Rzeczne meandry

#81
Z jeszcze większą konsternacją przyglądała się Maelviusowi, słuchając jego słów. Aleos? Aloas? Nawet nie umiała tego wymówić. Kolejne całkowicie niepotrzebne zielsko. Na co to komu? Każda roślina jest taka sama i równie nieważna. Zioła jedzą jelenie i inne takie. A wilki jedzą jelenie i inne takie, a nie jakieś zielone, mdłe coś. Miała wielką ochotę odmówić, pozwolić ranom zagoić się samym... Ba, miała już nawet ułożoną odpowiedź. Była z niej niezwykle zadowolona, ale - niestety - nigdy nie opuściła ona jej ust. Zamiast tego Dzierzba uśmiechnęła się i podniosła ten cały aloas, próbując sprawiać wrażenie, że wie o co chodzi. Stanęła tyłem do reszty wilków i zaczęła siłować się z tym durnym sokiem, który kompletnie nie chciał się dać wycisnąć u rozprowadzić. W końcu jednak wygrała potyczkę z głupim zielskiem i zadowolona z jej wyników powróciła do reszty.
- Dziękuję. Byłabym wdzięczna, gdybyś mógł nauczyć mnie nieco o ziołach w najbliższym czasie. Co prawda, to nie moja specjalizacja, ale wypadałoby znać podstawy - powiedziała do basiora nieco wbrew sobie.
Nie czuła potrzeby uczenia się o zielsku, ale nie chciała się kompromitować za każdym razem, gdy przyjdzie opatrzyć rany. Poza tym, to pomoże ją uniezależnić od medyków, którym nigdy do końca nie ufała.
- Dobry pomysł. Nie możemy paradować takie zakrwawione. Lepiej nie kusić losu - potwierdziła słowa Sury, po czym skierowała swoje spojrzenie na Maelviusa, czekając na jego odpowiedź.
W tym momencie zza krzaka wyszedł wilk. Co więcej - szczeniak. Nie wyczuła go. Albo szedł pod wiatr, albo była tak zamyślona, że nie wywąchała go. Spojrzała na niego, na jego dumną postawę, mimo że był głodny i wycieńczony. No cóż, to sprawiło, że w jej glowie wykiełkował plan. Nie lubiła dzieci, nie lubiła ich bezradności... Ale on był silny. On się nadawał, nadawał do jej planu. Był jeszcze maly, jeśli go wychowa, będzie jej posłuszny. Będzie mogła wykorzystać go do własnych celów. Ona da mu bezpieczeństwo, gdy będzie jeszcze nieporadny i wyszkoli go, a on odwdzięczy jej się później, kiedy dorośnie. Teraz pozostaje wcielić plan w życie.
- Witaj. Nazywam się Dzierzba. A ty? - przedstawiła się w odpowiedzi na powitanie szczeniaka.
Ze zdziwieniem zauważyła, że mały nagle oklapł. Trochę ją to zażenowało, ale w sumie miał do tego prawo, był jeszcze młody. Zięba była pewna, że gdy już go wytrenuje, basior zapomni o własnych słabościach. Na razie jednak musiała grać tak, by trafił on pod jej skrzydła.
- Myślę, że da się z tym coś zrobić. Niedawno odbyło się tu polowanie na sarnę, zostało jeszcze nieco mięsa. Wątpię, by ktokolwiek nie zgodził się, byś się pożywił - uśmiechnęła się i nachyliła do młodzika, ruchem łapy wskazując na padlinę.
Może i wyglądała strasznie, całą splamiona posoką, ale jeśli opieka nad szczeniakiem przypadnie jej, w swym życiu zobaczy jeszcze więcej krwi.

Rzeczne meandry

#82
Przyglądał im się przez chwilę, nieco mrużąc ciemne ślepia. Jako syn szamanki, oczywiście posiadał pokaźną wiedzę o ziołach, która niejednokrotnie już mu się w życiu przydała. Jak wtedy, na pustkowiu, gdy bracia opuścili go, pozostawiając na pewną śmierć. Gdyby w porę nie odnalazł nieco wody i leczniczych ziół, które zapobiegły zakażeniu, zapewne nigdy nie dotarłby do granic tej krainy. Tak samo jak jego rodzicielka, uważał te rośliny za dar nienazwanych bóstw strzegących porządku świata dla wszelakich stworzeń stąpających po ziemi. A w szczególności on, jako istota złączona, w jego mniemaniu, wyjątkowo silną więzią ze światem sił nadprzyrodzonych, miał prawo wykorzystać je na własny użytek.
Słysząc wypowiedź Sury, przeniósł na nią wzrok i skinął głową, przytakując.
- Zdecydowanie obmycie się jest dobrym pomysłem. Sądzę, że powinniśmy udać się... - urwał, gdy do jego uszu dobiegł jakiś głos. odwrócił się gwałtownie, odruchowo jeżąc włosie na karku i przyjmując pozycję obronną. Do takiego zachowania oczywiście skłoniła go jego nadmierna ostrożność, nieufność i dziwny lęk przed atakiem z zaskoczenia. Nie wyczuł zbliżającego się osobnika, więc z góry założył, że ten umyślnie skradał się do nich pod wiatr, aby mógł podejść niezauważony.
Jednakże zaraz wyraźnie się uspokoił, dostrzegając jedynie zabłąkane szczenię. Obrzucił go od góry do dołu uważnym, przenikliwym spojrzeniem, jakby starał się przeniknąć wzrokiem przez powłoki jego ciała i ujrzeć duszę. Milion myśli przebiegło przez jego głowę, pojawiając się i znikając. Czy naprawdę był sam? Był głodny, więc było to całkiem możliwe. Może został porzucony? Albo zwyczajnie zabłądził?
Ale co jeżeli jego rodzice są gdzieś w pobliżu?
- Jesteś sam? Gdzie twoi rodzice? - zapytał, starając się brzmieć nieco mniej szorstko niż zazwyczaj. Słysząc wypowiedź Dzierzby skinął głową, zerknąwszy na leżące nieopodal truchło. Sami zdążyli się już w końcu najeść, a resztkami i tak miały zająć się mniejsze zwierzęta. Tak więc nie miał nic przeciwko, aby malec się pożywił. - Oczywiście, że nie mamy nic przeciwko - rzucił z cieniem uśmiechu, mimowolnie wypowiadając się w imieniu wszystkich obecnych.
Nie miał ochoty niańczyć młodego, lecz przez ułamek sekundy przez głowę przemknęła mu myśl podobna do rozważań burej samicy. Młody wilk, odpowiednio pokierowany mógłby stać się wartościowym sprzymierzeńcem. Przede wszystkim posłusznym i lojalnym.

Rzeczne meandry

#83
Ból, kurz i futro całe w posoce. Dziwnie musiało to wyglądać. Dwie, poranione, zakrwawione wadery i basior, który wyglądał w sumie normalnie. Jakby ktoś spojrzał z boku, mógłby mieć dziwne przypuszczenia na temat tego co tu zaszło. Walka o zdobycz, którą była łania? Stare porachunki? Walka o miłość? Na to ostatnie o mało nie parsknęła śmiechem, stłamsiła to w sobie, tak, że przez jej twarz przeleciał dziwny grymas. Ni to z bólu, nie to z radości. Tylko ona wiedziała co jej chodziło po głowie i radowało ją to.
Wtem pojawił się szczeniak. Tak, szczeniak. Zmrużyła oczy. Nie wyglądał na specyficznie wygłodzonego, tak, że kości dawałyby się zobaczyć pod skórą. Wpatrywała się w niego tak chwilę, mrugając oczami. Szczenie musi mieć rodziców. Mogą być blisko i go szukać. Wtedy my możemy mieć kłopoty. Kalkulacja w jej głowie przebiegała szybko. Chyba, że coś się stało? Jednak był to dzieciak, więc trzeba było zebrać się na grzeczność.
-Sura.-spojrzała na młodego jeszcze raz przekrzywiając łeb. Jej głos nie brzmiał ni to wrogo, ni przyjaźnie. Rzuciła swoje imię na wiatr, by tylko doleciało do uszu małego basiora.
-Najedz się, odpocznij. Potem opowiesz nam skąd się tu wziąłeś, co?- nie była nastawiona negatywnie. Jednak jej ciało lekko napięło się, starając się wyczuć jakiekolwiek jeszcze obce wonie.


Rzeczne meandry

#84
Widział, jak każdy z dorosłych wilków jednocześnie reaguje na jego obecność. Był spostrzegawczy, to trzeba było mu przyznać. Dostrzegł, że samiec, który jako jedyny się nie przedstawił, z początku zjeżył sierść, gotowy na odparowanie ataku, ale kiedy dostrzegł, że w czarnym podrostku nie kryje się żadne zagrożenie, uspokoił się. Bezimienny szczeniak obserwował go szczególnie uważnie. To był instynkt. Drugi samiec wymaga szczególnej uwagi i ostrożności. Młodzieniec nie do końca jeszcze wiedział, dlaczego powinien skupić się na ciemnym osobniku. Później odezwała się jaśniejsza z samic i podała swoje imię. Dzierzba? A cóż to za dziwaczne miano?, zastanowił się młodzik. Właściwie, to nie miał szczególnego prawa uważać tego imienia za dziwne, w końcu żadnego jeszcze nigdy nie słyszał. Instynktownie czuł jednak, że zwykle wilki zwały się inaczej, mimo że nie pamiętał miana żadnego z członków swojej rodziny.
Tak się niestety zdarzyło, że kiedy dostrzegł mięso i otrzymał pozwolenie na posilenie się, opuściły go wszelkie dobre maniery i wygłodniałe ciało wzięło górę nad jego rozsądnym umysłem. Był naprawdę bardzo głodny, a sarna była świeża i tak go kusiła! Dopadł do niej, jak zwierzątko, którym z resztą gdzieś tam w głębi duszy był.
- Ja się nie nazywam. - wyznał, z trudem przełykając kęs ociekającego posoką mięsa. Był zachwycony, a jego bystre, brązowe oczy błyszczały z zadowolenia. Ogon poruszał się lekko, zdradzając jego rozluźnienie i zadowolenie. - To znaczy, nie mam imienia. - uzupełnił, chcąc być dobrze zrozumianym. Każdy z wilków czegoś od niego chciał, a on był tak głodny! Mięso było tak smaczne, a on z każdym kęsem robił się coraz bardziej ociężały i senny.
- Nie wiem, skąd się wziąłem. - wyjaśnił niejasno, zaczynając toaletę zachlapanego krwią futra, bo oto skończył jeść. Nietrudno zapełnić taki malutki żołądek. - I nie mam rodziców. - rzecz jasna musiał jakichś mieć, ale miał na myśli to, że ich nie pamięta. Wprawne oko dostrzegłoby świeżą, zasklepioną ranę z tyłu głowy szczenięcia, niewątpliwie źródło tej całej amnezji...
Obrazek

Rzeczne meandry

#85
Z uwagą patrzyła jak szczenię łapczywie pochłania mięso. Starała się wypatrzeć wszystkie jego zalety, które należało wzmocnić i wady, nadające się jedynie do zlikwidowania. Młodzik był bystry i odważny - w końcu nie każdy potrafi ot tak podejść do zakrwawionych wilków. A może to tylko szczenięca głupota? Nie, nie. Przecież był ostrożny i uważny, gotowy do ucieczki. Co prawda zauważyła chwilę słabości, kiedy opuściły go nagle siły, ale to nic wielkiego. Wytrzymałość da się wyszkolić, w końcu to jeszcze dziecko. To, że przetrwał tak długo bez nikogo i tak dobrze o nim świadczy. Ale przede wszystkim podobała się jej jego łapczywość, dzikość, agresja z jaką pożerał sarnę. To czyniło go perfekcyjnym wychowankiem. Przybranym synem. Spadkobiercą Splamionych. Coraz mocniej odczuwała potrzebę zaopiekowania się tym szczenięciem. Musiała jednak być ostrożna, nie spieszyć się. Inaczej cały plan pójdzie się kochać.
Co więcej, warunki ku temu były perfekcyjne. Młody nie pamiętał rodziców, nie znał swojego imienia. A więc amnezja. Tylko co ją spowodowało? Powoli wstała i podeszła do niego. I choć jej futro wciąż było nastroszone po niedawnej walce, jej ruchy nie były agresywne.Uważnie obejrzała szczeniaka, obchodząc go dookoła. Wyglądał na zdrowego... Oprócz tej dziwnej rany z tyłu głowy. Zięba nie znała się zbytnio na medycynie i anatomii, ale to chyba nie był element budowy szczeniaka.
- Patrzcie - powiedziała więc, wskazując na uraz. Niech Maelvius wypowie się w tej kwestii. W końcu jest medykiem.
- Pamiętasz cokolwiek? Choćby jedno wspomnienie? Uderzyłeś się w coś? - zapytała szczeniaka, uśmiechając się do niego czule. Zupełnie jak nie Dzierzba.

Rzeczne meandry

#86
Przyglądał się szczenięciu w milczeniu, ze zmarszczonymi brwiami obserwując każdy jego ruch. Łapczywość, z jaką zaspokajał głód wskazywała na to, że od dawna nie miał okazji tego uczynić. Więc może nie kłamał? Może naprawdę był sam...?
Skupił wzrok na dostrzeżonej wcześniej przez Dzierzbę ranie z tyłu głowy młodego. Zmrużywszy jeszcze bardziej ciemne ślepia, które przybrały teraz postać niewielkich granatowych szparek, swym charakterystycznym, nieśpiesznym krokiem zbliżył się w milczeniu do szczeniaka, wcale nie przejmując się tym, że podchodzący bliżej obcy basior mógłby wilczka zaniepokoić.
Zatrzymał się o krok od niego, zwieszając łeb nad jego głową i w milczeniu przyglądając się uważnie zranieniu, obwąchując uważnie uszkodzone miejsce, starając się doszukać jakichkolwiek znamion zatrucia bądź infekcji. Rana wydawała się stosunkowo świeża, lecz już nie krwawiła. Nie wydawała się tak głęboka, by bezpośrednio zagrażać jego życiu, czaszka szczenięcia nie została również naruszona, lecz jej rozmiary wskazywały na dosyć mocne uderzenie. Może upadek z wysokości? Wyjaśniałoby to luki w pamięci.
Przy okazji postanowił się zbadać zapach szczenięcia. Nie wyczuwał żadnych domieszek woni innych osobników, co dodatkowo mogło wskazywać, że mówi prawdę i nie ma w pobliżu żadnej rodziny.
Zerknął na posiadane przez siebie zioła, lecz zrezygnował z ich użycia, przynajmniej na tę chwilę. Ograniczył się przejechaniu po zranionym miejscu kilkukrotnie jęzorem, dezynfekując przybrudzoną nieco ranę za pomocą własnej śliny. W końcu odsunął się od szczenięcia, zerkając wpierw na obie samice, a następnie ponownie kierując się bezpośrednio do niego.
- Musiałeś dość mocno się o coś uderzyć... - mruknął, marszcząc brwi. - Nadal cię to boli? Nie pamiętasz, co się stało? - zapytał po chwili, nie spuszczając z niego wzroku. W przeciwieństwie do wader, widocznie nawet się nie starał, by wywrzeć na małym dobre wrażenie. Jego głos nadal był szorstki i chłodny, a oblicze wyprane z jakichkolwiek emocji. Najwidoczniej nie zdecydował, że warto jest to zmieniać dla zagubionego szczeniaka.
- Jestem Maelvius - dodał po chwili, orientując się, że obie jego towarzyszki się przedstawiły. - Mael - dorzucił po chwili, uznając, iż jego imię może być dla szczenięcia zbyt długie i trudne do zapamiętania.

Rzeczne meandry

#87
Zachowywała dystans. Nie miała ochoty zbliżać się do obcego szczenięcia, zwłaszcza, że Dzierzba wydawała się nim zainteresowana. Dobrze, niech ma jakieś zajęcia. Zainteresowało ją jednak jej odkrycie. Nie podchodziła jednak nadal. Nie była pewna, czy nie kręci się tu jeszcze ktoś. Poza tym, nie chciała, by szczenie poczuło się osaczone.
Trochę ją uspokoiło to, że Maelvius rzucił okiem na jego ranę. Dobrze świadczyło to o starszym basiorze, na pewien sposób nawet zaimponował Surze, a w jej oczach widać było przez sekundę dziwny błysk. Spojrzała na malca spokojniej złotymi tęczówkami. -Poważnie się zranił, Mael?- ponownie spojrzała na granatowe ślepia wilka, a następnie spojrzała na Dzierzbę. -Jak młody się naje, trzeba iść dalej. Kurz i brud przy ranach nie jest dobrą sprawą.- uśmiechnęła się jednym kontem pyska, jednak oczy pozostały poważne. Jej czarne futro pokryte było dalej ziemią i przyschniętą już posoką. Gdzieniegdzie był ślad po soku z Aloesu. Jednak czuła się niekomfortowo, zwłaszcza, że zapach posoki mógł tu kogoś zwabić. Humor uleciał z niej, jakby o czymś sobie nagle przypomniała. Przysiadła na zadzie, czekając aż jej towarzysze zdecydują się na dalszą drogę.


Rzeczne meandry

#88
Widział, z jaką uwagą Zięba go obserwuje, nie rozumiał rzecz jasna, co owe spojrzenie oznacza. Czuł, że sprawdza go pod jakimś względem i instynktownie wyczuwał, że wiele od tego zależy. Nie skomentował tego w żaden sposób, posłał jej tylko długie, zaciekawione spojrzenie. Jak to się wszystko skończy? Na jej pytanie tylko pokręcił głową, bo nie uważał za konieczne powtarzać tego, co już raz mówił. Nie miał pojęcia, skąd się wziął. Po prostu obudził się poprzedniego wieczora i tyle. Wstał i poszedł.
Młodzik nie przywykł do tak dużej uwagi poświęcanej mu w jednym momencie. Z zaskoczeniem stwierdził jednak, że zupełnie mu to nie przeszkadza. Patrzyli na niego, mówili o nim i do niego, a on był dalej rozluźniony i tak samo pewny siebie. Badanie i dokładna analiza, któremu został poddany, były dla niego zupełną nowością. W pierwszej chwili próbował wykręcić głowę i zobaczyć, co takiego medyk robi w okolicach tyłu jego głowy. Pohamował prędko ciekawość i cierpliwie doczekać do końca testów basiora. Nie powiedział nic, co czarne szczenię uznało za dobrą wróżbę. Kiedy się do niego zbliżał, basiorek nie zignorował go zupełnie. Śledził ruchy ciemnego ciała, zachowując czujność i gotowość do odskoczenia, gdyby coś mu się nie spodobało. Nie grał. W tym momencie nie zastanawiał się, jak wypadnie przed grupą wilków. Po prostu nie bał się czarnego samca, ale jednocześnie nie miał powodów, by bezgranicznie mu ufać. Jednak, kiedy poczuł jego ciepły jęzor na swoim zmarzniętym ciele, nie potrafił się powstrzymać i przymknął oczy w błogości, która go ogarnęła na dwa uderzenia serca. Był to dowód na to, że mimo dojrzałości, jaką się szczupły młodzian wykazywał, wciąż pozostawał kilkumiesięcznym szczeniakiem, który potrzebuje opieki i ciepła, bo w normalnych warunkach jeszcze przez jakiś czas byłby z matką.
- Nic mnie nie boli. - wyznał szczerze, kończąc w tym samym momencie mycie przednich łap. Wciąż nie były idealnie czarne, jak powinny, ale nie przypominał już ofiary polowania, a coraz bardziej wilka po łowach. Ślady krwi na łapach dodawały mu wieku. Wracając do jego słów, zapewne nawet gdyby odczuwał jakiś dyskomfort spowodowany raną, nie skarżyłby się, nie zamierzał więcej tego robić. Skądś wiedział, że to niemęskie i dziecinne. A on przecież taki nie był.
- Ja mogę iść - zakomenderował, wstając energicznie z miejsca. Nie miał pojęcia, dokąd wilki miałyby go zabrać, ale był gotowy i wdzięczny za nakarmienie go. Zignorował jednocześnie fakt, że coraz bardziej męczyła go senność. Gotowy do marszu z jakiegoś powodu ustawił się obok Zięby, która to okazała mu najwięcej zainteresowania i wydawała się być najlepiej do niego nastawioną z trójki.
Obrazek

Rzeczne meandry

#89
Z ulgą przyjęła wiadomość, że rana młodzika nie jest poważna. Mogła ona przecież całkowicie pokrzyżować jej plany. Nie chciała kalekiego szczenięcia. Byłby tylko utrapieniem, niepotrzebnym ciężarem. Nie zawahałaby się przed zabiciem go. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Na razie.
- Masz rację, nie powinnyśmy zwlekać - przytaknęła Surze.
Obserwowała, jak młody czyści łapy, zastanawiając się przy tam nad jego słowami. Nic go nie bolało, czyli nie cierpiał na żadne dolegliwości niewidoczne gołym okiem. Miała spore szczęście, trafiając na szczeniaka w tak dobrym stanie. Z drugiej strony... Nawet jeśli kłamał, to był dobry znak. Nie narzekał, nie pokazywał własnej słabości. Nie był jak większość. Ale czy zechce za nią podążać?
Następne ruchy basiora rozwiały jej wątpliwości. Jest gotowy do drogi. Nie trzeba go niańczyć. Kolejny problem rozwiązał się sam. Ucieszyła się w duchu, gdy stanął tuż obok niej. Wszystko szło zgodnie z planem, a to ostatnio zdarzało się nieczęsto.
- Najpierw poszukajmy może jeziorka albo czegoś w tym stylu. Ktoś z was zna jakieś w okolicy? - zapytała, uśmiechając się do szczeniaka.
Będziesz mój. Mój!

Rzeczne meandry

#90
Owy błysk w oczach Sury zwyczajnie mu umknął, gdyż wciąż był zajęty oględzinami uszkodzonego miejsca. Nie widział żadnych podstaw, by podejrzewać jakiekolwiek poważniejsze obrażenia.
- Sądzę, że niedługo powinno się zagoić bez większych problemów - oznajmił w odpowiedzi na pytanie wadery. - Grunt to nie doprowadzić do ponownego naruszenia tego miejsca i nie dopuścić do zabrudzenia rany.
Odwrócił wzrok od szczenięcia, ponownie kierując swe ciemne soczewki na samice. Zerknął najpierw na Surę, potem na Ziębę, słuchając słów padających z ich pysków po czym skinął łbem, przytakując ich słowom. Nie uszło jego uwadze, że szczeniak najwyraźniej postanowił trzymać się blisko Dzierzby. Również samica wykazywała nim wyraźne zainteresowanie. Nie przeszkadzało mu to. Przynajmniej tak długo, jak sam nie będzie zmuszony zajmować się młodym. A w jego mniemaniu mógłby okazać się całkiem przydatny, przynajmniej w przyszłości.
Usłyszawszy pytanie burej wadery pokręcił przecząco głową.
- Nie za bardzo znam tę okolicę i nie wydaje mi się, by było dobrym pomysłem teraz ją zwiedzać. Uważam, że najrozsądniej będzie po prostu wrócić w góry, na nasze tereny, gdzie mamy źródło niewątpliwie czystej wody - oświadczył, zerkając na resztę wilków. - Ruszajmy.
Wypowiedziawszy ostatnie słowo już się odwracał, kierując się z powrotem ku szczytom. Zerknął za siebie, by się upewnić, że pozostali ruszyli za nim i nikt nie pozostaje z tyłu, po czym znów skierował wzrok ku górującym nad okolicą szczytom.

//zt + Sura, Zięba i Wilga.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron