Rzeczne meandry

#51
Skrzywiła się, patrząc jak wadera pomaga samcowi. Nie lubiła, kiedy wilki zbytnio pokazywały swoje uczucia... Szczególnie miłość. Miała alergię na tego typu zachowania, na miziające się gdzie popadnie pary. Nie reagowała jednak, mimo obrzydzenia. Ale czym innym miały być gesty pozostałej dwójki? Nie wyglądało jej to na przyjacielski dotyk...
Nie skomentowała wypowiedzi samca, skinęła tylko lekko głową i uśmiechnęła się.
Kiedy Maelvius skończył wieczerzać i spojrzał na nią, i ona rozejrzała si po okolicy, po czym szybkim, drapieżnym krokiem podeszła do sarny i wbiła kły w jej serce, chłeptając wypływającą ciepłą krew. Dopiero gdy wypiła już całość, odsunęła się, nie ruszając choćby kawałka mięsiwa. Na jej splamionym posoką pysku wykwitł szeroki uśmiech.

Rzeczne meandry

#52
Nie była głodna. Wolała również nie obciążać zbytnio żołądka, bo wiedziała, że jej to zbytnio nie służy. Przeciągnęła się lekko, rozglądając i nasłuchując, czy kolejna jakaś zagubiona dusza nie pałęta się w okolicy. Wtem spojrzała na Dzierzbę, która zbliżyła się do truchła i poczęła spijać posokę z niebijącego już serca.
-Myślałam, ze kultywowanie krwi jako źródła siły już dawno wymarło.- uśmiechnęła się, jednak nie było w tym cienia radości. Raczej lekka uszczypliwość. Zbliżyła się do wadery dosyć pewnie. Zabawnie przy sobie wyglądały. Ona trochę niższa, jednak znacznie bardziej muskularna, zaś Sura? Gibka i smukła. -Chyba, że wierzysz, że będziesz dzięki temu miała więcej krwi.- uniosła brew, odskakując trochę, niczym szczenię, które wywęszyło okazje do zabawy.- Skoro jesteśmy razem w watasze, to... może spróbujemy swoich sił, hm?- zmrużyła oczy, wbijając złote tęczówki w Dzierzbę. Na jej pysku zakwitł szeroki uśmiech, obnażający długie kły, a blizny zdobiące prawą stronę łba pomarszczyły się.-Dobrze nam zrobi odrobina ruchu.


Rzeczne meandry

#53
Słuchał samic jednym uchem, pogrążony w niezbyt wesołych myślach. Nie można powiedzieć, że uradowała go wieść o tym, że gdzieś tam na skraju ich krainy znów działo się coś dziwacznego i niespodziewanego, niewątpliwie wskazującego na ingerencję nadnaturalnych sił. Choć zazwyczaj takie zjawiska wzbudzały jego ciekawość, teraz, gdy był niemalże pewien, kto za nimi stoi, bardziej go irytowały, pogłębiając tylko niechęć, jaką odczuwał wobec dwójki tamtych bóstw.
Widać było, że jego uprzedni dobry nastrój prysł, a on na powrót stał się tym samym posępnym wilkiem, jakim członkowie stada go znali. Ciemne ślepia znów przygasły, przywodząc na myśl ciemną, skłębioną chmurę na horyzoncie, zwiastującą burzę.
W milczeniu oddalił się od truchła, podążając przed siebie swym charakterystycznym, nieśpiesznym krokiem, rozglądając się na boki. To pochylał nisko łeb, to znów go unosił, uważnie badając napływające wonie. Początkowo nie szukał niczego konkretnego, rozglądając się jedynie po okolicy, lecz wkrótce skupił się bardziej na aromacie rosnących nieopodal ziół. Odnalazłszy kępkę mięty, zatrzymał się przy niej, ostrożnie zrywając nieco wonnego ziela, by zaraz pozyskane w ten sposób rośliny wpleść sobie w sierść. Więcej ziół zawsze się przyda, na wszelki wypadek.
Powolnym krokiem ruszył jeszcze w stronę brzegu rzeki, by pochyliwszy się wziąć kilka łyków wody, po czym westchnąwszy przeciągle wrócił do samic, zalegając w trawie w ich pobliżu. Przystąpił do oczyszczania futra z resztek posoki, pozwalając promieniom słonecznym ogrzewać porośnięte przerzedzonym futrem ciało. Zdawał się stracić zainteresowanie waderami na dłuższą chwilę, uniósł dopiero łeb gdy usłyszał wyzwanie, rzucone Dzierzbie przez Surę. Zerknął na tę drugą z zainteresowaniem, zastanawiając się, czy takowe przyjmie.

Rzeczne meandry

#54
No cóż, Zięba cholernie nie lubiła, gdy ktoś się z niej wyśmiewał.
Uśmiech z pyska znikł natychmiastowo, kły wyszczerzyły się, wadera spięła się i rzuciła Surze nienawistne spojrzenie. Jednak chwilę później na jej obliczu znowu pojawiła się chłodna obojętność z nutką zażenowania, oczy znów nie wyrażały żadnych emocji, żadnych uczuć, ciało rozluźniło się znacznie, a sama Zięba przysiadła.
To wszystko trwało sekundy. Ułamki sekund.
To tylko prowokacja. To tylko zaczepka. Nie daj się.. Nie daj się podjudzić...
Mamo, patrz jaka dziwna wadera! Cała czerwona. W dodatku brudna i śmierdząca! Ostrożnie, Listku, nie nadążam za tobą... Mamo! Ona się rusza! Listku, nie podchodź bliżej... Ma... Aaaaaa! LIstku! Dlaczego! Dlaczego to zrobiłaś, nieznajoma... W czym on ci zawinił... Dla... Aaaaaaa!
Zamrugała parę razy, żeby odpędzić od siebie wspomnienia. Niestety, tym razem nie chciały one odejść łatwo jak tamte dwa wilki. Zabrała ich życia, by stać się silniejsza. Nie żywiła do nich żadnych negatywnych uczuć. To... Nic osobistego. Tylko żądza krwi, żądza władzy, żądza przetrwania.
- Stary zwyczaj z mojego dawnego stada... wymierający powoli i nieubłaganie. Wszyscy jego spadkobiercy już dawno nie żyją - odparła zamyślona.
Pamiętała te twarze wykrzywione przerażeniem. Pamiętała strach w oczach partnera, kiedy umazana we krwi jelenia, jastrzębia, niedźwiedzia i zająca przegryzała mu tętnice. Pamiętała, gdy stała w kręgu nad wykopanym w ziemi dołkiem. Pamiętała moment, w którym w rytm monotonnego śpiewu szamanki wszyscy rozorywali sobie bok pazurami. Pamiętała krew. Dużo krwi. Była wszędzie. Posoka splamiła każdą powierzchnię. Wszystko i wszystkich. Splamionych.
Kiedy to było? Jak niewiele wystarczyło, żeby przekształcić pokojowe Olchy w jej straż przyboczną. Pamiętała wszystkie wilki. Wszystkie zwyczaje. Sama je propagowała. Ale one umierają... Nie ma już komu ich przekazać. Wszyscy Splamieni nie żyją. A tradycja też umrze... Umrze wraz z nią.
Z zamyślenia wyrwała ją propozycja wadery. Walka? Dzierzba zawsze była chętna do bitki. Szczególnie teraz, nabuzowana emocjami i wspomnieniami. Zerknęła ukradkiem na samca, chcąc zobaczyć, jaka będzie jego reakcja. Wyglądało na to, że basior przyzwolił na pojedynek swoim milczeniem.
- Oczywiście, że się zgadzam- uśmiechnęła się lekko.

Rzeczne meandry

#55
Czyżby jej słowa tknęły waderę? Oh jak uwielbiała prowokację. Badać reakcję wilków na zwykłe słowa, nie czyny. Wiedziała, że te w odpowiedni sposób użyte, mogą być jeszcze większą bronią. Jednak nie chciała robić sobie w waderze wroga. Miała ich wystarczająco dużo w postaci Bogów, których nienawidziła, za krzywdy które spotkały ją, Maelviusa i pozostałe Iskry.
-Nie bierz moich słów do siebie. Taki mam paskudny charakter.-lewy kącik pyska znowu powędrował do góry w półuśmiechu. Wysłuchała jej słów, a wyraz na jej licu przybrał spokojniejszy wyraz. W złotych tęczówkach zaiskrzyło.-Raz tylko widziałam coś podobnego. Pielęgnuj tą tradycję, bo na swój sposób jest...piękna.- zamysliła się chwilę nad ostatnim słowem. Jednak nie mogąc znaleźć innego, bardziej odpowiedniego, przystała tylko na nim. W jej stronach, krew uważano za coś, co miało właściwości magiczne. Jednak tamte wspomnienia zostawiała za sobą na ile mogła.
Energia ją rozpierała, a smukłe łapy prowadziły ją, gdy ta okrążała Dzierzbę, nim ta się zgodziła. Przystanęła więc w odpowiedniej odległości, by ukłonić się przed walką. Zawsze tak robiła. Chciała okazać w ten sposób szacunek dla przeciwnika, jednak tyczyło się to tylko rekreacyjnych sparingów. Złoto w oczach ponownie błysnęło, kły zaiskrzyły w słońcu, a z gardła wydobył się warkot, gdy rzuciła się na waderę, co jakiś czas odskakując i atakując ponownie, jak robiła też przy polowaniu.


Rzeczne meandry

#56
Wargi samca wygięły się ponownie w krzywym uśmieszku, gdy dostrzegł reakcję Dzierzby na komentarz Sury. Mogło być całkiem zabawnie, biorąc pod uwagę wściekłość, jaką dostrzegł w jej ognistych ślepiach.
O ile sam raczej stronił od bezpośredniej walki i zdecydowanie wolał atakować podstępnie, z zaskoczenia, tak obserwować potyczki lubił, więc i teraz nie ruszył się z miejsca, utkwiwszy granatowe soczewki w obu samicach. Nieraz dla samej tylko rozrywki nakazywał swych braciom rzucać się na jakiegoś niewinnego wilka tylko po to, by popatrzeć sobie, jak gorączkowo próbuje się obronić przed atakiem dwójki samców, a jego sierść w coraz większym stopniu plami karminowa posoka. Tęsknił za tymi czasami, gdy miał u swym boku dwójkę ślepo mu posłusznych wilków, którzy gotowi byli wypełnić każde, nawet najdziwniejsze i najbardziej okrutne polecenie, a także i obronić, gdyby ktoś zdecydował się go zaatakować. Niestety, był również świadomy tego, iż te czasy już nie wrócą, gdyż jego bracia... Ci plugawi zdrajcy, postanowili się od niego odwrócić. Na samą myśl o tamtej dwójce targnął nim gwałtowny gniew, zrywając z jego oblicza obojętną maskę i ukazując kłębiące się pod nią emocje. Głównie wściekłość, żal i żądzę zemsty. Pragnął, żeby cierpieli. Jego przeklęci bracia, te wszystkie wilki, które kiedykolwiek weszły mu w drogę, a teraz również każdy, kto wesprze jednego z jego nowych wrogów, te zarozumiałe bóstwa. Pragnął poczuć smak ich krwi na języku, widzieć, jak powietrze po raz ostatni opuszcza ich płuca, a oczy gasną. Chciał ich zniszczyć, wszystkich co do jednego.
Na szczęście skupionym na walce waderom nie dane było dostrzec nagłej zmiany w basiorze, zwłaszcza, że nagły wybuch złości przygasł tak szybko, jak się pojawił, a lico granatowookiego ponownie przyjęło obojętny wyraz. Sapnął tylko krótko, ponownie skupiając się na waderach, starając się uspokoić resztki burzy szalejącej w jego wnętrzu.
Ułożył się wygodniej, nie spuszczając wzroku z samic. Nie zamierzał im przeszkadzać, ani też ruszyć się z miejsca. Być może będą potem potrzebowały ziół leczniczych, na których, jak był przekonany, znał się z nich najlepiej.

Rzeczne meandry

#57
Paskudny charakter? Ta mała uszczypliwość miała być oznaką paskudnego charakteru? Dzierzba zaśmiała się gorzko w duchu. Najpaskudniejszy charakter miała zdecydowanie ona.
Nie odpowiedziała na słowa wadery. Była za bardzo skupiona na przekształcaniu nienawiści w siłę. Emocje były jej orężem. Dzięki nim walczyła z pasją i furią. Dzięki nim zwyciężała. Skinęła lekko głową w odpowiedzi na ukłon Sury. Zięba się nie kłaniała. Zazwyczaj. Oddychała miarowo i spokojnie, wpatrując się w łopatki przeciwniczki. Nie w oczy. Oczy można nauczyć kłamać. Wrrrrr. Warczenie Sury dotarło do jej uszu. Dzierzba nie pozostała w tyle. Z jej gardła wyrwał się głośny warkot, kły błysnęły w słońcu. Odskoczyła na bok, chcąc uniknąć ciosu wadery, po czym - wykorzystując energię uniku - rzuciła się na Surę, chcąc przygwoździć ją do ziemi.
Dzierzba nie uznawała czegoś takiego, jak sparringi rekreacyjne. Dla niej to zawsze była walka. Walka na śmierć i życie albo dotkliwe rany.
W jej oczach szalały płomienie wściekłości.

Rzeczne meandry

#58
Sura - atak na ziębę 8 + 1
Zięba - unik 10 - powodzenie
% unikniętych obrażeń 2
razem 24%
Zięba przyjmuje na siebie 6 obrażeń

Zięba - atak na surę 5 + 1
Sura - unik 10 - powodzenie
% unikniętych obrażeń 5
razem 54%
Sura przyjmuje na siebie2 obrażeń

Obecny stan postaci:
Sura 92pż 100e
Zięba 94pż 100e

Próba przygwożdżenia Sury do ziemi udała się Ziębie tylko częściowo, czarna wadera bowiem miała na tyle szczęścia, że udało jej się wyślizgnąć spod silnych łap przeciwniczki.
Walka była zacięta, samice dobrały się mniej więcej na wyrównanym poziomie i trudno było przewidzieć która z nich wygra ten sparing.

Rzeczne meandry

#59
Gdy Dzierzba spróbowała ją przygwoździć, dostrzegła płomienie tańczące w jej tęczówkach. Bardzo dobrze!- pomyślała. Z doświadczenia wiedziała, że emocje też zabierają energię. Zwłaszcza te gwałtowne. Dlatego też panowała nad sobą na ile tylko potrafiła. Jednak ten ruch wadery, jasno uświadomił Surze, że nie ma do czynienia z kimś mało doświadczonym, co ucieszyło ją podwójnie. Złote oczy iskrzyły się wolą walki i dobrym humorem.
Czarne futro przykurzyło się lekko. Słońce przyjemnie pieściło ciała wilków, a wszystko wokół ucichło, jakby podziwiając walkę między dwoma drapieżnikami, w towarzystwie trzeciego i truchła sarny.
Dzierzba była wojowniczką. To stawiało czarną waderę w jasnej sytuacji, bo domyślała się, czego może się spodziewać. Budowa jej ciała też świadczyła bardziej o sile, niźli o zwinności. Zaś Su? Kompletnie na odwrót. Szybkość od zawsze była jej atutem.
Spokojnie odsunęła się na sekundę od wadery, by spojrzeć jej w oczy. Zauważyła, że jednak ta, nie utrzymuje z nią kontaktu, tylko jakby patrzyła ponad złote tarcze.
Poczęła swoim cichym krokiem dobiec bardziej na lewo, by móc rzucić się na bok wadery i spróbować ją przewrócić, jednocześnie sięgając kłami w kierunki łopatek, karku.


Rzeczne meandry

#60
Furia. Pasja. Szał. Agresja. To wszystko przepełniało ją całą. Nic się nie liczyło. Nic oprócz walki, oprócz ataków, oprócz uników. Była calkowicie skupiona na jednym - dosięgnąć waderę za wszelką cenę. Była silniejsza od przeciwniczki i zamierzała tę przewagę wykorzystać. Przymrużyła ślepia, calkowicie przestając myśleć. Nie analizowała sytuacji, reagowała odruchowo. Musiała atakować, nie przestawać, wciąż i wciąż gryźć, drapać, przygniatać... Chwila zwłoki oznaczała przegraną, a ona nie znosiła przegrywać. Każdy jej ruch jeszcze bardziej ją napędzał, jeszcze mocniej wzmagał emocje, ślepą, bezmyślną, zabójczą furię, jej główną siłę. Przestała postrzegać Surę jako wilka, widziała tylko czarna plamę, którą musiała zranić. Swój cel. Nawet nie zauważyła, że udało jej się przygnieść waderę, nie poczuła, jak przeciwniczka wymsknęła się z jej łap. Nie reagowała na żadną ranę, ba, wzmagały one jedynie jej wściekłość i determinację. Ciągle pozostawała w ruchu, tańcowała wokół wadery, instynktownie unikając jej ciosów. Nagle czas zwolnił. Kątem oka zauważyła skacząca na nią Surę. Z jej gardła wydarło się przeciągle warknięcie, Dzierzba zanurkowała pod wilczycę, unikając jej kłów i spróbowała dosięgnąć podbrzusza przeciwniczki.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron