Nory pod konarami

#111
Kiwnął Balorowi w podzięce i uśmiechnął się do niego przyjaźnie merdając ogonem. Podobnie jak Lilka postanowił zapamiętać na przyszłość słowa starszego samca. Jednakże w przeciwieństwie do małej River niekiedy miewał problemy z pamięcią jak to młodzik, ale na pewno szybko się uczył. Kilka razy jeszcze zamachnął kitą zastanawiając się nad czymś i raz jeszcze pokiwał z entuzjazmem Balrowi. Zaśmiał się kiedy wlazła mu pod łapę i dotknął swoim nosem jej. Widać było, że mała się nudzi w końcu dzieci bardziej od rozmów wolą coś z sobą robić. River w zupełności to rozumiał i nawet zaczął myśleć nad zabawą dla małej, ale ta mu szybko uciekła i zaczęła brykać. Obserwował ją w skupieniu i śmiał się cicho nie chcąc by mała to źle odebrała.
- Upolowałaś całkiem pokaźną zwierzynę, ale wątpię by był jadalny. - zażartował widząc jak samiczka wpierw się zakrada do Balora, myślącego, że już się uwolnił od psot szczeniaka, a następnie go "atakuje" targając go za ucho po wdrapaniu mu się na kark.
Bardzo się cieszył z ich towarzystwa, żałował tylko, że w jego klanie tak nigdy nie było, znaczy nikt go tak nie traktował. Westchnął cicho na samo wspomnienie i lekko ściągnął uszy do tyłu kładąc pysk na łapach wyciągniętych do przodu. Zamyślił się przy tym dość poważnie zastanawiając się "co by było, gdyby...". Nie miał wątpliwości, że zapewne nigdy by stamtąd nie odszedł i nie miałby okazji dotarcia w te strony, a także poznania innych wilków spoza swojej watahy, czego by żałował. Prawdopodobnie byłby innym wilkiem i może w tej chwili leżałby w jakiejś lodowej grocie i wyczekiwał z partnerką nadejścia młodych, którymi po tym by się opiekował i chronił za wszelką cenę. Każda wybrana w życiu ścieżka miała swoje dobre i złe strony, o których decydowali bogowie. Odetchnął głęboko i zamknął oczy wyobraźnią przenosząc się na rodzime skute lodem tereny. Posiadanie własnej rodziny było pięknym marzeniem, którego jeszcze nie zamierzał porzucać mimo utknięcia w tym miejscu, choć to była jego wina i nie przemyślany dobór słów. Nie zamierzał łamać obietnicy danej Lilce, nawet jeśli miałoby to przekreślić jego szanse na znalezienie partnerki. Wiedział, że mimo wszystko będzie szczęśliwy jak tylko zobaczy uśmiech na pyszczku tej małej istotki męczącej czarnego basiora.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#112
Nie przejął się gonitwą samiczki do nory, ani późniejszym jej skradaniem. Chociaż małej szło naprawdę nieźle, brakowało jej jeszcze trochę do poziomu doświadczonego łowcy, po za tym basior podejrzewał, że mała szara kulka musiała coś kombinować. Dzieci nie biegały od tak sobie, jeśli nie chciały czegoś zbroić. Z anielską cierpliwością zniósł atak na siebie i małe zęby szarpiące go za ucho. Nie odpowiedział nic na śmiech Rivera, ale nie poczuł się urażony, wręcz odwrotnie, bawił go fakt, że basior wreszcie rozluźnił się na tyle by pożartować.
Nie mniej nie miał zamiaru dawać się obgryzać, kompanem do zabaw też raczej nie był. Zamiast więc przepychać się z małą waderą, wstał, czekając aż ta zmęczy się i "odpadnie" od jego ucha.
- Tam masz lepszy obiekt do ataków - prychnął marudnie, chociaż wcale nie był zły, wskazując pyskiem na Rivera. Dziwnym by było gdyby Balor z marszu zaczął się cieszyć i radować z tego typu wygłupów. Jeśli było to w ogóle możliwe, to Wrona potrzebował znaczenie więcej czasu, na osiągnięcie takiego stanu umysłu.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#113
Waderka tylko szybko obrzuciła River wzrokiem, ale nadal skupiona była na szarpaniny opiekuna za ucho. Przekonana, że Balor jej nie słyszał, była z siebie bardzo dumna. Oby to nie skutkowało to potem próbami polowania na coś, co mogło jej zrobić krzywdę. Waderka teraz przecież była przekonana, że zdolnościami dorównuje co najmniej River, a ten przyniósł lisa.
Kiedy Balor wstał, wisiała chwilę na jego uchu, w końcu jednak grawitacja wygrała walkę z upartą wilczycą i Lil klapnęła tyłkiem na ziemię. Prychnela gdy Balor chciał ją odprawić i zaczęła mu biegać między łapami. Nie podda się tak łatwo. Zamierzała uczynić swoim towarzyszem zabaw nie tylko nowo poznanego basiora. W końcu, dając nadzieje na spokój opiekunowi, pognała do River. Wskoczyła mu na grzbiet i położyła przednie łapy na głowie. Spróbowała się na nią wdrapać, czego skutkiem był upadek i przytulnie się kawałek dalej. Lil szybko się zebrała i pobiegła do Wrony, któremu teraz skakała na ogon.

Nory pod konarami

#114
- Coś mi się widzi, że ona woli gnębić ciebie. - Na jego pysku znów zagościł rozbawiony uśmiech, zwiastujący nagłe roześmianie się, ale samiec się powstrzymał od tego. Nie wiedział na ile może sobie pozwolić z żartowanie i spoufalaniem się z Balorem, więc postanowił nie ryzykować, nie chcąc sprowokować przypadkowo czarnego samca.
Widział walkę małej z uchem jej opiekuna i stoicki spokój czarnego, ale kiedy ten wstał przekrzywiając głowę, by Lilka zwisała nad ziemią, Riverowi aż serce podeszło do gardła otworzył pysk z przerażeniem w oczach, chcąc krzyknąć "Uważaj ona zaraz spadnie!" i niemalże się zerwał na równe łapy by zrobić wślizg by ją złapać, ale się zawahał i spostrzegł tylko jak mała zanurza się plackiem w śnieżnym puchu. Odetchnął z ulgą kiedy cała i zdrowa na powrót zaczęła brykać i położył się z powrotem, zapominając już całkowicie o swojej ranie. Zaśmiał się kiedy mała chciała się na niego wdrapać i znów omal nie dostał zawału kiedy spadła z niego i się przeturlała. Zaczął się zastanawiać nad bezpieczniejszą zabawą dla szczeniaka i nagle go olśniło.
Wstał przechodząc kawałek za Balorem by być w prostej linii z Lilką, starannie odmierzył odległość między nimi odwracając się zadem do nich i zaczął kopać obsypując ich śniegiem. Nie chciał sypać na czarnego samca, ale jako że mała się przy nim bawiła, nie było innego wyjścia. Kiedy Riverowi skończył się śnieg pod łapami, a oczom ukazała się zmrożona ziemia zmienił swoje miejsce i na powrót zaczął na nich sypać merdając radośnie ogonem.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#115
Balor burknął tylko coś w odpowiedzi. Treść wypowiedzi chyba nie należała do cenzuralnych, ale wnioski można było wyciągać jedynie po minie samca, ponieważ wychrypiane dźwięki były niemożliwe do odszyfrowania. Postanowił wziąć dowcipnego samca i namolną wilczycę na przetrzymanie. Zupełnie więc się nie przejmując, zajął się swoimi sprawami. Kręcącą się pod łapami samiczkę przekraczał, unosząc nogi trochę wyżej niż musiał podczas zwykłego marszu, gdy zaś ta postanowiła uwziąć się na ogon, Wrona stoicko uniósł go po za zasięg szczeniaka. Aktualnie najistotniejsza przewagą nad Lili po za cierpliwością, był wzrost dorosłego samca, który utrudniał małej dobranie się do upatrzonego celu.
Powoli udał się do niezjedzonego zająca, by ukryć łup. Panowała zima i chociaż raz było to plusem, gdyż chłód hamował psucie się mięsa. Wykopał niewielki dołek w zaspie, włożył tam Riverową zdobycz, po czym przykrył ją warstwą śniegu, by udać się w stronę skóry, która obsychała nieopodal.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#116
Skakała do ogona, z każdym skokiem coraz bardziej przekonywała sama siebie, że to bez sensu. Gdy na jej łebek spadł śnieg, zatrzymała się i spojrzała na sprawcę tej sztucznej śnieżycy.
Ruszyła pędem w jego stronę i skoczyła mu na pysk. Był teraz nachylony więc udało jej się to bez problemu. Liznęła go w nos i zamerdała ogonem. Lubiła męczyć Balora, w końcu dobrze czuła się w jego towarzystwie więc i chciała go zaczepiać. Jednak teraz kiedy waderka miała tyle energii, River, który też angażował się w zabawę, zdecydowanie bardziej nadawał się do zabawy.
Lil zaskoczyła mu z pyska i pognała do najbliższej zaspy. Wskoczyław nią, znikają w śniegu aż po czubek ogona. Poczekała aż River podejdzie i wyskoczyła prosto na niego.

Nory pod konarami

#117
Widać było, że Balorowi brakuję chęci na zabawy z małą, która go tak zawzięcie męczyła. River nie rozumiał dlaczego czarny samiec jest taki zgorzkniały i poważny... jak stary dziadek, który myśli już tylko o własnym grobie. Zaśmiał się cicho na swoje porównanie widząc jak starszy wilk podnosi ogon poza zasięg Lilki i człapie wysoko podnosząc łapy by nie nadepnąć nad kręcącą się pod nim samiczką. Pierwszy raz widział, jak ktoś zakopuje na później swój obiad i nie rozumiał czegoś takiego. W sumie nie musiał o tym wiedzieć skoro dotychczas, najadał się w jednym miejscu robiąc drzemkę po posiłku i odchodził gdzie indziej znów jadł, i robił drzemkę, po której szedł dalej przed siebie, i tak w kółko.
Obserwowanie zakopywania jedzenia przez Balora przerwała mu szara kulka, która wskoczyła mu na pysk. Zaśmiał się rozbawiony i chciał ją złapać ostrożnie zębami by wrzucić ja w śnieg, ale po liźnięciu nosa czarnopyskiego, po prostu uciekła. Rozejrzał się za nią i skradając się zaczął zbliżać do miejsca gdzie się ukryła, ta jednak wyskoczyła na niego kiedy tylko podszedł i samiec udał przerażenie. Odskoczył po tym od niej i z piersią przyłożoną do ziemi i uniesionym zadem z merdającym ogonem zaczął skakać tak dokoła niej podszczypując co jakiś czas, by zaraz od niej uciec.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#118
Wykazując się zupełnym brakiem szacunku dla jego pracy waderka postanowiła jeszcze uprzykrzyć mu życie i skoczyła Czarnemu na pysk. Jednak ku uldze samca, zaraz po tym manewrze i upierdliwym lizaniu po nosie pognała do Rivera, dzięki czemu on mógł dokończyć sprzątanie.
Ułożył ostatnią warstwę śniegu, na ukrytych zapasach, poprawiając ją jeszcze pyskiem. Potem otrzepał kufę z białego puchu i wziął się za zagrzebywanie śniegiem resztek po ich posiłku. Nie miał specjalnej ochoty na zlot wszelakich padlinożerców, więc okolica musiała być czysta. Gdy już wreszcie uporał się z obowiązkami, spojrzał na "przedszkole", którego niechcący się dorobił.
River ganiał z Lili w najlepsze, kotłując śnieg dookoła, na co Bal patrzył z zupełnym niezrozumieniem. Wrona nie bawił się nigdy. Jako maluch wolał pojedynki i przepychanki w których mógł się sprawdzić i podszkolić. Zaś niedługo później w głowie mu było przetrwanie a nie zabawy, dlatego też nijak nie potrafił pojąć sensu takiej ganianiny.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#119
Cała w piórkach i dumna jak paw, wylazła całkiem z zaspy. Widząc pozycję River, pognała w jego stronę i skoczyła mu na pysk. Postanowiła na niego zapolować i gdy już leżała, rozłożona jak placek na jego łbie, złapała go za ucho i zaczęłała szarpać. Pamiętała by nie ugryźć za mocno, przecież nie chciała mu go odgryźć, a jej ząbki były teraz jak małe szpileczki.

Nory pod konarami

#120
- Oh nie! Potworna bestia dopadła mnie, już mi rychło na tamten świat, pożegnać się już z życiem muszę. - Zaczął histeryzować z przejęciem po czym padł na grzbiet wrzucając małą w miękką zaspę śniegu, po czym wywalił jęzor z pyska zamykając oczy i wyciągnął w górę łapy by ostatecznie je przykurczyć napinając mięśnie by były sztywne udając, że nie żyje. Za szczeniaka nie pozwalano mu się bawić z rodzeństwem, za to musiał odwalać za innych brudną robotę, ale przynajmniej pierwszy nauczył się radzić sobie jakoś samemu i dość szybko opuścić to piekło. Nie myślał jednak teraz o tym, poza tym brykając z maluchem nie można się smucić i myśleć o przykrościach. Skoro mała chciała bawić się w polowanie, z chęcią spełni jej życzenie. Przeturlał się stając na równe łapy, skrzywił się z bólem przez gwałtowny ruch, który przypomniał o rannej piersi samca. Otrzepał się ze śniegu nie chcąc martwić Lilki i uśmiechnął się do niej.
- Z zamkniętymi oczami przejdź od tego momentu w stronę Balora puki twój nosek się z nim nie spotka, a po tym zacznij mnie szukać. Tylko nie podglądaj. - Zaśmiał się i patrzył na małą zastanawiając się czy zechce się z nim w to bawić i czy czarny basior nie popsuje zabawy odchodząc od szczeniaka, by ten nigdy na niego nie wpadł. Był jednak dobrej myśli, w końcu dzięki zabawom Rivera z Lilką, on miał spokój i mógł zając się swoimi sprawami lub odpocząć sobie.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron