Nory pod konarami

#151
W formie żartu Bal położył łeb na waderce, wgniatając ją lekko w śnieg i uśmiechając się nieznacznie. Przez chwilę nie zwracał uwagi na drugiego samca, dopuki ten się nie odezwał.
Basior mrugnął ślepiami, niemo przytakując na wytłumaczenie Rivera.
Bal otoczenie uznał za bezpieczne i nie uważał za celowe kręcenie się po okolicy, zostawiając swoje ślady. Jeśli ktoś by się zbliżał, Czarny był pewnien, że wyczuł by obcego. Po za tym las informował o wszystkim co się działo, dosłyszał by zmiany w panującej atmosferze, więc po rekonesansie Wrona był przekonany o ich chwilowym bezpieczeństwie.
Jeżeli jednak River miał zamiar ruszyć na zwiad, jego wola. Bal nie miał zamiaru go ani powstrzymywać, ani mu nic nakazywać. Nie był przywódcą. Mógł chronić swoich towarzyszy, ale nimi rządzić, to była by zupełnie inna bajka. Przede wszystkim wiązało by się to z dodatkową odpowiedzialnością, a jej Balor miał aktualnie aż nadto.
Nie patrzył za oddalającym się basiorem, ale zastanowiło go co bądź nie bądź strachliwy wilk ma zamiar zrobić w obliczu zagrożenia. Ucieknie, zciągając ewentualnego agresora wprost do nory, choć atakujący był czysto hipotetyczny, gdyż basior ani chwilę nie zwątpił we własne zmysły. Czy będzie wiał w drugą stronę, bo w walkę z zagrożeniem Wrona nie wierzył jakoś szczególnie. Samiec mógł co prawda próbowac naprawić wrażenie i zgrywać chojraka, co było by po części zrozumiałe, a młody wyraźnie miał jakąś potrzebę udowadniania swojej przydatności. Nie mniej w obliczu wielu logicznych braków w całości postępowania, w głowie smolistego samca zaświtała jeszcze inna myśl, ale chwilowo udał, że się nie pojawiła.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#152
Spojrzała na mówiącego samca, miała wrażenie, że celowo szukał sobie sposobów do oddalenia się od nich. Przymknęła powieki i spojrzała bardziej nieufnie. Nie odezwała się jednak, nie może mu mówić co ma robić, był dorosły.
Prychnęła kiedy Bal położył na niej łeb i szybko się spod niego wygrzebała. Odwróciła się i teraz to ona położyła mu sie na pysku. Ciekawe co powie na to. Spojrzała jeszcze w miejsce gdzie, między drzewami, zniknął River. W jej głowie pojawiło się pytanie o czas jego powrotu.

Nory pod konarami

#153
Drobna przepychanka ze szczeniakiem, całkiem ciekawie zabijała czas oczekiwania. Gdy Lili położyła się na jego pysku, basior przycisnął waderkę łapami, jakby mówił, "znów moje na wierzchu", w między czasie zaś nasłuchiwał uważnie.
Mijały minuty, ale nic się nie zmieniało.
Tak jak przypuszczał, młody samiec znalazł wymówkę i odszedł. Nie rozczarowało to jakoś specjalnie Czarnego. Po swoich pobratymcach spodziewał się najgorszego. Wkurzało go tylko, zachowanie Rivera na starcie. Może miał swoje problemy, ale każdy je miał. W ten zaś sposób Czarnopyski zabawił się kosztem szczeniaka, ciesząc się, gdy było mu wygodnie, a gdy się znudził odszedł. Po co więc obiecywał, że zostanie. Wystarczyło powiedzieć, "pobawię się z tobą chwilę i na mnie pora" czy ktoś prosił go o jakiekolwiek obietnice. Mało co irytowało Bala bardziej niż kłamstwa. Na tą listę zaś można było wrzucić zdradę. Takim tez płynnym tokiem rozumowania, Wrona dotarł do tego co niepokoiło go najmocniej. Nie mógł dłużej ignorować myśli, że River zna ich kryjówkę, oraz jej sekrety. To było niedopuszczalne. Jeżeli młody nie był godzien zaufania nawet w tak drobnych rzeczach, czy można mu było ufać w poważniejszych kwestiach. Oczywiście, że nie. Ogólnie Bal nie ufał nikomu, ale poznany niedawno basior znalazł się na liście potencjalnych podejrzanych, a to było coś trochę innego.
- No, dość zabawy, czas nam w drogę - odezwał się ochryple, wstając niespiesznie - Przy okazji, zapamiętaj mała dwie rzeczy. Po pierwsze nigdy nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać. Po drugie, nigdy nie wierz tym, którzy nie szanują swojego słowa i dają je lekko. Jeżeli przy błahostkach nie możesz na kimś polegać, zawiedzie cię również w poważniejszych sytuacjach, nie ważne jakby się nie zarzekał i przepraszał.
Nie odwracając się ruszył w przeciwnym kierunku, do tego, w którym ruszył River. Jeśli chciałby wrócić, już dawno by to zrobił, w końcu miał sprawdzić najbliższą okolicę a nie cały las. Jeżeli zaś samiec zapuścił się zbyt daleko, Bal uznał, że pewną dozę gapostwa może znieść, ale bez przesady. Nie mógł wiedzieć czy w takim razie Czarnopyski nie narobił śladów, które potem ściągną im na łby kłopoty. Wrona mógł tolerować samca, mógł go bronić i w pewnym sensie się nim opiekować, ale nie zamierzał ponosić konsekwencji jego ewentualnych błędów, dlatego raźnym tempem oddalał się teraz od kryjówki.

/ zt.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Nory pod konarami

#154
Waderka znów musiała się wydostać spod części ciała Balora. Wilk nie przyciskał jej mocno, nie sprawiło jej to więc większego problemu. Wskoczyła mu na grzbiet i ułożyła się na jego szyi, prychając z wyrazem zwycięstwa.
Bawili się tak trochę, aż do momentu gdy basior zaczął mówić. Waderka, wróciła na ziemię, słysząc poważny ton opiekuna. Ułożyła się przed nim i słuchała z uwagą. Zrozumiała, nawet za bardzo. Położyła uszy po sobie i się skuliła. Nie wstawała, patrząc jak Bal się oddała. Nie zamierzała tu zostawać, potrzebowała po prostu chwili by się pozbierać, liczyła, że basior to zrozumie.
- Nie wróci. - To nie było pytanie. Balor był już kawałek dalej więc nie mógł usłyszeć jej cichego głosu, no głos to mógł ale słów nie byłby w stanie zrozumieć. Właściwe w obecnej sytuacji nie trudno było się domyślić. Zawód i smutek wręcz stały się materialne i otuliły szczeniaka niczym koc.
Lilith w końcu wstała i ze spuszczonym łbem poszla za Balorem.
- Nie wróci... Prawda? - Właściwe to nie trzeba było jej odpowiadać. Ale nadzieja umiera ostatnia, waderka reszta sił trzymała się przekonania, że Balor zaraz się uśmiechnie i zruga ją za brak wiary w młodego samca, a Czarnopyski z głupim wyszczerzem na pysku wybiegnie zza rogu i rzuci się do zabawy z wilczycą.

Z.t.

Nory pod konarami

#155
Przemierzał okolicę, podążając za zapachem znajomej wadery, lecz ten w pewnym momencie ni stąd ni zowąd zwyczajnie się urwał. Albo po prostu bury chciał wierzyć, że właśnie tak było. Basior bowiem nadal chodził wyjątkowo rozkojarzony, nie był w stanie skupić się na niczym zbyt długo, bo już po chwili powracały dokładnie te uciążliwe myśli, które cały czas starał się wyrzucić ze swojej głowy.
Cóż, trudno. Musiał pogodzić się z porażką - zgubił trop. Pocieszający był jednak fakt, że po drodze nie natknął się na ciało wadery, co z pewnością oznaczało, że wbrew temu co wywnioskował podczas oględzin okolicy jamy utworzonej z powalonego drzewa, jej rany nie było aż tak dotkliwe. Mógł teraz zawrócić i spróbować ponownie odszukać jej woń, lecz wtedy do jego nosa dotarł zapach innych przedstawicieli jego własnego gatunku. Dość wyraźne wonie - z pewnością więc byli tu ostatni raz zaledwie kilka dni temu. Rozejrzał się uważnie po okolicy, jednocześnie postanawiając sobie, że musi w końcu wziąć się w garść - drugi raz bowiem w przeciągu kilku godzin nieświadomie zawędrował w potencjalnie niebezpieczne okolice, nawet tego wcześniej nie zauważając. - Jak tak dalej pójdzie, wpadnę nieświadomie prosto pod łapy jakiegoś niedźwiedzia - przemknęło mu przez myśl. Nie zamierzał kusić losu i zagłębiać się dalej w tą okolicę - mogło okazać się w końcu, że są to tereny jakiejś watahy, bo z całkowitą pewnością był w stanie stwierdzić, że na tym terenie przebywał ostatnio więcej niż tylko jeden wilk.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Nory pod konarami

#156
Do pozostania jeszcze przez chwilę w tym miejscu skusił go jednak widok kępki mleczy rosnącej zaledwie kilka metrów dalej. Nie potrafił sobie odmówić zbiorów, więc już po chwili rośliny zasiliły jego pokaźną kolekcję zieleniny. Moment później stało się tak samo z bzem czarnym oraz melisą, do której najpierw przybliżył nos, wdychając jej charakterystyczny, przyjemny zapach i to właśnie wtedy zaświtała mu w głowie pewna myśl. Aż nie mógł uwierzyć, że nie wpadł na to wcześniej.
Miał zamiar chociaż na chwilę pozbyć się uciążliwego problemu używając właśnie ziół. Musiałby co prawda odszukać gdzieś jeszcze świeżą szałwię, ale tego akurat nie klasyfikował jako coś co mogłoby przysporzyć mu jakikolwiek większy problem. Plan wydał się brązowemu niemal idealny i od razu, nie marnując zbyt wiele czasu, postanowił wcielić go w życie.
Odchodząc obrzucił okolicę ostatnim, badawczym, spojrzeniem, po czym zagłębił się w czeluście otaczającego to miejsce ze wszystkich stron, lasu.
//zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron