Groty

#51
Przemyła wszystkie zadraśnięcia, do których sięgnął ośliniony jęzor. Powoli i dokładnie, poświęcając maksimum czasu każdej, choćby najpłytszej ranie. Nie spieszyła się, z przesadną precyzją czyszcząc lśniące zdrowo, mocne futro. Jakby nie było, nie miała tu nic do roboty. Wylizała nawet smukłe, wilcze stopy i zdobiące je pazury. Przywodziła na myśl przerośniętego kota, doszczętnie pochłoniętego kąpielą. Myjąc się, jednym uchem wciąż słuchała ostrej wymiany zdań pomiędzy, jak się okazało, matką i porzuconą przezeń córką. Jakaś część świadomości skupiała się na dyskusji, próbując wychwycić co ciekawsze informacje, gdy całą resztę umysłu pochłaniały rozbiegane myśli.
Zastanawiała się nad ziołami, które winna zebrać, a także ziemiami, których jeszcze nie poznała. Rozważała, jak rozwiązać problem Lotara, co zrobić, by wzmocnić stado oraz jak rozłożyć siły. Orion potrzebował zwiadowców, ale kogo mogła mu polecić? Wiele zależało od tego, jak wyglądały jego plany. Czyżby chciał przesiąknąć w szeregi watahy ze wschodu? Czy… Czy to w ogóle był wschód? A może zachód? Mniejsza ze szczegółami. Gdziekolwiek się znajdowali, musiała posłać kogoś na teren potencjalnych wrogów, narażając jego życie. Mimowolnie skrzywiła się w reakcji na tę myśl. Poza Płomieniem, żadnej z Iskier nie miała jeszcze okazji dobrze poznać. No, przynajmniej tak dobrze, jak by chciała. Czy Shevayal się nadawał? Czy chciała pchnąć go prosto w paszczę Lotara? Z drugiej strony, żółtooki basior znał go i mógł mu ufać. Mógł, ale nie musiał. Czy warto było podjąć ryzyko?

Groty

#52
Nadnaturalne zdarzenia na pustyni nie pozostały bez echa w reszcie krainy. Mieszkańcy Konkordii mogli poczuć przez chwilę wzmożony wiatr, jaki począł wiać od strony pustyni, co zwykle było zjawiskiem rzadko spotykanym. Nie był to jednak jedyny efekt. Bardziej wyczulone osobniki mogły wyczuć nieokreśloną, trudną do opisania zmianę w powietrzu, które stało się jakby cięższe - tym cięższe, im bliżej pustyni się znajdowali.
Niektórzy jednak, mając szczęście, zobaczyli nieco więcej aniżeli zwykły wietrzny powiew czy trudna do opisania zmiana w otoczeniu.
Zajęte krwawym tańcem Revirell i Kos i Zięba zupełnie zignorowały dziejące się na niebie cuda, a przynajmniej do czasu. Zmęczona walką Revirell mimowolnie zauważyła jasny blask na niebie, który nieomal jej nie oślepił. Wzniosłszy głowę ku niebiosom, mogła ujrzeć tańczącą na nieboskłonie zorzę. Feeria zieleni, fioletów, czerwieni i błękitów chwilę majaczyła na niebie aż znikła, pozostawiając w oczach wilka jedynie tańczący pod powiekami powidok. Do Kruczycy tylko należało, czy podzieli się tą informacją z resztą wader, czy zachowa tą wiedzę dla siebie.
Zjawisko było to było na tyle niezwykłe, że samica poczuła potrzebę sprawdzenia jego pochodzenia.

Groty

#53
Wolnym krokiem szedł za tropem Revirell, do momentu w którym był już pewny gdzie ją znajdzie. Jednak bardzo irytowała go świadomość, że wyczuwa dwa, zupełnie obce zapachy. Orion powinien się teoretycznie cieszyć z potencjalnych rekrutów, ale jego przeczucie mu mówiło, że to nie będzie na tyle łatwe.
Kiedy miał już zbiorowisko grot w zasięgu wzroku, mógł wyraźnie wyczuć trzy różne zapachy, przy czym jeden należał do Herszta. Zbliżając się jeszcze bardziej, zobaczył nietypowy obraz. Niewielkie kałuże krwi na ziemi, trójkę zranionych wader, z czego dwie, zupełnie mu nieznane, wyglądały jakby zaraz miały skoczyć sobie do gardła.
Wypuścił zioła z pyska.
- Co tu się odpierdala? - zapytał beztrosko. Po czym zwrócił głowę w kierunku Revirell - Co to za dwójka? Z resztą nieważne, zobacz co znalazłem.
Podsunął łapą bliżej nieokreślony chwast, z którego jednak dało odczuć się wyraźną energię. Zębami oddzielił jeden liść od korzenia po czym wypluł go na bok.
- Ta roślina ma magiczne właściwości, powoduje zwolnienie pulsu i stężenie krwi. Rany będą znacznie mniej skuteczne. Po ich spożyciu czuję też przypływ szybkości i reakcji na różne impulsy. Sama spróbuj, chociaż do przyjemnych doświadczeń to nie należy.

Groty

#54
Nigdy nie wyobrażała sobie spotkania z własnymi dziećmi, nie mogła też zaplanować jak się zachowywać, co mówić. W pewnym momencie zrobiło jej się strasznie głupio, gdy tak stała przed własną córką, która rzucała w Kosa wszystkimi oskarżeniami. Najbardziej jednak bolały słowa, opisujące jak cierpiał jej ukochany. Poczuła się, jakby jej serce przestało wtedy bić. Nie miała pojęcia jakim cudem jeszcze tam stała, dalej wyglądając dumnie i pewnie, bez krzty skruchy w swojej postawie. Najchętniej by uciekła z płaczem, chowając się gdzieś, gdzie nikt by jej nie znalazł. Przymknęła oczy, a w głowie odbijały się echem słowa Zięby. Po dłuższym namyśle otworzyła je, na pysku trzymając obojętność, choć w ślepiach można było dostrzec pewien rodzaj bólu.
- Cały czas - wymamrotała cicho, jakby chcąc, by te słowa dostały się jedynie do uszu córki. - Myślałam o was cały czas, dzień w dzień. Zastanawiałam się czy byłoby lepiej, gdybym została, nie stchórzyła - ostatnie słowa niemalże warczała. Wbiła wzrok prosto w pomarańczowe ślepia. - Ale wiesz co? - pochyliła się nagle w jej kierunku. - Wiem, że by nie było. Zraniłabym was bardziej, gdybym została - wyszeptała, mrugając szybko, by pozbyć się łez z oczu.
Dobiegł ją jakiś nowy głos, ale nie zwróciła teraz na nie uwagi. Całą skoncentrowała na Ziębie, wyczekując jej reakcji. Zerknęła jedynie w tamtą stronę, by po chwili znowu spojrzeć na samicę.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Groty

#55
Od nieznanego Revirell chwastu, który cały czas tkwił swymi korzeniami w grudkach ziemi biła nieznana energia. Została natychmiast wyczuta przez wrażliwą na zjawiska paranormalne Kruczycę. Świadczyła ona o niecodzienności odkrytej przez Oriona rośliny, co należało dokładniej sprawdzić.
Oderwany liść po krótkiej chwili zwiędnął, całkowicie tracąc otaczającą ją magiczną otoczkę. Najwyraźniej jedynie łodyżki mające dostęp do gleby, z której wyrosły posiadały opisane przez błękitnookiego właściwości.

Groty

#56
Ze zdumienia aż zamrugała kilkukrotnie, nie wierząc własnym oczom, gdy żywe kolory tańczyły nad sklepieniem. Patrzyła na zorzę, aż ta nie zniknęła zupełnie, pozostawiając dziwne, nieopisane wręcz uczucie, jakby mieszaninę niepewności i ciekawości tak wielkiej, że nie była w stanie jej stłamsić i odłożyć na bok. Skierowała bliźniacze księżyce ku dójce wader, nim jednak odezwała się, by zaproponować wspólną przechadzkę, w powietrzu zakręciła się jakże znajoma woń. Niedługo po tym, srebrniki zawisły na sylwetce Oriona. Kruczyca parsknęła mimowolnie, w reakcji na pierwsze pytanie, lecz postanowiła wyjaśnić basiorowi całą sytuację. Szary jednak kontynuował mówić, toteż wysłuchała go, skupiając uwagę na znalezisku.
- Och, gdzie żeś znalazł to cudo? – Zapytała, zbliżając nos do chwastu, aby zaciągnąć się jego zapachem. Ostrożnie oddzieliła jeden liść i bez skrępowania przeżuwszy go, połknęła. - I co teraz? Przekręcę się, albo zostanę bogiem?
Miała całkiem niezły humor, o czym świadczył rozkołysany ogon i psotne iskierki, tańczące na powierzchni ocząt.
- Już ci tłumaczę, co tu zaszło, ale najpierw chciałabym poinformować, że ledwie moment przed twoim przybyciem, na niebie pojawiła się zorza. Coś… Coś się dzieje, mniej więcej w tamtym kierunku. – Wskazała nosem w stronę, z której dochodziło niejasne wrażenie. - Chciałabym zobaczyć, co się dzieje. Wyruszymy natychmiast. Co do tych tutaj, to znacząc obszar grot, natrafiłam na tę starszą. Chwila rozmowy i uznałam, że jest całkiem ciekawa, więc zaproponowałam zakład. Walkę nam przerwano, lecz wygrałam, co znaczy, że przez dwa tygodnie jest moją własnością. To tak pokrótce. Ta druga wpadła bez ostrzeżenia, krzycząc coś o złych matkach i atakując pierwszą. No to nasłałam na nią kruki – bo widzisz, magia i te sprawy – i nawarczałam, to przeprosiła, emocje opadły i teraz robię za terapeutę rodzinnego i ochroniarza w jednym. Iii tak myślałam, żeby je ze sobą wziąć tam, gdzie coś się dzieje, bo wiesz, zawsze to tak raźniej, ale w tej chwili pojawiłeś się ty i teraz to nie wiem.

Groty

#57
Orion zdążył przekrzywić łeb trzy razy wysłuchując Revirell. Wiedział, że wypowiada się w chaotyczny sposób, ale tym razem to go przerosło.
- Aha, czyli mam rozumieć, że jedna umyślnie przekroczyła granicę watahy bez pytania, a druga jest w jakiejś żałosnej pogoni za zemstą, bo, niech zgadnę, jej matka ją porzuciła nie chcąc liczyć się z konsekwencjami. Bardzo ciekawe.
Westchnął pod nosem. Jedynym aspektem, którego nigdy nie nauczy się perfekcyjnie to umysł innej istoty. Nie da się przewidzieć co inne zwierzęta mogą zaraz zrobić. I miał co do tego mieszane uczucia.
Przypomniał sobie o niezwykłym zielsku.
- Skup się na swoim tętnie i percepcji, a zrozumiesz jak działa. Jednak teraz dowiedziałem się czegoś jeszcze bardziej ciekawego. Ta roślina nie przeżyje długo poza ziemią w której się znajdowała. Można próbować przenieść ją tak jak ja teraz, ale czuję, że energia z niej uchodzi, więc na pewno nie na dłuższe dystansy. Daje to nam pewną przewagę, taką, z której tylko my możemy skorzystać.
Zwrócił łeb w kierunku dwójki pozostałych wader a potem w kierunku, w którym Revirell widziała nietypowe zjawiska.
- Dobrym wyjściem z tej sytuacji będzie wzięcie Twojej "własności" i przy okazji jej córusi ze sobą, skoro to jest jej jedyny cel życiowy. Trochę to smutne, ale nie będę w to wnikał. W ten sposób będziesz miała wszystko pod kontrolą i możemy się tam udać i zbadać cokolwiek to było.

Groty

#58
Skup się na swoim tętnie i percepcji, a zrozumiesz jak działa.
Słowa te echem odbiły się w umyśle Jasnookiej, która zapadłszy się w sobie, skontrolowała stan własnego organizmu. Zmiany, choć subtelne, zostały przezeń zauważone i pospiesznie przeanalizowane. Z uznaniem w ślepiach zerknęła ku niepozornej łodyżce, zalegającej nieopodal. Fascynujące... Z zadumy wyrwały ją kolejne wyrazy dobywające się z pyska basiora. Otrząsnęła się, na później zostawiając ekscytowanie się znaleziskiem.
- Nie, nie. Jeszcze raz. Pierwsza musiała przybyć tu niedługo przede mną, spotkałam ją odpoczywającą w grotach, gdy zajmowałam te tereny. – Powiedziała, wstając. Otrzepawszy nieskazitelnie czyste kosmyki z niewidzialnych drobin - które mogłyby się na nich znajdować, gdyby przed chwilą cała się nie wypucowała – dźgnęła Oriona zimnym nosem, na krótki moment zatapiając go w gęstym, szarawym futrze. Cofnęła się o pół kroku i zajrzała w błękitne tęczówki.
- Poinformuję je. Poczekaj. – Wyminęła samca i zbliżyła się do pochłoniętych rozmową wilczyc, stając, jak to miała w zwyczaju, zbyt blisko. – Wybaczcie, że przerywam tak ważną konwersację, ale wyruszamy. Tak, wy też. To znaczy, Kos niekoniecznie ma wybór, a ty, nieznajoma, możesz udać się z nami, żeby po drodze dokończyć dyskusję. Ja, tak czy siak, muszę rozmówić się z jednym z mych braci, więc nikt nie będzie wam przeszkadzał. Coś się dzieje w pewnej odległości stąd i chciałabym to zbadać. Nie wiem, czy miałyście już… Och, tak, miałyście okazję się przekonać, że ta kraina pełna jest magii, o ile można to tak nazwać, lecz sztuczka, której się nauczyłam, jest niczym w porównaniu z tym, czego możecie doświadczyć.
Wyjaśniwszy sytuację na tyle klarownie, na ile potrafiła, ściągnęła ze sznura oplatającego szyję zioła. Wszystkie, poza tojadem i lulkiem. U łap obcej położyła jedną porcję mniszka lekarskiego oraz krwawnika. Tego drugiego gałązkę sama także przegryzła, zaś ostatnią, wraz ze skrzypem, czosnkiem, a także resztą pozostałego mniszka, podsunęła Kos.
- Zjedzcie. Nie są trujące, a przywrócą wam pełnię sił. – Zakomunikowawszy to, bezceremonialnie podeszła do starszej z samiec i zajęła się czyszczeniem jej ran.

/Revirell -> krwawnik (+5hp); Zięba -> krwawnik, mniszek lekarski (+10hp), Kos -> krwawnik, mniszek lekarski, skrzyp, czosnek x 4 (+40hp)

Groty

#59
Wreszcie osiągnęła swój cel. Jej matka stała przed nią, krwawiła z wielu ran i cierpiała. Może nie fizycznie, tylko psychicznie, ale i to wystarczało Ziębie. Miała ochotę już to zakończyć, zacisnąć zęby na jej tchawicy, ale - cholera - nie potrafiła. Próbowała zmusić łapy do skoku, pazury do ataku, ale nie umiała. Jej ciało się nie słuchało. Zignorowała przybycie basiora i dalej wpatrywała się w matkę. Czas jakby stanął w miejscu. Dlaczego ją tak bardzo nienawidziła? Dlaczego? Czy nie należało wybaczyć? Nie! Nie po to przebyła taki szmat drogi. Nie po to bezlitośnie wykorzystała tych, którzy jej ufali. We wnętrzu Zięby toczył się konflikt. Sama nie wiedziała, co ma zrobić. Wpatrywała się w matkę, w jej oczy, a z każdą sekundą nienawiść w jej spojrzeniu topniała. Nie! Zabij, zabij! Skończ, to Dzierzbo! To nie wilk, to potwór! Nie, Ziębo! Jeśli ją zagryziesz, sama staniesz się potworem! Tak! Nie! Zabij! Okaż litość! Wolno podeszła do Kos i...
Wtuliła się w jej futro, sama nie wiedząc, co robi.
- Mamo... - wyszeptała.
Stała tak przez chwilę, po czym obróciła się w stronę drugiej wadery.
- Udam się z wami, jeśli pozwolisz. Nazywam się Zię... Dzierzba - powiedziała wolno.
Niepewnie obwąchała zioła, po czym je zjadła. Nigdy w życiu nie próbowała roślin,więc ich smak nieco ją zdziwił.
- Dziękuję - dodała po chwili.

Groty

#60
Przyglądała się córce, w wyczekiwaniu na jakąkolwiek odpowiedź, reakcję na słowa Kosa. Z każdą kolejną sekundą jej serce biło coraz szybciej ze strachu, mięśnie spinały się bardziej. Jakby nie patrzeć - nie chciała, by jej własne dzieci jej nienawidziły. Nawet, jeśli je porzuciła i teoretycznie zasługiwała na tak okropne uczucie. Momentami nawet myślała, że tylko na takie, nic poza nienawiścią. Ale ona była hipokrytką. Wiedziała, że postąpiła źle, wiedziała na jaką karę zasługuje. Ba, gdyby to ją matka zostawiła - prawdopodobnie też by ją nienawidziła. Ale Kosa... Kosa mieli kochać wszyscy, nawet po tak straszliwych czynach. Dobrze, że nie słyszała myśli Zięby, batalii toczącej się w jej umyśle. A jakież było jej zdziwienie, gdy ta zaczęła się zbliżać! Napięła mięśnie, jeszcze bardziej niż wcześniej, gotowa do uniknięcia ciosu. Ale zamiast tego... Zamiast tego poczuła, jak córka się w nią wtula, poczuła ciepło jej ciało. Zesztywniała, nie wiedząc co się dzieje, lecz po chwili, niemalże instynktownie, ale wciąż niepewnie, odwzajemniła uścisk. I wtedy się rozkleiła. Parę łez poleciało z jej oczu, gdy szeptała ciche "Przepraszam, przepraszam". Ale to i tak dużo.
Ale wtedy pojawiła się Revirell. Odsunęła się od córki z powagą, nagle przypominając sobie o tym cholernym, przegranym zakładzie. Westchnęła. Przynajmniej... Dzierzba, jak się przedstawiła, miała iść z nimi. O tyle dobrze.
- Dzierzba - wymamrotała cicho, jak echo powtarzając po samicy. - Ładnie.
Spojrzała na zioła, które podarowała jej Revirell. Mimo to postanowiła zaufać czarnej i zjeść je, wierząc, że naprawdę nie były trujące. Kiwnęła łbem w podzięce, ale ta na zaś zaczęła do niej podchodzić. Kos przyglądała się waderze, jakby była wariatką, gdy zaczęła czyścić jej rany. Mimo to z wdzięczności nie odezwała się już więcej.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron