Lewitujące skały

#1
Źródło: superconsciousness


W jednym z miejsc w górskim łańcuchu magia otoczenia jest na tyle silna, że znajdujące się tam skalne szczyty nie tylko posiadają niespotykaną nigdzie indziej stromość i wysokości, ale też odrywają się czasem od podłoża, aby unosić się samodzielnie w przestworzach. Połączone za pomocą roślinnych korzeni i skalnych okruchów łańcuchy głazów stanowią imponujące miejsce dla każdego łaknącego przygody podróżnika. Zwierzęta jednak omijają to miejsce szerokim łukiem, lękając się zdradliwego podłoża.



Rośliny: mniszek lekarski, szałwia
Zwierzęta: brak

Lewitujące skały

#2
Długie łapy Płomienia zadecydowały, iż obrali za kierunek północny zachód, zanurzając się w głąb lądu. Daleko za sobą pozostawili nadbrzeże, szum morza ucichł już dawno, zostając zastąpionym przez świst gwiżdżącego wśród koron drzew wiatru. Irytował go fakt, że wiecznie poruszali się do przodu, pokonywali kolejne kilometry, a wciąż nie spotkali nikogo. - Gdzie do diaska podziali się wszyscy? - Warknął niespodziewanie, przerywając panujące pomiędzy dwoma samcami milczenie. Rudy nie należał do person cierpliwych, toteż ciągłe niepowodzenia drażniły go. Połechtane ego odpłynęło wraz z odejściem szafirowookiej, która również skradła jego lepszą stronę. Dzięki temu udało mu się powrócić do normalnego siebie, ale czy nie była to oby zmiana na gorsze...?
Maszerowali dostatecznie długo, by udało im się przedrzeć przez dzikie, leśne gęstwiny. Te powoli ustępowały im drogi, przerzedzając się, niknąc, pochłonięte przez gruz i skały. Przez chude ciało błyskawicznie przeszedł paskudny, lodowaty, a jednocześnie parzący dreszcz, świadczący o bliskim kontakcie ze zjawiskami paranormalnymi. Srebrnooki przystanął, natychmiast omiótł spojrzeniem okolicę, po czym postąpił kilka kroków dalej. Ślepiom ukazało się dziwaczne, nietypowe kamienie, większe i mniejsze, które postanowiły oderwać się od podłoża, wirować w przestworzach, w dodatku bez zamiaru powrócenia na ziemię. Księżyce skrył się pod powiekami. - Ciekawie się bawicie... - Mruknął pod nosem lekko niezadowolonym, a może nawet naburmuszonym tonem.

Lewitujące skały

#3
-Widocznie nie jest nam pisane kogoś spotkać - Powiedział cicho samiec. Jego oczy dokładnie badały otoczenie. "I rozumiem że będziemy tutaj tak stali i czekali aż ktoś przyjdzie? Dawaj mocarzu, wymyśl coś ciekawego! " Mówiło Alter Ego. - Zamknij się! - Burknął do siebie wilczur, po czym spojrzał dyskretnie na Płomienia. Miał nadzieje, że nie usłyszał jak gada sam do siebie. Wtedy pewno musiał by mu to wszystko wyjaśniać, a tego nie chciał. Źrenice Fuego powiększyły się, gdyż ten od paru minut wpatrywał się w jeden punkt. Obserwował jedną ze skał, by nie przegapić jej lewitacji. "A pamiętasz jak ojciec w ramie kary rzucił w ciebie kamieniem?" Dokuczało mu Alter ego. -Stul pysk skunksie!- Szepnął i pacnął się łapą w głowę. Głos był bardzo uciążliwy, więc próbował go jakoś uciszyć. Wiedział że to nic nie da, ale nie mógł już znieść tego idioty, który siedzi w jego łbie. "Uuu! Widzę że się zdenerwowałeś. Co jest? Przecież zawsze byłeś miły i nie potrafiłeś nikomu zrobić krzywdy..." Dręczył go głos. - Było tak puki ty się nie pojawiłeś! - Warknął dosyć głośno - Zamknij mordę!-Powiedział do siebie i podszedł do rudego- Ruszymy się by kogoś poszukać, czy będziemy tu bezczynnie stać i wpatrywać się w latające kamienie? -Bąknął gniewnie. "Tak! O to chodzi, świetnie!" Pochwalił go wewnętrzny głos. Fuego nie miał już siły na dłuższą konwersację, więc zwyczajnie to zignorował i zaczął poruszać się powoli do przodu w poszukiwaniu innych. Miał oczywiście szczerą nadzieję że wilk nie będzie zły na niego za ostatni tekst, ale był do tego podstępnie zmuszony.

Lewitujące skały

#4
To była na pewno dość niecodzienna okolica. Bardzo łagodnie sprawę ujmując. Ale i niesamowicie urokliwa. Bewölkt był wręcz zafascynowany faktem, w jak dziwne miejsce trafił. Zaś z drugiej strony zbyt zmęczony by w pełni zrozumieć, że hej, te skały LATAJĄ.
A może po prostu po chwili pierwszego szoku odpuścił sobie rozważanie na tematy ogólno pojętego "jak", "dlaczego" czy też "po co"? To też całkiem możliwe. W końcu szedł pomiędzy nimi dość spokojnie, po prostu szukając miejsca, gdzie spokojnie mógłby przespać kilka godzin. Ale okolica, gdzie były sobie skały, które całkiem ewentualnie mogłyby spaść nie wydawała się do tego odpowiednia. Napawała go ledwo dostrzegalnym niepokojem. Uczuciem wpijającej się w tył mózgu pijawki. Świerzbieniem starej rany. Może i było ładnie, ale zdecydowanie nienaturalnie.
Zbliżał się do obcych wilków z przeciwnej strony. Z wiatrem, więc jego zapach niósł się daleko, ale on sam nie za bardzo czuł innych. Za to jako czarna plama, poruszająca się zygzakiem, między kamieniami... Odruchowo nie chciał dać się zobaczyć. I równie odruchowo rozglądał się wokół czujnym spojrzeniem.
I know I’ll never feel the same
I know I may never accept the change but I want

Happiness

Lewitujące skały

#5
Widocznie nie jest nam pisane kogoś spotkać... Nosz cholera! Srebrne soczewki wciąż wodziły po okolicy, pragnąc dojrzeć kogokolwiek. Pulsujący ból, którego źródło stanowiły łapy, powoli rozprzestrzeniał się po reszcie ciała, powodując uciążliwy ból kręgosłupa. Płomień potrzebował chwili odpoczynku, spędzonego najlepiej w zbiorniku wodnym wypełnionym lodowatą cieczą. Ponownie rozejrzał się, ale szybko zaprzestał czynienia tego, ponieważ zdał sobie sprawę, iż w tym miejscu nie znajdzie nawet płytkiej kałuży.
Wtem do szpiczastych, przydługich uszu dotarł zirytowany głos Fuego, w pierwszej chwili zdający się go obrażać. Księżyce wbiły się w wielobarwnego, bombardując wściekłymi błyskawicami, a z pyska miała się już wydobyć nagana, lecz towarzysz znów się odezwał, nie dając rudemu dojść do słowa. Zrozumiał, że te wypowiedzi nie były skierowane do niego, a prawdopodobnie do jakiegoś głosu w czaszce młodzika. Ciekawe...
- Widzę, że jesteś równie posrany, co ja. - Wymruczał z lubością, obdarowując złotookiego najpaskudniejszym z paskudnych uśmiechów. Nie wnikał w szczegóły, na to będzie miał czas później. Mieszaniec ruszył przed siebie, opuszczając pobliskie zarośla i wkroczył na twarde, kamieniste podłoże. Zadarłszy nos ku górze, począł węszyć, wciągając różnorodne wonie. Jakie było jego zdziwienie, gdy nozdrza podrażnił całkowicie oderwany od tutejszej lokacji zapach, prawdopodobnie należący do zwierzęcia. Podążał za nim, a wreszcie jasnym oczętom ukazała się majacząca w oddali czarna sylwetka. Wilka.
- Widzisz go? - Zapytał podrostka, coby mieć pewność, że nie śni na jawie. Nie ukrywał się, Bewölkt bez problemu mógł dojrzeć majaczącego wśród skał ogniście rudego psowatego, który zbliżał się nieubłaganie. - Hej ty! - Wrzasnął, rozwiewając wszystkie wątpliwości hebanowego, o ile takowe miał.

Lewitujące skały

#6
- Siemka! - Fuego podbiegł do czarnego by się przywitać - Co tutaj robisz? Może szukasz znajomych? Chcesz się do nas dołączyć? Jak się wabisz? Ile masz lat? - Wilczek obsypywał pytaniami nowego. Nie oczekiwał odpowiedzi na nie wszystkie, ale pytał z ciekawości, oraz po to by przerwać ciszę, która trwała dosyć długo między rudym a nim. - Ja jestem Fuego - wydobyło się z uśmiechniętego pyszczka młodego. "Znów się taki stajesz. Miły = Słaby. Zrozum to wreszcie! Mniej mielizny!" Alter Ego znów się odezwało. - Przymknij się pchlarzu! - Wyszeptał tak cicho, że ledwo on to usłyszał. Przecież nie miał zamiaru wystraszyć czarnego. Długo kogoś szukali i mieli by to stracić? A tym bardziej przez głupi głos we łbie młodziaka? W życiu! Fuego nie dał się sprowokować i ignorował wszystkie wypowiedziane słowa przez swojego niemiłego podopiecznego. Nie było to łatwe zadanie, ale jak na razie świetnie mu to wychodziło. Wilczek obserwował dokładnie Bewölkt'a. Wpatrywał się w jego bursztynowe oczy przeszywającym i lodowatym spojrzeniem, które w ogólnie nie przypominało tego miłego wilczka którym był jeszcze przed chwilą. Bardzo szybko z pyska Fuego zniknął uśmiech. Zastąpiła go kamienna twarz, która śledziła każdy, nawet najmniejszy ruch czarnego. W tym momencie oczekiwał tylko szczerych odpowiedzi i mimo swojego młodego wieku, wyglądał jakby za każde kłamstwo miał ukarać jakoś widocznie starszego wilka. Oczywiście młodzikowi nawet nie przyszło by na myśl żadne z podobnych zachowań, a wskazywała na to tylko jego postawa. "Ciekawe co powie" myślał wpatrując się jeszcze głębiej w bursztynowe oczy przybysza.

Lewitujące skały

#7
Zatrzymał się gdy tylko zauważył rudego basiora. Z pewnym wahaniem zaklasyfikował go jako faktycznie wilka, gdyż to futro... Mogło być mylące. Albo mogło być faktycznie płomieniem. No bo hej, tu se skałki latają, to tam nie może sobie chodzić ogień w kształcie wilka? Zdecydowanie wolał nie wykluczać takiej możliwości. Co najmniej byłoby ciekawie. Ale byłby też szczęśliwy, gdyby ktoś potwierdził, że te skały to tak na prawdę, a nie jakieś iluzje czy halucynacje.
Patrzył na niego spokojnie, próbując wyczytać z jego postawy czy jest wrogi, czy może pozytywnie nastawiony? Zamrugał, wysilając bardziej wzrok. Nie, jednak nawet krzyk nieznajomego nie naprowadził go choćby ślad sugestii, czego rudzielec chce.
I co najciekawsze zanim zdążył zareagować już kręcił się wokół niego towarzysz rudzielca. A co najmniej takie wnioski nasuwały się same. Niezwykle... Rozbrykany towarzysz. Zadający mnóstwo pytań. Całkiem prostych, ale zdradzających taką... Wręcz dziecięcą jeszcze ciekawość. Urocze. Ale ostatecznie Bewölkt wolałby, gdyby dostał chyba bardziej sensowne pytania. Nie takie rozdrobnione.
Jednak nie ma co się zniechęcać. Najwyraźniej młodzik taki po prostu jest i nawet ta ostatecznie "groźna" postawa jaką przyjął nie ruszyła czarnego. Śmieszne, że kolorowy jakby próbował sugerować, że Pochmurnemu przyjdzie kłamać. Po co miałby to robić? Sugestia ta opłynęła jego umysł łukiem i nawet przez chwilę się w nim nie zakorzeniła.
A teraz po kolei. Jak to leciało z tymi pytaniami?
Przybrał na pysk wyraz lekko podkolorowanego śmiechem spokoju i ją po kolei odpowiadać.
- Wędruję. Sam. Jestem Bewylkt i na pewno mam więcej lat, niż ty. - Ciężki, gardłowy akcent nie sprawiał, że brzmiał jakoś miło, ale z drugiej strony dodawał jego głosowi głębi. Na szczęście błyszczące wesoło oczy niwelowały to nieprzyjemnie warkliwe wrażenie, które sprawiała jego mowa.
I know I’ll never feel the same
I know I may never accept the change but I want

Happiness

Lewitujące skały

#8
On, w przeciwieństwie do Fuego, nie śpieszył się na spotkanie z nieznajomym. Szedł powoli, spokojnie, w obawie przed wykonaniem niewłaściwego kroku wśród głazów, skał i kamieni, a co za tym szło - zdarciem poduszek łap albo nawet skręceniem kończyn. Wciąż pozostając skupionym, srebrzyste spojrzenie Płomienia pofrunęło za czmychającym do przodu podrostkiem, przenosząc się kolejno na burego basiora.
- Nie każdy lubi wąchać wyziewy z jadaczek nadpobudliwych szczeniaków. - Mruknął niechętnie, po czym bez żadnego ostrzeżenia zacisnął paszczęki karku wielobarwnego i pociągnął ku sobie, zmuszając go do cofnięcia się, a jednocześnie pozwalając czarnemu odsapnąć i znów czuć się komfortowo we własnej, prywatnej przestrzeni. Nie żeby go to jakoś specjalnie interesowało, ale nie oszukujmy się... Nierozpoznane adhd, które od dłuższego czasu wyraźnie męczyło biednego młodziaka, potrafiło nieźle zagrać na nerwach i to niekoniecznie najpiękniejszą melodię. Zazwyczaj była okropna, paskudna, drażniąca. Najchętniej by ją wyłączył lub chociaż zagłuszył. Nie dało się. Przeklęty bachor robił, co chciał. Ciekawe czy kiedyś się doigra... W skażonym umyśle pojawiły się dziwaczne myśli, do których jaźń Surkh'a oblizywała się z wyraźną lubością.
- A więc Bewylkt. - Powtórzył jego dziwaczne imię w ten sam sposób, w który hebanowy je wypowiedział. Księżycowe soczewki na moment prześlizgnęły się na jego towarzysza. - Nie przejmuj się nim. Ma problemy. - Wymruczał cicho, niby nie chcąc, by Fuego to usłyszał. Oczy powróciły do poprzedniej pozycji, uczepiając się oblicza osiłka. Po drodze prędko omiotły całą jego sylwetkę. Budowa basiora świadczyła o dobrej kondycji, jednak we dwoje mieli przewagę liczebną, co podczas ewentualnego starcia działałoby na ich korzyść. Chude ciało rozluźniło się, a cała postawa świadczyła o neutralności względem nowo poznanego. Nie miał ochoty na bitki, najchętniej powaliłby się pod drzewem i nakazał pomocnikowi mu usługiwać.
- Shevayal. - Przedstawił się. W bladych ślepiach rozbłysnęły dziwaczne iskry. - Dobrze, że na nas trafiłeś. Nie wiadomo, co czai się w tych stronach. - Powiedział, ostentacyjnie rozglądając się, pragnąc zwrócić uwagę na dziwaczną, przepełnioną hektolitrami magii lokację.

Lewitujące skały

#9
- Ej! Ja nie mam problemów - Wtrącił gdy Płomień stwierdził to przy nowym - Jestem dość normalny... - Powiedział, chociaż wiedział że to nie było prawdą. Cofnął się jeszcze trochę i położył. Jego żółte oczy obserwowały jak dwa wilki prowadzą konwersacje. Próbował już więcej się nie wtrącać. Leżał tak dość długo, gdy nagle jeden lewitujący kamień uderzył go w grzbiet. - Może zacznijmy się ruszać? Bo stanie w jednym miejscu nie jest bezpieczne. - Odskoczył od miejsca w którym leżał. Kamień uderzając w plecy Fuego zrobił mu dosyć dużą ranę. Krew lała się wielkimi strumieniami. Wilk czuł potworny ból, ale nie dawał tego po sobie poznać. Na dodatek skręcił sobie łapę, podczas odskakiwania. -To idziemy? - Jęknął i zaczął powoli kuśtykać. "Świetnie Fuego. Nie możesz pokazać słabości! Jesteś silny mordo!" Odezwało się ponownie Alter Ego. Szczerze mówią, akurat te słowa nie zdenerwowały wilka. Wręcz przeciwnie, cieszył się że chociaż raz jego drugie ja podbudowuje go. Przez krew, różnobarwne futro wilka było sklejone. Łapa również nie wyglądała normalnie- była dziwnie wygięta w lewą stronę. Młodzieniec odwrócił głowę by spojżeć czy Płomień i Bewölkt idą za nim.

Lewitujące skały

#10
Rany Fuego po pewnym czasie przestały krwawić. Znudzony czekaniem na resztę zaczął się oddalać, gdy nagle zniknęli z jego zasięgu wzroku. Oddalił się jeszcze troszkę po czym zatrzymał i usiadł. Oczy wilczka badały dokładnie otoczenie i przyglądały się wszystkim kamieniom, by przypadkiem znowu nie został uderzony. Fuego czekał dosyć długo, aż tamci ruszą zadki i do niego dojdą, ale zorientował się, że może czekać wieczność, a żadnej rudej i czarnej plamy nie zauważy. - Odstraszam wszystkich - Powiedział do siebie i ruszył dalej. Wiatr był coraz mocniejszy, jego futro powiewało, a uszy same się kładły. Był lekko zasmucony, ale też z drugiej strony z chęcią poznałby kogoś nowego. Może na dodatek wpadnie na jakąś miłą waderę w której się zakocha? Jego szare życie nabrałoby wtedy trochę kolorów. " Hmmm chyba zmienię lokację..." Pomyślał po czym ruszył w zupełnie inną stronę, zapominając o Płomieniu i czarnym przybyszu. ZT

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron