Rzeczne meandry

#41
maelvius - unik ataku sarny 2 - porażka
maelvius przyjmuje 7 obrażeń

atak zięby na sarnę 8 + 1
unik sarny 2 - porażka
Sarna przyjmuje 9 obrażeń

atak sury na sarnę 9 + 1
unik sarny 10
% unikniętych obrażeń 5
sarna unika 74% obrażeń
sarna przyjmuje 2 obrażeń

atak maelviusa na sarnę 6
unik sarny 6
% unikniętych obrażeń 6
sarna unika 84% obrażeń
sarna przyjmuje 0 obrażeń

Podsumowanie tury:
sarna -5hp - martwa
zięba 100hp
sura 94hp
maelvius 93hp


Pomoc Zięby nie zrobiła większej różnicy w kończącej się już i tak walce. Sarna była zmęczona, z jej ran sączyła się posoka i zwierzę miało coraz mniej sił na atakowanie i bronienie siebie, co z resztą nie szło sarnie zbyt dobrze od samego początku. Była na straconej pozycji i po atakach trzech wilków zupełnie opuściły ją siły. Jej poprzedni cios trafił Maelviusa i jego też spróbowała dosięgnąć ponownie, ale nie dała rady. Mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa, przed oczami pociemniało. Zwierzę straciło przytomność aby zaraz potem wykrwawić się na śmierć.

Rzeczne meandry

#42
Czy przejęła się tym, że dwa wilki nie patrzyły na nią zbyt przyjaźnie?
Oczywiście, że nie.
Dzierzba podchodziła do życia jak do jednych wielkich łowów. Albo jesteś ofiarą, albo łowcą. Albo siedzisz na szczycie łańcucha pokarmowego i nie musisz się martwić niczym. Nie ukrywała, że to zazwyczaj ona była na samej górze. Śmierci się nie bała, przyjaciele nie byli jej do szczęścia potrzebni, walka była dla niej codziennością. Taka już była. Skoro miała w sobie odwagę, żeby dokonać przewrotu, ma się bać jakiejś dwójki wilków?
Kiedy sarna wyzionęła ducha, odskoczyła, zachowując odpowiednią odległość od zdobyczy. Nie była glodna. Nie chciało jej się też bawić w walkę o ofiarę. Przykucnęła swobodnie na ziemi i rozejrzała się po okolicy, spokojnie oblizując kły ze krwi.
- Revirell mi o was mówiła. Twierdziła, że znajomość imion ma być potwierdzeniem, że należę do stada. Do Iskier - oznajmiła, z pewną nonszalancją w głosie.
Nie rozumiała, o co chodzi tym wilkom. Zawsze uczono ją, że pomoc w walce rodzi wielkie przyjaźnie. W dodatku, gdyby widziała, że jej obecność jedynie by rozproszyła łowców, nie atakowała by. Czekała więc na reakcję, nie ruszając się z miejsca i nie pokazując ani agresji, ani uległości.

Rzeczne meandry

#43
Skonała. Śmierć mogła zabrać kolejną duszę ze sobą. Niegdyś, Sura wierzyła tylko w to Bóstwo, o ile tak można je nazwać. Jednakże czym innym mogłaby być Kostucha? Nie znała ni litości, ni wyrozumiałości. Zabierała każdego, na kogo przyszła pora, niekiedy cicho, innym razem w spektakularny sposób. Do jakiej zaliczała się końcówka drogi łani? Na pewno nie do tych drugich.
Wadera obnażyła jeszcze raz swoje przydługie kły, z których ściekała posoka strużkami, kapiąc na wiosenną trawę i zraszając ziemię. Oblizała pysk, a złote tęczówki spojrzały na Maelviusa, następnie na obcą im waderę. Do Iskier? Musiała w takim razie dołączyć niedawno, skoro jej towarzysz jej nie znał. Jednak nienawidziła, gdy ktokolwiek wtrącał się w polowanie, zwłaszcza ktoś jej nieznany.
-Najpierw wypadałoby powiedzieć kim się jest, potem potwierdzać cokolwiek.-uniosła kącik pyska w uśmieszku.-Pomijając fakt, że gdybyśmy nie dosłyszeli niczego, to zamiast teraz rozmawiać, mogłoby być jeszcze bardziej krwawo.- Ton jej głosu był pozbawiony uczuć. Ból od kopnięcia sarny dalej dawał się we znaki, jednak skutecznie to maskowała.
Spojrzała na granatowookiego lustrując jego ciało. Przez chwilę wahała się, czy zapytać go, czy nic mu się nie stało, jednak basior mógłby uznać to za ujmę.
-Skąd znasz Revirell?


Rzeczne meandry

#44
Tak, jak przypuszczał, sarnie nie pozostało wiele życia i w końcu padła u ich łap, skąpana we krwi. Swoim zwyczajem zamarł, wbijając wzrok w gasnące powoli ślepia ofiary, a na wargach błąkał się zadowolony z siebie, nieco szaleńczy uśmieszek. Zazwyczaj udane polowanie skutecznie poprawiało mu nastrój, lecz tym razem istniał jeden jedyny czynnik, który ten humor mu psuł.
Odwrócił wzrok od truchła, by ponownie zerknąć na nieznajomą waderę, obrzucając ją uważnym, lecz niezbyt przychylnym spojrzeniem od uszu aż do końcówki ogona. Pomimo dość niskiego wzrostu wyglądała na silną, niejako stanowiąc przeciwieństwo samego Maelviusa - pokaźnych rozmiarów samca, lecz chudego, kościstego. W dodatku wyczuwał w niej coś dziwnego, czego nie potrafił określić, lecz co nie dawało mu spokoju. Coś mrocznego i niebezpiecznego.
Uniósł nieznacznie brew, gdy wspomniała o Revirell i przynależności do ich stada.
Dłuższy czas milczał, pozwalając swej towarzyszce mówić. Przywdział typową dla siebie, beznamiętna maskę chłodnej obojętności, pragnąc w ten sposób zatuszować to, co działo się w jego wnętrzu. Tysiące chaotycznych myśli, sprzecznych emocji i wątpliwości przeplatało się ze sobą w jego umyśle, podsycając dawne lęki, niepokój i podejrzliwość. Na chwilę znów doszedł do głosu chorobliwy wręcz lęk przed zdradą, podstępem i oszustwem. Kto wie, czy nie mieli przed sobą szpiega z jakiejś innej watahy?
Zerknął na Surę, po czym postąpił kilka kroków w przód, ignorując ból spowodowany uderzeniem sarny. Wyciągnął w jej kierunku łeb i począł węszyć, starając się wyłapać woń rozsiewaną przez nieznajomą waderę. Wyczuł głównie krew, chyba dziczą, wskazującą, iż niedawno polowała. Lecz lekką domieszkę zapachu Revirell również wyczuł, co go choć trochę uspokoiło. Nie kłamała, musiała choćby spotkać się z jasnooką. Basior rozluźnił się nieco, lecz nadal pozostał czujny.
- Wygląda na to, że nie kłamiesz - mruknął, podobnie wypranym z emocji głosem jak i jego towarzyszka. - Niemniej racja, przedstawić byś się mogła - dorzucił, z cieniem ironicznego uśmieszku błąkającego mu się na ustach.

Rzeczne meandry

#45
Uśmiechnęła się krzywo na dźwięk słów wadery. Pozwoliła się też obwąchać samcowi, choć cały czas pozostawała spięta i czujna, gotowa do ucieczki.
- Zanim odpowiem na wasze pytania... Pozwolicie, że wam coś podaruję - mruknęła, wygrzebując z sierści szałwię, po czym podsunęła pod nos jedną sztukę obu wilkom. Miała nadzieje, że to coś uśmierza ból... Czy coś w tym stylu. Musieli być poturbowani po polowaniu, a ona chciała poprawić relacje. Co z tego, że kompletnie nie znała się na ziołach? Obwąchała przy tym uważnie oba wilki, po czym usiadła w odpowiedniej odległości.
- Nazywam się Dzierzba... Moje imię musiało umknąć wam w ferworze walki - skłamała po chwili, przedstawiając się, gładko, bez zająknięcia.
- Revirell poznałam przypadkiem, idąc śladem pewnej wadery. Naszą uwagę zwróciła zorza, udaliśmy się więc do jej źródła - ja, Revirell, samiec, który chyba nazywał się Orion i owa wadera. Na miejscu zastaliśmy jednak stada węży, które zaatakowały nas. Musieliśmy uciekać, ich przewaga była zbyt wielka. Potem Revirell nakazała coś samcowi, który oddzielił się od grupy. My zaś postanowiłyśmy zapolować na dzika. Po skończonej walce, tamta samica opuściła nas, a Revirell zwerbowała mnie do stada. Trafiłam tutaj, idąc w stronę gór - oznajmiła spokojnie.
Nie skłamała przecież, tylko zataiła trochę prawdy...
/Zięba zużywa x2 szałwia
Ostatnio zmieniony sobota 28 maja 2016, 18:54 przez Zięba, łącznie zmieniany 1 raz.

Rzeczne meandry

#46
Spojrzała z ukosa trochę na zioło. Nie znała się na zieleninie aż tak, ta jednak pachniała bardzo przyjemnie dla wadery. Zmieszany z wonią krwi stanowiło naprawdę ciekawe połączenie.
-Miły gest, co to jednak jest? Sama niezbyt się znam na ziołach. -Spojrzała na Dzierzbę, to na Maelviusa. Zamyśliła się, słuchając uważnie słów wadery.
-Zorza? W tych okolicach? Przecież to zjawisko występuje tylko na północy... dodatkowo te węże..- ta kwestia zaintrygowała czarnofutrą. Spojrzała na basiora unosząc brew- Może to kolejna sztuczka Wilka lub Jelenia?-skrzywiła się na samo wspomnienie o tych bóstwach. Niedawno oni sami przez nich cierpieli, teraz kolejne wilki mogły zginąć. Cała ta sytuacja opisana przez Dzierzbę była dziwna. Niecodzienna.
-W każdym razie... chyba Ci wierzę.- przekręciła łeb na bok, wpatrując się w szałwię.- jednak dalej nie wiem co to jest.- zaśmiała się cicho, gardłowo.


Rzeczne meandry

#47
Łuki brwiowe samca momentalnie powędrowały w górę, gdy usłyszał on o podarunku. Trzeba przyznać, że ten gest niezwykle przypadł do gustu basiorowi, mile łechtając jego dumę. Zwiesił nisko łeb, by uważnie obwąchać położone przed nim zioło i wyraźnie ucieszył, rozpoznając znajomą woń. Uniósł łeb, by spojrzeć na Surę. W przeciwieństwie do obydwu wader, posiadał dość sporą wiedzę o roślinach, przekazywaną mu od szczenięcia przez matkę. Niezwykle cenił sobie ich lecznicze właściwości - w końcu dzięki nim zdołał dotrzeć do granic tej krainy, zamiast paść gdzieś na pustkowiu z powodu odniesionych w walce ze swym bratem ran. Co prawda daleko mu było od doświadczonego uzdrowiciela, lecz z pewnością wiedział o ziołach więcej niż jego towarzyszki.
- To szałwia - oznajmił rzeczowym tonem. - Działa odkażająco, zapobiega infekcjom - po tych słowach schylił się, by chwycić gałązkę w pysk i zerknął na Dzierzbę. - Z pewnością się przyda - rzucił, skinąwszy jej krótko, nieco sztywno łbem.
Powoli przysiadł, powoli przeżuwając roślinę, by dokładnie ją rozgnieść, po czym po dłuższej chwili przechylił się w bok, by dosięgnąć naruszonego przez sarnę miejsca. Był zmuszony przy tym dość mocno się wygiąć, by dosięgnąć swego boku, przy czym mimowolnie odsłonił przed samicami naznaczonymi rozległymi bliznami miejsca, gdzie z kruczoczarnego futra pozostały jedynie pojedyncze kępki - na karku i w okolicach prawego barku, szpetną pamiątkę zdrady ze strony najbliższych, która ostatecznie zmieniła umysł samca.
Obrażenia nie były poważne, jedynie nieco drobnych zadrapań, lecz skoro już posiadał zioła za pomocą których mógł odkazić ranę, zdecydował uczynić to niezwłocznie. Całkiem możliwe, że jego organizm wciąż był osłabiony po niedawnej chorobie, więc wolał nie ryzykować infekcją. Za pomocą języka rozprowadził roślinną papkę po naruszonych miejscach.
Podczas tej czynności słuchał relacji samicy uważnie. Prawie prychnął, kiedy wspomniała coś o tym, że wcześniej już zdradziła im swe imię. Nie przypominał sobie tego faktu, a pamięć miał doskonałą. W chwilę później wyprostował się gwałtownie, słysząc wzmiankę o zorzy, obrzucając Dzierzbę uważnym spojrzeniem chmurnych oczu. Po raz pierwszy od czasu ich spotkania w tych ślepiach błysnęło coś innego niż złość albo dzika żądza krwi. Zainteresowanie.
- Zorza tutaj? I stada węży powiadasz? - zapytał, marszcząc brwi i zerkając ku Surze. Wedle tego, co wiedział o świecie zorze pojawiały się jedynie na dalekiej północy a węże nie zbierały się w stada. Lecz po tym, co wcześniej ujrzał nawet zbytnio się nie zdziwił. Wargi wykrzywił mu kolejny ironiczny uśmieszek. - Widać, że zabawa trwa dalej... - mruknął do złotookiej, po czym ponownie zerknął na Dzierzbę. - Gdzie to było?

Rzeczne meandry

#48
Uśmiechnęła się lekko, patrząc na Surę, wyraźnie nie wiedzącą, co ma z tym podarunkiem zrobić. W rzeczywistości, Dzierzba chciała w ten sposób zamaskować swoją niewiedzę. Bała się, że samica zapyta ją o właściwości rośliny, a ona wtedy się zbłaźni. Na szczęście, z opresji wybawił ją samiec. Odetchnęła niezauważalnie z ulgą, z powagą przytakując jego słowom.
- Polowaliście przed chwilą. Pomyślałam więc, że trochę ziół się przyda - dodała po chwili wyjaśniająco.
- Najpierw wedrowaliśmy przez góry, prowadzeni przez Oriona. Co prawda, szybciej mogliśmy się przeprawić przez puszczę, ale tam ponoć osiedliła się jakaś wataha, musieliśmy ominąć jej tereny. Potem podróżowaliśmy przez bagienne, podmokłe grunty, żeby w końcu trafić na piaszczyste tereny. Zorzy nie widziałam na własne oczy, ale zaufałam ocenie Revirell. Udaliśmy się na piaski po to, by zbadać to zjawisko. Znaleźliśmy za to węże. Całe stada agresywnych węży. Z pewnością nie były normalne, bo czy normalne węże oplatają swoje ofiary cielskami i unieruchamiają je? - dodała gorzko, przypominając sobie chwilę, w której panicznie kręciła się w kółko, unikając ataków gadów

Rzeczne meandry

#49
-Szałwia- powtórzyła bardziej do siebie, niźli do jej towarzyszy, kładąc na chwilę uszy do tyłu. Z pewnością zapamięta to na przyszłość. Wzięła gałązkę i wplątała ją w futro. Póki co jej nie była potrzebna, nie miała ran, a jedynie obtłuczenia. Ukłoniła się teatralnie w stronę Dzierzby, w podziękowaniu.
Widząc wyginającego się basiora, zbliżyła się ostrożnie, by nosem rozprowadzić papkę z szałwii tam gdzie, Maelvius mógł mieć większe problemy z jej umiejscowieniem, posyłając mu przy tym przyjazne spojrzenie. Doskonale widziała blizny jakie zdobiły jego ciało, jednak powstrzymała się przed zadawaniem pytań.
Wyprostowała się, lekko mrużąc oczy, a z jej gardła wydobył się dziwny dźwięk, przypominający warkot z bulgotaniem.- Coraz więcej tutaj drapieżników. I dziwnych rzeczy.-wywróciła oczami, najwidoczniej w lepszym humorze.-Cóż, zorza wprowadziła was prosto w objęcia węży. Bóstewka są coraz sprytniejsze.- wyszczerzyła kły, a język oblizał blizny na pysku. Nienawidziła węży. Ani kończyn, ani kolców. Jedynie oślizgłe cielska i kły, których ugodzenie przynosiło smutną, powolną śmierć. Kiedyś widziała, jak jedno ze szczeniąt w watasze zdechło od ukąszenia. Nikt nie był w stanie pomóc.
-Dobrze, że nic wam się nie stało.- wydusiła z siebie, jakby nie świadoma, że w ogóle mówi. Jej oczy zaś były wbite gdzieś przed siebie, zaślepione przez chwilę wspomnień.


Rzeczne meandry

#50
Drgnął lekko, gdy znienacka poczuł dotyk wilgotnego nosa na swoim boku, po czym uniósł nieznacznie głowę, by zaraz odnaleźć wzrokiem Surę. Odpowiedział jej podobnym gestem, choć wyraz jego oblicza pozostawał niezmienny. Miał to do siebie, iż pozostawał niezwykle powściągliwy w okazywaniu jakichkolwiek uczuć, a emocje zazwyczaj trzymał na wodzy. Z wyjątkiem złości, która nieustannie tliła się gdzieś w jego wnętrzu, jak płomień, od czasu do czasu przybierając postać niszczycielskiego pożaru.
Wysłuchał odpowiedzi Dzierzby, nie spuszczając z niej swych granatowych ślepi. Piaszczyste tereny... Prawdopodobnie miała na myśli owe wydmy, przez które jakiś czas temu przyszło mu się przeprawiać. Lekko się skrzywił na wspomnienie tamtego miejsca. Nieurodzajne, suche, brak wody, szczątkowa roślinność i niewiele zwierzyny. Wówczas nie natknął się na żadne węże, a na pewno nie w takiej ilości, jak opisywała to wadera. Z pewnością coś musiało je tam przyciągnąć.
Coś. Oczywiście, że uczynił to jeden z tych przeklętych bożków, do których czarnofutry niemalże od samego początku nie pałał sympatią. Jeden stawiał im dziwaczne warunki, drugi... Samiec był niemalże pewien, że ich przeklął, zsyłając na nich zarazę. Na same wspomnienie tego, co się działo wówczas przy potoku, tej przedłużającej się, żałosnej szopki, oblicze Maelviusa wykrzywił grymas złości, a ślepia błysnęły dziwnym blaskiem. Parsknął.
- Wiem mniej więcej o jakie miejsce ci chodzi, byłem tam swego czasu - odparł, skinąwszy głową. - Chociaż wtedy nie natknąłem się na żadne agresywne węże. I tak, zdecydowanie nie ma w tym nic naturalnego. Ktoś zmusił je do takiego zachowania - orzekł, ponownie zerkając na Surę. Zastanawiał się, którego z tej żałosnej dwójki tym razem to sprawka. Czy to Jeleń pragnął w ten sposób zwabić drapieżniki w pułapkę, czy Wilk uznał to za idealny sposób na sianie tak ukochanego przez siebie zamętu?
Zarówno jedna, jak i druga opcja była dla niego prawdopodobna, obie też budziły w nim taką samą niechęć i irytację. Denerwowała ich postawa tych bóstw i ich bezpośrednia ingerencja w życie mieszkańców krainy.
Zwłaszcza w jego życie.
Podniósł się i powolnym krokiem powlókł w stronę zdobyczy, by wreszcie przystanąć nieopodal i zacząć powoli się posilać. Polowanie nieco go wymęczyło i wzmogło głód, lecz mimo to swoim zwyczajem się nie śpieszył, spokojnie odrywając i przeżuwając kolejne kawałki, często, z wyraźnym zadowoleniem oblizując splamione niezastygłą jeszcze krwią wargi. Kiedy napełnił już żołądek, oblizał się raz jeszcze, ponownie kierując wzrok na obie samice.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron