Deszczowa poruszyła delikatnie uchem i popatrzyła na niego gdy podał jej kolejną sztukę lawendy.
- Oczywiście. Ale czy takiemu wojownikowi przystoi nosić kwiatek za uchem? - powiedziała wesoło, jednocześnie akcentując kluczowe słowo. Przy stawach malec wydawał się kreować na kogoś właśnie takiego i nie mogła sobie odpuścić, aby do tego nie nawiązać. Przejęła roślinkę, po czym zręcznie wetknęła mu ją za ucho.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Pole lawendy

#5
- Pamiętasz taką białą waderę, która również tam była? - zagaiła, przyglądając się i spacerując wśród lawendy. Szturchnęła nosem jedną gałązkę, a zapach podrażnił nozdrza przyjemnym aromatem. Mogłaby tu zasnąć, otulona tym kwieciem, zregenerować siły jak i umysł. Nagle ogarnęło ją dziwne zmęczenie, które musiała w sobie stłamsić. Jednak sporo się wydarzyło, a ona potrzebowała się z kimś podzielić tym co ujrzała, czego doświadczyła. - Ta samica nie ma nawet miesiąca życia. A wyglądała jak prawie dorosły podrostek. - Przysiadła, patrząc w niebo. Deszcz przestał ich już nękać, a pojedyncze strugi światła poczęły przebijać się przez kłęby chmur.
Spojrzała na ich dwójkę. Byli tacy... niewinni. Czy pasowali do jej świata? Przez chwilę poczuła się, jakby dzieliła ich ogromna przepaść. Poczuła tęsknotę za domem, za Północą, za braćmi. Uśmiechnęła się jednak na komentarz Deszczowej. Ciekawiła ją reakcja młodzika.


Pole lawendy

#6
Uniosła łeb ku górze, by następnie spojrzeć na swoich towarzyszy. - Idę się przejść, będę niedaleko. - Odwróciła się, ruszając ku lasom. Zatrzymała się jednak na chwilę, by ponownie odwrócić ku nich łeb. - W razie czego, odnajdę was. - uśmiechnęła się łagodnie kątem pyska. Zależało jej, by czuli się bezpieczni w pewien sposób. Nie miała też zamiaru przecież ich porzucać.

/zt.


Pole lawendy

#7
NAUDIR

- Nie widzę w tym nic złego. - Odparł różowonosej beztrosko, szczerząc białe ząbki. Swoją postawą nie pozostawiał waderze żadnego pola do popisu jeśli chodziło o kontynuowanie zaczepek i drążenie tematu. Delikatne kwiecie wplątane we włosie za uchem idealnie pasowało do jego wyobrażenia własnej osoby i Naudirowi bardzo podobał się ten pomysł. Deszczowa Jesień mogła wyczuć w powietrzu niewidzialny, otulający ciało białego pył dumy, który sprawiał, iż jego oblicze wyraźnie się rozpromieniło. Odprowadził wzrokiem ciotkę, delikatnie kiwając jej łbem na pożegnanie.
Wnet przypomniał sobie o innej roślinie, nawet jeszcze piękniejszej od znajdującego się tutaj ametystowego kwiecia. Nie mogąc pozbyć się tego wspomnienia z odmętów czaszki, przeniósł swe granatowe ślepia na wielobarwną. - Pozwolisz, że zrobię coś jeszcze? Widziałem po drodze kwiat piękniejszy od tego, który zdobi twe futro. Pójdę po niego, a gdy ciebie już tu nie zastanę, udam się za śladami. Nie musisz się o mnie martwić, jestem już dorosły, pamiętasz? - Zapytał, dając waderze czas do namysłu i odpowiedzi. Następnie odwrócił się i odszedł.

/Naudir zt

Pole lawendy

#8
- No dobrze. Idź szukać tych swoich kwiatków. - powiedziała z rozbawieniem kręcąc głową. Jakaś część jej nie chciała puszczać Naudira samego, ale pod koniec swojej wypowiedzi basior zaznaczył dość istotny fakt. Co prawda w jej mniemaniu do pełnej dorosłości jeszcze trochę mu brakowało, lecz był już w tym wieku, że raczej nie powinna wszędzie za nim chodzić - musiał nauczyć się radzić sobie sam.
Odprowadziła odchodzącego młodzieńca wzrokiem po czym rozejrzała się po polance pełnej fioletowego kwiecie, wzdychając cicho - została sama. Pierwszy raz od bardzo wielu miesięcy. Większość pewnie cieszyłaby się z tej chwili spokoju, ale Jesień czuła się w tej sytuacji odrobinę nieswojo, nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Stała więc w miejscu wdychając świeże, przepełnione zapachem lawendy powietrze, aby w końcu niespiesznie ruszyć przed siebie. Nie było sensu tu dalej sterczeć - w końcu nie wiadomo kiedy reszta wróci. Różowonosa mogła w tym czasie pozwiedzać okolice i dowiedzieć się o niej co nieco - warto w końcu znać otoczenie w którym się przebywa. Nie chciała marnować cennego czasu i siedzieć bezczynnie, więc z braku laku uznała to za najlepsze wyjście z sytuacji. Przed całkowitym zagłębieniem się w odmęty pobliskiego lasu, Deszczowa zerwała jeszcze kilka łodyżek rośliny, która zdominowała to miejsce - widziała, że Fehu także to wcześniej zrobiła, więc być może było to coś wartościowego - zapyta ją o to później.
/zt

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron