Nory pod konarami

#121
Usiadł w śniegu, spoglądając w niebo. Trochę w zamyśleniu, trochę by ocenić jaka pogoda czeka ich w najbliższych godzinach. Ignorował wrzawę, którą powodowały bawiące się wilki, dopóki nie dosłyszał słów dotyczących jego osoby. Nieznacznie skierował ucho w tamtą stronę, zastanawiając się co tym razem wpadło do głowy Rivera.
Całe szczęście Czarnopyski samiec nie planował wplątywać go w zabawę, a jedynie chciał użyć Balorowego cielska jako znacznika. Niech mu będzie, może być słupem, na który ma natrafić Lili, jeśli dadzą mu później spokój. Nie oponował więc, a siedział niewzruszony, zastanawiając się, czym mógłby się zająć w następnej kolejności.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#122
Lili patrzyła zdziwiona na reakcję samca. Puściła go i odeszła z dwa kroki by móc obserwować to przedstawienie. Może i była z siebie dumna, nie zdając sobie sprawy, że Balorowi nie chciało się ruszać, a nie jej nie słyszał, czy myśląc, że rzeczywiście wystraszyła River, no ale na to się nie nabierze. Dobrze wiedziała, że nie byłaby w stanie zrobić basiorowi większej krzywdy, a tym bardziej go zabić. Prychnęła i podeszła do pyska zesztywniałego samca. Zmarszczyła brwi i po prostu pacła go w nos. Podskoczyła wystraszona kiedy się podniósł. Widać było, że rana go boli ale skoro próbował to ukryć, to waderka nie zamierzała pokazywać po sobie, że widziała jego skrzywiobą minę.
Kiedy zaczął jej mówić co na robić, Lilith położyła się i uważnie go słuchała. Rozumiała w co chciał się bawić więc od razu zerwała się na równe łapy. Zamknęła oczy i nie dając River czasu na reakcję, od razu zaczęła szybkim krokiem, prawie truchtem, iść w stronę Balora.

Nory pod konarami

#123
- Oszustka. - Zaśmiał się widząc, jak mała niemal biegnie by dać mu jak najmniej czasu na ucieczkę. Spojrzał nawet błagalnie, acz z rozbawieniem na Balora by ten dał mu okazję na schowanie się.
Uśmiechnął się radośnie do siebie i zaczął rozglądać w poszukiwaniu kryjówki, po czym bez wahania skoczył za obsypanym w całości śniegiem krzakiem niedaleko ich nory. Położył się tam otaczając tylną łapę i bok ogonem, a przednie podkurczając pod swoją pierś, dodatkowo pochylił też łeb by nie było widać gdzie on się schował. Nie odezwał się także, że Lilka może już szukać, bo mógłby zdradzić tym swoją obecność. Czekał aż ta natrafi na czarnego samca i zacznie go szukać, by go "upolować". Bardo uważnie nasłuchiwał poczynania małej by nie ułatwiać jej zabawy i jeśli ją tylko usłyszy najzwyczajniej w świecie ucieknie, tak jakby zrobiła to sarna czy zając. Dlatego nie przejmował się zostawionymi przez siebie śladami w śniegu.
Sam nigdy się w to nie bawił, ale widział jak w jednej watasze młodzież tak uczyła swoje młodsze rodzeństwo. Oczywiście po znalezieniu przegrany musiał szukać, czyli starszy wilk, co uczyło maluchy sprawnego chowania się przed zagrożeniem jeśli w pobliżu nie było by nikogo ze starszych, który mógłby je szybko ochronić. Nie wiedział co Balor sobie pomyśli o jego metodach edukacyjnych, ale mało go to obchodziło. Najważniejszym dla Rivera było aby Lilka miała jakąś frajdę z drętwej nauki i się nieco w życiu rozerwała. W końcu nie wszystko musiało mieć odcienie szarości powleczone sztywnymi regułami.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#124
Obserwował wszystko z niezmiennym zdziwieniem i lekkim oszołomieniem. Najwyraźniej River miał zamiar schować się małej, zaś Lili planowała dać mu jak najmniej czasu. Przez chwilę czarny basior uchwycił nawet proszące spojrzenie Czarnopyskiego i aż przechylił łeb, zastanawiając się czego on mógłby oczekiwać. Przecież nie przyłączenia się do zabawy, to było by absurdalne. Po chwili go olśniło. Gdy waderka, zbliżyła się prawie dotykając pyskiem jego łapy, samiec postanowił dać młodemu wilkowi fory. Uniósł łapę i lekko pacnął szczeniaka w łopatki, wbijając wilczycę w zaspę i rechocząc pod nosem ze swojego jakże skutecznego i oczywiście złośliwego działania.
Uznał, że zanim Lili się pozbiera, River bez problemu zdąży się schować.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#125
Jak Balor przewidział, tak też było. Mała tylko poczuła delikatne laskotanie sierści Czarnego na nosie i już otworzyła oczy. W tym samym momencie, wciągnięta w śnieg, zacisnęła je spowrotem. Uwolniła się spod łapy basiora i spojrzała na niego krytycznie. Oj nie ma tak dobrze, River z pewnością już zdążył się teraz schować więc może chwilę poświęcić na drobna zemstę. Wstała i się otrzepała. Kichnęła kilka razy i skoczyła znienacka na pysk czarnego wilka z bojowym okrzykiem, w którym dało się wyróżnić ttylko jedno slowo: "oszust". Zawisła mu gdzieś na paszczy, trzymając się jego łba za uszami. Chwyciła za jedno z nich i zaczęła go szarpać.
Nie trwało to jednak długo, musiała w końcu znaleźć River. Zsunęła się na ziemię i rozejrzała. Nie zauważyła nic, co przykułoby jej uwagę, szybko więc wróciła do miejsca, w którym stała wcześniej z basiorem. Zaczęła węszyć, szukając znajomego zapachu.

Nory pod konarami

#126
Zachichotał cicho słysząc jak mała wpierw się wyżywa na starszym samcu za to, że kupił Riverowi nieco czasu. Był mu bardzo wdzięczny, ale wolał poczekać z podziękowaniami do końca zabawy by się nie wydać, nie chciał ułatwiać Lilce zadania, w życiu nie ma tak łatwo. Siedział cicho za krzakiem nasłuchując poczynań małej zastanawiając się czy posłucha jego rad, które powiedział jej na temat polowania wcześniej i zachowa absolutną ciszę oraz, czy będzie szła pod wiatr by nie zdradzić się zapachem.
River nie miał problemów z siedzeniem w bez ruchu i absolutnej ciszy, owszem zaczynało mu się nudzić, ale to nie było dla niego kłopotem. Zajął myśli nie czekaniem na znalezienie, a myśleniem o tym jak stać się silniejszym. Jeszcze musiał wykopać sobie norę, ale mógł się tym zająć nocą jak mała będzie spała. Ziewnął cicho i kilka razy przesunął językiem po swojej ranie. Pocieszającym było, że to tylko jedna mała ranka, a nie obolałe całe ciało, jak po polowaniu na sarnę.
Słysząc jak mała się zbliża pochylił głowę nadstawiając czujnie uszy, nie zwrócił uwagi, że czubki własnych radarów wystawały nieco nad jego kryjówkę, był gotowy w każdej chwili uciec z ukrycia by samiczka go nie złapała. Gdyby jednak jej się udało musiałby znaleźć dla niej jakąś nagrodę, ale co do tego skonsultuje się z jej opiekunem i ją samą.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#127
Wilk spojrzał na małą Lili wychodzącą ze śniegu z samozadowoleniem w ślepiach, czekając co też szara kulka uczyni. Nie rozczarował się ani trochę gdy wilczyca z namiastką warczenia, adekwatną do jej rozmiaru, wykrzykiwała słowa "oszust" i rzuciła się na jego głowę. Nie bronił się, rechocząc z bojowego zachowania waderki. Nawet gdy ostre niczym szpilki kły Lili zaczęły go dotkliwie szarpać za jedno z uszu, samiec nie ruszył się, a jedynie parsknął jeszcze większym śmiechem. Oprawczyni jednak szybko zmieniła zdanie i ruszyła w ślad za drugą ofiarą.
Zostawiony w spokoju basior legł w śniegu zastanawiając się, czy szczeniak znajdzie Rivera i co on mógłby porobić, bo ciągłe leżenie przed norą nudziło go coraz bardziej.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#128
Najpierw wyszukała zapachu samca. Przyswoiła go sobie i dobrze zapamiętała, nie było to trudne, w końcu spędziła z nim już trochę czasu.
Uniosła głowę i zaczęła węszyć, tym razem jednak nie za wilkiem, sprawdzała, z której strony docierają do niej zapachy. Ta zabawa miała być polowaniem i waderka postanowiła potraktować ją jak najbardziej poważnie. Kiedy już zorientowała się, z której strony wieje wiatr i w którą stronę udał się samiec, ustawiła się tak by wiatr niósł jej zapach w przeciwną stronę. Musiała przejść trochę na bok ale i z tego miejsca także czuła zapach i widziała pozostawione przez samca ślady. Ostrożnie stawiała łapy, co jakiś czas zatrzymując się by sprawdzić kierunek wiatru i czy podąża w odpowiednim kierunku. Może nie porusza się bezszelestnie ale całkiem nieźle jej szło. Śnieg skrzypiał pod łapami, poza tym Lil udało się zachować całkowitą ciszę.

Nory pod konarami

#129
River nie drgnął słysząc, że ta się zbliża. Na jego pysku pojawił się uśmiech swego rodzaju pełen dumy, spowodowanej tym, że mała nie dość, iż zmieniła swoje położenie by iść pod wiatr w stronę samca, to jeszcze zachowywała się bardzo cicho, biorąc całą zabawę na poważnie. Gdyby nie ten śnieg pewnie nie wiedziałby nawet ile go w tej chwili dzieli od samiczki, niestety taki mamy klimat, ale śnieg wcale nie przeszkadza w polowaniu kiedy nabierze się wprawy. Ona miała na to jeszcze czas, a dzięki jego zabawie mogła się teraz nieco nauczyć, by później mieć mniej do nauki. Oczywiście i tak najlepszym nauczycielem nie byli rodzice czy dorosłe osobniki, a życie. Z wiekiem zapewne zmieni swoją taktykę polowania i zapomni o czarnopyskim bawiącym się z nią w "polowanie" za szczeniaka. Jednakże to czego większość była uczona za młodu by w przyszłości nie umrzeć z głodu, było podstawą, do późniejszych technik łowieckich, które każdy indywidualnie sobie wypracowuje.
Nie ruszał się siedząc wciąż za krzakiem, starając się nie wystawiać świadomie żadnych fragmentów ciała na widok.
-Cornix cornici oculum non effodit.
-Ubi concordia, ibi victoria.
-Homo homini lupus est.
-Divide et impera.

Nory pod konarami

#130
Ziewnął przeciągle, odsłaniając wszystkie zęby. Zdecydowanie zaczynał się nudzić. Problem w tym, że chyba tak wyglądało życie rodzica. Co prawda nie był do końca rodzicem, ale jakby nie było, był opiekunem, więc pewnie takim prawie rodzicem. Przeciągnął się, napinając mięśnie w namiastce ćwiczeń i położył się w śniegu, nie mając nic lepszego do robienia.
Obserwował kroki wilczycy, która najwyraźniej traktowała wszystko bardzo poważnie i postanowiła upolować Rivera.
- Tylko się nie przewróć !- krzyknął znienacka, za tropiącą Lilith, podśmiewając się pod nosem. Z braku innych bardziej wymagających zadań, mógł się chociaż pośmiać, czemu więc nie z waderki, która jak na razie dość wyraźnie pokazywała, że największym zagrożeniem dla niej były własne łapy i Bal tylko czekał aż potknie się po raz kolejny, ponieważ dawno tego nie zrobiła.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron