Groty

#61
- Ziędzierzba? Trochę dziwnie, ale niech będzie. – Zażartowała, między kolejnymi szybkimi smagnięciami jęzorem. W międzyczasie uznała, że przedstawienie własnego miana byłoby całkiem sensowne, choć wstrzymała się ze zdradzeniem jakichkolwiek innych informacji. Nie były istotne. – Mnie zwą Revirell.
Skończywszy oczyszczać skaleczenia, którymi sama poznaczyła ciało wadery, wycofała się i obrała odpowiedni kierunek, uprzednio obróciwszy się kilkukrotnie wokół własnej osi. – To tam! – Oznajmiła to na tyle głośno, by nikt nie miał wątpliwości, skąd – według Kruczycy – dochodziły dziwne, ledwie wyczuwalne bodźce. Wykonała kilka drobnych kroków, lecz wtem cała jej koncentracja roztrzaskała się na miliony odłamków, niby drogocenne, acz kruche zwierciadło, zburzona… Wonią tymianku. Jasnooka odbiła w bok i jak gdyby nigdy nic, wyrwała kilka łodyżek, zaczepiając je na sznurze. Nie traciła co prawda czasu na otrzepywanie każdej z nich z grudek ziemi, lecz i tak poświęciła zbiorom kilka minut.
- No… Dobra, teraz już naprawdę musimy ruszać, bo jeszcze ominie nas coś ciekawego.

Groty

#62
Orion nie wydawał się być w żadnym stopniu zainteresowany rozterkami niestabilnych emocjonalnie wader. Wydawały się słuchać Revirell więc był z nich potencjalny materiał na członków stada. W sumie wahania nastrojowe to chyba idealna cecha każdego członka Iskier, najwyraźniej będzie się musiał z tym oswoić. Zjawisko, które zaobserwowała Revirell i podróż tam mogła być bardzo dobrym testem na zdolności dwójki. Jeżeli będą chciały dołączyć, będzie wiedział gdzie najbardziej się nadają.
- Znam drogę na skróty, powinniśmy wyruszyć teraz, jeśli jeszcze chcemy coś zobaczyć. - powiedział zwracając się zarówno do Revirell jak i do nieznajomych. Bez gadania skierował swoje kroki na zachód, licząc, że reszta pójdzie za nim.

/zt x 4 (?)

Groty

#63
Całkiem żwawym krokiem posuwała się naprzód, aż znalazła się u podnóży sięgających błękitu sklepienia gór, ogromnych i majestatycznych. Rześkie, górskie powietrze uderzyło do nozdrzy, pobudzając i przyjemnie orzeźwiając, napełniając zupełnie nową, życiodajną energią. Była wielce rada z faktu, iż to właśnie tu znajdował się jej dom. Kolejny, ale czy ostatni? Westchnęła. Nie powinno jej tu być, winna odejść, jak większość tych, których znała i którzy cokolwiek dla niej znaczyli. Część sama zabiłaś, szepnął jeden z wielu głosów, przebijając się ponad pozostałe, przecież wiesz. Bezbrzeżny smutek zakiełkował na dnie świadomości, nim jednak buchnął płomieniem żalu, stłamsiła go, gasząc z okrutnością godną potwora. Bo czym innym w rzeczywistości była? Chłodna, zła, bezduszna.
Ale czy na pewno?
Nie zawsze taka była, szaleństwo zaś od dawna nie dawało o sobie znać. Może odeszło, a może tak bardzo wtopiło się w jej naturę, że już go nie dostrzegała. Prychnięcie nieomal wyrwało się ze smukłego pyska. Była stabilna, jak na siebie, ale wciąż nie mogła nazwać się normalną. Czy kiedykolwiek choćby próbowała taką być?
Odsunęła irytujące, nachalne myśli i skupiła się na czysto mechanicznych czynnościach, starając się oczyścić umysł. Przebiegając obok kępki tymianku, pochwyciła go w szczęki i delikatnym, wręcz pieszczotliwym gestem zerwała kilka gałązek, wplatając w wierzbowy sznur. Zdążyła zdobyć już całkiem pokaźną kolekcję roślin, od kiedy przybyła do krainy.

Groty

#64
Pomknęła dalej, zbliżając się do wyrw w skalnych ścianach. Ocierała się o mijane głazy i nierówności, znaczyła przeróżne zakamarki, czasem zaglądając do poszczególnych grot. Nie wiedziała, jak wiele czasu minęło, lecz po zmianach w pozycji słońca wnioskowała, że całkiem szybko się ze wszystkim uporała. Najbliższa okolica wyraźnie pachniała nią samą, oznajmiając ewentualnym przybyszom, że ziemie te należą do Iskier i bezpieczniej jest wycofać się, niż brnąć dalej, ku centrum przejętych przez watahę terenów. Tylko głupiec zignorowałby tak czytelne ostrzeżenie.
Wspięła się wyżej, kierując ku wschodniemu pasmu, nim jednak oddaliła się od grot, przystanęła. Powiodła wzrokiem po wijących się u jej łap połaciom terenu. I wszystko to moje? Nasze, poprawiła się w myślach i pozwoliła, by kąciki pyska uniosły się minimalnie. Przez chwilę czuła, że wreszcie znalazła swoje miejsce. Ba, coś więcej! Cel, dla którego warto żyć i to życie odbierać, gdyby zaszła taka potrzeba. Ideę, dla której warto przelewać karmin i wyszarpywać ostatnie oddechy tym, którzy mogliby jej zagrozić. Czy poza Lotarem ktokolwiek mógł zburzyć jej nowy, własny świat? Na chwilę obecną tylko siwy młodzieniec zdawał się na tyle niebezpieczny, by musiała szybko się nim zająć. Jednak miała już plan. Pomysł równie doskonały, co ryzykowny, acz warty wypróbowania. Kły błysnęły w perfidnym uśmiechu, nim zerwała się biegiem ku szczytom. /zt

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron