Leśne urwisko

#11
Klin łba wciąż zadzierała wysoko, nie chcąc zrywać kontaktu wzrokowego z nieznajomym i gdyby nie znikome zainteresowanie malujące się na dnie srebrzystych ocząt, samiec mógłby uznać, że został zupełnie zignorowany, bowiem jego słowa nie zrobiły na Kruczycy najmniejszego wrażenia. Świadczyć o tym mogło nieskrywane znużenie odbijające się na obliczu waderki oraz wyluzowana postawa ciała. Nawet, gdyby bury nagle zmienił zdanie i zaatakował, miała przecież do dyspozycji leśne stworzenia, gotowe jej pomóc. Nie z własnej woli, co prawda… Ale to był nieistotny szczegół. A że całość była maską doszlifowaną do perfekcji, to już inna sprawa.
- Wzajemnie, mój drogi. Wzajemnie. – Odparła leniwie, niezbyt głośno. Jedno z uszu odchyliło się ku tyłowi czaszki, skupiając się na odgłosach docierających z tamtego kierunku. Choć robiła wrażenie całkiem beztroskiej, w rzeczywistości zwykła kontrolować otoczenie, odruchowo i nie do końca świadomie. Och, naturalnie bywały chwile, w których zwyczajnie odpływała i deptała przypadkowe persony, lecz rozbudzona niechcianym spotkaniem, na powrót stała się czujna.
Na język cisnęły się kolejne szczeniackie docinki, nieomal parząc paszczękę od środka, acz czarnowłosa milczała, przypatrując się gburowatemu basiorowi. Chyba się starzeję. Rozsądek zwyciężył nad porywczością, toteż gdy odezwała się znów, głos miała obojętny, lekko podszyty chłodem. – Może. Może chcę ci udowodnić, że mimo wzrostu, byłabym w stanie zwyciężyć. Może chcę, żebyś mi udowodnił, że jesteś coś wart. Albo po prostu na wskroś przesiąkłam kulturą, w której mnie wychowano i sądzę, że walka zawsze pełna jest niezliczonych plusów i warto upuścić trochę krwi, aby w zamian lepiej kogoś poznać. – Wyjaśniła, nie zważając na to, czy towarzysz zechce przystanąć i posłuchać. W pierwszej chwili, co prawda, miała ochotę fuknąć „tchórz” i odwróciwszy się o sto osiemdziesiąt stopni, pomknąć ku górom, lecz ciekawość (albo zdobyte na przestrzeni lat doświadczenie) skutecznie utrzymała wybuchowy charakter na wodzy. O ile złotooki nie odszedł, kontynuowała. – Ród, z którego się wywodzę, w ten sposób rozwiązuje wszelkie niejasności. Jest to również swego rodzaju metoda na zajrzenie do czyjegoś wnętrza, lepsze poznanie i zawiązanie trwałej relacji. Negatywnej, pozytywnej… To bez różnicy. Gdybyś zechciał się ze mną zmierzyć, z chęcią pokazałabym ci, kim jestem, wraz z karminem oddając część siebie. Tam, skąd wywodzą się moi przodkowie, tak to zwykle wygląda. Z reguły nie muszę tego nikomu tłumaczyć, ale widzę, że Pan Wszystko Mi Jedno nie jest zbyt bojowy. - Zażartowała, błyskając kłami w zadziornym uśmiechu.

Leśne urwisko

#12
Jej obojętność nie robiła na nim wrażenia zapewne dlatego, że jemu również było obojętne. I pewnie nawet by się nie obejrzał, gdyby głos wilczycy nie rozległ się powtórnie. Potężny basior zatrzymał się i zerknął przez bark ofiarując jej odrobinę zainteresowania, którego najwyraźniej pragnęła.
- Nie powiedziałem, że nie byłabyś w stanie zwyciężyć. - Obrócił się przodem, lecz nie podszedł. Nadal dzieliło ich kilka bardzo wymownych kroków. Przyglądał się drobnej waderze, tym razem bez złośliwości rozpalającej złote ślepia. Słuchał, a im dalej niespodziewana rozmówczyni ciągnęła temat, tym bardziej się dziwił. We łbie Arta odbijało się jedno słowo "dlaczego?". Co samica miałaby zyskać zawiązując z nim jakąkolwiek relację? Szukała kogoś, kto mógłby dać jej szczenięta? Puchata pierś uniosła się, kiedy wciągnął powietrze głęboko do płuc. Nie wyczuł w nim subtelnej woni, która mogłaby poprzeć jego przypuszczenia. Więc kaprys?
Być może nieznajoma z nim igrała, ale jeśli się nie mylił, mówiła poważnie, a to znaczyło, że chciał być wobec niej fair. Ta myśl w tamtej chwili nie wydała mu się dziwna. Za bardzo skupił się na tym, co miał do przekazania.
- Nie pochodzę stąd i nie jestem. - Przyznał bez cienia wstydu. - Wędruję. Nie mam rodziny, która stanęłaby za mną, gdybym nie był wstanie walczyć. Dawno byłbym martwy dając się porwać instynktowi przy byle okazji.
On nie mógł powiedzieć za wiele o swoich przodkach, chyba jedynie to, że życzy im bolesnej śmierci o ile jeszcze stawiali łapy po tej stronie.
- Powiedz mi, co zyskam jeśli mnie pokiereszujesz? - Zrobił dwa kroki ku wilczycy. Gdyby nie wydźwięk słów, ruch ten mógł być zwiastunem ataku. - Jaką mam gwarancję, że z tej tradycyjnej walki wyniosę coś więcej prócz bólu? - Kolejny krok. - Co da mi poznanie cię? - Zniżył głos o kilka tonów, stając nad nią niemal równie blisko, co na początku. Złoto zawisło na wysokości srebra, a ciepły oddech pachnący ziołami znów łagodnie osiadał na wilgotnym nosie wadery.

Leśne urwisko

#13
Odchyliła jedno z niedużych, puchatych uszu ku tyłowi czaszki, drugie kierując w kierunku rozmówcy. Słuchała w ciszy i w ciszy analizowała kolejne słowa, chłonąć je na wzór gąbki. Szeroko rozwarte ślepia wyrażały szczere zainteresowanie; ciekawość sączyła się z wnętrza srebrzystej tęczówki, jakby chciała sięgnąć nieznajomego basiora i wyszarpnąć zeń wszystko to, co tylko mógł zaoferować. Gdy zamilkł, Kruczyca zamrugała kilkukrotnie, wciąż uparcie wpatrując się w złociste soczewki. Lubiła nawiązywać kontakt wzrokowy, gdy prowadziła konwersację, wierząc, iż oczy w rzeczywistości były zwierciadłem duszy, wrotami prowadzącymi w głąb innych istot, drogą do ich poznania.
- Istnieje nieskończona ilość możliwości. – Odparła, nieznacznie mrużąc srebrniki, jak gdyby zastanawiała się nad następnymi słowami. – Wszystko zależy od tego, jak wiele będziesz w stanie mi pokazać. Ranami nie musisz się martwić, jestem medykiem. – Najlepszym medykiem! Wzięła głębszy wdech, wciągając przesiąknięty ziołami zapach. Całkiem przyjemny, dodały myśli, lecz szybko je uciszyła. Powietrze umknęło przez delikatnie uchylony pysk, nim odezwała się znów.
- Chyba nie boisz się bólu? – Prychnęła żartobliwie, pozwalając kącikom pyska wygiąć się w łobuzerskim uśmiechu, co nieznacznie podkreśliło ostre, drapieżne rysy łba. Ogon zaszurał po podłożu, zgarniając wszelakiej maści gałązki i suche liście, które wplątały się w długie, hebanowe kosmyki. – W najgorszym wypadku zyskasz jedynie sojusznika, a w najlepszym… kogoś znacznie bardziej zaufanego, kto pomoże w razie potrzeby. Chociaż to w pewnym sensie będzie zależne od twojej decyzji. Czy to teraz ważne? Po prostu walcz ze mną. – Głos zadrżał, oscylując na granicy warkotu i gardłowego pomruku. Blade ślepia na powrót zapłonęły dziką ekscytacją, niepohamowaną, mogącą przytłoczyć i pożreć. Pozwól się porwać, mówiły, porzuć obawy i oddaj się żądzy. Tańcz!

***

Choć ochotę na potyczkę miała ogromną, poczucie obowiązku stopniowo tłumiło rozszalałe emocje, aż zupełnie zamknęło je w ryzach. Musiała odnaleźć pozostałe Iskry, odwiedzić tereny własnej watahy i odświeżyć woń Iskier, która zapewne dawno temu zdążyła wywietrzeć. Odetchnęła głęboko, na kilka sekund zamykając oczęta.
- Wybacz, obowiązki wzywają. Znajdź mnie, gdybyś zechciał zawalczyć, lub gdybyś potrzebował pomocy medyka. Jeśli chcesz, możesz też przejść się ze mną. - Mruknęła, nim wycofała się, odwracając. Lekkim truchtem ruszyła w uprzednio obranym kierunku, ku własnym ziemiom. Wkrótce zniknęła wśród potężnych sylwetek drzew. /zt

Leśne urwisko

#14
Kerdiati zszedł z wysokiej góry. Długa podróż wymęczyła wilka. Miał ochotę w tym momencie położyć się i nie zrobić niczego więcej. Jednak, jak każde inne zwierzę wiedział, ze pierwszym krokiem jest rozpoznanie terenu, a drugim znalezienie jedzenia.
Wilk szedł przez mały zagajnik leśny. Nie czuł się tu swobodnie. Powachal ziemię by sprawdzić, czy nie ma tu jakichś innych wilkow. Nie wyczuł żadnego zapachu. Powoli podszedł w stronę wielkiego urwiska. Gdy tam doszedł, położył się na brzuchu.
- "jedzenie może te chwilkę poczekać" - pomyślał Kerdiati.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron