Podmokła równina

#71
Łapy zaprowadziły go aż tutaj, w miejsce, które już od dawna planował ponownie odwiedzić. Czy uda mu się odnaleźć tajemniczą żółtą roślinę, którą zbierali tu kiedyś członkowie górskiej watahy? Cóż, to się okaże, z pewnością jednak miał zamiar spróbować to właśnie zrobić.
Przez podjęte poszukiwania niemal zapomniał o głodzie, który go tutaj sprowadził. Wykonywane zajęcie pochłonęło brązowego całkowicie. Przemierzał kolejne metry, dokładnie badając każdy napotkany krzew, lecz jak dotąd żaden nie okazał się być tym, którego szukał. Po drodze odnalazł natomiast całą masę innych, przydatnych roślin, co tyko jeszcze bardziej motywowało go do działania.
Po kolejnej nieudanej próbie, zmienił nieco aktualną taktykę, na taką, którą powinien przyjąć już od samego początku. Zatrzymał się, chcąc odnaleźć wzrokiem miejsce, z którego kiedyś wraz z Gwiezdną Burzą obserwowali dwie Iskry. Chwilę mu to zajęło, ale ostatecznie zdołał je mniej więcej określić dzięki kilku pomniejszym charakterystycznym punktom, oraz położeniu rzeki. Tyle wystarczyło - nie musiał już błąkać się po rozległej równinie w nadziei, że trafi na tą konkretną roślinę - teraz pole poszukiwań znacznie się zawęziło. Ruszył w tamtą stronę.
Wtem jednak uwagę Evretta przyciągnął zając, który spłoszony obecnością zbliżającego się w jego stronę drapieżnika podjął próbę ucieczki, chociaż jak na razie nikt go nie gonił. Na razie, bo to przypomniało żółtookiemu o pierwotnym celu w którym zawitał w to miejsce. Nie chciał bez sensu tracić czasu na uganianie się za większą zwierzyną, więc ostatecznie doszedł do wniosku, że uszaty uciekinier będzie idealną przekąską. Z marszu płynnie przeszedł w bieg, chcąc spróbować pochwycić oddalającego się gryzonia.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#72
Wynik rzutu: 3
Niepowodzenie

Uciekający szarak miał nieznaczną przewagę nad nieco roztargnionym basiorem. Nieubłaganie zbliżał się do swej kryjówki, przez co wilk musiał znacznie przyspieszyć tempo biegu. Wymuszane przez zająca ciągłe zrywy i zmiany kierunków wpłynęły jednak na Evretta w sposób negatywny - wywołały nieznaczne nudności. Kolejno nastąpił burczenie i ból brzucha, przez co bury zwolnił. Drobny zwierz gdzieś czmychnął, gubiąc drapieżnika.
Pomimo zatrzymania się, członek Przebłysku Jutra wciąż odczuwał dyskomfort. Żołądek od czasu do czasu atakował skurcz, a mdłości nie ustępowały. Nie były one jednak na tyle dokuczliwe, by nie móc kontynuował polowania. Evrett mógł skojarzyć, iż zjedzona niedawno mieszanka niekoniecznie należała do typowych wilczych posiłków, na co jego narządy właśnie marudziły.

/Evrett zachorował na zatrucie pokarmowe. Opis choroby oraz sposoby jej leczenia zawarto w tym temacie.

Podmokła równina

#73
Nagłe, gwałtowne zmiany kierunków, które stosował upatrzony gryzoń by go zgubić, dobitnie przypomniały brązowemu, czemu zazwyczaj unikał polowań na te mniejsze zwierzęta. Jego pustemu żołądkowi najwidoczniej także się to nie podobało, bo coraz bardziej dawał mu się we znaki. Evrett był zmuszony znacząco zwolnić, a nawet zatrzymać się całkowicie, aby nie zwrócić resztek mieszanki, którą zażył jakiś czas temu.
Basior był święcie przekonany, że to wszystko jest spowodowanie głodem, który nagle, z niewiadomych przyczyn się nasilił. Nie pozostawało więc nic innego, niż kontynuować pościg za zającem. Potrzebował chwili oraz kilku głębszych oddechów aby jako-tako dojść do siebie i powoli ruszył śladem zbiegłego szaraka. Nie wiedział czy jest jeszcze sens uganiać się za tą konkretną sztuką, ale nie miał siły aby teraz szukać kolejnych, szczególnie na tej ogromnej równinie.
Idąc starał się nie robić zbyt dużo hałasu, lecz ciężko było mu się skupić na czymkolwiek - tym razem nie miało to jednak związku z natrętnymi myślami, lecz z tym co wyprawiał jego organizm. Wszystkie objawy, które zdążył w tym czasie zaobserwować coraz mniej przypominały te, które byłaby w stanie wywołać zwyczajna potrzeba dostarczenia żołądkowi czegoś do jedzenia. Mimo to jednak postanowił spróbować dokończyć polowanie. Porcja świeżego mięsa nigdy nie zaszkodzi... chociaż, czy na pewno?
Gdy tylko jego oczom ukazały się długie, zajęcze uszy wystające zza jednego z krzewów na skraju równiny, bez zbędnego zastanowienia, rzucił się w tamtą stronę, zaciskając zęby aby być w stanie zmusić się do biegu.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#74
Wynik rzutu: 10
Powodzenie

Udało się. Zainteresowany czymś znajdującym się wśród źdźbeł trawy zajączek nie miał szans na uniknięcie wilczych szczęk, które go schwytały. Mocne zębiska Evretta z łatwością przebiły skórę zwierzęcia, uśmiercając je.

Nudności nie przemijały. W niedalekiej przyszłości ustąpią miejsca wymiotom oraz zawrotom głowy.

Podmokła równina

#75
Gdy tylko poczuł w pysku smak świeżej krwi, żołądek po raz kolejny dość znacząco dał mu o sobie znać. Z odrazą wypluł więc ciało upolowanego szaraka na wilgotną trawę, po chwili robiąc kilka kroków w przód, bo nawet sam widok niedoszłego posiłku powodował odruchy wymiotne. To nie mógł być głód - lecz w takim razie co takiego? Odpowiedź wydawała się prosta, lecz brązowy, przez lekkie zawroty głowy, potrzebował chwili na zebranie myśli. W tym czasie, położył się na ziemi, głęboko oddychając, z nadzieją, że chociaż w niewielkim stopniu pomoże to przegonić nieprzyjemne dolegliwości.
Jedyną rzeczą, która jakkolwiek mogła mu zaszkodzić, była mieszanka aloesu, szałwii oraz melisy, którą połknął chwilę przed niedawną drzemką. Czy to miała być cena za chwilę upragnionego spokoju? Za próby wyrzucenia z pamięci syna oraz własnej rodziny? - Nie i nie. Najwidoczniej ten miks zwyczajnie tym razem nie odpowiadał jego żołądkowi - będzie trzeba to zapamiętać i uważniej dobierać zioła. Może to z którąś ze spożytych roślin było coś nie tak? To także mogło być prawdopodobne, lecz nie miał siły doszukiwać się teraz konkretnych przyczyn.
Było mu gorąco. Coraz bardziej gorąco. Chcąc temu wszystkiemu jakoś zaradzić, jak zawsze miał zamiar skorzystać ze swojej kolekcji ziół, mimo to, że to właśnie one zapewne były za to wszystko odpowiedzialne. Potrzebował mięty. Odnalezienie jej pośród całej masy innych zebranych roślin nie zajęło mu dużo czasu - wszystkie były bowiem wplątane w jego futro w należytym porządku. Zanim jednak zdążył wyplątać chociażby jedną sztukę, do jego nosa dotarł zapach bukwicy. Bukwicy zwyczajnej - dziwne. Nie przypominał sobie, żeby zbierał ją w ciągu ostatnich kilku miesięcy, ale nie dało się ukryć, że tam była - delikatnie przysuszona. Czy przez gorączkę zaczął już mieć zwidy?
Jakkolwiek by nie było postanowił wykorzystać dar od losu i odgryzł kłącza ziela, a pozostałą część odrzucił na bok. Spokojnie przeżuwając całość zamknął na chwilę oczy, od czasu do czasu przełykając połączenie śliny i soków bukwicy. W tym momencie dotarło do niego, że jest to znalezisko znad dębu przy którym ostatnio spał. Jak przez mgłę pamiętał, zawiniątko porzucone pośród rosnącej wokół melisy...
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#76
Zatrucie pokarmowe Evretta nie dawało za wygraną. Mogłoby się zdawać, że jednorazowe użycie ziół wystarczy, jednak poprzednia mieszanka nie chciała odpuścić. Czyżby opróżnienie żołądka mogło okazać się bardziej pomocne niż bukwica? A może to jednak mięta wykazałaby się lepszą skutecznością?

/Evrett wciąż choruje na zatrucie pokarmowe.

Podmokła równina

#77

- Shaaaaaaaaran! Shaaaaaaaran!
Ten motyle był bardzo ładny, bardzo. Ale z pewnością gdyby zamiast na niego wypatrywał ogona Puszystej łatwiej byłoby ją potem znaleźć. Uranos żałował, że te przemyślenia nie doszły do niego w momencie kiedy znudzony śledzeniem tyłu opiekunki ruszył za kolorowym stworzonkiem. Z czasem ślady zmieszały się, a tropy rozeszły na tysiąc stron. Żałował, że nie ma z nim Malakaia. On na pewno wiedziałby co zrobić. Zawsze wiedział, a przynajmniej na takiego wyglądał. Czekoladowy szczeniak dobiegł w końcu do terenów, które atmosferą przypominały miejsce w jakim znalazł swoich nowych rodziców.
- Łaaał! To miejsce wygląda dokładnie jak to gdzie ich spotkałem. Jest trawa, są drzewa. Jest Malakai. Zaraz... Malakai! – Nikt nigdy nie widział jeszcze tak radosnego szczeniaka, jak ten który z wywalonym językiem i trzepoczącymi na wietrze uszami biegł w stronę Ducha. Praktycznie leciał wśród gęstej trawy. Czuł się jak wcześniej goniony motel. Wolny, szczęśliwy i... Z łomotem przeturlał się, uderzając o coś dużego i kosmatego. Uranos pokoziołkował przed siebie, zupełnie nie delikatnie rozkładając swoje szerokie ciałko na trawie. Głęboko westchnął, w szoku próbując ocenić sytuację. Zaskoczony rozglądał się w poszukiwaniu tego dziwnego głazu. Po chwili dostrzegł coś co z pewnością nie było głazem, a fizjologią przypominało raczej wilka. Sporego wilka.
- Panie co pan? Pan się tak kładzie na środku polany, jak wilki idą w przeciwną stronę! - Żachnął się, niczym żyrafa niezgrabnie podnosząc do pozycji stojącej.
- Może pan sobie tu jakiś znak postawi? Tu leżę, nie przeszkadzać, ale omijać? Bo wie pan, ja tu się prawię wywaliłem. W gruncie rzeczy, wywaliłem całkowicie. Jakby mnie ktoś zobaczył, to ucierpiałaby moja reputacja.
Machał ogonem na wszystkie strony, zniecierpliwiony oczekując odpowiedzi. Nagle sprawa Malakaia stała się odległa i mniej ważna. Uranos kompletnie zapomniał, że jego bożyszcze stoi, właściwie na drugim końcu polanki.

Podmokła równina

#78
Wypluł resztki przeżutej bukwicy i czekał aż ta wreszcie zacznie działać. Dodatkowo postanowił przełknąć także odrobinę mięty, aby zbić gorączkę, przez którą czuł się ledwo żywy. Przy okazji ziele to mogło pomóc także uspokoić się jego żołądkowi.
Basior nie miał najmniejszej ochoty ani siły ruszać się z miejsca w którym leżał, lecz dostrzegłszy parę metrów dalej wypełnione wodą zagłębienie, jakich pełno było na tej podmokłej równinie, podniósł się na łapy z cichym stęknięciem. Gdy pokonał dystans dzielący go od celu, legł na wilgotnej trawie tuż obok, aby po chwili zanurzyć pysk w chłodnej cieczy, przynajmniej w niewielkim stopniu ochładzając w ten sposób rozpalone ciało.
Nie minęło zbyt dużo czasu, gdy względną ciszę panującą wokół zakłóciła obecność innego żywego stworzenia, które z każdą sekundą zbliżało się coraz bardziej. Był w stanie stwierdzić, że jest to coś niewielkiego, ... jakiś rozpędzony zając... lis - wszystko jedno. Było mu to w tym momencie całkowicie obojętne. Odniósł nawet wrażenie, że dosłyszał gdzieś w oddali imię Głównego Doradcy Lotara, lecz uznał to za kolejny wybryk ogarniętego gorączką umysłu. Nie otworzył, nawet półprzymkniętych oczu - dopóki wspomniane wcześniej zwierzę nie uderzyło z impetem w jego tulów, co dało zdecydowanie lepszy efekt niż spożyta wcześniej bukwica, która między innymi miała wywołać wymioty. Niestety i tym razem było to odrobinę za mało - samiec zignorował ból, spowodowany zderzeniem i niemrawo spojrzał w stronę czekoladowego wilczka, który to szybko pozbierał się z ziemi i teraz zasypywał go masą ... zarzutów? Zapewne gdyby nie czuł się tak koszmarnie wywody młodzika wywołałyby u niego rozbawienie, lecz teraz przyjął to wszystko z wyjątkową obojętnością. Co więcej, ledwo docierały do niego jego słowa.
- W takim razie dobrze, że Twoją widownią były jedynie króliki... - mruknął półprzytomnie mimo, że w najbliższej okolicy znajdował się tylko jeden gryzoń - na dodatek całkowicie martwy. Brązowy przeniósł żółte ślepia na bliżej nieokreślony punkt ściany lasu przed sobą i ponownie je przymknął, licząc na to, że szczenię zaraz się ulotni.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Podmokła równina

#79
Zioła zaczynały działać. Najpierw ucisk w brzuchu ustąpił, a po nim zniknęły mdłości. Wszystko działo się powoli, ale Evrett czuł się na pewno lepiej. Jedyne co zostało to osłabienie i niska gorączka. Mimo coraz lepszego samopoczucia wilk przez najbliższe kilka dni będzie musiał uważać na to co je by zatrucie nie powróciło. W dodatku potrzebne mu będzie dużo odpoczynku, by zregenerować siły i podnieść odporność organizmu.

/Evrett przestaje być chory na zatrucie pokarmowe.

Podmokła równina

#80
Uranos poza potokiem słów przyniósł coś jeszcze… Na końcu jego kity delikatnie powiewała czarnuszka. Zdawać by się mogło, że jest ona wręcz przyklejona. Jednak z chwilą gdy samczyk zaczął nerwowo machać ogonem roślina uniosła się w powietrze, by potem spokojnie opaść u łap Evretta.

/Evrett otrzymuje czarnuszkę siewną x1.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron