Cmentarzysko

#11
O, imię też miał pasujące i ładne, przynajmniej proste i nie takie zawiłe i dziwaczne jak jej. Jasne, że nie poddawała pod wątpliwość to czy to prawda, dla niej takie wartości nie istniały, matka uczyła ją że wilki są dobre, jeśli tylko nie krzywdzą bliskich i trzeba w nie wierzyć i im pomagać, a ojciec że nie można się poddawać, nigdy. Tak ją wychowano, całkiem odwrotnie niż Nienazwanego, nasycono ją miłością i nadzieją które dawały jej siłę. Spędziła z rodzicami tylko pierwsze cztery miesiące, lecz to było wystarczająco, by pamiętała o nich i wartościach które jej przekazali. Tęskniła. Boleśnie i dotkliwie, lecz wciąż wierzyła że gdzieś tam są i mieli powód dla którego wysłali ją na poszukiwania babki której niestety nie odnalazła. Dlaczego nie szukała więcej? Nie była w stanie określić, dlaczego odeszła i trzymała się z dala od innych przedstawicieli swojego gatunku aż do tego dnia. Jaśmin był pierwszym którego spotkała.
- Pięknie, miło mi cię poznać! Co tu robisz? Należysz do jakiejś watahy? Skąd pochodzisz? Ja przez wiele księżycy trzymałam się z dala od innych wilków, nie wiem czemu właściwie. Coś mi chyba odbiło, ale co poradzić. Wiesz, jesteś pierwszym którego widzę od tak długiego czasu, zabawne, ale miłe. Wcale dobre przywitanie wśród żywych. - zażartowała kończąc wypowiedź i zachichotała cicho, śmiechem łagodnym, brzmiącym jak srebrne dzwonki trącane od niechcenia przez leniwy podmuch wiatru. Dokładnie tak, jak jej matka. Nie wiedziała, już nie do końca pamiętała jej głos, nie zdawała sobie do końca sprawy z tego jak wierną jej kopią jest. Pewnie gdyby Sheneya żyła, łatwo byłoby je pomylić, dla osób które jednak nie wiedziały o istnieniu Vasi, a tych mogło być wcale sporo, poznanie najmłodszej z Ostrzy będzie pewnym szokiem. Tylko te bezdenne, martwe ślepia brutalnie psuły marzenie o tym, że Wieszczka wcale nie umarła razem z ukochanym Yggdrasilem, że wcale nie zabrał jej ze sobą do krainy wiecznych łowów. Bóstwo odebrało światu swą córkę, dar od poddanym ludziom psowatych za to, że ukochały bardziej dwunoga niż naturę, dla Yggdrasila nic nie znaczył fakt iż Voulke osierociła trójkę swych szczeniąt oraz zostawiła samotnie ukochanego Pożeracza, łamiąc mu serce. Diabeł jeden wie, gdzie teraz był złamany, samotny wojownik kiedy jego najdroższa odeszła.

Cmentarzysko

#12
Ani na moment nie spuścił wzroku z matowych, czarnych ślepi rozmówczyni, choć niejasną, chorobliwą fascynację ukrył za uprzejmą ciekawością. Zaglądał więc tylko w otchłań niby pustych oczodołów ze zdawkowym zainteresowaniem, słuchając dalszej paplaniny. Ciemne wargi nawet nie drgnęły, gdy z wnętrza smukłego pyska falą polały się kolejne pytania. Powstrzymał nagłą ochotę, aby rozciągnąć lico w brzydkim, drwiącym grymasie i prychnąć, tudzież zwyczajnie strzelić Vouellye kłami po kufie. Miast tego oblicze Nienazwanego przyozdobił leniwy uśmiech, sięgając oczu, na których powierzchni zatańczył. Blask, nawet udawany, rozjaśnił fiołkowo-chabrowe tęczówki, podkreślając żywe kolory, pięknie współgrające ze sobą. Oblizał spierzchnięty nos, nim odpowiedział.
- Dziękuję. Mnie również miło panienkę poznać. – Odparłszy, zrobił pauzę, aby nabrać powietrza do płuc. Przetrzymał je parę sekund, nim wypuścił powoli, jakby niechętnie. Zyskawszy tym samym odrobinę czasu, odtworzył w pamięci wypowiedź Czarnookiej, by udzielić odpowiedzi w odpowiedniej kolejności. – Spałem. Nie. Z daleka.
Najwyraźniej uznając to za wystarczające, zamilkł. Cóż jeszcze mógł powiedzieć? Miast mówić, wpatrywał się jedynie wyczekująco w nieprzeniknione patrzałki Vasi, wręcz domagając kontynuacji rozmowy. Słuchało się całkiem przyjemnie, co musiał przyznać, chociaż z niemałym oporem. Bo jak to tak, żeby obcowanie z innym wilkiem wywoływało pozytywne odczucia? A fe! Uznając za konieczne popracowanie nad samokontrolą, zepchnął karcące myśli na obrzeża świadomości, skupiając się natenczas bardziej na towarzyszce, niźli własnym wnętrzu. Gdy już się rozstaną, gdy każde pójdzie we własną stronę, będzie miał aż nadto czasu dla siebie. Teraz liczyły się tylko czarne perły ocząt, w które wgapiał się coraz nachalniej i trudno było stwierdzić, czy chciał jedynie doszukać się źrenicy na tle ciemnych tęczówek, czy utonął w ich głębi, poszukując czegoś więcej. Jakby nie było, jeżeli młoda Voulke kiedykolwiek pomyślała, że jej ślepia są nieciekawe, lub zwyczajnie brzydkie, zaangażowanie Jaśminu przeczyło wszelkim obawom.

Cmentarzysko

#13
O, zdobyła kolejny uśmiech, piękny, błyszczący w ślepiach rozmówcy iskrami które wywołały u niej całkiem nowe, nieznane odczucia. Jakby coś chciała, ale w sumie nie wiedziała co, coś na pewno od fiołkowookiego tylko o co jej chodziło? Uczucie z brzucha zwlekło się niżej i sprawiło że Voulke gwałtownie wstała i zamiotła nerwowo ogonem. Zabuczała nerwowo, nie rozumiejąc co takiego chce po czym znów usiadła, z miną sugerującą że nie wszystko do końca jest w porządku. Wróciła spojrzeniem do czarujących ślepi rozmówcy, tym razem zrobiło jej się jakoś gorąco. Pominęła ten fakt, obiecując sobie że jeśli znajdzie babkę, zapyta ją o to. Żałowała, że nie ma z nią matki, ona wiedziałaby co to za czary.
- Masz jakąś tutaj rodzinę? Byłeś jeden w miocie? Ja niestety tak, mama była słaba i tylko ja przeżyłam, ale podobno mam starsze o rok rodzeństwo, dwoje. Chciałabym ich poznać, niby małe prawdopodobieństwo że tu są lecz trzeba mieć nadzieję. Jeszcze gdzieś powinna być babcia, o i jeszcze najstarszy brat. Przygarnięty ale brat. - zdecydowanie, co otwierała pysk to myśli wylewały się z niej wartkim strumieniem. Wystarczyło chwilę posłuchać żeby dowiedzieć się o Vasiji wszystkiego, włączając w to jej rodzinę, pochodzenie, pewnie intymne sekrety także po jakimś czasie. Możliwe też że taki efekt wywoływał sam Nienazwany, tak uważnie jej słuchał, w fiołkowo-chabrowych ślepiach odbijała się szczera fascynacja, która niesamowicie pochlebiała córce Wieszczki. Wręcz chłonęła go, zapomniawszy o całkiem o reszcie świata i tym gdzie powinna być albo podążać. Po co? Całym jej nieboskłonem były fiołkowe tęczówki z owym strzępem chabrowym przez tę chwilę. Później będzie myślała, co się działo i czy powinna się zachowywać jak się zachowuje. Liczyło się tylko tu i teraz, to hipnotyzujące spojrzenie i fale gorąca.

Cmentarzysko

#14
Zaglądał w przyciągające czernią oczęta, zapadając się jakby głębiej i głębiej. Uroczy i zdecydowanie oryginalny szczegół w postaci dwubarwnych rzęs tylko podkreślał niesamowitość spojrzenia waderki, które trzymało go w miejscu już od samego początku konwersacji. Do czasu. Dziwne zachowanie rozmówczyni nie uszło uwadze młodzieńca, który w odpowiedzi cofnął szlachetny klin łba o kilka centymetrów. Pomimo mizernego wzrostu i niezbyt pokaźnej budowy, wciąż był od niej wyższy, toteż nieco z góry obserwował poczynania Wieszczki, aż ta nie usiadła na powrót. Wiedziony ciekawością, postąpił dwa kroki naprzód, skracając dzielący ich dystans do minimum. Niemalże zadrżał, czując ciepło jej ciała, gdy białe kosmyki splotły się ze sobą. Ignorując zdecydowanie przesadną bliskość, nachylił się nad Czarnooką, a w jego ślepiach odbijało się nieme pytanie – coś się stało?
- Nie mam. Jeden. – Odpowiedział zdawkowo, głosem odrobinę zmienionym, na myśl przywodzącym pomruk ogromnego kocura. Puszysty ogon zakołysał się z lewa na prawo i z powrotem, ospale i łagodnie, kiedy Jaśmin oczekiwał kolejnych pytań, słów, czegokolwiek. Nawet nie pomyślał o tym, aby się odsunąć, uparcie świdrując wzrokiem oblicze towarzyszki. Zupełnie tak, jakby siłą chciał wyszarpnąć emocje skryte za matowymi, pustymi tęczówkami, niewyrażającymi zupełnie nic, na wzór oczu Pożeracza. Zdawały się wręcz pochłaniać odbijający weń świat, co niezmiernie fascynowało syna Faviryael. Ach, gdyby tylko wiedział, jakie sekrety skrywały! Przestąpił z łapy na łapę, niby przypadkiem mocniej przylegając do sylwetki wilczycy, chcąc w ten sposób… Właśnie, co? Nie znał źródła swego zachowania, acz reakcje Vou wydawały mu się równie interesujące, co te dziwaczne, acz piękne ślepia. Znieruchomiał, pełen oczekiwania.

Cmentarzysko

#15
Zamarła i o zgrozo, zamknęła się! To już coś znaczyło, zdecydowanie, starała się nawet nie oddychać kiedy Fiołkowooki był tak blisko jakby bała się że go to spłoszy i jeszcze się cofnie. W tej chwili niczego bardziej się nie bała niż tego że Nienazwany postąpi choćby krok do tyłu pozbawiając ją swego zapachu i ciepła, zerwie to subtelne połączenie które stworzyli tak naturalnie, bez słów, nawet nie do końca myśląc o tym. Zupełnie jakby coś z zewnątrz pchnęło tych dwoje do siebie, zawiodło w owo miejsce w tym właśnie czasie. Uniosła łeb by móc śledzić fioletowe ślepia, nieco bardziej skośne od oczu jej własnych czy też jej matki, bardziej drapieżne. Przypominały jej w pewien sposób oczy jej ojca, prawdziwego wojownika tyle że nie były pozbawione koloru, wręcz przeciwnie. Przemknęła spojrzeniem po szlachetnych rysach młodzika, przechyliła łeb lekko na lewo jakby oswoiwszy się nieco z bliskością, bardziej zaabsorbowana możliwością przyjrzenia się rozmówcy z bliska. Z jakiegoś powodu chciała go zapamiętać, wyryć w pamięci i zachować subtelne rysy tego, któremu matka odmówiła imienia. Och tak, Faviryael mogła pogardzić swoim potomkiem lecz coś w córce wybranki Yggdrasila i Niszczyciela krzyczało wręcz, iż ten basior nie był jednym z wielu. Wręcz przeciwnie, był jedyny.
- Jeden. - wokół matowych ślepi, pod śnieżnym futrem przemknęła ciemna smuga rozpryskując się fantazyjnym wzorem i znikając tak prędko, jak się pojawiła. Głos który powtórzył słowo Nienazwanego nie należał do waderki zdecydowanie, wahał się między wrzaskiem i szeptem, był piękny i okropny, kuszący lecz przerażający. Czyj..? Widocznie to, co przemawiało przez Vouellyesheneyaelke nie odeszło wraz z nią, Wieszczka żyła nadal.
Potrząsnęła łbem i z westchnieniem oparła łeb o pierś Fiołkowookiego, zamykając czarne ślepia. Ewidentnie osłabła, przez dłuższą chwilę dygotała lekko ledwie utrzymując się w pozycji siedzącej.

Cmentarzysko

#16
Z każdym kolejnym wdechem wciągał jej zapach, równie przyjemny i odurzający, co nierealny. A jednak byli tu: on, ona, oni. Pozwolił sobie zatonąć w morzu czerni, pójść na samo dno, upajając się czymś zupełnie nowym, obcym – bliskością. Doskonale czuł miękkość jej futra, każdy oddech, poruszający wąską piersią, a nawet delikatne drżenie ciała. Może to wcale nie białowłosa dygotała, a on sam? Bez znaczenia. Natenczas świat zewnętrzny nie istniał, gdy trwali przy sobie w ciszy wyrażającej więcej, niż jakiekolwiek słowa. W tej chwili liczyły się tylko czarne perły ocząt, w które wpatrywał się oczarowany. Mijające minuty były wiecznością, myśli zaś, zwykle zaprzątające umysł młodzieńca, rozpłynęły się, zniknęły, odeszły, ustępując miejsca błogiej ciszy. Nawet demony przeszłości zamilkły.
Z otępienia wyrwał go dopiero głos Wieszczki. Zamrugał, zjeżył śnieżną sierść i podniósł jedną z tylnych łap z zamiarem cofnięcia się, lecz znieruchomiał momentalnie, gdy Voulke opadłszy z sił, naparła na niego. Uniesioną kończynę powoli odstawił na miejsce, spinając się nieznacznie i chociaż chciał się odsunąć, czekał cierpliwie, aż wilczyca odzyska utraconą energię. Dobre wychowanie nie pozwalało mu zignorować damy w opresji, przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Maniery, maniery, maniery. Pamiętaj o manierach! Postawa ciała oraz błysk niepewności w fiołkowych ślepiach zdradzały, że Jaśmin potrzebuje dystansu. Mimo to nie poruszył się, dając towarzyszce czas na pokonanie słabości. Naturalnie, kiedy tylko stanęła o własnych siłach, profilaktycznie wykonał dwa kroki w tył, nim pacnął na zadzie. Prędko zapanował nad mimiką pyska, przywdziewając leniwy uśmiech, którym przesłonił batalię rozgrywającą się wewnątrz świadomości, szarpiącą jego jestestwem i burzącej wszystko to, co dotychczas udało mu się zbudować. Kilka minionych chwil wystarczyło, aby namieszać w wizji znanego świata i zmusić do przemyślenia wszystkiego od początku. Faviryael zawsze powtarzała, że inne wilki są złe, ale czy to, co czuł faktycznie było niewłaściwe? Czy coś tak przyjemnego może być fałszywe?

Cmentarzysko

#17
Nie zauważyła wahania towarzysza, bo zwyczajnie nie była do końca świadoma świata wokół, zbyt młoda żeby poradzić sobie bez uszczerbku na energii z wieszczeniem. Na szczęście nie trwało to długo, poderwała się gwałtownie na wszystkie cztery łapy wyjątkowo zabawnym ruchem, na urodziwym, dziewczęcym licu Voulke mimo beznamiętnej czerni ślepi łatwo odczytać było zdziwienie i lęk. Chwiejnie cofnęła się kilka kroków, podejrzliwie obserwując fiołkowookiego jakby to mogła być jego wina, całe to zajście. Niepewnie przywołała lekki uśmiech, dodając sobie, a może i Nienazwanemu odwagi. Przecież to nie mogła być jego wina. To jakaś magia, aura czy co. Wzięło i zadziałało, ale to nie on. Nic specjalnego nie robił. Tłumaczyła sobie, choć nadal stała na ugiętych łapach, lekko kołysząc ogonem opuszczonym w dół i wpatrując się w towarzysza z owym uśmiechem jakby prosiła go by nic złego jej nie robił.
- Co to się stało? Może tak się po prostu dzieje, nie wiem bo tak dawno nikogo nie widziałam. Może dlatego tak. Zmęczyłam się, chyba jestem głodna, jesteś głodny? Chcesz ze mną polować? Pójdziemy gdzieś dalej? Chyba że wolisz beze mnie... - urwała, kiedy jej głupiutki mózg dotarł do faktu, że możliwym jest iż po tym wydarzeniu fiołkowooki może wcale nie życzyć sobie dalej kontaktu, albo i zwyczajnie ma inne plany. Nie spodobało jej się to i teraz czekała na odpowiedź pełna napięcia, udręczona ową opcją. Vasija nie miała innych planów, nie wolała sama i jakkolwiek niegdyś łatwo jej było być samą, tak teraz była już zmęczona ciszą. Zbyt długo rozmawiała jedynie z własnymi demonami, zadając sobie pytania których możliwe że nigdy nie powinna była wypowiadać. Nawet w myśli i nawet do samej siebie. Kiedyś odchodziła i zasłużyła sobie żeby Nienazwany teraz wolał bez niej. Ona wolała bez nich. Tych, którzy chcieli jej pomóc kiedy miała parę miesięcy. Wiedziała o tym.

Cmentarzysko

#18
Czując, jak subtelny ciężar napierającej na niego waderki zelżał, cofnął się o pół kroku, tuląc króciutkie uszka do czaszki. Fiołkowe oczęta, przyprószone z lekka chłodną barwą chabrów, zmrużył nieznacznie, wędrując wzrokiem po obliczu towarzyszki. Jego własne lico wyrażało delikatne zainteresowanie, doprawione nutką zdziwienia i niezrozumienia; całość podszywało nieme pytanie: co się stało? Najwyraźniej Jaśmin, tak samo jak i Czarnooka, nijak nie potrafił pojąć zdarzenia owianego mgiełką mistycyzmu. Patrzył się więc tylko, śledząc następujące po sobie emocje, odcinające się na kufie Vasi niezwykle wyraźnie, pomimo niedostępnej czerni ocząt, pustej, mrocznej i w pewien niejasny sposób pięknej.
Jedno z uszu skierował do przodu, kiedy w powietrzu rozbrzmiał głos młodej Vou, niezwykle przyjemny dla zmysłu słuchu, pieszczący swoim brzmieniem całe jestestwo syna Faviryael. Samczyk nie miał jednakowoż czasu na oddanie się w objęcia uczucia rozkwitającego nieśmiało gdzieś na dnie świadomości, wypadało wszakże odpowiedzieć na zadane pytania. Chwila zadumy nie trwała długo, na powierzchni kwiecistych soczewek wilczyca mogła dojrzeć wahanie, zwieńczone podjęciem decyzji. Młodzieniec odchrząknął.
- Nie wiem, co się stało. - Odparł zgodnie z prawdą, ostrożnie dobierając słowa i chociaż nie zwykł mówić zbyt wiele, kolejne wyrazy cisnęły mu się na pysk tak mocno, iż kontynuował wypowiedź, mimo wyuczonej niechęci do bardziej rozbudowanych dyskusji. - Zasłabłaś, jakby. I tak, wydaje mi się, że odczuwam głód. Chętnie również udam się z Tobą na łowy, niestety nie znam tej krainy zbyt dobrze i nie wiem, którędy winniśmy podążyć. - Odetchnął, zaskoczony długością własnej przemowy. Końcówka puszystego ogona drgnęła nieznacznie, niemalże zakołysała się, lecz trudno było stwierdzić, czy to za sprawą znikomej radości, czy zwykłego podmuchu wiatru.

Cmentarzysko

#19
"Chętnie również udam się z Tobą..." rozbrzmiało w umyśle wieszczki i potem już ledwie rozumiała wypowiedź towarzysza pierwszy raz w swym życiu nie porzucając i nie będąc porzucaną. Nawet jeśli chodziło tylko o wspólne łowy, moment dłużej, dla Czarnookiej która już pogodziła się z samotnością i nareszcie pragnęła czyjejś obecności było to nieuchwytne życzenie. Już przygotowywała się by usłyszeć odmowę, z przymusu uśmiechnąć i odejść. Los jednak sprawił jej piękną niespodziankę. Ogon córki Niszczyciela rozkołysał się gwałtownie, rozpoczynając wariacki taniec, szczery i promienny uśmiech wygładził jej nieco ostre rysy, będące poniekąd cechą charakterystyczną rodu Ellye. Całą sobą wyrażała radość, poza oczami, które pozostały czarne i martwe, niezdolne do podjęcia ekspresji uczuć, niby zimne truchło które nie może już się poruszyć.
- Oj, moment, co? A, tak, polowanie, też nie wiem gdzie powinniśmy iść ale tu dużo wilków jest, w tej krainie tu to i dużo zwierzyny musi być. Upolowałabym coś dużego, sama nie daję rady, jadłam tylko zające i ptaki, dawno temu rodzice przynosili mi jelenie albo dzika. Upolujemy jelenia? Albo lepiej dzika, chociaż nie wiem, zobaczymy co się trafi. O i ryby jeszcze jadłam! Jadłeś ryby? Upolowałeś kiedyś jelenia? Chodź pójdziemy tamtędy, wygląda jakby miało dużo zwierząt być, one lubią krzaki. Jedzą je! Też próbowałam, niezbyt dobre. Próbowałeś? Jak nie to nie polecam. - wyrzuciła z siebie razem z radością potok słów, tak szaleńczy że właściwie ciężko było się połapać na co odpowiedzieć najpierw. Poderwała się na wszystkie cztery dziwnie długie w stosunku do drobnego ciała łapy i poczekawszy na Fiołkowookiego ruszyła prawie bok w bok z nim. Byli wyjątkowo dziwaczną dwójką, jak dwa wytwory mgieł, urokliwe lecz dziwaczne lub zjawisko senne mające coś zwiastować.
Tylko co? /zt z Nienazwanym

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron