Pagórki

#71
Walka odbyła się tak szybko, że nawet zwierzęta znajdujące się w okolicy nie zdążyły zwrócić na nią uwagi. Idealnym tego przykładem była grupka bażantów, która dłubiąc w glebie tylko od czasu do czasu dzieliła się między sobą obowiązkiem pełnienia warty. Podniesienie łebka, rozejrzenia się po otoczeniu i powrót do konsumpcji. Ich ignorancja wobec drapieżników, aż prosiła się o konsekwencje!
Dla Lilith to szansa na przećwiczenie tego co zobaczyła podczas walki basiorów, a dla Balora? Dla Balora to szybki posiłek, bez zbędnego wysiłku.

Pagórki

#72
Ostatni atak odniósł zamierzony skutek. Młodzik zaniechawszy dalszych ataków szybko się wycofał. Efekt był tym lepszy, że brązowooki nie tylko właśnie wiał z placu boju, ale robił to w ciszy, rzucając rozzłoszczonymi spojrzeniami. Balor uśmiechnął się pod nosem, swoim firmowym grymasem. Tak, odstraszanie innych szło mu najlepiej. Młody jeszcze się oglądał, czy aby na pewno puszcza go wolno. Może następnym razem zastanowi się kogo zaczepia. Nawet się nie zmęczył podczas tej niewielkiej poszturchiwanki i nie traktował jej poważnie, co również dało się wyczuć, podczas pojedynku. Łapa trochę piekła, to minie, reszta była nie bardziej istotna od otarcia. Wystarczy odrobina ziół i nie będzie śladu.
Wtedy tez poczuł mokry nos na swojej łapie. Do tego dla odmiany nie przyzwyczai się aż tak szybko. Mała istota, całkiem pozbawiona instynktu samozachowawczego, która mu towarzyszyła od jakiegoś czasu, właśnie go trącała nosem. Spojrzał w dół, z mieszaniną obojętności, zdziwienia i chyba całkiem nie pasującego do reszty uczuć, rozczulenia. Też sobie mała znalazła opiekuna. Wyrzutka bez stada i wojownika bez celu. Przynajmniej nie był kłamcą. Czyli może, mogłaby trafić gorzej.
Liznął szary łebek, który jakoś urósł ostatnio, nie mając pojęcia skąd wziął się u niego pomysł, na taki gest.
- Wyleniłaś się ? - zapytał jak zwykle drwiącym tonem - To może pokażesz wreszcie na co cię stać - wskazał nosem grupkę bażantów.
Odkąd przygarnął ledwie pożywiającą się samodzielnie, kulkę nieszczęścia, trochę czasu minęło. Wypadałoby, by waderka wreszcie poczęła przysposabiać się do prawdziwego życia.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Pagórki

#73
Uśmiechnęła się i potrząsnęła łebkiem, gdy Balor ją polizał. Uniosła łeb pokazując mu swoje kiełki i zrobiła zdziwianą minę. Ma zapolować, super. Ale moment, trzeba to wziąć na poważnie, tym bardziej, że robiła się głodna. Czarny basior już ją trochę uczył, ale jeśli chodzi o praktykę, to raz tylko próbowała.
Przyjrzała się zwierzynie i sprawdziła kierunek wiatru. Nie znajdowała się w złym miejscu, ale też nie najlepszym. Skinęła łebkiem i zaczęła iść w bok. Zatrzymała się dopiero gdy była pewna, że idąc w stronę bażantów, będzie szła pod wiatr i nie dotrze do nich jej zapach. Zgięła łapy i powoli zaczęła się do nich składać. Cały czas pilnowała by nie wychylać się i w miarę możliwości chować za mniejszymi wzniesieniami czy trawą. Obserwowała też grupę i nieruchomiała gdy któryś z potencjalnych obiadów sprawdzał otoczenie.

Pagórki

#74
Obserwował chwilę początek polowania wilczątka. Nie dopatrzył się błędów. Zresztą nawet gdyby, najlepsza była nauka na własnych wpadkach. Dał Lilith swobodę, by w razie potrzeby zainterweniować. Bażant nie należał do najgroźniejszych przeciwników, nie musiał się więc obawiać o życie waderki. W czasie gdy ona się skradała, basior wyciągnął z sierści skrzyp. Rozgniótł roślinkę zębami i wtarł w najbardziej krwawiące miejsce. Nie należał do mazgai, ale znaczenie śladów za pomocą własnej posoki nie należało do najmądrzejszego postępowania.
Gdy rana była opatrzona, rozejrzał się po okolicy cały czas mając w zasięgu wzroku srebrnego wilczka. Korzystając z wolnej chwili zerwał trochę czosnku. Zebrał mniszek lekarski. Po czym powoli narwał bukwicy zwyczajnej i dziewanny drobnokwiatowej. Zbiory zakończył zrywając serdecznik pospolity. Wszystkie złowione okazy zielska wplótł w sierść, spoglądając na poczynania Lili.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Pagórki

#75
Wynik rzutu: 2
Niepowodzenie

Mimo, że młoda wilczyca starała się wykonać wszystko jak należy, brak doświadczenia zrobił swoje. Jeden z bażantów, który akurat zdecydował się leniwie omieść wzrokiem otoczenie, zauważył ruch pośród traw, który jednak szybko ustał, gdy samiczka znieruchomiała. To jednak wystarczyło aby obudzić czujność zwierząt przez co, profilaktycznie przemieściły się nieco dalej od podejrzanego miejsca.

Pagórki

#76
Aż miała ochotę warknąć i rzucić się w pościg za tymi głupimi ptakami. Wiedziała jednak, że takie działanie byłoby bez sensu. Tyłko spłoszyłaby sobie obiad. Chciała też pokazać Balorowi, że nie jest taką ciapą. Wiedziała, że jej dotychczasowe poczynania wskazywały jedynie na to, że nie poradzi sobie sama.
Znów zaczęła się powoli zakradać, jednak z jeszcze większą ostrożnością. Gdy była już wystarczająco blisko, przyjrzała się grupie. Szukała jakiegoś rannego, bądź osłabionego zwierzęcia. Takie łatwiej złapać, jeśli nie znajdzie osobnika spełniającego te kryteria, wybierze po prostu takiego, który będzie jak najbliżej. Nie miała jeszcze bardzo długich łap wiec nie mogła biegać tak szybko jak dorosły wilk. Czym mniejsza odległość tym lepiej. Po chwili obserwacji ruszyła do ataku. Chciała rzucić się jak najszybciej na ofiarę, złapać ją za kark i ciałem przygwoździć do ziemi.

Pagórki

#77
Uśmiechnął się kątem pyska, widząc jak niezbyt bystre ptasie móżdżki, odsunęły się po za zasięg waderki. Życie nigdy nie jest tak łatwe, jakby się chciało. Nie ruszył się jednak z miejsca, wstrzymując swoją interwencję. Jeszcze nie wszystko było stracone. Nie mógł i nie chciał wyręczać Lili, za każdym razem gdy coś jej nie wyszło. Ani nie sprzyjało to dorastaniu i usamodzielnianiu się szczenięcia. Ani nie wpływałoby dobrze na jego mniemanie o sobie. Nic nie było w stanie zastąpić dumy, którą dawało pierwsze skuteczne i samodzielne polowanie. Dlatego też Balor siedział, spokojnie obserwując dalszy ciąg polowania na bażanta, będąc jednak gotowym do wkroczenia do akcji, gdyby tylko zaszła taka konieczność.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Pagórki

#78
Wynik rzutu: 6
Powodzenie

Tym razem poszło jej zdecydowanie lepiej. Ptszyska najwyraźniej szybko zapomniały o podejrzanym "cosiu" czającym się w trawie, bo dały się podejść zaskakująco łatwo - zerwały się do biegu dopiero gdy dla jednej ze sztuk było już za późno. Ciało trzymiesięcznego szczenięcia przygniotło rdzawo brązowego ptaka do ziemi. Teraz waderka mogła spróbować szybko zakończyć jego żywot, lecz bażant z pewnością nie podda się bez walki. A nuż zdoła jakimś cudem umknąć wilczym szablom?

Pagórki

#79
Waderka była z siebie dumna, ale wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Ona sama, w pozycji ptaka, nie poddałaby się tak szybko. Czuła też jak opierzone ciało kręci się, próbując uciec.
Mocniej docisnęła stworzenie do ziemi. Co jak co, ale już taka mała nie była i ważyła swoje. Przy okazji chciała złapać ptaka za szyję i skręcić mu kark. Jeśli to jej się nie uda po prostu zatopi w nim głęboko zęby, a to powinno wystarczyć.

Pagórki

#80
Z zadowoleniem przywitał powodzenie następnego ataku Lili. Ptasie móżdżki nie należały do najbystrzejszych, ani też do najtrudniejszych przeciwników, były więc w sam raz dla początkującego. Wstał, przysuwając się bliżej, do wtóru łopotu skrzydeł reszty drobiu, który wystraszony nagłym atakiem, uciekał w popłochu. W razie potrzeby, był w zasięgu wilczątka, które jak na razie radziło sobie nad wyraz dobrze. Oby tak dalej, a może ze znajdy wyrośnie całkiem porządny wilk, o ile Balor potrafił wychować kogoś porządnego, tym bardziej z czupurnego szczeniaka. Nadzieja pozostawała w tym, że przynajmniej młoda waderka nie będzie należała do popychadeł. Może nie będzie małą damą, ale przynajmniej nie da sobie w kaszę dmuchać, a to samo w sobie można by uznać za sukces, patrząc na inne niepewne siebie, tchórzliwe wilki.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron