Nory pod konarami

#1
Źródło: Wikipedia



Pośród licznych drzew wschodniego lasu i niezliczonych niższych roślin podszytu napotkać mozna różnorakie zagłębienia, w tym wiele z nich powstałych pośród opadłych nisko, lub rosnących tuż przy podstawie pnia konarów. Wypełnione opadłym igliwiem stanowią bezpieczną ostoję dla wszelkich zwierząt poszukujących schronienia. Swoją kryjówkę mają tu niewielkie ssaki, w tym zające i wiele gryzoni, a miejsce to jest szczególnie atrakcyjne dla ciężarnych samic wyczekujących rychłego przybycia miotu.



Rośliny: bez czarny, melisa, mniszek lekarski
Zwierzęta: lis, nornica, mysz, zając

Nory pod konarami

#2
Beżowa wadera nie zdążyła zabrnąć zbyt daleko w pobliski las, ponieważ jej uwagę przykuło miejsce, z daleka przypominające odrobinę norę ukrytą pod rozległymi konarami pobliskich drzew. Rozejrzała się węsząc, lecz z tej odległości nie wyczuwała woni żadnych innych osobników swojego gatunku. Podeszła więc bliżej, ostrożnie stawiając łapy na oszronionym podłożu, aby nie narobić zbyt dużo hałasu. Cały czas zachowywała szczególną ostrożność, gotowa natychmiast się wycofać, jeśli zaszłaby taka potrzeba.
Na szczęście, szybko okazało się, że to naprawdę była solidna nora, żadne przywidzenie! Nie była nawet zamieszkana - w okół dało się wyczuć tylko zapach zajęcy, które najwyraźniej całkiem niedawno odwiedziły to miejsce - dobry znak - może nawet mogłaby zostać tu przez jakiś czas? Może nawet na stałe? Jeśli okolicę zamieszkiwały tylko tego typu gryzonie, nie musiałaby się już aż tak bardzo martwić o pożywienie i byłaby względnie bezpieczna. Brakowało tylko jakiejś rzeki, albo chociaż mniejszego zbiornika wodnego - ale o to będzie się martwić później - wycieńczony wędrówką organizm domagał się odpoczynku. Niestety musiało to jeszcze chwilę poczekać, ponieważ fiołkowe oczy beżowej wadery dostrzegły nieopodal wejścia charakterystyczne listki melisy. Podeszła w tamto miejsce starając się zebrać jak najwięcej tego, ciekawie pachnącego zioła. Uradowana tym może niewielkim, acz przydatnym znaleziskiem wróciła do przytulnej jamy i ułożyła się wygodnie w jej wnętrzu, uprzednio oczyszczając je nieco. Chwilę później zamknęła oczy z cichym westchnieniem - miała niewielką nadzieję, że oto jej wędrówka dobiegła końca, że jednak uda jej się przetrwać...
Co prawda nie chciała spać, tylko czuwać, lecz jej organizm miał zdecydowanie inne plany - zaledwie przez chwilę oscylowała gdzieś na cienkiej granicy snu i jawy, zanim to pierwsze pochłonęło ją całkowicie.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Nory pod konarami

#3
Minęło kilka dni a Thai zdążyła już na dobre zadomowić się w tym miejscu. Starannie oczyściła zarówno norę jak i jej najbliższą okolicę, urządzając je całkowicie po swojemu. Tak, to nareszcie było miejsce, które w jakimś stopniu mogła nazwać domem.
Wilczyca leżała na miękkiej ściółce z wyraźnym zadowoleniem podziwiając efekty swojej pracy. Jak na razie wszystko układało się idealnie, ...no może poza jednym. Odwlekała to najdłużej jak tylko mogła, ale pragnienie, które z dnia na dzień coraz bardziej przybierało na sile, stawało się powoli nie do wytrzymania. Bardzo nie chciała opuszczać tego miejsca, ale nie miała innego wyboru - podniosła się i z ciężkim westchnieniem, ruszyła w las w poszukiwaniu rzeki lub jakiegokolwiek innego zbiornika wodnego.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Nory pod konarami

#4
Lisseth natrafiła na norę całkowicie przypadkowo. Włóczyła się po lesie, poznając nowe miejsca. Przecież dopiero co dotarła do Konkordii i zamierzała się tu nieco rozejrzeć, razem z towarzyszami, którzy... właściwie to ulotnili się, zostawiając ją samą. Niespecjalnie jej to przeszkadzało. Była zmęczona długą wędrówką z trójką basiorów, z czego jednego co i rusz musiała powstrzymywać przed wymordowaniem całej reszty. Chwile samotności były w tej sytuacji rzadkością.
Wadera zatrzymała się, węsząc. Szybko wyczuła drobne zwierzątka, takie jak zające, myszy oraz... innego wilka, ale tylko jednego, który najwyraźniej opuścił już okolicę. Poza tym miejsce wydawało się opuszczone. Jeden osobnik nie był dla Lisseth żadnym zagrożeniem, a przynajmniej w jej mniemaniu. Warknęła cicho pod nosem, po czym zajrzała do odkrytej nory. Na podłożu zauważyła ślady łap. Bez wątpienia niedawno ktoś tu był, ktoś, kto zdążył się tu rozgościć i skazić swą obecnością wszystko wokół. Z niewiadomych przyczyn niezwykle zirytowało to srebrną, a przecież była to tylko pierwsza z wielu jam, które zapewne znajdowały się w okolicy. Parsknęła tylko i położyła się, opierając łeb na łapach. Przymknęła oczy, jednakże pozostawała czujna, wyczulona na każdy niepokojący odgłos. Jeśli ktoś tu był, mógł powrócić, a Lisseth nie miała zamiaru dać się zaskoczyć.

Nory pod konarami

#5
Basior ślamazarnie wlókł się za Lisseth, ignorując fakt, iż ta z chwili na chwilę oddala się coraz bardziej. Kluczył między drzewami, a opuściwszy swój łeb bliżej ziemi począł węszyć intensywniej. Do jego nozdrzy dotarł odór jakiegoś obcego wilka, przez co mimowolnie zjeżył się i oblizał pysk, obnażając kły. Wykonał kilka energicznych kopnięć tylnymi łapami o dość miękki i niestabilny grunt, wyrzucając olbrzymią ilość piachu, trawy i pyłu w powietrze, po czym ponownie ruszył przed siebie prowadzony poprzez swój nos.
"No dalej! dalej psino! Szukaj intruza! Rusz swoją spasioną dupę i wytrop go wreszcie! Przecież obaj wiemy, że musisz się rozerwać... albo rozerwać kogoś. Na drobne kawałeczki!" - usłyszawszy podsycające apetyt polecenie Czarnego Basiora, Elodar wydał ze swojej gardzieli niski warkot, kłapnął szczękami i ruszył biegiem przed siebie, kierując się wprost do źródła odoru.
Nie była to najcichsza akcja napaści w jego karierze. Przez las przebijał się niczym taran, łamiąc i burząc wszystko na swojej drodze, pomijając rzecz jasna drzewa. Brzmiało to co najmniej tak, jakby rozjuszony łoś galopował w dzikim szale, chcąc uniknąć śmierci. Mimo wszystko będąc już blisko poczuł także zapach swojej siostry, a chwilę później zauważył jej futro. Zaparł się porządnie łapami, próbując jej nie zadeptać przypadkiem. Ponownie wzburzył kupę piachu w powietrze, a po jego opadnięciu otrzepał się i spojrzał z wyraźnym obrzydzeniem na waderę.
"Jak zwykle... wszystko spierdolisz, nieudaczniku" - prychnął pod nosem, usłyszawszy obelgę Wendigo.
- Nie masz obawy, że złapiesz robaka albo inne paskudztwo? Smród jakiegoś wyliniałego ochłapa roznosi się wręcz na kilometry, aż w nos szczypie... - warknął, siadając powoli na trawie.

Nory pod konarami

#6
Krokiem pełnym pewności siebie basior szedł przed siebie, prosto do lasu. Podążał za tropem swych towarzyszy. W jego umyśle ciskały się krytyczne obelgi na cały teren, a mało go co to obchodziło, że dopiero co nawiedził miejsce. Myśli wypełnione nienawiścią zostały nagle przerwane przez smród jakiejś psiej wywłoki, przez co tylko bardziej go zdenerwowało, jednakże w powietrzu coś jeszcze wisiało, a dokładniej znajome już zapachy. Nie miał już co spacerować, i tak tylko by go to doprowadzało do złości. Zbliżając się do źródła zapachów nie dało się ukryć przed jego wzrokiem, ładnie mówiąc, zdewastowanej roślinności, jakby cholera wie jakie zwierze wpadło w szał i ruszyło do szarży. Widok ten rozbawił go lekko, był bowiem niezwykle znajomy. W końcu dojrzał srebrną waderę i czarnego basiora. Zbliżył się do nich, już nieco bardziej spokojniejszy niż wcześniej, chociaż smród obcego kundla drażnił go niesamowicie.
- No witam. Co tam za paskudstwo zdechło, że tak za przeproszeniem truje powietrze? - Rzucił na powitanie i przysiadł z boku. Cała gromadka w komplecie. Chociaż nie, brakowało Mavericka.

Nory pod konarami

#7
Podążał za grupką swoich towarzyszy. Zawsze chadzał ostatni. Pilnował tyłów, a także bacznie obserwował okolicę doszukując się szpiegów i innych, śledzących ich potencjalnych napastników. Czuł w powietrzu mnóstwo różnych zapachów. Od różnej maści i wielkości gryzoni, przez Lisseth, Elodara oraz Coranidev, aż po obcą woń. Wszystko to zlewało się w nieco mętną i niejasną całość, ciężko było już oddzielić od siebie poszczególne partie zapachowe.
Czyżby spotkali jakiegoś wilka? Ciekawe czy jeszcze żyje... Myśląc spojrzał na zrujnowany obraz natury, wgniecione w ziemię runo leśne, połamane krzaki i rozoraną glebę.
Zważywszy na reakcję Czarnego prawdopodobnie zastanę rozprutego trupa i zwycięzcę machającego jelitami w powietrzu. Ten nigdy sobie nie odpuści triumfalnej pozy... Pokręcił łbem i skrzywił się nieco, ruszając ścieżką utworzoną przez Elodara.
Najlepiej będzie zrobić to po staremu, aby zmylić intruzów. Zapach już jest niewyraźny i ciężko będzie nowo przybyłym określić dokładną naszą ilość w tym miejscu... Stawiał swoje łapy we wgłębienia pozostawione przez jego towarzysza. Jest to znany ruch dezorientujący ofiary podczas grupowego polowania. Mają one wrażenie, że po lesie kroczy samotny wilk, podczas gdy przemieszcza się nim cała wataha.
To chyba oni... Dotarłszy do ugrupowania usiadł obok drzewa nad jedną z nor. Spojrzał po wszystkich z kolei.
- Jak dobrze w końcu odpocząć, nieprawdaż? Choć bardzo frasobliwy jest fakt, iż widoczną można nazwać obecność obcego psowatego. Zostaniemy tu na dłużej, czy ruszamy dalej? - zapytał, przechylając łeb na bok.
Osobiście to wolałbym spędzić tu odrobinę czasu, jednakże z głosem ludu nie będę walczyć w pojedynkę...

Nory pod konarami

#8
Przez jakiś czas Lisseth leżała i wsłuchiwała się w odgłosy lasu. Docierały do niej tylko tylko ćwierkania i śpiewy ptaków, szum wiatru, czasami odgłos drobnych łapek, gdy jakieś gryzonie przebiegały w pobliżu, z pewnością spiesząc do swych norek. Gdy nagle...
Spokój nie trwał długo. Wadera nadstawiła uszu, wyłapując obce dźwięki. Trzask łamanych gałązek, szelest, tupot łap. Brzmiało to, jakby w jej kierunku szarżowało jakieś większe zwierzę. Lisseth nie okazywała szczególnego zaniepokojenia, albowiem domyślała się, kto jest tym "większym zwierzęciem". Takie sytuacje znosiła już od blisko czterech lat.
Nie rozczarowała się, bowiem z krzewów wyskoczył jej brat, Elodar. Parsknęła, gdy w powietrze wzbił się tuman pyłu oraz piachu, a pokaźny basior w ostatniej chwili zatrzymał się, niemalże na nią wpadając.
- Wejście godne knura - wyburczała z niezadowoleniem i otrzepała się z brudu. - Być może, aczkolwiek w obecnej chwili wszystko mi jedno. Ten wyliniały ochłap, jak go ślicznie określiłeś, wciąż może kręcić się w okolicy. Jeśli masz ochotę, możesz go poszukać - mruknęła Lisseth, ignorując głośne protesty Elezael, rozlegające się tylko w jej głowie. Jeśli zapewniłoby jej to chwile odpoczynku, nie miała nic przeciwko temu. Chwila spokoju warta była nawet życia jakiegoś zbłąkanego wilka.
Nie minęła minuta, a wszystko legło w gruzach. Z zarośli wynurzyła się kolejna postać - Coranidev. Wadera skinęła mu tylko łbem w geście przywitania, jednakże milczała. Żaden dodatkowy komentarz nie był potrzebny. Posłała tylko oskarżycielskie spojrzenie Elodar'owi.
- Widzisz? Twoja niepotrzebna szarża zwróciła na nas uwagę wszystkich w pobliżu, może więc przebiegniesz się rozejrzeć, czy w pobliżu nikt się nie włóczy? - dodała po chwili.
Przestań. A co jeśli faktycznie kogoś spotka i rzuci się nań z kłami i pazurami? - rozległ się delikatny, acz natarczywy głos Elezael.
Właśnie o to mi chodzi - odpowiedziała niewzruszona Lisseth.
Zapadła chwila ciszy, która została zakłócona przez kolejnego basiora: Maverick'a. I w taki właśnie sposób w ciągu kilku minut cała gromadka była w komplecie. Wadera pokręciła tylko łbem ze zrezygnowaniem i ponownie położyła się na ziemi.
- Chwilowo nie mam zamiaru się stąd ruszać. Trop jest już stary, niewykluczone, iż ostatni wilk był tu kilka dni, czy nawet tygodni temu, poza tym nie mamy się czym martwić - posłała znaczące spojrzenie czarnemu basiorowi. W jego towarzystwie nic im nie groziło. Mało który wilk był w stanie mu dorównać, nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek zagrożeniu. Wierzyła, iż jej brat poradzi sobie z każdym.

Nory pod konarami

#9
Gdyby nie ten drażniący zapach obcego, Coranidev zapewne parsknąłby śmiechem usłyszawszy komentarz Lisseth. Ale rzeczywiście, miała racje, cholera wie czy jakiś dzikus nie pałętał się tu gdzieś. Możliwe było to, że w tej krainie były wilki jeszcze agresywniejsze od zgromadzonej tu trójki, nie warto lekceważyć takich śladów. Nagły dźwięk szelestu krzaków zwrócił uwagę basiora. Czyżby wykrakał nie w porę? Odwrócił się w stronę źródła hałasu, ale dostrzegł tylko Maverick'a. Teraz w pobliżu nory zgromadziła się cała czwórka, aż przyjemnie się na to patrzyło. Obserwował jak tamten zbliża się do zgromadzenia, aż do momentu jego zatrzymania się. Usłyszawszy pytanie basiora, Coranidev parsknął, a w myślach ciskały się same obelgi pięknie określające ten las, norę i wszystko wokół, jednakże powstrzymał się od ich ujawniania. Po odpowiedzi Lisseth wiedział, że nie zmieni ich zdania.
- Planujesz coś ambitnego? - zapytał wadery. Był ciekaw intencji jakie ma wobec tutejszych plebsów. Z pewnością było tu więcej wilków, kto wie czy z upływem czasu nie natkną się na jakąś watahę, o ile oczywiście jakaś tu była. Wypuścił głośno powietrze i rozsiadł się wygodnie, zamiatając ogonem ziemię.

Nory pod konarami

#10
Thai szła powoli w stronę dobrze znanej sobie nory nadal rozmyślając o śladach, które znalazła nad jeziorem. Może powinna była jednak to wszystko sprawdzić? No cóż, teraz raczej było już za późno na zmianę zdania, nie było sensu tracić połowy dnia na ciągłe podróże, pomiędzy tymi dwoma lokacjami, tym bardziej, że to tak naprawdę nic pewnego. Poza tym i tak straciła dużo czasu, starając się znaleźć jak najkrótszą drogę do nory, co mogło być bardzo przydatne w najbliższej przyszłości.
Szła dalej, dość mocno zamyślona i prawdopodobnie właśnie przez to nie zauważyła wyraźnych znaków, które wskazywały na to, że w okolicy pojawił się ktoś nowy. Otrzeźwił ją dopiero wyraźny, ostry zapach przybyszy, który zlewał się niemal w jedno utrudniając oszacowanie ich liczebności. Gdy tylko zorientowała się, że nie jest tu całkiem sama natychmiast się zatrzymała po czym, nie ruszając się z miejsca omiotła wzrokiem najbliższą okolicę. Po śladach pozostawionych na oszronionej ściółce można było wnioskować, że obcych było troje. Beżowa wadera zaczęła cofać się nerwowo, nadal spoglądając swoimi fiołkowymi oczyma w stronę nory, mimo tego, że nie była w stanie dostrzec praktycznie nic przez dość grubą warstwę zarośli dzielących ją od miejsca, które jeszcze nie dawno był dla niej czymś na kształt prowizorycznego domu, teraz okupowanego przez grupę nieznajomych. Nie miała zamiaru ryzykować spotkania z tak liczną i potencjalnie niebezpieczną grupką. Lepszym wyjściem wydawało jej się pozostawienie tego wszystkiego - ta kraina na pewno kryła jeszcze masę bezpieczniejszych miejsc w których mogłaby się choć na chwilę zatrzymać. Wycofywała się prawie bezszelestnie - miała szczerą nadzieję, że dopisze jej szczęście i pozostanie całkowicie niezauważona.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron