Podmokła równina

#1
Źródło: lauramusikanski



Rozległa równina powstała dzięki działalności wód środkowego biegu rzeki. Teren jest tu podmokły, toteż rozwinęły się tu gatunki roślin lubujące się w wilgotniejszym gruncie. Miejsce to przypomina obszerną łąkę czy wrzosowisko, rosną tu jedynie niższe krzewy oraz trawy. Komary nie dokuczają tu tak bardzo jak na bagnisku, gdyż występuje tu więcej żywiącej się nimi zwierzyny. Podłoże także jest o wiele mniej zdradzieckie, a woda zdatna do picia.



Rośliny: błękitne kły, krwawnik, mięta, mniszek lekarski, ogórecznik lekarski, skrzyp
Zwierzęta: bizon, lis, perlica, sarna, zając

Podmokła równina

#2
Burza wraz z Evrettem przedzierali się przez pozbawione zielonych liści zarośla, które niekiedy nieprzyjemnie drażniły ich boki. Młoda samica nie reagowała na niedogodności, które musieli znosić, gdyż gałęzie nie były na tyle ostre, by móc rozciąć skórę. W obawie przed uszkodzeniem oczu zmrużyła powieki, spoglądając na świat poprzez niewielkie szparki. Dostrzegłszy, iż w oddali las się przerzedza, a tym samym "zagrożenie" maleje, przyspieszyła kroku, poprzez wykonywanie dłuższych susów. Kawałek mięsa, który uparcie trzymała w zaciśniętych szczękach, gwałtownie poruszał się we wszystkie strony, stanowczo utrudniając szybkie przemieszczanie się. Cała ta sytuacja musiała wyglądać przedziwnie - drobna wilczyca, która z uporem maniaka zaciska zębiska na zdartym z sarny mięsiwie, przy okazji wykonująca imitacje skoków, coby zwiększyć tempo podróży. Kojarzyła się z przerośniętym zającem-mięsożercą, który niezdarnie kieruje się do swojej kryjówki.
Opuściwszy las, poczuła pod łapami podmokłą glebę. Odruchowo zwolniła, unosząc łapy wyżej, niż wymagała tego sytuacja. Obliczem Gwiezdnej zawładną grymas niezadowolenia. Co prawda, podopieczna Evretta nie należała do osóbek wybrednych, bojących się ubrudzić czy nawet zranić, ale nie przepadała za śliskim, nieprzyjemnym w dotyku podłożem. Postąpiła kilka teatralnych kroków przed siebie, sprawdzając, czy cała równina pokryta jest błotem i zdając sobie sprawę, że jej podejrzenia są słuszne, przystanęła. Wciąż skrzywiona, wypluła kąsek, a gdy ten częściowo zanurzył się w brei, posłała mu krytyczne, nieco przerażone spojrzenie. - Ech. - Sapnęła głośno, po czym uniosła galaktyki, uczepiając je na wilku. Dosłyszawszy w oddali cichy szum rzeki, na moment zerknęła w jej kierunku. - Ja od dawna wiedziałam, że jest tu rzeka. - Zaczęła dość smętnie, nawiązując do zadania, które zlecił im Lotar. - Dzięki niej znalazłam ciebie. - Dodała, nieco weselej, ale wciąż nie na tyle, by posłać mu jeden ze swych zadziornych uśmiechów. Ponownie omiotła okolicę spojrzeniem.
- Chciałam, byś pokazał mi, jak się walczy. - Powiedziała po chwili milczenia. - Ale to nie jest chyba najlepsze miejsce.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Podmokła równina

#3
Evrett szedł tuż za Burzą, pozwalając jej decydować w którą stronę się udadzą, ponieważ jemu samemu było to całkowicie obojętne. Z zaciekawieniem obserwował nowe, mijane właśnie otoczenie w poszukiwaniu ciekawszych miejsc czy nawet roślin. Zdarzało się, że odrobinę się zapominał i zostawał w tyle gdy coś wydało mu się wyjątkowo interesujące. Zawsze w takich sytuacjach starał się jednak szybko nadrobić dzielącą ich odległość - w końcu nie wiadomo, na co lub na kogo mogą się tutaj natknąć. Idąc za młodą waderą, Evrett przyglądał jej się lekko zdziwiony faktem, że ta uparcie nosi ze sobą ten wielki kawałek mięsa. Nie był w stanie odgadnąć po co tak naprawdę to robiła. Dodatkowy bagaż przecież zdecydowanie utrudniał poruszanie się, a w razie potrzeby, w okolicy nie brakowało mniejszych zwierząt, które mogłyby posłużyć jako przekąska. Basior uśmiechnął się gdy mała postanowiła przyspieszyć, sposób w jaki biegła, dodając ruchy tego co trzymała w pysku, wyglądał wyjątkowo zabawnie.
Po jakimś czasie las przerzedził się i wyszli na rozległą, podmokłą równinę. Łapy zaczęły mu się odrobinę zatapiać w grząskim podłożu, ale brązowy nic sobie z tego nie robiąc, od razu podszedł, do rosnącej tuż obok rośliny, jaką okazał się być skrzyp. Zebrał ją z wyraźnym zadowoleniem uzupełniając swoje - jak na tą chwilę niezbyt obszerne - zapasy ziół. Odwrócił się w stronę Burzy gdy ta się odezwała, najpierw spoglądając na kawałek mięsa zanurzający się w błocie, później zaś dopiero na waderę.
- Też o tym wiedziałem - uśmiechnął się, miał wyjątkowo dobry humor - Jak się walczy, hmm? - omiótł spojrzeniem okolicę, tylko po to aby, przekonać się, że tutaj raczej nie znajdą suchego miejsca. W sumie, sam nie miałby nic przeciwko rozpoczęciu lekcji tutaj, ale może rzeczywiście, to nie było najlepsze miejsce. Z resztą, sam nie uważał się za zbyt dobrego nauczyciela. Na wiele rzeczy miał swoje własne sposoby, które nie zawsze były uznawane przez innych za dobre. -Może masz rację ...
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#4
Kompletnie zignorował parę wilków. Wpadł niczym burza, w końcu doskonale znał już te okolice. Nie mógł jednak od razu dostrzec tego, czego szukał. Zajęło mu chwilę, zanim dostrzegł ów nietypowy krzew rosnący rzadko na wilgotnym podłożu. Zwrócił się w kierunku w kierunku Revirell.
- Tam. Kwiaty, a w szczególności płatki są esencją tego zielska, natomiast liście... powodują niechciane efekty uboczne. Zbierz ile możesz, ja postaram się w tym czasie znaleźć drugi i też trochę zebrać.

Podmokła równina

#5
Przybyła w ślad za samcem, jak i on ignorując obce wilki. Chociaż woń, przyniesiona wraz z wiatrem, zdawała się jakby znajoma… Nie mając jednak czasu na rozmyślanie nad zapachem, zahaczającym o wspomnienia, zupełnie straciła jakiekolwiek zainteresowanie.
Przytaknęła, wysłuchawszy Niebieskookiego, a nie mając żadnych pytań, przystąpiła do zbierania. Przyzwyczajona do kolekcjonowania przeróżnych części roślin, z wyuczoną wprawą pozyskiwała kwiaty. Nawinęło się też kilka liści, jako, iż uznała je za przydatne. Któż wie, co przyniesie przyszłość i do czego się nadadzą? Jak przystało na doświadczonego medyka, zbierała szybko i sprawnie, w pełni skupiając się na powierzonym zadaniu. Co bynajmniej nie oznaczało, że straciła czujność – co to, to nie. Oskubując krzaczek, od czasu do czasu rozglądała się w poszukiwaniu Oriona, stale też nasłuchiwała. Uznała, że później zapyta o nazwę dziwacznej rośliny.

Podmokła równina

#6
- Nie lubię śliskiej ziemi. - Uzupełniła swoją poprzednią wypowiedź, gdyż zdała sobie sprawę, że nie wyjawiła faktu, który zaważył na ocenie odpowiedniości danej lokacji do ćwiczeń. - Łapy zanurzają mi się w tej brei. I... - Prędko zerknęła na w większości pokryty błotem kawałek mięsa. Gwiazda wzięła głęboki wdech, a w wielobarwnych tęczówkach zatańczyły iskierki przerażenia. - Mój posiłek jest teraz cały brudny! Nie chce rzuć obślizgłego piachu. Jak ja to zjem? - Pytała samą siebie, krzątając się przy mięsiwie. Wpierw trąciła je nosem, ale szybko fuknęła i odskoczyła od niego, zrozumiawszy, iż nie był to najlepszy pomysł. Część udźca przechyliła się, opadając na drugi bok, przez co niemalże w całości został oblepiony nieładną mazią. Burza postanowiła czym prędzej podnieść mięso z podmokłego podłoża. Trudno, najwyżej będzie musiała je wszędzie nosić. Pewność, że będzie miała co wrzucić do żołądka, gdy tylko poczuje głód, była motorem napędzającym irracjonalne działania córki Sharan i Malakai'a, Jednak dopóki nikt nie uświadomi młodej samiczki, ta wciąż nie zmieni zdania.
Dostrzegłszy przebiegającą tuż obok jej prawicy sylwetkę, mknącą niczym torpeda, wzdrygnęła się. Ruch powietrze wprawił ciemne futro w ruch, a w postawionych na sztorc uszach zaświszczał wiatr. Podopieczna Evretta uważnie przyglądała się obcemu basiorowi, lecz nie minęło wiele czasu, a zawtórowała mu inna nieznajoma. Ta, w przeciwieństwie do Oriona, znacznie wyróżniała się na tle wilków, które było dane jej spotkać. Drobna, kruczoczarna, ze sznurem ziół owiniętym wobec szyi... Gwiezdna Burza mimowolnie zbliżyła się do dwójki, jakby chcąc zarejestrować więcej szczegółów, poznać skrywane przez nich tajemnice. Bo co innego miało tłumaczyć niespodziewane przybycie niebieskookiego oraz Revirell? Wciąż mając zaciśnięte szczęki na drugim śniadaniu, przyjrzała się z oddali roślinie, którą para postanowiła zerwać.
Na moment zerknęła za siebie, posyłając swojemu Stróżowi spojrzenie pełne zwątpienia. Co robić?
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Podmokła równina

#7
- Jeśli chcesz, możemy podejść do rzeki. Będziesz mogła opłukać swoją przekąskę z tego błota. - Powiedział z lekkim uśmiechem przyglądając się poczynaniom swojej podopiecznej, która w końcu zdecydowała się zacisnąć zęby na przyniesionym tu przez siebie kawałku mięsa. Właśnie w tym momencie, usłyszał, że ktoś zbliża się do nich, w bardzo szybkim tempie pokonując część puszczy, którą dwójka znajdująca się na równinie, niedawno opuściła. Bury basior odruchowo przygotował się na ewentualny atak, ale osobniki, chwilę póżniej przebiegły obok, zdawały się ich w ogóle nie zauważać. Lekko zaskoczony Evrett, powiódł za nimi spojrzeniem, chcąc dowiedzieć się po co, w takim pośpiechu, przybyli w to miejsce. Musiała to być sprawa niecierpiąca zwłoki, skoro nie zwrócili nawet na nich uwagi.
Wtem, odezwał się niebieskooki basior, wspominając o zbieraniu płatków jakiejś rośliny. Brązowy nastawił uszy wyjątkowo zainteresowany tym tematem, odruchowo zrobił kilka kroków naprzód za Burzą, jednocześnie wpatrując się w krzak wskazany przez Oriona drobnej, kruczoczarnej waderze. Bury mruknął coś cicho z niezadowoleniem, nie będąc w stanie określić, czym tak naprawdę była owa roślina.
Na ziemię sprowadziło go dopiero spojrzenie Burzy. No tak, wypadałoby coś zrobić, zamiast bezsensownego gapienia się. Obcy nie wyglądali wyjątkowo groźnie, najwyraźniej bardzo się spieszyli. Mając w pamięci słowa Lotara poskromił jednak swoją ciekawość nie chcąc narażać młodej wadery na potencjalne niebezpieczeństwo, nie miał w końcu pojęcia, kim jest tamta dwójka. Westchnął ciężko, łbem dając Gwieździe znać, że będą się stąd zbierać. On nie ruszył się jednak z miejsca, chciał, aby to mała pierwsza zawróciła - co prawda tamci wydawali się w stu procentach pochłonięci własnymi sprawami - ale mimo wszystko, ostrożności nigdy za wiele.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#8
Po chwili rozglądania się cudem odnalazł drugi krzew rosnący wśród pospolitych roślin. Bez zastanawiania się podbiegł i bardzo delikatnie zaczął zbierać żółte kwiaty. Niestety były one dość delikatne, więc nawet jeden zły ruch mógł spowodować, że płatki wylądują na ziemi i nie będzie w stanie zebrać tak małego obiektu z podmokłego podłoża. Kiedy jednak udało mu się wreszcie zebrać trochę, skierował się w stronę Revirell, której też się udało co nieco zebrać.
- Możemy ruszyć już teraz albo poszukać jeszcze innych terenów gdzie rośnie ten krzew, na wszelki wypadek, gdyby jednak ta choroba na kogoś się rozprzestrzeniła. Skoro jednak nikt inny nie wykazywał tych objaw, nie powinno być problemu. Sama zdecyduj.

//Zgłoś się po odbiór "nieznanej rośliny" w odpowiednim dziale.

Podmokła równina

#9
- Myślę, że tyle wystarczy. - Uznała, spoglądając na zebrane kwiaty. - Czas ucieka, a w razie, gdyby ktoś się zaraził, udam się na poszukiwania. Póki co lepiej by było wrócić i pomóc chorym. Tak właściwie, co to jest?
Zapytawszy, obróciła się kilkukrotnie, obierając odpowiedni kurs. Postąpiwszy dwa kroki naprzód, odwróciła łeb i zerknęła na Oriona, czekając, aż da znak do wymarszu. Nie była pewna, czy to wszystko, co mieli zdobyć, by stworzyć antidotum.

Podmokła równina

#10
Z wielkim bólem, z naprawdę ogromnym bólem ponownie położyła kawałek mięsa na podmokłym podłożu. Tym razem jednak nie rzuciła go, a delikatnie ułożyła, powoli schylając się i puszczając w chwili, w której poczuła, iż sarnina dotknęła ziemi. Przez jakiś czas bez słowa mu się przyglądała, a stwierdziwszy, iż stoi wystarczająco stabilnie, by wciąż czysta część nie zabrudziła się, przeniosła oczęta na dwójkę wilków. Ci uparcie ich ignorowali, najwyraźniej niezwykle pochłonięci swoimi sprawami. Wiedząc, że Evrett nie chce się mieszać, by nie narazić się na gniew Lotara, wadera postanowiła nie robić niczego głupiego. Stojąc w miarę bezpiecznej odległości, przyglądała się nieznajomym oraz interesującej ich roślinie. Powoli wykonała kilka kroków, coby mieć lepszą wizję na oblicza Revirell i Oriona, cały czas zachowując odpowiedni dystans. Dostrzegłszy mlecznobiałe ślepia, które zdawać by się mogło, że świecą własnym blaskiem, wzdrygnęła się. Księżyce niezwykle odcinały się na tle kruczoczarnego futra, co dodatkowo wzmacniało efekt.
Uznawszy, iż wystarczająco dużo zobaczyła, wróciła do Stróża, po drodze zabierając ze sobą mięsiwo. - Powiemy o nich Lotarowi? - Zapytała typowym dla siebie donośnym, hardym głosem, nim ruszyli w stronę obozowiska. Nieznajomi bez problemu byli w stanie usłyszeć wypowiedziane przez Burzę zdanie.
Kilka chwil później zniknęli wśród zarośli gęstego lasu.

/zt
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron