Skały pokryte runami

#1

Zbiorowisko masywnych skał, na których widnieją tajemnicze wzory. Nie wiadomo kto, kiedy i w jakim celu je wyżłobił, ani co w ogóle oznaczają, albowiem język runiczny już dawno został zapomniany przez mieszkańców Konkordii. Odstępy między każdym kolejnym głazem są dość regularne, przez co razem tworzą one specyficzny, kamienny krąg. Zagadką natomiast pozostaje, czy zostały ułożone w ten sposób celowo, czy jednak jest to kolejny z cudów matki natury. Z powodu tej niecodzienności, wiele plotek krąży na temat owego miejsca; jedni twierdzą, że pochodzi ono jeszcze z czasów Stworzenia Świata, zaś runy są wiadomością zesłaną śmiertelnikom przez siły wyższe; innych natomiast zadowala znacznie prostsze, bardziej realistyczne wyjaśnienie, jakoby skały były zwykłą pozostałością po plemionach ludzkich, zanim gatunek homo sapiens raz na zawsze opuścił ziemie krainy.



Rośliny: bylica piołun, tymianek
Zwierzęta: brak

Skały pokryte runami

#2
Pięć lat.
Miała już pięć cholernych lat i ani trochę się na tyle nie czuła. Gdzieś w środku dalej była tym nieodpowiedzialnym szczeniakiem, co kiedyś. Tym, który nie martwił się zupełnie o nic, wszystko mu było obojętne, liczyła się tylko zabawa. Zabawa, przyjemności. Nie obowiązki. Och, nienawidziła ich. Uniosła nieco łeb ku górze, czując jak pozlepiane od paru dni błotem futro zaczyna mimo wszystko jej nieco doskwierać. Jeszcze to ciepło. O ile nocą na wydmach mogło być zimno, ba, nawet nie mogło, a z pewnością było, tak dzień był jedną z wielu rzeczy, jakich tutaj nie lubiła. Wszystko to było tak parszywe, irytujące, iż pragnęła już mieć to za sobą. Głód również jej doskwierał. Gdyby mogła, zaklęłaby, aczkolwiek cisza, panująca w okół niej, skutecznie zniechęciła do tego Kosa. Zamiast tego wykrzywiła pysk.
Ile to już minęło? Dwa lata, nie całe dwa lata. Ciągła tułaczka, polowania, próby przeżycia. Czy oni żyli? Jak się mieli? Och, bardzo często o nich myślała. Ale zrobiła dobrze. Nie nadawała się do tego, a ucieczka była jedynym słusznym rozwiązaniem. Tak sobie przynajmniej wmawiała, żeby nie czuć wyrzutów sumienia. Tęskniła, troszeczkę, tylko troszeczkę. Ale była dzielna. Ba, musiała być! I choćby jej wewnętrzny świat się walił, zewnętrzny nigdy tego nie ujrzy. Będzie kroczyć z uniesionym łbem, dumnie, pewna siebie, bowiem taka właśnie chciała być. I tak miał ją postrzegać świat.
Nie wiedziała, że znalazła się na terenach zupełnie innej, obcej krainy. Nie zwracała tak właściwie uwagi na całe otoczenie od dłuższego czasu. Dopiero teraz mu się przyjrzała, zatrzymując się przed jedną z masywnych skał. Znaki, jakie na nich widniały, były czymś, czego kompletnie nie rozumiała. Zmarszczyła lekko nos, siadając na tyłku. Cóż, chwila przerwy każdemu się przydaje. Dlaczego więc nie zrobić jej tutaj?


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Skały pokryte runami

#3
Wrzos przemierzał krainę z łbem zadartym ku górze. Kulał delikatnie, a to z powodu długiej wędrówki lecz mimo to nucił pod nosem sobie znaną melodię bez wyraźniejszego sensu - sobie znaną, może przez siebie stworzoną. W pysku niósł upolowanego przez siebie królika. Słoneczne promienie łagodnie odbijały się na czarnym futrze. W końcu zaprzestał, by usiąść na tyłku i rozejrzeć się w poszukiwaniu żywej duszy, a w końcu położyć się z zadartymi łapami. Ziewnął, drapiąc się łapą za rozdartym uchem, pamiątką po walce z innym samcem zakończonej zwycięstwem czarnego. Uśmiechnął się do siebie, dotykając chwalebnej blizny, by w końcu ułożyć się wśród nagrzanych skał i wypuścić zdobycz z zębów, by zacząć ją jeść. Jak ktoś przeszkodzi w wypoczynku, to niech liczy się z tym, że dostanie po zębach. Czarny basior płakać za innych nie będzie, a zresztą : czy on potrafiłby zapłakać? Jego reakcją na praktycznie wszystko był uśmiech. Czasem okrutny, czasem ironiczny, czasem nieszczery, bywa i tak, że zbolały, rzadko go ktoś rozśmieszał, więc równie rzadko szczery. Ziewnął, rozciągając się przeciągle jak gdyby chciał rozmasować zesztywniałe mięśnie. Po chwili do jego nozdrzy dotarł inny zapach, wilczy. Bez wątpienia była to woń wadery. No, proszę, panienka! Pomyślał basior, obracając się z łapami wciśniętymi w muskularną pierś. Ogon parę razy uderzył w podłoże w niecierpliwości. Wrzos odsunął żarcie na bok przy pomocy przedniej łapy. No, zobaczmy, co przyniesie te spotkanie.
I learned to roll and tumble with the punches,
glory in my stripes and spots
walk by invisible and never make a sound
If I leave my grin behind, remind me
that we're all mad here
and it's okay.

Skały pokryte runami

#4
Zarzekała się nie raz, jakoby to wszystkie tragedie, jakie ją dotknęły, nijak nie wpłynęły na samopoczucie Kosa. Bo jak to - ona miałaby się przejmować? Nie, skądże. Tak miał myśleć świat, taki wizerunek serwowała każdemu napotkanemu na swojej drodze. Miała być dzielna, silna, tak miał ją każdy widzieć. Prawda nie była istotna, była wręcz czymś podrzędnym dla Kosa. Mogła kłamać w żywe oczy każdemu, byleby zyskała coś na tym. Nie musieli wiedzieć, co siedzi w jej głowie, nie musieli poznawać tego cholernego chaosu, natłoku myśli. Gdyby ktoś zaczął coś podejrzewać - jednym z niewielu wyjść była ucieczka. Więcej kłamstw. Byleby nie panika, która tak często ją dotykała, gdy tylko sprawy wymykały się z jej łap. Zacisnęła delikatnie zęby i uniosła łeb w stronę nieba.
Och, bycie Kosem było takie trudne.
Obróciła szybko ucho w stronę dźwięków, jakie przebiły się przez wszechobecną ciszę. Odgłos kroków, później rzucanego czegoś na piasek. Wsłuchiwała się w to wszystko, aż w końcu obróciła leniwie łeb w stronę, skąd to słyszała. Wpatrywała się uważnie w kolejną Czerń, basiora, jak się domyślała po budowie ciała. On chyba również ją wyczuł, ale nie to było istotne. Jedzenie! Miał jedzenie, którego jej tak bardzo brakowała. Wlepiła swój wzrok w nie, aż w końcu ten... Postanowił je odsunąć. Niemalże się oburzyła.
- Nie marnuj jedzenia - wychrypiała po tej jakże długiej przerwie od mówienia, starając się mówić to na tyle głośno, coby ten usłyszał ją wyraźnie.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Skały pokryte runami

#5
Czarny uniósł łeb, słysząc jej kroki, a gdy odezwała się w końcu, westchnął cicho i poczęstował ją szerokim uśmiechem, odsłaniając rząd ostrych zębów i przekrzywiając masywny łeb. Gdy spojrzał w jej kierunku, w jego niebieskich ślepiach na moment pojawiły się iskierki. Zauważywszy jak wpatruje się w jego niedokończony obiad, podniósł mięso zębami i przesunął bliżej w jej kierunku, wreszcie mówiąc :
- Widzę, że głodna. - na jego pysku znowu zagościł uśmiech. - To częstuj się, ślicznotko.
Ostatni komentarz wypowiedziany był z przymrużeniem ślepi. Basior lubił bawić się słowami, nie znaczyły dla niego dużo, ale ułożone w odpowiedni ciąg miały jakieś znaczenie. Kos nie wyglądała na taką, co łapie argumenty jak pies aportujący piłkę, ale who cares? Puchaty ogon czarnego po raz kolejny pacnął o ziemię, gdy Wrzos obrócił się, znowu wyciągając łapy do góry, by przeciągnąć się i ziewnąć, a po chwili zawiesić wzrok na sterczących w górze przednich kończynach. Kątem oka powrócił w kierunku samicy.
- A w ogóle... to, co robisz tu taka 'sama'? - zagadał, z powrotem przekręcając się w jej stronę, by wbić w nią oboje oczu. - Samotne łapy prowadzą w nieciekawe miejsca. Coś o tym wiem.
Przy ostatnim zdaniu zaśmiał się sam do siebie, chwilę potem miał minąć jakiś czas, gdy ten milczał. Cisza nie trwała jednak długo.
- Różne wilki chodzą po lasach - zaczął, znowu przypatrując się na moment własnym łapom. - I mają różne zamiary.
Ostatnio zmieniony czwartek 28 kwie 2016, 18:15 przez Wrzos, łącznie zmieniany 1 raz.
I learned to roll and tumble with the punches,
glory in my stripes and spots
walk by invisible and never make a sound
If I leave my grin behind, remind me
that we're all mad here
and it's okay.

Skały pokryte runami

#6
Przyjrzała się uważniej jedzeniu, które jej podsunął. Nie jadła już dobry kawał czasu, mało brakowało, a zjadłaby samą siebie. Nic dziwnego, że widok martwego zająca sprawił, iż w jej brzuchu zaczęło burczeć, a do pyska napływać ślina. Jednak miała lekkie wątpliwości, podejrzenia. Spoglądnęła na trupa, jakby oceniając czy bezpiecznie byłoby go zjeść. Zresztą - nawet jeśli nie, to czy ją to obchodziło? Szczerze powiedziawszy nie bardzo. To podchodziło prawie że o lekceważenie własnego bezpieczeństwa i zdrowia, ba, jak nie samego życia. Walcząc z samą sobą, swoimi myślami i obawami, w końcu sięgnęła z niedostrzegalną wdzięcznością po martwe zwierzę. Nie minęło zbyt dużo czasu, gdy zostały po nim same kości. Dopiero wtedy się odezwała:
- Dziękuję. To... - powiedzieć to czy nie? - Miłe. Aczkolwiek ucieszyłabym się bardziej z propozycji polowania - uśmiechnęła się kąśliwie, jednak nie potrafiła sobie wmówić, że nie była wdzięczna. Nazwanie jej ślicznotką zgrabnie zignorowała.
Pochyliła nieco łeb, przyglądając się obcemu. Nie kojarzył się jej z nikim, kogo dotychczas spotkała, aczkolwiek nie wykluczała opcji, iż kiedyś mogli się spotkać. Cóż, pamięć nie ta, więc nie zdziwiłaby się. Chociaż szczerze wolałaby, coby ten jej nie znał. Podobała się jej ta "czysta karta", jaką zdobyła po odejściu. Nowe życie, jakkolwiek by tego nie nazwać, było wygodne. Przychyliła nieco łeb.
- Gdzie niosą me łapy, tam się pojawiam - odparła wolno, mrużąc lekko oczy. - Nie mają tendencji do masochizmu, nie trafiam zatem na nieciekawe miejsca - skrzywiła się. - Zaś tego tutaj bym tak nie nazwała.
Wskazała łbem na najbliższą skałę ozdobioną runami, w którą wcześniej się wpatrywała. Nie zdążyła się jednak zbytnio rozgadać, gdy ten znowu się odezwał. Udała zaskoczoną, słysząc jego słowa. Doskonale wiedziała, jakie wilki błąkają się po tym świecie. Sama była tego przykładem.
- Czyżby to była jakaś... - wygięła usta w nieprzyjemnym uśmiechu. - Sugestia?


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Skały pokryte runami

#7
- Sugestiami się nie wyżywisz, moja droga, a prawda taka, że nie jestem najlepszym osobnikiem, na którego mogłaś wpaść, ale też nie najgorszym. - basior po raz kolejny wykrzywił pysk w uśmiechu, który znowu na nim zawitał. - Ale też nie najlepszym, bo w stronach, z których przybywam nie uczą żadnego prawa i szczerze się przyznam, że nie poznałem dotąd takiego prawa, którego miałbym ochotę przestrzegać.
Znowu zaśmiał się do siebie, klepiąc ogonem o ziemię. Śmiech nie był jednak niekontrolowanym wybuchem, a starannym i stonowanym odgłosem wydobywającym się z za pobliźnionej kufy. Skierował niebieskie ślepia w kierunku skał pokrytych runami. Szybko jednak odwiódł od nich wzrok, by znowu skupić się na czarnofutrej samicy. Podniósł się z ziemi, podchodząc bliżej, by ją obwąchać po czym okrążywszy ją jak swą ofiarę, usiadł w odstępie jednego metra, wbijając w nią spojrzenie.
- A skąd przybywasz? - zapytał po chwili, drapiąc się za uchem. - I dokąd idziesz? Bo jakby się złożyło, że nasze drogi jakoś się splotły, to prawdopodobnie zarobisz sobie kilka ciekawych 'pamiątek' (tu wskazał łapą na liczne blizny), bo zdaje się, że kłopoty łażą ze mną w parze, a czasami proszą nawet do tańca.
Kłopoty. Niekiedy sam był ich powodem, a zresztą w ogóle się tym nie przejmował. Jak trzeba przywalić komuś po pysku, to on to zrobi. Jak jemu przywalą, to trudno. Życie jest długie i można odwdzięczyć się za krzywdy w każdym jego epizodzie. Umiłował sobie walkę, czując się w niej pewnie. Trudno o rzecz, w której nie czułby się pewnie, bo wszystko traktował jak na niego przystało - z uśmiechem, nie pozwalając sobie ani na smutek ani na łzy; nawet gdyby, to i tak nie miałby za czym beczeć. Z lekkością traktował życie, chwytając ulotne przyjemności, nie zagnieżdżając się nigdzie na dobre, lejąc się po pyskach z innymi wilkami oraz kpiąc z prawie wszystkiego, co uporządkowane i podporządkowane. Miał o sobie wysokie mniemanie.
I learned to roll and tumble with the punches,
glory in my stripes and spots
walk by invisible and never make a sound
If I leave my grin behind, remind me
that we're all mad here
and it's okay.

Skały pokryte runami

#8
Uśmiechnęła się krzywo. Byli do siebie podobni pod tym względem, ona również nie należała do osób najlepszych, na jakie można było trafić. Przynajmniej w wielu sytuacjach tak właśnie było. Bardzo często nie miała jakichkolwiek skrupułów w swoich działaniach, byleby uzyskała z tego korzyści. Pokazała to nie raz, nie dwa, lecz czasami i ją łapały wyrzuty sumienia. Mimo wszystko, pomimo swoich najgorszych działań, nie była też przesiąknięta złem, okrutna do granic możliwości - miała serce, które już sama sobie złamała, zostawiając swoje dotychczasowe życie, swojego ukochanego, swoje dzieci. Ale nie teraz, nie mogła o tym myśleć. Nie publicznie. Miała być silna.
- Prawo jest dobre, niewątpliwe - zaczęła wolno, mrużąc oczy. - Ale łamanie go kusi, bardziej, niż przestrzeganie. Znajdź własne i narzuć je innym, nie dostosowuj się do istniejących i niepasujących.
Tak było łatwiej, nie posiadać żadnego prawa nad sobą. Czy to właśnie oznaczało bycie wolnym? Z dala od obowiązków, odgórnie narzuconych zasad? Wolność była piękna, niewątpliwie, ale równie niebezpieczna. Deprawowała, sprowadzała na dno jakiejkolwiek moralności. Coś o tym wiedziała. Uniosła nieco łeb ku górze, gdy ją obszedł, obwąchał. Poruszyła się dopiero, gdy usiadł.
- Minęły dwa lata, odkąd rozpoczęłam swoją tułaczkę po świecie, wcześniejszy dom jest nieistotny - odparła sucho, chcąc dać do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać. Odganiała tym samym również swoje wspomnienia, których nienawidziła. - Nie zrobisz mi nic, inni też. Potrafię walczyć, nieznajomy, zadbać o siebie, nie boję się.
Mówiła to jakby z lekką dumą, pewnością siebie. Radziła sobie przez całe życie, wątpiła w to, iż ktokolwiek mógłby jej teraz zagrozić w taki sposób, żeby się bała. Bać się? Lęk był czymś, czego już nie znała, a bardziej nie dopuszczała do siebie. Po nic jej życie, nie dbała o nie. Sens swojego straciła już dawno, teraz pozostawała pusta egzystencja na tym świecie.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Skały pokryte runami

#9
- Znajdź własne. Dobrze prawisz, kochana, ale za takie słowa w moich stronach dostaje się po pysku. - uśmiechnął się krzywo, on też dużo stracił, ale nie rozmyślał nad tym, był furiatem nie martwiącym się zbytnio ani o przyszłość, ani o przeszłość, ani o siebie; wyznawane przez niego zasady pozwalały mu na wszystko, na co chciał sobie pozwolić.
Spojrzał na nią, przekrzywiając łeb, by w końcu podejść, uważnie słuchając, co też czerwonooka ma do powiedzenia. Przeciągnął się, ziewając leniwie i ukazując szereg ostrych kłów, gdy to robił. Był przeciwieństwem wilczycy. On niczego w sobie nie dusił. Carpe diem. Tak pewnie brzmiałoby jego motto, gdyby miał ochotę poświęcić trochę swojego czasu na rozmyślania. Można nawet rzecz, że gdy inni szli po rozum, to on polazł po mięśnie. Jest to jednak tylko częściowo zbieżne z realnymi faktami. Czarny basior głupi nie był. Głupcy pierwsi podporządkowują się byle komu, a on nie miał zamiaru nikomu się podporządkować ani też na nic przystawać.
- Dom, moja droga, jest warty tyle co kamyki leżące na jakimś stoku czy garstka ziemi. - zażartował, podchodząc bliżej, by poczęstować waderę chamskim, nieokrzesanym acz subtelnym liźnięciem po pysku; uśmiechnął się po swojemu, by nie zważywszy na żadną jej reakcję, przejść do przodu - poza ewentualny zasięg jej ewentualnego 'odwetu'. - I jest wszędzie, gdzie ty jesteś. Nigdy nie rozumiałem dlaczego inni rozpaczają nad czymś, gdy równie dobrze można po prostu odrzucić tę myśl i poleźć gdzieś indziej.
Odstąpił kolejne kilka kroków, omiatając wzrokiem okolicę.
- A tak w ogóle, to na imię mi Wrzos.
I learned to roll and tumble with the punches,
glory in my stripes and spots
walk by invisible and never make a sound
If I leave my grin behind, remind me
that we're all mad here
and it's okay.

Skały pokryte runami

#10
Wyraz jej pyska diametralnie się zmienił, przywdziewając natychmiastowo chłód w oczach i nieco okrutny uśmiech, jakby w stronę tego, co właśnie zrodziło się w głowie Kosa. Jednak nie miała zamiaru, bynajmniej nie teraz, przenosić ich do rzeczywistości. Zamiast tego zadarła łeb, coby spojrzeć na niego z niby wyższością, niby rozbawieniem. Nikt nie będzie tak do niej mówić, NIKT. Nie dawała sobą ot tak pomiatać i najpewniej nie skończyłoby się to dobrze, albo dla niej, albo dla czarnego basiora. Ale nie zrobiła nic, prócz cichego parsknięcia. Póki co.
- Pozwolę się jedynie ci domyślić, jak przypłaciłbyś za takie w moją stronę - syknęła z jakby szyderczym rozbawieniem, lecz po chwili przystopowała.
Och, tak, różnili się od siebie, choć zdecydowanie bardziej wolałaby być bliższa charakterem samcowi. Nie z pobudek towarzyskich. Podziwiała każdego, kto był w stanie nie przejmować się przeszłością, szczególnie, jeśli był z nią związany. Kto żył, by po prostu żyć, nie patrzeć za siebie. Kos spoglądała w tył, rozmyślała. Ale wiedziała, po prostu wiedziała, że zrobiła najlepiej, jak zrobić mogła. Teraz musiała tylko wysilić się i zagrać na tyle, na ile było ją stać. A wierzyła, że stać ją na dużo. Wiara to połowa sukcesu, prawda?
- Kiedyś bym się nie zgodziła - mruknęła, ponownie mrużąc oczy w chyba charakterystyczny dla siebie sposób. - Masz jednak rację, tyle mogę ci przyznać - parsknęła, przechylając łeb w bok. Liznął ją w pysk. Ale nie dała się sprowokować, och, nie. Jedynie z gardła wydobyła niskie warknięcie, klapnęła w jego stronę zębami. Na kolejne słowa już nawet nie odpowiedziała. Zrobiła to dopiero, gdy się przedstawił. - Nazywają mnie Kosem.


Miałam znów sen, łamiesz mi kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
a ja kocham być z Tobą
kocham być z Tobą
kocham być z Tobą

voice & theme

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron