Podmokła równina

#51
Kiedy Sharan zdołała już całkowicie zatracić nadzieję na ponowne spotkanie Nairny, która miała zostać jej przybraną córką nie mogła wiedzieć, że własnie w międzyczasie mała samiczka przedziera się gdzieś przez gęstwiny, dawno porzuciwszy swój pościg za kolorowym motylem. I kiedy niebieskooka już zupełnie pożegnała się z możliwością zostania macochą dla małej waderki ponownie poczuła znajomy dotyk maleńkiego ciałka na swojej łapie, poprzedzony znajomym już głosikiem małego wilczka, najwyraźniej niesamowicie przestraszonego z powodu swojego krótkotrwałego odejścia za owadem. Sharan spojrzała na nią z zaskoczeniem i jednocześnie z radością, ponieważ mimo krótkiej znajomości z Nairną zdążyła już się z nią w jakiś sposób zżyć a jej los leżał jej na sercu. Nie potrafiła poradzić na to, że była niesamowicie opiekuńczą duszą.
- Dobrze, że jesteś z powrotem - odpowiedziała małej - następnym razem uważaj, dobrze? - skarciła ją jednak delikatnie, bez jakichkolwiek oznak zdenerwowania czy urazy, ale widać było, że zniknięcie małej wywołało u niej zmartwienie które teraz na szczęście powoli mijało. - Baliśmy się, że uciekłaś, zrezygnowałaś, albo co gorsza ktoś cię jakoś porwał. I oczywiście, że tak, możesz z nami zostać. - dokończyła potem, zerkając to na Nairnę, to na Malakai'a, to w końcu na Uranosa, na którym musiała się teraz skupić kiedy malec w końcu odpowiedział na jej pytanie i Ducha. Nie była jednak pewna, czy jego słowa były dla jej partnera wystarczające.
Wsłuchała się w wyjaśnienia Uranosa uważnie badając jego słowa. Zauważyła, że wysunięta przez nią teoria porzucenia malucha musiała go w jakiś sposób uderzyć, być może maluch rozpłakałby się albo nawet wpadł w depresję, gdyby miał słabszą psychikę. Jego reakcja wydawała jej się szczera, choć wciąż malec o wiele za łatwo akceptował swoje obecne położenie. Może chciał wydawać się w ich oczach starszy, odważniejszy? W końcu był samcem, a im nie przystoi łatwo ponosić się emocjom i ukazywać ich jak na dłoni przed innymi.
- Masz szczęście, że ten wilk nic ci nie zrobił. Mam nadzieję, że dawno zgubił twój trop, ale gdyby tak się nie stało, natychmiast nam o tym powiedz, jeśli go kiedykolwiek zobaczysz. - stwierdziła, po czym zamilkła, zastanawiając się co jeszcze więcej powinna dodać. Co należało powiedzieć na głos, a co przemilczeć... Nie miała wprawy w rozmowach ze szczeniętami, odchowywała dopiero swój pierwszy miot, a te dwa wilczki mogłyby spokojnie należeć do jej drugiego miotu gdyby się na taki zdecydowała.. Może jeszcze taka chwila nadejdzie, o ile sytuacja i warunki będą odpowiednie? Nie planowała tego jednak w najbliższej przewidywalnej przyszłości, miała bowiem na głowie swoje obecne pociechy, dwa zbłąkane oseski i wszystkie stadne sprawy, które jej dotyczyły.
W końcu stwierdziła, że zaczeka na odpowiedź Malakai'a, o ile taka nadejdzie, pozwalając młodemu wygłosić bez żadnych przerw swoją uroczystą przemowę. Wydawało jej się, że miał szansę w jakiś sposób zaimponować za jej pomocą Malakai'owi, który sam przejawiał niesamowite bogactwo wypowiedzi, a ten malec zapowiadał się na równie wielkiego gawędziarza. Tylko jaka będzie jakość jego historii?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Podmokła równina

#52
Białofutry zaskoczony odpowiedzią szarej, będącą równocześnie celnym zapytaniem a być może nawet osądem jego błędnego rozumowania, w kwestii odnoszącej się do porzuconych smarków. Po czym w pierwszej chwili nie wiedząc nawet co odrzec w swojej obronie, spoglądając całkowicie pustymi szafirami w jej oblicze, aby chwilę później swoje spojrzenie skierować w stronę gdzie znajdował się porzucony malec. Wszakże była to chwila jego największego zwątpienia, w jakiej nie potrafił odnaleźć choćby promyczka, który byłby w stanie rzucić światło na panujący mrok w czeluściach jego własnego umysłu. I gdyby nie kolejna, bądź co bądź przypadkowa wizyta zagubionego jestestwa, szafirooki zapewne runąłby w przepaść całkowicie bezsilny wobec odpowiedzi jaką zapragnął ze wszystkich swoich sił udzielić swojej lubej. Jednakże i tych było nad wyraz mało, aby od zamierzchłych czasów ich poprzedniego domu jakim była kraina Axis, białogrzywy nie mógł odnaleźć wewnętrznej równowagi, stanu umysłu w jakim to przedtem znajdowało się jego jestestwo.
I choć zewnętrzna persona basiora, w dalszym stopniu zachowywała pozory silnego oraz nieomylnego przewodnika w postaci głowy tejże rodziny, to najskrytszą prawdą było iż w obecnym czasie, bardzo daleko było mu do tego ideału. Aby odnajdując swoje miejsce całkowicie na uboczu, obecnego zamieszania, jakie wynikło wraz z powtórnym pojawieniem się małej, on sam jakby całkowicie nieobecny, nie ozwał się ani słowem.

Podmokła równina

#53

Spoglądał niepewnie to na opiekunkę, to na Malakaia. Basior wydawał się nieobecny i wycofany, najwidoczniej przejął się całym zamieszaniem związanym z przybyciem podejrzanej kulki futra. Uranos tymczasem starał się zebrać myśli. Wszystko było takie zagmatwane, takie skomplikowane. Wiedział, że jest bezpieczny, a Puszysta i Szafirowooki go obronią i choć odrobinę przeszkadzało mu towarzystwo podejrzanej waderki, to był gotowy je przetrawić na rzecz chwili odpoczynku. Bardzo chciał w końcu zawędrować do nowego domu, znaleźć jakąś wierzbę, a następnie opowiedzieć pani wszechświata jak to znalazł nowy domek z wilkami bardzo miłymi, z charakteru przypominających prawdziwych rodziców. Ukradkiem ziewnął, ale zaraz potem zwrócił się do Sharan z nadzieją w oczach.
- Czy będziemy mogli wyruszyć do domu? Bardzo chciałbym wszystko oglądnąć i odpocząć. To całe ganianie, uciekanie, czołganie jest strasznie męczące. – Skrzywił się, zapomniał o jednej ważnej rzeczy. Zawsze kiedy przychodził nowy wilk do ich watahy, należało przedstawić go alfie, najważniejszemu, najlepszemu basiorowi pośród wszystkich. Hmmm... Czekoladowy klapnął na tylnych łapach, a przednie wysunął w uległym geście.
- Chciałbym należeć do waszej watahy. Jesteście najsilniejszymi wilkami jakie znam, a wasze stado na pewno jest najlepsze i najwspanialsze. To co, przyjmiecie mnie? – Zadowolony ze swej treściwej prośby radośnie wstał z ziemi, już praktycznie czując się członkiem... Czego właściwie?
- A jak się nazywa ta idealna wataha, do której należymy razem? Musi mieć jakąś ekstra nazwę, żebym mógł mówić: Uranos z Najlepszej Watahy! O, albo lepiej! Będę mówić Uranos z Najlepszej Watahy, od Sharan i MALAKAIA. Ha, wtedy wszyscy będą się mnie bać.
Oczami wyobraźni już widział jak dumny maszeruje u boku najlepszego alfy świata – swojego opiekuna, a wszyscy zazdroszczą mu dobrego wychowania i umiejętności. Szczeniak nie brał żadnego marginesu błędu. Wydawało mu się, że skoro jego nowi prawierodzice są tak przemili muszą być parą alfa. Łaaał, ja to mam szczęście pomyślał czekając zadowolony na odpowiedź Puszystej.

Podmokła równina

#54
Sharan niewątpliwie potrzebowała chwili oderwania, spokoju, czegoś, co pozwoliłoby jej zapomnieć o ostatnich trudnych chwilach, jakie dane było jej przeżyć. Dwa maluchy, jakie udało im się zupełnym przypadkiem wraz z Duchem napotkać były jak niewielkie promyczki słońca przebijającego się przez chmury zawieszone na niegdyś jasnym, przyjaznym niebie. Wewnętrznie czuła, że powinna się nimi zaopiekować i że stanowią one o nowym, zupełnie świeżym początku, który pozwołiby im zacząć niemalże od zera, zapominając chociaż częściowo o dotychczasowych troskach.
Kiedy maluch spojrzał prosto w jej błękitne ślepia i przemówił swoim elokwentnym, choć wciąż młodzieńczym głosikiem, wysłuchała go należycie i w pełni, po czym zaryzykowała podjęcie decyzji tu i teraz, chwytając życie niczym byka za rogi i pędząc z jego szalonym nurtem. Kto wie, może taka spontaniczna decyzja okaże się czymś, co wyjdzie zarówno im i ich stadu na dobre?
- Będziemy mogli, i chyba należy wyruszyć jak najprędzej.. Spędziliśmy tu bardzo wiele czasu, więcej, niż się spodziewałam. - Wspomnienie o pochodzeniu z najlepszej watahy i akurat od niej i jej partnera nieźle połechtało jej ego i pocieszyło ją, stanowiąc kolejne przejaśnienie na burzowym horyzoncie.
- Jesteśmy.. Przebłyskiem Jutra. Dążymy do lepszej przyszłości dla siebie i naszych bliskich - wyjaśniła, starając się jak najlepiej wyjaśnić cel stada młodemu, bez zbędnego wciągania go w politykę. Na to przyjdzie czas, a i Lotar zapewne wolałby nie zdradzać wszystkiego od razu nowemu członkowi ich grupy.
Skończywszy mówić, Sharan podeszła do Malakai'a, po czym musnęła go lekko kufą po policzku, chcąc pocieszyć, oderwać od labiryntu myśli, w jakim białofutry zapewne się pogrążył. Przez te wszystkie lata zdążyła się już przyzwyczaić do jego częstych wędrówek do wnętrza jego jestestwa, nie biorąc jego milczenia do siebie. - Chodźmy, pewnie czekają na nas.. - wyszeptała do ucha lupara, po czym wzięła delikatnie w swe szczęki Nairnę, traktując ją z niemalże takim namaszczeniem jak nowonarodzone szczenię, Uranosowi zaś wyraźnym ruchem łba dała do zrozumienia, aby podążał za nimi.

z.t. + Nairna

/ja nie wiem jak wygląda sytuacja z Nairną, czy ona dalej gra czy nie, jeśli okaże się, że nie odpisuje ani tu ani na mail to ustalmy może, że Nairna zasnęła ze zmęczenia i ją po prostu ułożę w norze jak wejdę do tematu jam/
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Podmokła równina

#55
Tereny te podobały się Szaremu. Były tak bardzo inne, wilgoć jednak czuć było w powietrzu. Czuł lekkie zmęczenie, nie był już przecież młodzikiem, jednak potrzebował coś zjeść. Szedł więc, z łbem zawieszonym dosyć nisko, a nozdrza pracowały w poszukiwaniu zwierzyny. Jednak nie to przykuło jego uwagę. dostrzegł dziwny kwiat, który uznał za ciekawe zjawisko. Podszedł i zebrał parę sztuk, by później zbadać ich właściwości.
Kruki krążyły nad nim, a węch wyczuwał w końcu znajomą woń. Począł stąpać powoli, kryjąc się wśród traw. Ujrzał małe stadko saren, więc wzrokiem szukał ofiary. Nie było sensu atakować młodych i w pełni sił osobników - to było skazane z góry na porażkę w jego przypadku. Lustrował tak chwilę roślinożerców, aż ujrzał starą samicę, która poruszała się wolno i niezgrabnie.
Oczy błysnęły powoli i począł skradać się w kierunku swojego przyszłego obiadu. Spojrzał jedynie szybko na kruki, by w razie czego wspomóc się nimi.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Podmokła równina

#56
Wynik rzutu na pościg: 2 - pościg nieudany

Stara, leciwa samica sarny z pewnością byłaby łatwym kąskiem dla drapieżnika, gdyby nie jej czujność i wyrobiony przez lata spryt. Zwierzę, choć już osłabione z powodu zebranych na karku lat nie bez kozery zdawało się na mądrość i szybkość reakcji młodszych od siebie osobników, i kiedy te zaalarmowało pojawienie się wilka, ona także spróbowała się zerwać do ucieczki. Traf chciał, że dość zgrabnie udało jej się ominąć polującego Muuajiego, skazując go na kolejną próbę pochwycenia siebie. Jak widać, nie miała ochoty zbyt szybko żegnać się z życiem.

Podmokła równina

#57
Pokiwał wesoło kiedy dojrzał znak od Sharan. Już, już miał ruszyć za swoją nową opiekunką, kiedy coś kazału mu się jeszcze zatrzymać. Obrócił się i pogalopował w stronę białego, tak że jego głowę i tors Ducha dzieliły jedynie centymetry. Podniósł łepek możliwe jak najwyżej i posłał mu jeden z tych uśmiechów, które rozpuszczają prawie każde serce.
- Musimy ruszać! Skoro wszyscy idą, to ty też!- Nie czekając na odpowiedź ruszył przed siebie w myślach aż krzycząc: Zostanę członkiem Przebłysku! Nawet nie zauważył przemykającą gdzieś w oddali sylwetkę obcego wilka zanim dotarł do opieunki i ruszył razem z nią w dalszą drogę.
/zt

Podmokła równina

#58
Oczy błysnęły gniewnie, a z gardzieli wydobył się warkot pełny wściekłości. Ruszył pędem za łanią, gubiąc kilka piórek. Ruchy miał pewne siebie, a wbrew pozorom, jeszcze trochę kondycji miał.

ZABIJ JĄ, ZARŻNIJ BEZ LITOŚCI! NO BIEGNIJ, BIEGNIJ!

Głosy szczuły go, wzbudzając jeszcze więcej złości, wzniecając jeszcze większy ogień w jego duszy. Tym razem nic mu nie przeszkodzi w zabiciu kopytnego jak ostatnim razem. Biegł wiec tak dalej, próbując dosięgnąć łani, a w odpowiednim momencie skoczyć ku niej, by ją zatrzymać.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Podmokła równina

#59
Wynik rzutu: 1 - pościg nieudany
Numer ID rzutu: 431340

Sarna ponownie przewyższyła sprytem złaknionego jej krwi basiora. W porę przyspieszyła, a następnie zgrabnie skoczyła w bok unikając zabójczego skoku wilka. Być może jej krokami kierował bezbłędny instynkt, ale stara samica długo nie mogła już wytrzymać gwałtownych ataków, oraz ciągłego biegu. Mimo iż starała się przeżyć, tak na prawdę jej szanse malały z każdym kolejnym kłapnięciem zebów Muuajiego.
KHAL

Podmokła równina

#60
NA BOGÓW WSZYSTKICH, CHOLERNE KOPYTNE! Przeklnął w myślach, dalej kontynuując pościg. Nie miał nawet chwili myśli, by odpuścić. Łapy uderzały o ziemię, a płuca starały łapać się powietrze, gdy ponownie chciał zaatakować.
Kruki leciały nad wilkiem i jego ofiarą, obserwując tą pogoń za życiem. Ich krakanie nadawało całości jeszcze bardziej ponurej atmosfery, co basiorowi było na łapę.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron