Nory pod konarami

#131
Była już całkiem niedaleko krzaka, za którym ukrył się jej towarzysz zabawy. Jeszcze go nie dostrzegała, ale tutaj jego woń była zdecydowanie lepiej wyczuwalna. Paradoksalnie, brak obu sprawnych oczu,sprawił, że Lil dużo zyskała. Nauczyła się ufać bardziej swojemu węchowi, a ten też wykształcił się lepiej, a u wilków i tak był bardzo dobry.
Zesztywniała na nagły hałas, nie podskoczyła jednak, całkiem skupiona na tym by nie wydawać żadnych dźwięków. Rozpoznając głos opiekuna, miała ochotę odwróci się i nawrzeszczeć na Balora za psucie zabawy. Całe szczęście się opanowała i nie narobiła hałasu. Na nic to się jednak zdało, jak po chwili się okazało. Waderka zauważyła ucho wystające zza krzaka i po cichu zaczęła się skradać do swojej zdobyczy. Gdy była już blisko skoczyła, a jej łapa wylądowała na lodzie, który częściowo przysypany był śniegiem. Szczeniak rozłożył się jak długi i z futrzastej kulki zrobił se futrzasty dywanik. Lil zaskomlała cicho, bo upadek i rozłożenie się na lodzie, nie należały raczej do najprzyjemniejszych uczuć. Mimo to waderkę chyba najbardziej bolała porażka, teraz River mógł ją na pewno usłyszeć, a zza tych gałązek i pewnie zobaczyć.

Nory pod konarami

#132
Słysząc kąśliwą uwagę Balora znów cicho zachichotał powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Im dłużej widział zachowanie czarnego samca oraz jego słowa i po prostu styl bycia, już nawet nie wobec drugiego, a bezbronnego szczeniaka, tym bardziej dostrzegał, że Bal po prostu taki jest jak bezzębny staruszek narzekający na wszystko. Coraz bardziej dostrzegał, że czarny swoimi złośliwymi nieraz słowami nie ma wcale zamiaru nikogo urazić. No bynajmniej jak do tej pory nikogo nie chciał ośmieszyć, a cyniczność była u niego po prostu tak samo charakterystyczna jak jego futro i czarne, ślepe? oko. Poważnie się zastanowił nad tym, czy Bal nie widział na jedno ślepie. Ciekawość była na tyle silna, że postanowił po zabawie o to zapytać już nawet nie zważając na konsekwencje jakie mogłoby przynieść mu to jego pytanie.
Na razie jednak jeszcze chwilę pożyje bo mała bardzo ostrożnie do niego podchodziła. Ukrywający się basior całkowicie ignorował chrupanie śniegu pod jej łapkami, bo wiedział, iż samiczka ma jeszcze po prostu za krótkie kończyny by odpowiednio poruszać się po białym puchu by ten nie zdradzał jej obecności. Ten jeden błąd całkowicie pominął by ułatwić szczeniakowi zabawę, a tym samym sprawić, by była przyjemniejsza dla małej. W końcu nie ma nic lepszego jak wygrana w zabawie z kimś starszym, silniejszym i bardziej doświadczonym.
Czuł jak się zbliża już miał wyskoczyć z krzaków i rzucić się do ucieczki by go nie złapała, ale wtedy Lilka się poślizgnęła. Nie było mu do śmiechu jakkolwiek śmiesznie by to nie wyglądało. River nie należał do tych, których bawi cudze nieszczęście. Wyciągnął pysk z ukrycia i pomógł jej się podnieść z przyjaznym uśmiechem.
- Świetnie ci idzie Lili - powiedział chcąc ją podbudować na duchu widząc jak jej minka zrzedła z powodu porażki.
Niestety podczas polowania trzeba być także czujnym i uważnym. Trzeba jednocześnie obserwować swoją ofiarę jak i przestrzeń dokoła czy nie ma żadnych innych osobników polujący na konkretnie to samo zwierze, czy w pobliżu nie ma czasem jakiegoś zagrożenia, lub po prostu przeszkód wytworzonych przez los i Matkę Naturę. Biorąc to pod uwagę zabawa się już skończyła, bo mała poległa na takim drobnym szczególe, potrafiącym spowodować, że polujący samotnie osobnik przypłaci swój błąd kilkudniową głodówką, albo nawet śmiercią z głodu. Nie chciał jednak zabijać otwarcie nadziei samiczki na wygraną i dlatego, gdy tylko podeszła do krzaków stanął na tylnych łapach i warkliwym głosem spróbował zaryczeć. Udawał ze jest niedźwiedziem.
- Grrrrroaaarrr!!!! Zaraz cię pożrę! - Wyryczał lądując na przednich łapach z uśmiechem i merdającym ogonem gotowy by zacząć małą gonić.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#133
Oparł łeb na śniegu, śledząc ślepiami poczynania Lili. Zachichotał, widząc jak waderka wystraszyła się jego głosu, po czym roześmiał się gdy spostrzegł jak pokonując następne kroki rozpłaszczyła się na podłożu i bynajmniej nie było to skradanie się.
O tak świetnie jej szło, jak w mordę strzelił. Wiedział, że jak na szczeniaka było nieźle, ale był daleki od pochlebstw, gdy się coś skopało. Wilczycę zaś jak zawsze przewracało otoczenie czy coś. A to oznaczało brak postępu.
- Mówiłem - dodał patrząc na leżącego szczeniaka - A teraz zeżre cię ta marna namiastka niedźwiedzia. - zaśmiał się pod nosem, nie ruszając się ze śniegu.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#134
Cieszyła ja pochwała płynąca z ust River, ona jednak to całe polowanie uważała za porażkę. Była sierotą i nie potrafiła nic z tym zrobić. Fuknęła i zamknęła ślepia.
- Nie boję się ciebie. - Straciła całą ochotę do zabaw. Musi pomyśleć i wyciągnąć wnioski ze swoich porażek. Nie może ciągle przegrywać z Matką Naturą i przeszkodami jakie ta rozrzuca jej pod łapami.
Leżała tak, zasłaniając pysk łapami, do momentu aż nie usłyszała słów Balora. Pojawiło się tam kolejne słowo, którego nigdy nie słyszała. Z ogółu wypowiedzi zrozumiała, że jest to coś co udaje River ale to nadal nic jej nie mówiło.
Podniosła się z ziemi i pognała do Balora. Ułożyła się między jego łapami i wbiła w niego wzrok.
- A co to jest niedźwiedzia? - Oczywiście po prostu powtórzyła zasłyszane słowo więc pytanie brzmiało komicznie. Ale o tym waderka pewnie zaraz sie przekona.

Nory pod konarami

#135
Samca zmartwiło, że mała wzięła porażkę do siebie i straciła cały zapał do zabaw. Przeszło mu przez myśl, że to może on zrobił coś nie tak i po części zrobiło mu się nawet przykro. Nie zamierzał jednak położyć po sobie uszu i zawszyć się gdzieś by się nad sobą poużalać. Nie zamierzał dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie był już dzieckiem i nie powinien się tak zachowywać, a zamiast uciekać od przeciwności losu z podkulonym ogonem, powinien zacząć przyjmować każdy cios na siebie z dumą i podniesioną głową, by przeć naprzód na przekór przeszkodom.
Uśmiechnął się nie ruszając się z miejsca i patrząc jak mała leci do czarnego by się dowiedzieć znaczenia nowego dla niej słowa. Wyglądają jak szczęśliwa rodzinka, pomyślał po czym westchnął i odszedł w las by się przejść, odpocząć od zabawy, a przy okazji pomyśleć co dalej oraz czego on tak naprawdę oczekuje od życia. Nie zamierzał mówić im, że idzie się przejść, w końcu byli zajęci sobą, a poza tym on był dorosły i mógł robić co zechce.
Szedł spokojnie zostawiając ich za sobą, aż w pewnym momencie zniknęli między drzewami. Nie zatrzymywał się jednak i rozglądając się szukał dla siebie jakiegoś zajęcia. Westchnął ciężko i położył się pod jednym z drzew na śniegu nie mając nic lepszego do roboty jak tylko pójść spać.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#136
Leżał sobie rozmyślając o niczym, gdy spostrzegł pędzącą ku niemu puszystą kulkę.
- Niedźwiedź - poprawił szczeniaka łagodnie - To jeden z niewielu drapieżników większych i groźniejszych od dorosłego wilka - tłumaczył spokojnie, z pyskiem cały czas leżącym na śniegu. W ten zabawny sposób patrzył na Lili w górę, a nie z góry, jak to zwykle bywało - Widzisz jak River się zachowuje ? - zadał pytanie, dając waderce chwilę na przetrawienie zapytania, zanim kontynuował - Widzisz jak próbuje wyglądać ? - znów zrobił pauzę - Jak ryczy ? - jeszcze raz chwila oczekiwania - No więc nijak to nie jest podobne do niedźwiedzia - zachichotał chrapliwie, w biały puch, łypiąc jednocześnie ślepiem na odchodzącego samca. Nie zmartwiło go to w najmniejszym stopniu. Młody mógł potrzebować samotności, albo najzwyczajniej w świecie postanowił odejść. Bal ani się cieszył ani smucił, takie emocje były mu obce. Może były chwile gdy odczuwał coś zbliżonego do szczęścia, ale do właściwego uczucia było daleko. Jedyny afekt jaki czarny basior odczuwał w swoim życiu to złość.
- Poczekaj - szepnął, uprzedzając ewentualną waderkową pogoń za wilkiem - I ani mru mru - mruknął prawie bezgłośnie i były to ostatnie słowa, jakie Lili od niego usłyszała.
Leżał nieruchomo przez dłuższy czas. Zalegający wokół śnieg potęgował ciszę panującą w lesie. Nawet gdy wszystkie zwierzęta milkły i brakowało wiatru, to w lesie zawsze, niezależnie od pory roku, było słychać minimalne dźwięki, po za jednym wyjątkiem. Gdy las skryty był pod białym puchem, świat milknął w zupełnie inny sposób tonąc w zupełnym bezdźwięku, jakby trafiło się do zupełnie innego wymiaru. Z tego też powodu, każdy odgłos, który już nastąpił zdawał się co najmniej dwukrotnie głośniejszym.
Bal wstał bezszelestnie, pokazując Lili wzrokiem by podążyła za nim. Basior miał zamiar wykorzystać odejście Rivera do celów edukacyjnych, ale zamiast tłumaczyć, wolał demonstrację. W słowach nigdy nie był dobry.
Zwolnił oddech, by nie zdradzić się szmerem powietrza. Łapy stawiał rozważnie i powoli, na pierwszy rzut oka idąc w zupełnie złym kierunku. Dopiero po chwili można było zauważyć pewną prawidłowość. Smolisty samiec nie tylko brał pod uwagę kierunek wiatru, ale i podłoże. Klucząc i nadkładając drogi wybierał takie miejsca, które nie mogły zdradzić ich marszu szelestem, czy trzaskiem zmrożonej ściółki lub śniegu.
Trasa była tak dobrana, że jeśli Lili postarała by się i dokładnie naśladowała nauczyciela, miała szansę tak jak i on nie zdradzić się choćby szmerem.
Co kilka kroków basior zamierał w zupełnym bezruchu, nasłuchując i węsząc bezgłośnie, by potem pokonać kilka kroków i znów zastygnąć niczym posąg.
Marsz taki trwał długo, ale okazał się całkiem owocny, gdyż po dłuższej chwili, między drzewami, można było dostrzec skulonego i śpiącego Rivera.
Tą samą metodą samiec zaczął zbliżać się do śpiącego celu, do całości podstępu dodając krycie się w cieniu drzew. Był co prawda dzień i wilk nie miał możliwości stopienia się z mrokiem, ale dla większości ofiar, taki kamuflaż w połączeniu z bezruchem był wystarczający. Gdy znaleźli się dość blisko, basior spojrzał w ślepka wilczycy skinąwszy jej lekko na znak, że teraz pora by upolowała Rivera.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#137
Waderka słuchała uważnie, w momencie kiedy Balor zadał pierwsze pytanie odnośnie River, Lil odwróciła się i spojrzała na młodego basiora. No widziała, tak samo jak przy każdym kolejnym pytaniu, wiedziała o co chodzi Balorowi, ale co niedźwiedź miał wspólnego z tym śmiesznie stojącym i warczącym wilkiem? Zupełnie nic... i to właśnie przekazał jej opiekun. Czyli mała Lilka dalej nic nie wiedziała o niedźwiedziu, prócz tego że jest duży i niebezpieczny. Westchnęła i skołowana spojrzała na opiekuna, ten to się najwyraźniej dobrze bawił. Położyła mu łeb na łapie i przymknęła oczy, widziała, że River sobie idzie ale przecież jej obiecał, że nie zniknie, więc się nie martwiła.
Czując jak łapa Wrony przesuwa się pod jej łbem i po chwili znika, Lilith podniosła się i spojrzała pytająco na wilka. Nie odezwała się jednak widząc, że ten chce by była cicho. Przed chwilą jej to zupełnie nie wyszło ale wiedziała już jakie błędy popełniła. Ruszyła za opiekunem, unosząc wyżej łapy, gdy śnieg sięgał zbyt wysoko i robiła hałas, ciągnąc po nim łapami. Balor starał się wybierać takie podłoże, by nawet tak małe wilczątko jak ona, mogło sobie poradzić z zachowaniem bezwzględnej ciszy. Skupienie sprawiło, że waderka usłyszała też, że wilk jakby przestał oddychać, nie słyszała go. Domyśliła się, że zwolnił oddech i też spróbowała to zrobić, jednak niewyćwiczona w tym, szybko zrezygnowała, bo robiła tak jeszcze więcej hałasu, co chwilę biorąc głęboki oddech, gdy okazywało się, że brakuje jej tlenu. Szła ostrożnie i obserwowała Wronę, dzięki czemu udało im się dotrzeć do śpiącego wilka, prawie bez informowania o swojej obecności.
Widząc skinienie Balora w stronę River, Lil zmarszczyła brwi. Ale że niby miała teraz na niego zapolować, przecież zabawa się skończyła... Po chwili jednak postanowiła posłuchać Wrony. Wiedziała już, że musi, prócz kierunku wiatru i zachowania ciszy, brać pod uwagę podłoże. Rozejrzała się, najłatwiej byłoby podejść od tyłu ale wilk miał za sobą pień drzewa. Od strony zadu nie było sensu, nie dość, że była za mała by skutecznie na niego w ten sposób zapolować, to leżało tam pełno śniegu. Bezpośrednio pod pysk też mu nie podejdzie bo zdradzi się zapachem. Lil ruszyła wokół pniaka, inaczej wiatr zaniósłby jej zapach do nozdrzy River. Obeszła drzewo i stanęła za głową wilka, nadal przeszkadzał jej pień więc szybko skoczyła na bok i od razu na głowę Czarnopyskiego. Chwyciła go za ucho i wdrapała mu się na szyję, tak by się na niej położyć.

Nory pod konarami

#138
Nie zdając sobie sprawy z podstępu jaki sobie wymyślili wobec niego, River spał spokojnie. Znów śnił o powrocie do starego stada, o pokonaniu swojego rodzeństwa i zostaniu nowym alfą. Sen szybko się jednak zmienił kiedy tylko samiec miał zostać okrzyknięty przywódcą. Nie wiedział gdzie się znajduje, było ciemno, a do jego nosa dochodził zapach ziemi i wilgoci jakby znajdował się w jakiejś grocie, ale nie była to ta, w której mieszkało jego rodzinne stado. Na zewnątrz panowała śnieżyca, a takiego zimna jeszcze nigdy nie czuł. Słyszał odgłosy pogoni w dali i szydercze śmiechy wilków. Nie długo musiał czekać by zobaczyć w tej zamieci zarys dwóch ciemnych sylwetek na początku, a chwilę po tym dostrzegł jeszcze pięć innych za nimi. Czarny samiec z ciężarną szarą samicą uciekali przed jakimiś wilkami po niebezpiecznie stromym zboczu góry. River nie wiedział o co chodzi i czemu mu się to śni, był przerażony bo miał wrażenie jakby ta maskująca się w śnieżycy pogoń o białym umaszczeniu goniła właśnie jego, a nie tą dwójkę. W pewnym momencie czarny basior rzucił się w stronę napastników każąc uciekać swojej partnerce, która przebiegła przez Rivera jak przez ducha i zniknęła w grocie. Czarnopyski widział jak samiec jest otoczony przez białe wilki, jeden z nich kogoś przypominał Riverowi, który teraz sam był czarnym basiorem, na którego rzucili się przeciwnicy.
W tym momencie też rzuciła się na niego Lilka przemieniając sen w rzeczywistość. Samiec zerwał się z przerażeniem na równe łapy nie wiedząc, że sen się skończył. Zaczął warczeć i trząść na boki łbem w panice chcąc zrzucić z siebie wroga, nie wiedząc, że jest nim szczeniak.
- Nic wam nie zrobiłem, zostawcie mnie w spokoju! - Zawarczał groźnie wystraszony. Myślał, że jest atakowany przez tą piątkę wilków ze swojego snu i kiedy tylko udało mu się zrzucić z siebie szczeniaka rzucił się na Balora chcąc go powalić, a po tym uciec.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#139
Idąc obserwował Lili uważnie. Podobało mu się jak mała sprytnie naśladuje jego kroki. Starała się, obserwowała i co najważniejsze uczyła się szybko. Potem gdy już miała sobie radzić sama, zastosowała całą nabytą wiedzę, idealnie zaskakując Rivera
Patrząc na waderkę, czarny wilk odczuwał coś na podobieństwo dumy, którą czuje rodzic widząc postępy pociechy. Nie było to do końca to uczucie, ale najprościej je opisać porównując właśnie do rodzicielskiego zadowolenia.
Potem jednak sprawy się trochę skomplikowały. Upolowany znienacka basior zerwał się w panice próbując zrzucić z siebie małego napastnika. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Bal nie wystraszył się o bezpieczeństwo samiczki.
Całe szczęście Czarnopyski zamiast zaatakować zrzuconą Lili od razu rzucił się w stronę Wrony.
Basior wykazał się nadzwyczajną jak na siebie cierpliwością i zamiast kontr atakować, wystawił swój bark pod zęby Rivera. Po pierwsze liczył, że wilk się ocknie, po drugie, gdyby tego nie zrobił, Balor zaraz obok miał drzewo, do którego mógłby przyprzeć młodzika i poczekać aż odzyska on jasność umysłu.
-Spokojnie to tylko sen – odezwał się cicho, gdy poczuł kły zaciskające się na jego ciele.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#140
Udało jej się. Dalej szarpała basiora za ucho z wyrazem zwycięstwa na pyszczku. Szybko uśmiech spełzł jej z pyska gdy jej ofiara zaczęła w panice rzucać się na boki. Waderka wystraszona, postarała się opleść wokół jego szyi by nie spaść. Zaowocowało to tylko gwałtowniejszymi ruchami River i końcowi zrzuceniem z siebie szczenięcia.
Lilka poczuła najpierw jak uderza plecami o coś twardego i pisnęła przeraźliwie. Gdyby wcześniej się tak mocno nie trzymała, po prostu spadlaby z basiora, a tak musiał użyć więcej siły i odrzucił ją spory kawałek dalej. Owym twardym przedmiotem był pień pobliskiego drzewa, niefortunnie szczenię poleciało prosto na nie i dopiero po uderzeniu o szorstką korę, spadło na ziemię.
Lilith uniosła łebek i uchyliła powieki, które wcześniej zamknęła ze strachu. Zobaczyła jak młody basior rzuca się na jej opiekuna. Zawyła i chciała się zerwać by pobiec na pomoc Balorowi. Poczuła ból, właściwe ciężko było określić gdzie dokładnie. Zginęła się w pół i zwinęła w kłębek pod drzewem.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron