Cierniste zarośla

#1
Źródło: Wikipedia


Z niegdysiejszych bujnych kobierców roślinności, jakie porastały obszary wydm przed osuszeniem klimatu, zostało niewiele. Kiedyś soczystozielone, miękkie zbiorowiska krzewów albo uschły ustępując miejsca pustym obszarom, albo przystosowały się do zmian, porzucając wątłe łodygi na rzecz grubych tworów, w których gromadzą wodę, a w miejscu liści często posiadają kolce lub ciernie. Zranienie się podobnymi tworami nie należy do przyjemnych, rany często nie chcą się goić lub wywołują spotęgowany ból u nieuważnych podróżników, którzy się na nie nadzieją.



Rośliny: aloes
Zwierzęta: żmija

Cierniste zarośla

#2
Minęło już sporo czasu od kiedy Niebieskooki rozmówił się z tymi imbecylami z gór, dodatkowo rozprawiając się z kilkoma mniej pokornymi uroczą pamiątką. Mimo, że cieszyła go złośliwość i przewrotność tej decyzji, dalej nie czuł się usatysfakcjonowany. Wciąż był wściekły, obrażony wręcz na te bezmyślne stworzenia, mające czelność nazywać siebie wilkami. Mają czelność dzielić jego miano! To było dla niego.. poniżej wszelkiej krytyki. Oni nie umieli się bawić i mieli dziwne, moralne zahamowania, nie pozwalające im czerpać pełnymi garściami z życia. Jedyną zabawną rzeczą, jaką posiadali, był ten byt uwięziony w rudym półwilku, ale i on przestał być równie śmieszny jak wcześniej, kiedy wycofał się do głębi jestestwa Płomienia. A już Niebieskooki miał nadzieję, że spotkał kogoś interesującego i godnego jego uwagi..
Na innych terenach, na wschód, zachód, północ były jeszcze inne wilki, ale Czerwonemu nie chciało się już strzępić na nie języka. Pewnie będą takie jak tamci, na siłę neutralni, na siłę honorowi, na przekór wszystkiemu moralni. Nie, to jemu się nie podobało.
Wracając pamięcią do minionych wydarzeń uśmiechnął się jednak, gdyż był cień szansy, że zasiane przez niego maleńkie ziarenko wzejdzie i sprawi, że ta kraina przestanie być tak bezgranicznie nudna jak dotąd, i pojawi się ktoś, kto to w końcu rozrusza. Ach, czasami cieszyło go mamienie innych, manipulowanie nimi, tak jak ucieszyło go to teraz, kiedy nieopatrznie napotkała go na swojej drodze ciężarna wadera. Młode w jej brzuchu były tylko zarodkami, ona sama jeszcze nie była świadoma ich istnienia, ale on już je wyczuł. Dalej pamiętał, jak rozmawiać ze śmiertelnymi aby osiągnąć swoje cele - tak było i tym razem, i za sprawą swoich boskich zdolności zdołał zasiać moc w jednym z zarodków. Cóż, szkoda, że reszta od tego zdechła, ale tak już się czasem zdarzało.
Wadera zawierzyła mu bezgranicznie i bezkrytycznie. Do teraz nie mógł uwierzyć, że była aż tak głupia. Pośredniczka pomiędzy niebem i ziemią.. Kto by w to uwierzył? To wspomnienie dalej wywoływało w jego umyśle rechot. Wszelkie cielesne istoty to tylko narzędzia, nic więcej. Wszystkie z resztą podległe jemu, o ile będzie na tyle łaskawy, aby okazać nimi zainteresowanie i wykorzystać do swoich machinacji. Jest bóstwem, do cholery, należy mu się wszystko, czego zapragnie.
Mimo sukcesu, jakim wciąż mógł się przed sobą poszczycić, czuł niedosyt. Brakowało mu czegoś, brakowało mu.. władzy, własności, włości.. Ten po stokroć przeklęty jeleń miał to wszystko, ta cała kraina była jego, i na każdą myśl o tym Wilk czuł ukłucie zazdrości.
Cierniste zarośla potargał wiatr, wzniecając tabuny kurzu i roślinnych resztek. Po chwili pośród cierni stanął On, we własnej osobie, lustrując okolicę swoimi szklistymi soczewkami. Och, cóż za godne pożałowania miejsce. Suche, martwe, niegościnne.. Niezdolne utrzymać nikogo przy życiu, niosące śmierć każdemu, kto tu zabawi zbyt długo. Ostre zębiska odsłoniły się w złośliwym, pełnym grymasu uśmiechu. To było idealne miejsce.
Czerwony wzniósł prawą łapę, a skóra pod włosową pokrywą zalśniła przedziwnym blaskiem. Pazury, wysunięte spomiędzy skórnych fałdów jarzyły się niby gwiazdy, ciepły blask emanowały też poduszki łapy. Wzniósłszy kończynę wystarczająco wysoko, Czerwony przytrzymał ją chwilę w powietrzu, aby nagle i szybko opuścić ją z impetem, uderzając o podłoże.
W momencie kontaktu łapy z gruntem zdarzyło się kilka rzeczy na raz.
Z kończyny Czerwonego rozlały się świetlne strumienie, zalewając glebę i otaczające miejsce zdarzenia rośliny potokami ciekłej jasności, wijącej się niby węże. Początkowo otoczenie zachowywało się, jakby nie chciało obcej magii przyjąć; świetliste twory wiły się po powierzchni, odbijały od niej, tworzyły łuki niby błyskawice, a powierzchnia gleby syczała, piasek dymił w kontakcie z nimi. W końcu jakby się poddało, świetliste linie jedna po drugiej wniknęły w glebę, rozpływając się po dużej części pustynnych ziem. Rośliny najbliżej wilka obróciły się w pył, tworząc szary okrąg wokół odcisku łapy Czerwonego.
Powietrze wydawało się być przesycone energią, każdy ruch, choćby najmniejszego liścia powodował elektryczne wyładowanie, na szczęście nie na tyle niszczycielskie, aby wzniecić pożar, wciąż jednak sprawiające, że miejsce nabrało wrogiej wręcz aury. Powietrze stało się ciężkie, parne, nieprzyjemne do oddychania.. A okoliczne zwierzęta, jakiekolwiek by nie były, poczęły stąd uciekać, za wyjątkiem.. węży. Te otrzymały zastrzyk energii, poczęły się wić szybciej, jakby w głodzie, w chęci znalezienia ofiary. O ile wcześniej hibernowały zagrzebane w piasku, ukryte w jamie lub pod kamieniem, o tyle teraz pojawiło się ich tu zatrzęsienie.
Tak, jak Czerwony podejrzewał - to miejsce znajdowało się na samych rubieżach Konkordii, przy granicy ziem stworzonych przez Jelenia, z dala od centrum. Jego magia była tu na tyle słaba, że Wilk mógł wyrwać część świata dla siebie, stworzyć swoje małe piekło na ziemi. Och, to dopiero będzie zabawne, kiedy ktoś tu przyjdzie i zobaczy to arcydzieło! Wilk wyszczerzył zęby w uśmiechu ponownie na samą myśl o teatrzyku jaki właśnie wykreował. A to dopiero początek.
Moc Czerwonego wsiąkła w ziemię, karmiąc, wzmacniając jadowite węże, dając im więcej sił i potęgując agresję, a on sam zaś rozmył się i zniknął, jakby był tylko nocną marą zrodzoną z pustynnej mgły.

/zt

Cierniste zarośla

#3
Okazało się, że jego skrót nie był taki łatwy do przebycia. Najpierw musieli przedrzeć się przez góry, które, jak można się domyślić, nie sprzyjały swobodnej przechadzce. Później, dane im było przepychać się przez bardzo zarośnięte, bagniste tereny, znajdujące się pomiędzy zakrętem rzeki. Wszystko to, żeby znaleźć jak najkrótszą ścieżkę, jednocześnie nie wkraczając na tereny watahy na zachodniej puszczy. Był to też przy okazji test na sprawność nowo poznanej dwójki. Orion jednak nie mógł się teraz skupić na ich ocenie, ponieważ miejsce było przesiąknięte energią istoty wyższej. Od razu zaczął badać okolice. Ku jego zdziwieniu zobaczył nadzwyczajną ilość węży, które z jakiegoś powodu były niemalże zgrupowane, co oczywiście nie jest charakterystyczne dla tego gatunku. Biła od nich także wyraźna moc.
- Chyba minęliśmy się z Wilkiem. Szkoda. - mruknął pod nosem.

Cierniste zarośla

#4
Revirell uparcie trzymała się boku Oriona, chociaż zwalniała co jakiś czas, sprawdzając, jak podróż znoszą pozostałe wadery. Po każdej kontroli, oczywiście, przyspieszała, by zrównać się z samcem. Droga wiła się przez nieprzystępne tereny, Herszt jednak zdawała się niewzruszona napotykanymi utrudnieniami. Jakkolwiek po przekroczeniu granic Konkordii słaniała się na łapach, tak w minionych miesiącach zdążyła już przywrócić swe ciało do porządnego, stabilnego stanu.
- Szkoda? Znowuż rzucałby chorobami na lewo i prawo. – Fuknęła, zatrzymując się nieopodal. Powiodła kryształowymi soczewkami po zmarniałym horyzoncie, pełnym skłębionych gadów. Hebanowa sierść mimowolnie uniosła się, a dreszcz przepełzł wzdłuż kręgosłupa. Cóż, nie chciałaby znaleźć się w samym centrum pustkowia, zewsząd otoczona przez emanujące mocą Wilka węże. – Zresztą, i tak już tu namieszał. Nie wiem, czy stojąc na samych obrzeżach mamy szansę cokolwiek zbadać, ale wchodzenie głębiej może być… No, wiesz.
Mimo to, zrobiła kilka kroków naprzód, wyżej zadzierając klin łba. Obserwowała najbliższą okolicę, oczyściwszy świadomość z zaprzątających ją, niepotrzebnych spraw i postarała się zwyczajnie czuć, skupić na przepływie boskiej energii, dostrzec więcej, aniżeli mogła za pomocą bladych ślepi.

Cierniste zarośla

#5
Człapała obok matki, podążając za samcem. Nie rozmawiały. Nie miały o czym. Podziwiała widoki, milcząc uparcie, czasami obrzucając Kos jedynie przelotnym spojrzeniem. Zioła uleczyły jej rany, więc bez trudu nadążała. Co prawda, była trochę zmęczona, ale czas, który spędziła będąc przywódczynią Splamionych pozytywnie odbił się na jej kondycji. W sumie nie wiedziała, po co poszła z tą waderą. Miała plany. Chciała odbudować swoją dawną potęgę. Chciała odnowić przymierze. Chciała dalej być Splamioną. Trzeba było przyznać, że Revirell trochę ją pociągała. I choć starała się wyprzeć tą myśl ze swojej głowy, nie umiała. Wilczyca była jak Zięba. Czuła, że mają ze sobą wiele wspólnego. Chciała jej zaimponować. Jednak kiedy basior i wadera zaczęli rozprawiać o jakimś wilku, ciekawość wzięła górę nad opanowaniem.
- On? Kim jest ten wilk? - spytała, uważnie obwąchując okolicę.

Cierniste zarośla

#6
A ona szła w ciszy, nie mówiąc dosłownie nic. Zupełnie tak, jakby jej nie było, lub jakby była jedynie duchem podążającym za dwójką wilków, przy swoim boku miała córkę. Córkę. Och, bogowie, jak bardzo ona nie wiedziała, co się dzieje. Była zdezorientowana samym faktem, że Dzierzba nagle jakby jej wybaczyła. To wszystko działo się zbyt szybko, nie rozumiała tego. Jakim prawem jej wybaczyła? Kos nigdy by tego nie zrobiła, nie była więc nawet w stanie postawić się na miejscu córki i wybaczyć okropnej matce, która - jakby nie patrzeć - zniszczyła rodzinę. Zacisnęła zęby. Potem przeniosła wzrok na Revirell, która to co jakiś czas w ciągu wędrówki zwalniała, by zobaczyć jak się trzymały. Ciało Kosa było nieco obolałe, wszakże ona odniosła najwięcej ran z całej trójki. Gdyby miała siłę, humor, zapewne uśmiechnęłaby się gorzko. Ale zamiast tego... Po prostu szła, jednym uchem przysłuchując się rozmowom wilków. Nie potrafiła nawet zacząć się udzielać.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Cierniste zarośla

#7
Miotające się żmije, których znajdowało się tu zatrzęsienie, jak jeden mąż zamarły. Wyczuły obecność przybyłych drapieżników - zachwiały one bowiem utworzone przez gady ład, zakłócając powolny proces mutacji ich organizmów. Po krótkiej chwili wszystkie uniosły główki do góry, posyłając intruzom złowrogie spojrzenia. Ostrzegły psowate sykiem, ale dostrzegając, iż ociągają się z opuszczeniem tych ziem, rzuciły się w ich kierunku.
Wiły się zdecydowanie szybciej niż zwyczajni przedstawiciele ich gatunku, przez co w mgnieniu oka dopadły Revirell i Kos. Węże poczęły wpełzać na ciała wilczyc, wpierw oplatając łapy, by kolejno wspiąć się wyżej. Dotarły do karków i grzbietów, niemalże całkowicie ograniczając ruchy czarnowłosych.
Pozostałe ruszyły ku Orionowi i Ziębie. W rozwartych paszczach połyskiwały długie, ostre kły. Widać było, że mają większe plany...

Cierniste zarośla

#8
Orion szczerze nie miał pojęcia z czym ma do czynienia. Czemu Wilk przekazał swoją energię do tych istot. Jeleń nie powinien mieć większego problemu, żeby wyrzucić tak bezmyślne i małe istoty z powierzchni planety. Jednak widział, że te nie ustępują. Dostały pewnie rozkaz atakować wszystko co wpadnie im pod nos. Niestety to oni byli ich celem.
- Cholera jasna. - powiedział po czym skupił się na działaniu.
Zastanawiał się przez chwilę, czy powinien spróbować zwrócić na siebie uwagę Wilka, ale postanowił zostawić to jako ostateczność. Nie chciał wchodzić z nim w żadne umowy. Przygotował się do uniku, jeżeli wąż wyprułby w jego kierunku, postarałby złapać go kłami zanim ten by doleciał. Wymagałoby to nie lada zręczności, ale póki co była to jedyna możliwość która przyszła mu do głowy poza unikaniem gadów czających się pomiędzy kończynami.

Cierniste zarośla

#9
Revirell znieruchomiała, nie chcąc prowokować agresywnych drapieżników do ukąszenia. Skupiła się również na oddechu, by maksymalnie spłycić go i spowolnić. Choć nie miała żadnych fobii związanych z gadami, uczucie oplatających się wokół ciała węży bynajmniej nie należało do przyjemnych doświadczeń. Miała też świadomość niemożności ucieczki, mimo to stała wytrwale, nie pozwalając sobie nawet na lekkie wzdrygnięcie, kiedy aksamitnie miękka skóra kolejnego stworzenia przejechała po płaszczu kruczoczarnego futra, rozdzielając je i muskając skórę. Naturalnie, nie odezwała się, ni nie spojrzała ku swym pobratymcom, choć kątem oka uprzednio dostrzegła, że istoty naparły na Kos.
Skupiła się na magii, coraz wyraźniej wyczuwalnej w powietrzu i leniwie przesiąkającej w głąb organizmu. Zebrała część, formując na wzór prostego rozkazu. Miała nadzieję, że w ten sposób uda jej się zmusić wijące się wokół niej węże do zaprzestania ataku, a wręcz do zaszarżowania na inne gady.

/użycie mocy -> zew natury

Cierniste zarośla

#10
Szcerze? Niezbyt podobała jej się obecność tych wszystkich węży. Miała złe przeczucia. Oczywiście, jak zawsze, musiały się spełnić. Kiedy gady ruszyły w ich kierunku, od razu wiedziała, że nie mają dobrych zamiarów. Cofnęła się, stąpając ostrożnie i cicho. Uspokoiła oddech, uważnie obserwując wrogów. Co prawda, nie dowiedziała się nic o tajemniczym wilku, ale była pewna, że to jego sprawka. I choć serce tluklo jej jak oszalałe, powoli zbliżyła się do Oriona, stając przy jego boku. Sprężyła się, gotowa do uniku, uparcie milcząc.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron