Cierniste zarośla

#11
Ledwo co docierało do niej to, co działo się wokół jej osoby. Z jednej strony dostrzegła węże, lecz z drugiej - nie zareagowała na ich obecność. Bardziej interesowało rozmyślanie nad tym wszystkim, spoglądanie ukradkiem na Dzierzbę. Naprawdę przebyła aż tak długą drogę tylko po to, by zabić Kos? Och, to było zbyt trudne. I choć spędziła całą drogę na próbowaniu zrozumienia tego, nie udawało się. Musiała odpocząć, przespać się z tym wszystkim. Była przeraźliwie zmęczona tym całym dniem.
Cała jej świadomość powróciła dopiero wtedy, gdy poczuła, jak podłużne ciała zaczęły się owijać wokół jej ciała. Źrenice Kosa momentalnie rozszerzyły się bardziej z zaskoczenia, niż lęku. Minęła chwila, nim zrozumiała co tak naprawdę się dzieje. Momentalnie z jej pyska wydobył się ten warkot, charakterystyczny dla niej, gdy miała przed sobą walkę. Uników zrobić nie mogła, zamiast tego postanowiła wygiąć się w bok, by dosięgnąć węże i poranić ich ciała. Przy okazji zamknęła oczy, coby nie ucierpiały - ot, zapamiętała sobie to po ataku Zięby i postanowiła uważać.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Cierniste zarośla

#12
Użyty przez Revirell czar przyniósł inny rezultat, niźli oczekiwała. Otulające jej ciało węże, wciąż niebędące na wskroś przesiąknięte mocą Wilka, poczuwszy nieznaną magię, odkleiły się od samicy. Prędko spełzły na piaszczyste podłoże i oddaliły na niewielką odległość, by kolejno odwrócić się w kierunku czarnofutrej. Wysoko zadarły głowy, prężąc się i syknęły paskudnie. Mimo iż zostały zmuszone do zaprzestania ograniczania ruchów wadery, nie pozwoliły zawładnąć sobą w całości. Wpływ Czerwonego był zdecydowanie silniejszy, a co za tym idzie – gady nie zamierzały podporządkowywać się komukolwiek innemu. Nie atakowały, a to było w tej chwili najważniejsze.
Kos, która w przeciwieństwie do swej towarzyszki postanowiła nie pozwolić obślizgłym stworzeniom robić ze sobą, co im się tylko zamarzy, nie miała tyle szczęścia. Czując ból, węże w odwecie wpiły swe ostre, szpilkowate kły w ciało samicy. Nie zamierzały oswobodzić jej swe swych sideł, koniecznie potrzebowała pomocy.
Plan Oriona i Zięby był dobry, ale niewystarczający, by uniknąć wszystkich ataków ze strony agresorów. Zdołali chwycić i zabić kilku z nich, ale znacząca przewaga liczebna sług bóstwa nie pozwalała na powstrzymanie ich wszystkich. Zdecydowana większość dopadła psowate, kąsając je i zmuszając do cofnięcia.
Wszystko wskazywało na to, że grupka nie jest tu mile widziana i należy jak najszybciej opuścić to miejsce.

Cierniste zarośla

#13
Ukąszenia węży nie należały do najprzyjemniejszego doświadczenia. Było oczywiste, że jeśli tu zostaną, coraz więcej węży na nich napadnie. Przez ciąg domysłów, był w stanie określić, że to dzieło Wilka. Węże nigdy nie podróżują w stadach i to tak licznych. A Jeleń nie ruszyłby drapieżników.
- Chyba wystarczająco tu widzieliśmy, czas się zmywać. Pozbądźcie się tych gadzin z siebie i zwijamy się - powiedział w dużym pośpiechu.
- Nie ma co się zastanawiać. Uciekać!

Cierniste zarośla

#14
Spróbowała wycofać się na bezpieczną odległość czym prędzej, nie czekając, aż gady znów przypuszczą atak. Szybko skontrolowała sytuację, sunąc wzrokiem po towarzyszach i, oczywiście, zatrzymując bliźniacze księżyce na walczącej z wężami Kos. Jakkolwiek pozostała dwójka, choć pokąsana, miała pełną swobodę ruchów, tak Płomiennooka wciąż była obwieszona mnogością stworzeń.
- Cholera, nie gryź ich, tylko uciekaj! Nie mamy szans, jest ich zbyt wiele! - Rzuciła na tyle głośno, aby wadera bez trudu ją zrozumiała, nawet jeśli zupełnie pochłonęło ją starcie z napastnikami. Miała nadzieję, że czarnowłosa chociaż odrobinę może się ruszać i uda jej się wykonać kilka kroków w tył. Równocześnie próbowała zebrać energię i cisnąć nią w drapieżniki, jednak nie była w stanie uformować magii na kształt rozkazu, jak zrobiła to uprzednio. Mimowolnie zmarszczyła nos, szczerząc zębiska i zdusiła narastający w gardzieli warkot. Postanowiła ponowić manewr raz jeszcze, o ile Kos nie uda się samodzielnie wyswobodzić z uścisku agresywnych pupilków bóstwa. - Nie jestem w stanie tak często na nie wpływać, za moment postaram się powtórzyć to, co zrobiłam ledwie chwilę temu.

Cierniste zarośla

#15
Drobne zęby węży co chwilę wbijały się w jej skórę. Próbowała unikać ciosów, a potem ściągać żmije z siebie, ale była z góry skazana na niepowodzenie. Napastników było za dużo.
- Dobry plan! Ale gdzie mamy wiać, do cholery! - wrzasnęła, odskakując na bok podczas unikania kolejnego weża próbującego trafić ją w wargę. Była już mocno poirytowana.
W końcu zaczęła bezcelowo biegać w kółko, mając nadzieję, że gady nie będą w stanie w nią trafić podczas ruchu.

Cierniste zarośla

#16
Cholera, to nie działało. Ani trochę nie działało, a tylko pogarszało sytuację. Wściekła się teraz nie na żarty. Miała tak ogromnego pecha! Warknęła głośno, rozszerzyła oczy, gdy gady wbiły w jej ciało swoje zęby. Przestała się rzucać, gdy usłyszała głos Revirell. Zerknęła na nią.
- Bardzo, kurwa, dobry pomysł! - warknęła pod nosem, ale postanowiła się usłuchać.
Zatem przestała próbować zrobić im krzywdę, a po prostu "wyrwać" je ze swojego ciała, używając do tego zębów, a co!


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Cierniste zarośla

#17
Żmije, wcześniej skłonione przez Revirell do zaprzestania wykorzystywania swych niecnych sztuczek, ocknęły się i ponownie rzuciły w stronę wilków. Tym razem nie miały zamiaru unieruchamiać intruzów; od razu postanowiły przejść do rzeczy - szpilkowate kły błysnęły, zwiastując chęć zagłębienia ich w ciałach psowatych. Niczym sprężyny odbiły się od piaszczystego podłoża, wzbijając tumany pyłu, by kolejno wylądować na ciemnofutrych. Ugryzienia nie wymagały późniejszej ingerencji medyka, nie były również szczególnie bolesne - bardziej irytował fakt, że te małe gadziny pozwalają sobie na zbyt wiele. Strącenie tych potworków nie stanowiło większego problemu, należało to jedynie uczynić na tyle szybko, by kolejne nie mogły sięgnąć swego celu.
Użycie Zewu natury na wężach, które z każdą sekundą coraz mocniej zaciskały się na ciele Kos, umożliwiłoby zmuszenie ich do uwolnienia samicy, a co za tym idzie - ucieczkę z tego nieprzyjemnego miejsca.

Cierniste zarośla

#18
Błysnęły mieniące się perliście kły, gdy gady znów natarły. Wadera odruchowo zrobiła jeszcze dwa kroki w tył, morderczym wzrokiem świdrując smukłe, gibkie ciała agresorów. Magiczna energia już na dobre zagnieździła się w organizmie Herszta, dostrajając go do zasad rządzących krainą, toteż skumulowawszy zadowalającą jej ilość, Księżycowooka naprędce uformowała jasny, wyraźny rozkaz. Cisnęła nim w kierunku węży, mając nadzieję, że zareagują podobnie, co poprzednio. Sukces. Blade ślepia błysnęły nikłą dumą, lecz nie było czasu na ekscytowanie się nową, jakże skuteczną umiejętnością.
- Teraz, szybko! Odwrót! – Zarządziła i – upewniwszy się, że pozostała trójka jest już bezpieczna i nie wymaga pomocy – zwinęła się w miejscu, obracając o sto osiemdziesiąt stopni i pomknęła w stronę, z której przybyli. Byle dalej od zbiorowiska tych okropnych, przesiąkniętych mocą Wilka stworzeń.

/zt x 4, użycie mocy -> zew natury

Cierniste zarośla

#19
Opuściwszy tereny Cieni, poprowadziła swych towarzyszy wzdłuż rzeki, by wkrótce wkroczyć na bardziej podmokłe, bagniste tereny. Pomimo, iż starała się trzymać z daleka od zdradliwego mokradła, skręcając nieco na północ ku niewielkiemu wierzbowemu laskowi, to rozmiękła gleba, w której nieprzyjemnie zapadały się łapy zmusiła wilki do zwolnienia, opóźniając ich przybycie. Może i nie była to zbyt łatwa ani przyjemna droga, lecz przynajmniej pozwoliło im to na przedostanie się ku wydmom niezauważonym. Lokatt nie potrzebowała teraz towarzystwa, nie szukanie potencjalnych nowych członków stada było teraz jej celem. Pragnęła jedynie dotrzeć na miejsce i zbadać dziwne zjawisko.
Ponownie przyśpieszyli, gdy grunt pod łapami stał się twardszy. Wkrótce potem zastąpił go jednak sypki piasek, a roślinność znacznie się przerzedziła.
Lokatt nie zatrzymywała się, odwracając jedynie od czasu do czasu łeb w stronę podążających za sobą wilków, by się upewnić, czy nie zostały w tyle. Zaraz potem jednak znów kierowała łeb w górę, przed siebie, szukając wzrokiem jaśniejącej zorzy. Wydawała się teraz wisieć tuż nad ich głowami, rozświetlając ciemne niebo nad jałową, piaszczystą ziemią. Świetliste wstęgi zdawały się wisieć bezpośrednio nad skupiskiem splątanych, ciernistych krzewów czerniejącym przed grupą Cieni, toteż Lokatt skierowała się w tamtą stronę.
Z każdym krokiem otoczenie stawało się coraz bardziej nieprzyjemne, a powietrze gęste, ciężkie i parne. Wadera do końca nie rozumiała, czy rzeczywiście tak było, czy to tylko wytwór jej wyobraźni, pobudzonej przez ostatnie niezwykłe zjawiska.
Przystanęła, kiedy dostrzegła jakiś ruch wśród ciernistych krzewów. Przez moment pomyślała, że jej się wydawało, lecz wówczas znów coś się poruszyło, tym razem bliżej. Zmrużyła oczy, przyglądając się okolicy uważniej i wówczas dostrzegła, iż w zaroślach rzeczywiście coś nieustannie się wije, lśniąc lekki w świetle rzucanym przez zorzę. Węże. Gady pełzały, kotłowały się, sycząc wściekle. Sam widok sprawił, że futro na grzbiecie Lokatt nastroszyło się, a wzdłuż kręgosłupa prześlizgnął się zimny dreszcz.
- Co do cholery?! - warknęła cicho, rozglądając się dookoła. - Nigdy wcześniej nie widziałam tylu węży w jednym miejscu...
Zamilkła na chwilę, patrząc po obliczach swych towarzyszy, po czym zwróciła się do bliźniąt.
- Chyba mieliście rację, to nie sprawka tego jelenia... Po tym wszystkim, co widzieliśmy nie wydaje mi się, żeby zechciał stworzyć taki obrazek rodem z koszmaru.

Cierniste zarośla

#20
Podczas przemieszczania się z terenów Cieni, Izuki ponownie wydawał się być nieobecny. Teraz pozwolił sobie na ocenie tego co miało miejsce na wysepce. Gdy od dłuższego siedzenia cicho odezwał się, wypowiadając swoją opinię na jakiś określony temat zauważył, że Lokatt lekko drgnęła, na to co powiedział, czyżby przestraszyła się, czy nie spodziewała się jego słów, czy bądź zabrania głosu po wydarzeniach, które prawdopodobnie pozostaną im w pamięci przez dłuższy czas.
Gleba tego miejsca miejscami, była nie przyjemna dla łap i zwalniała grupę, no niestety musieli przystosować się do warunków, które gościły tutaj. Gdy podłoże zrobiła się twardsze od razu przyspieszyli. Prawdę mówiąc Izukiemu nie spieszyło się do sprawdzenia zorzy lub jego źródła, chyba to tak szarej się spieszyło, ale czasami zastanawiał się , dlaczego owej samicy się tak spieszyło. Czyżby coś ich jeszcze miało się wydarzyć? Być może. Albo to było głupie przeczucie, że coś się jeszcze zdarzy.
Dobrze, że uwolnił się od przemyśleń, bo prawie by wszedł w przywódczynie i by popchną ją do gąszczu węży, które pewnie zamieszkiwały te tereny. Spotkał w jednej swojej wędrówce z wężami, ale to nie było nic poważnego to jego spotkanie z tymi gadami.
Usłyszał komentarze szarej na temat węży,a później wypowiedź skierowaną do bliźniaków.
- Jeśli to miał być obrazek rodem z koszmaru to temu komuś to nie wyszło. A jeśli ten ktoś naprawdę chciał stworzyć obrazek rodem z koszmaru to musiało to być albo powinno to być coś bardziej gorszego od tej zorzy, jaka się tu pojawiła. - odparł. Może nie powinien teraz się odzywać i to może być teraz jego błąd, ale odezwał się. Po chwili westchnął cicho.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron