Nory pod konarami

#141
Uspokoił się, kiedy jego nos znalazł się w futrze Balora bardziej intensywnie odczuwając zapach czarnego wilka, a na języku poczuł metaliczny posmak krwi. Mrugnął kilka razy by oprzytomnieć. Chwilę mu zajęło. Spojrzał zaskoczony na samca wciąż go gryząc. Puścił go jednak i odskoczył gdy dotarło do niego co robi. Jego zdziwienie w tym momencie zastąpione zostało strachem. River nie wiedział co się stało, dlaczego to zrobił, a dodatkowo w jego głowie rodziła się masa innych pytani nie związanych już z tym, a z jego snem. Pochylił głowę i położył po sobie uszy ze skruchą.
- Przepraszam, ja... Ja nie chciałem... - Mruknął zdezorientowany i począł się rozglądać za samiczką. Widząc jak ta się kuli pod drzewem zaniepokoił się czy aby nie zrobił je przez przypadek jakiejś krzywdy. Spojrzał na Bala, raz jeszcze przeprosił i podszedł do niej trącając pyskiem by pomóc jej wstać. Nie chciał nikomu nic zrobić, chciał tylko odpocząć. Nie powinno ich tu być, przecież bawili się przy norze. Nie wiedział czemu tu przyszli, a paranoja i wspomnienie niedawnego "koszmaru" powodowały iż Ulv myślał, że oni chcieli go niejako pognębić lub zabawić się jego kosztem, jak w starym stadzie. Nie posądził by ich o to, bo wydawało się, że nie wywyższają się nad nim, ani też do tej pory nie wyrządzili mu żadnej krzywdy. Pozory jednak lubiły mylić i właśnie to wywoływały w czarno pyskim te wszystkie obawy.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#142
Czując zęby Rivera, skrzywił się nieco, ale nie takie rzeczy przeżył i takie ugryzienie nie robiło na Czarnym większego wrażenia. Lekko zaniepokojony, łypnął jedynie okiem w stronę szczeniaka, który pisnął i zwinął się w kulkę, ale należało wszystko robić po kolei. Najpierw dobudzić samca, potem zobaczyć co z kruszyną.
- Nic się nie stało - odparł spokojnie, gdyż dla Bala tak właśnie było. Jakimś cudem, basior zupełnie nie przejął się atakiem na siebie. Czy to dlatego, że River wszystkiego się bał i walka z nim nie przyniosła by Wronie satysfakcji i nie czuł by się dobrze gnębiąc i tak już gnębionego wilka. Czy w jakiś pokręcony sposób czuł się po raz pierwszy w życiu odpowiedzialny za kogoś po za sobą i były to właśnie te dwa nieszczęścia. Pewnie wszystko po trochu.
- Już dobrze - dodał jeszcze, do przechodzącego samca by powoli pójść za nim w stronę szczeniaka.
-Do wesela się zagoi - mruknął sympatycznie jak na niego, siadając na przeciw obu wilków i obserwując ich dalsze reakcje. Nie sądził by Czarnopyski stanowił zagrożenie. Był to po prostu nieszczęśliwy zbieg wydarzeń, więc nie martwił się , że skrzywdzi Lili. Uderzenie, też nie powinno być dość silne by zrobić jej krzywdę, najprawdopodobniej będzie miała kilka siniaków i to wszystko. Dla pewności jednak patrzył uważnie na ruchy waderki, chociaż postronni nie zauważyli by troski, ani większej uwagi we wzroku samca.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#143
Nie obserwowała reszty zajścia, wystarczyły jej odgłosy i już wiedziała, że River się uspokoił. Uchyliła jedną powiekę i spojrzała na Balora, chyba był ranny ale nie bardzo.
Kiedy River do niej podszedł, oparła się o jego pysk i pomogła sobie tak wstać. Uśmiechnęła się szeroko do wilka.
- Nie szkodzi, nic mi nie jest. - Uprzedziłam go, tak gdyby i ją zamierzał zaraz przepraszać. Nie była zła, wystraszona tak, w końcu nie codziennie inny wilk zrzuca cię z siebie wierzgając na wszystkie strony. Polizała go w nos i przytuliła się do jego łba.

Nory pod konarami

#144
Wilk wyraźnie odetchnął z ulgą kiedy towarzysze mu wybaczyli. Bał się z początku, że będą go chcieli jakoś za to ukarać, ale nawet nie byli na niego za to źli. Mimo wciąż położonych po sobie uszu lekko zamerdał ogonem i się do nich uśmiechnął. Potarł delikatnie swoim pyskiem jej, po czym ją polizał i się wyprostował patrząc na Balora przyjaźnie, ale wciąż żałując tego co zrobił, nawet nieświadomie. Nie miał zamiaru się im tłumaczyć z tego dlaczego tak zareagował, nie znał ich na tyle by się im zwierzać, poza tym nie miał zamiaru zanudzać ich czymś, co mogłoby ich nie interesować. Postanowił kwestię swojego snu zostawić dla siebie oraz pomyśleć nad tym kiedy pójdą spać.
- Raz jeszcze was przepraszam. - Mruknął cicho, jakby bojąc się powiedzieć to głośniej. Nie bał się, ale nie był pewien, czy powinien "drążyć" ten temat dalej skoro powiedzieli, że nic się nie stało. - Mogę mieć prośbę? - Spytał z lekką obawą, zakłopotany. Nigdy jeszcze nikogo o nic nie prosił, zawsze starał się radzić sobie sam, ponieważ babka wpoiła mu, że lepiej jest liczyć na samego siebie niż innych.
Położył się przy Lilce na ziemi by mała mogła się na niego wdrapać, co ułatwiło by powrót do ich (Balora i Lilith) domu, przy czym patrzył poważnie, mimo uśmiechu na pysku, na czarnego samca czekając na pozwolenie. Jeśli o ich norę chodzi, River nie przykładał do tego miejsca zbyt wiele uczucia, bo wiedział, że to schronienie ich, a nie jego. Podejrzewał nawet, że nigdy się nie przywiąże do tego miejsca, tym bardziej nie zacznie go uważać za swój dom. Samiec bardzo poważnie traktował powiedzenie: "Dom twój tam, gdzie serce twoje". Niby był z nimi, ale tylko przez rzuconą bezmyślnie obietnicę daną szczeniakowi. Nie był jeszcze na tyle dojrzały by przywiązywać się do jednego miejsca. Chciał podróżować i poznawać otaczający go świat, bo wiedział, że trudności jakie mógłby napotkać na swej drodze, sprawią iż basior będzie jedynie silniejszym. Westchnął ciężko i patrzył to na jednego wilka to na drugiego.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#145
Widząc, że już wszystko jest w jak najlepszym porządku, basior przeciągnął się porządnie, dopiero potem wstając do wyprostowanej pozycji. Kiwnął głową w kierunku Rivera, nie uznając za konieczne powtarzać tego co już powiedział. Wyraz czarnego pyska, nie mówił nic, ale nie wyrażał też złości, która dla odmiany od wesołych emocji, dość wyraźnie pojawiała się na smolistym obliczu.
- No wal - mruknął zrelaksowany, zastanawiając się, co za straszną prośbę mógł mieć młodzik, bo wnioskując z jego miny to chciał prosić by rzucili się ze skał.
Czekając na odpowiedź Rivera ruszył niespiesznym krokiem w stronę nory. Młody nie mógł wiedzieć, że Balor również nie traktował tego miejsca jak dom. Wilk chciał przeżyć i zapewnić przetrwanie szczeniakowi, a do tego niezbędna była bezpieczna kryjówka. Jak tylko odchowa małą, z pewnością ruszy w dalszą drogę, a może nawet wcześniej, wraz z nadejściem wiosny, zabierze szczeniaka i rozpoczną podróż na nowo. Bal nie przywiązywał się do niczego i nikogo, gdyż nigdy nie miał ku temu okazji. Całe jego życie było wędrówką, nie znał innego stanu rzeczy i mimo iż nie był starym wilkiem, wręcz odwrotnie ledwie zdążył dorosnąć, to raczej ciężko by zmienił swoje nastawienie z dnia na dzień.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#146
Patrzyła sobie raz na Balora raz na River. Zgadzała się z Balorem, że nic wielkiego się nie stało, wystraszyła wilka i ten wyrwany ze snu mógł się tak zachować. Lil nie uważała żeby była to wina młodego samca.
Kiedy Czarnopyski ustawił się tak, by mogła wejść mu na grzbiet, Lil podeszła bliżej i zaczęła się na niego wdrapywać. Trochę bolał ją grzbiet i pewnie pojawią się tam siniaki ale ogólnie czuła się dobrze. Usadowila się wygodnie, zwieszając łapy po obu stronach cielska wilka. Nastawiła uszu gdy River chgial zadać pytanie, była ciekawa o co chodzi.

Nory pod konarami

#147
- Nie straszcie mnie więcej. Przepraszam, ale to nie było miłe. - Powiedział w końcu wciąż się uśmiechając przyjaźnie by ich nie urazić swoją uwagą. Wiedział, że Balor chciał dobrze by Lilka się nauczyła jak odpowiednio się zakradać do ofiary, ale mimo wszystko to nie było zabawne. River bał się, że gdyby sytuacja się inaczej potoczyła to mógłby przez przypadek skrzywdzić samiczkę zamiast czarnego wilka, a tego nie wybaczyłby sobie do końca życia.
Wstał na równe łapy kiedy mała usadowiła mu się na grzbiecie, chociaż tak mógł jej zrekompensować to, iż ją z siebie zrzucił i uderzyła się biedna w drzewo. Przymknął oczy na moment i wziął potężny wdech, by się całkowicie uspokoić, po czym wypuścił to powietrze i zaczął iść w stronę nory za Balorem. Nie chciał iść przodem bo starszy mógłby źle to odebrać przez co Ulv miałby kłopoty. Nikt nie mówił, że Wrona jest liderem, ale młodszy samiec po prostu sobie tak ustalił, skoro towarzyszący basior przeżył więcej wiosen i miał większe doświadczenie w życiu. Riverowi to nie przeszkadzało, bo od zawsze słuchał innych, nie nadawał się na przywódcę. Szedł spokojnie, a topniejący już z wolna śnieg chrupał pod jego łapami.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#148
- Zapamiętam - odezwał się krótko, śmiejąc się lekko pod nosem. Nie drwił z samca, a po prostu był zaskoczony nie tylko błahością prośby, ale faktem, że samiec w ogóle prosił. Powiedział by zwyczajnie, "nie straszcie mnie tak więcej" miał przecież do tego prawo i bynajmniej w oczach Bala nie musiał prosić.
Zbliżył się do wejścia do nory i upadł w śnieg, w osobliwie dynamiczny sposób kładąc się w białym puchu. Bogowie, był najedzony i nie miał dokąd iść, co robiły wilki, gdy nie musiały robić nic. Wrona nie miał pojęcia. Oparł łeb na łapach, intensywnie rozmyślając czym mógłby się zająć, bo jeszcze chwila i zacznie gonić własny ogon
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#149
- Przepraszam. - Liznęła go za uchem. Nie chciała aż tak go przerazić.
Kiedy byli już przy norze, waderka przechylila się na bok, najpewniej znów przerażając samca. Zsunęła się z jego grzbietu i wyćwiczona już w upadkach, od razu wylądowała na czterech łapach. Podreptala do nory i się położyła. Lezalabtak zaledwie pół sekundy, a już zaczęła się przewracać z boku na bok. Po chwili wstała, podeszła do ściany i zaczęła iść wzdłuż niej. Nie miała pojęcia co robić, a strasznie się nudziła.
Wyszła znów na świeże powietrze i podeszła do Balora. Nie bardzo wiedziała co miałaby zrobić więc tylko położyła się na grzbiecie między jego łapami.

Nory pod konarami

#150
- Nic się nie stało, to ja przepraszam, że jestem taką strachliwą ciapą. - Uśmiechnął się do niej przyjaźnie i odprowadził pod norę.
Czując, że młoda zaczyna się na nim wiercić położył się na brzuchu i pozwolił jej zejść bezpiecznie na ziemię. Obserwował poczynania małej i umierającego z nudów Balora. Sam nie wiedząc co z sobą począć spojrzał na czarnego samca, do którego przyleciała Lilka. Wstał z ziemi i podszedł kawałek do nich by się nie wydzierać.
- Sprawdzę czy nic się nie kręci po okolicy - powiedział spokojnie, chciał się im na coś przydać i znaleźć sobie odpowiednie miejsce na dom. Chciał też odciążyć nieco Balora z jego obowiązków, więc nie czekając na jego odpowiedź poszedł w las. Gdyby udało mu się coś znaleźć, znaczy jakiegoś przeciwnika, mógłby popracować nieco nad sobą by nie być taką ofiarą.
Spokojnie krążył po okolicy zataczając coraz szersze kręgi rozglądając się, węsząc i nasłuchując, czy nic nie zagraża małemu szczeniakowi, którym opiekował się Bal. Westchnął ciężko widząc, że nie ma co liczyć na jakiś trening na lisie czy kunie i począł wracać do znajomych wilków. I wróciłby do nich, gdyby dziwny zapach nie przykuł jego uwagi. Z dziecięcą naiwnością pognał jego śladem coraz bardziej oddalając się od legowiska innych i gubiąc drogę powrotną do nich. Nic nie znalazł, ale mogło to być spowodowane zaalarmowaniem tego zwierza uciążliwym krakaniem kruków. River rozejrzał się otoczony obcymi zapachami i drzewami, nie mając innego wyjścia ruszył dalej przed siebie przepraszając w duchu Balora i małą za nieumyślne odejście od nich.

/z.t.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron