Piaszczyste pustkowie

#41
Sharan z uwagą wysłuchała zarówno pytań Lotara, jak i relacji małej Vasi, jednocześnie zastanawiając się nad całą tą sprawą. Generalnie zgadzała się z Malakai'em, poza tym.. Tkwiło w niej to matczyne serce, które nie pozwalało pozostawić małej waderki samej sobie z czystym sumieniem, mimo, iż ta wyraźnie wyglądała na taką, która jest sobie w stanie dać radę sama, przynajmniej po części. Obecność małej już tak naprawdę wyszła im na dobre i polepszyła ich położenie, chociażby dzięki odnalezieniu wody.
Szara upiła kilka łyków życiodajnego płynu dalej dumając nad sytuacją. Owszem, woda była czysta i świeża, kiedy opadł piach, zdecydowanie dobra do picia. Ten drobny czyn, jakim było ugaszenie dokuczającego jej od wielu godzin pragnienia już sam w sobie pomógł polepszyć jej humor i nieco rozjaśnić umysł.
Przykro jej było na myśl o tym, że mała musiała dowiedzieć się o prawdopodobnym losie swoich rodziców od nich. Czy lepiej by było, gdyby dalej miała nadzieję, która mogłaby okazać się fałszywa, albo gasłaby w oczach wraz z mijającymi miesiącami? Yggdrasil umarł, a wraz z nim jego magia i tamtejsza kraina.
Nie umknęła też jej uwadze nowa więź, jaką nawiązały jej młode z Czarnooką. Dopiero były osowiałe, zmęczone, nieswoje.. Teraz na powrót tryskały ciekawością, życiem. Były nawet coraz bardziej skore do harców i zabaw.
- Tak, może iść z nami - niebieskooka potwierdziła w końcu decyzję Ducha, choć prawdę powiedziawszy podświadomie podjęła taką samą już wcześniej, tylko podjęła próbę jej logicznego podważenia - profilaktycznie, dla dobra swoich bliskich. Nie miało to chyba już jednak żadnych podstaw, aby kontynuować dalsze podminowywanie prawa małej do kroczenia z nimi, przynajmniej teraz.
Wykorzystując chwilę, jaka im jeszcze została, Sharan podjęła próbę odnalezienia jakichś przydatnych ziół w najbliższej okolicy. Było tu sporo traw, może część z nich nadaje się do leczenia? A nuż odnajdzie trochę tymianku?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Piaszczyste pustkowie

#42
Echo spojrzała w szoku na ojca, słuchając złych wiadomości o rodzicach Vasi. Zrobiło jej się bardzo smutno na samą myśl, przez co musiała ta obca waderka przejść, zanim trafiła na nich. Nagle ich własny los wydał jej się nie taki najgorszy. Nadal mieli siebie nawzajem, a że musieli się przeprowadzić? Młoda była pełna nadziei, że ciemny pas widniejący na horyzoncie okaże się miejscem odpowiednim na ich nowy dom.
Dom, w którym będzie też mieszkać córka Voulke. Echo po raz kolejny pozostała w tyle, co mimo odczuwanego współczucia sprawiło, że gdzieś w głębi odczuła ukłucie zazdrości. Starała się jednak tego po sobie nie pokazać. Po słowach Burzy posłała miły uśmiech do nowej koleżanki. - Tak, możemy być twoją drugą rodziną. A przynajmniej tak jak długo zechcesz. - Powiedziała. Później posłała krótkie spojrzenie w stronę rodziców. Wyglądali na zagadanych, zajętych poważnymi sprawami dorosłych. Dlatego samiczka przysunęła się bliżej grupki szczeniąt. - To co, może się tu rozejrzymy? Nie chcecie zobaczyć, co jest za horyzontem? - Szepnęła na tyle głośno, by usłyszały ją wyłącznie najmłodsi. Nie uszło jej uwadze, że jej poprzednia wzmianka na ten temat została zignorowana, co ją zasmuciło, ale nie zamierzała łatwo dać za wygraną. Poczuła się już na tyle pewnie, by w ostateczności wymknąć się w celu zwiedzania. Był to jeden z tych odważniejszych momentów, do którego najprawdopodobniej przyczyniła się opowieść Vasi o jej historii.
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Piaszczyste pustkowie

#43
Gdy Lotar zawołał Vasi, postanowił skorzystać z tej chwili czasu i również napił się chłodnej wody, gaszącej jego pragnienie, do teraz tak dobrze skrywane, a może raczej ignorowane. Nigdy by nie przypuszczał, że zaspokojenie swego pragnienia w pełni będzie aż takie przyjemne, jednak tą chwilę zachwytu przerwała mu wrzawa która rozpętała się obok. A mianowicie Burza odciągająca Vasi i mówiąca że ta może zostać. Powoli zbliżył się do czarnookiej, szturchając ją lekko nosem w polik, jakby chcąc jej dać znak że jest po jej stronie i by nie przejmowała się tym co powiedział Malakai albo Lotar. Na słowa matki, jedynie prychnął cicho, jakby właśnie powiedziała coś tak oczywistego, że nawet miesięczne szczenie by to wiedziało.
- Oczywiście że może zostać z nami, to było wiadome od początku. bez niej bym dalej nie poszedł - Słowa brzmiały poważnie, jednak czy serio byłby w stanie opuścić rodzinę bo nie pozwoliliby Vasi iść? A może po prostu lubił stawiać na swoim? Kto wie, on od początku był dziwny.
- Dobry pomysł, siostro - Mruknął jednak po chwili, odrywając się myślami od tej całej niefajnej rozmowy którą wywołał Lotar.
- I może przy okazji znajdziemy jakieś ciekawe rośliny? Może któraś będzie mogła zastąpić skrzyp dla Burzy! Vasi, Burzo, idziecie z nami się rozejrzeć? - Miał tylko nadzieje że nowa towarzyszka nie przejmie się tym co powiedział Malakai o jej rodzicach i o tym że mogą nie żyć.

/sorki za lipny post :D

Piaszczyste pustkowie

#44
Sharan, znalazłszy łodyżkę tymianku, która nadawała się do zbioru, ujęła ją delikatnie pyskiem i zerwała, nie niszcząc roślinki. Tak, to już jakiś początek, przydałoby się więcej ziół, sporo aloesu.. Z pewnością powinien być gdzieś w obrębie wydm, jak nie tutaj, to gdzieś niedaleko. Powróciła do towarzystwa z ową łodyżką, mierząc po drodze wzrokiem szczenięta. Słyszała, że o czymś rozmawiają, ściszając widocznie głos. Czyżby coś kombinowały? Były już w tym wieku, kiedy maluchy zaczynają się kręcić i zwiedzać otoczenie, często ignorując zdanie rodziców. Ona przecież była taka sama wiele sezonów temu, kiedy jeszcze jej stare stado trzymało się razem i wydawało się, że się nie rozleci.
Po raz kolejny w ciągu ostatnich dwóch lat jej myśli powędrowały ku dwóm braciom z miotu. Ciekawe, jak sobie radzili? Czy w ogóle żyją? To było dobre pytanie. Jeżeli dotarli do Axis - pewnie już dawno je opuścili. Czy podążyli w tą samą stronę co ona? A może w przeciwną? Mogła się jedynie domyślać, choć gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że jeszcze kiedyś ich spotka. A drugiej strony podgadywał jej zdrowy rozsądek, każący myśleć, że kości tych basiorów zapewne już od dawna bieleją na słońcu, gdzieś w odległym lesie, lub na nieznanym polu. A może.. W ludzkim domostwie? To też nie było wykluczone.
Szara otrząsnęła się szybko z grobowych myśli, skupiają na tym, co było tu i teraz. Rodzina, partner, towarzysze - oni byli jej teraźniejszością i potrzebowali jej uwagi. A ona potrzebowała ich.
- Powinniśmy iść dalej - powiedziała nieco podniesionym głosem, aby każdy ją usłyszał - Las już niedaleko, może zdołamy się tam osiedlić. Może nawet zapolujemy już niedługo.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Piaszczyste pustkowie

#45
Zamilkła, wycofując się wgłąb swego umysłu, zamykając się częściowo w sobie przed swoją nową rodziną. Voulke, jakakolwiek by nie była, starała się, a Reever dbał o swoje szczenięta. Kochała ich i podziwiała, podziwiała też ich wzajemne oddanie, a teraz nie było już prawdopodobieństwa że wrócą. Nie odzywała się, wymusiła na sobie uśmiech, kiwając lekko łbem w potwierdzeniu że zostaje. Póki nie znajdzie Rell, zostanie, bo gdzie miałaby wracać? Kogo szukać? Ocuciło ją z rozpaczy szarpnięcie za kark i kiedy obróciła łeb zobaczyła oczy pełne barw i ruchome jak oczy matki. Czy była z nich ta sama magia? Jeśli tak, to była ocalała cząstka Vouellye, a jeśli nie, to i tak dawały nadzieję. Z resztą, ktoś w końcu ją znów bronił i był z nią. Ktoś ochronił ją przed dorosłym, stanął między nią i Lotarem. Dlatego ruszyła za czarną, uznając ją za swoją nową przewodniczkę.
- Idziemy? - spojrzała na Burzę pytająco, w czarnych ślepiach jak zawsze na próżno było szukać barw.

Piaszczyste pustkowie

#46
Białofutry przez pewien już czas nie spuszczał swoich srogich szafirów z postaci drobnej oraz czyżby aż tak bardzo bezbronnej czarnookiej waderki, która jakby skrywała w sobie znacznie wiele więcej aniżeli sugerował o tym całkowicie jej rozmiar. Albowiem któż w taki oto sposób reaguje na wieść o bezlitosnym obdarciu z dotychczasowej nadziei oraz bezpowrotnej stracie w postaci swoich bliskich, zapewne nie każdy zwłaszcza w takim oto wieku. To spowodowało iż biały lupar po raz kolejny oddał się w stan absolutnie błogiego wyciszenia, kontemplując po raz kolejny nad gorzką destruktywną wizją utraconego przez nich wszystkich domu, oraz tym czy wówczas nie utracili czegoś znacznie więcej, cząstkę własnego jestestwa.
Dopiero donośne słowa jego lubej, wzywające do dalszej wędrówki przywróciły jego umysł do obecnej rzeczywistości, po czym trzeźwiejszym już spojrzeniem omiótł pobliską okolicę oraz ich wszystkich, niczym niesforny lunatyk który to niespodziewanie się przebudził. Po czym zwróciwszy się w stronę swojego towarzysza, rzekł całkiem spokojnie choć zapewne niespodziewanie - Co zamierzasz ? Zaczął, równocześnie lustrując badawczo złotookiego - Gdy nasza wspólna podróż dobiegnie kresu. I zamilczał, pozostawiając po sobie pustą maskę niewyrażającą zupełnie niczego.

Piaszczyste pustkowie

#47
- Jeszcze nie wiem. - przyznał po kilku chwilach milczenia, ze wzrokiem melancholijnie utkwionym w linii horyzontu. Rysowała się tam nowa nadzieja, nowa przyszłość, nowa szansa... Ale co jeśli to wszystko, co basiora otaczało, okaże się zwykłą ułudą, pustą iluzją?
- Nie mamy pewności, czy znajdziemy tu schronienie... Jeśli tak... Cóż, czas pokaże. Na razie jednak lepiej trzymać się razem. W ten sposób wszyscy mamy większe szanse na przetrwanie, zwłaszcza twoje szczenięta. - oznajmił, uprzednio przeniósłszy spojrzenie lśniących złotem ocząt wprost na oblicze swego rozmówcy. Nie da się ukryć, że im więcej wilków, tym bezpieczniej, zwłaszcza że liczniejsza grupka była w stanie wspólnymi siłami upolować coś, co zapełni ich żołądki na kilka najbliższych dni. Co więcej, razem mogliby bronić się przed intruzami wszelakiej maści, a także wspierać się w trudnych chwilach. Na tę chwilę takie wyjście stanowiło rozwiązanie chyba najbardziej opłacalne.
- Cóż... Póki co, Sharan ma rację, lepiej stąd chodźmy. Zaczyna się powoli ściemniać, a my stoimy na środku pustkowia... Powinniśmy najpierw znaleźć jakieś bezpieczne miejsce na nocleg. - zaproponował, omiótłszy wzrokiem całą ferajnę szczeniaków. Pewnie już były zmęczone - jak każdy, ale fakt faktem wilki wciąż miały przed sobą daleką drogę do pokonania. Odpoczną niebawem...
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Piaszczyste pustkowie

#48
Przekręciła łeb w stronę Vasi. Wieczorne, słabe promienie zachodzącego słońca oświetliły oblicze Gwiezdnej Burzy, nadając oczętom waderki pięknego wyrazu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w ślepiach szczenięcia radośnie zawirowały złote świetliki, niby pragnąc zgodzić się ze słowami białofutrej. Ciemny pysk naznaczony białym znaczeniem skierował się ku dołowi, wykonując lekkie skinięcie i potwierdzając ukazaną wcześniej w kobaltowych szkiełkach odpowiedź na propozycję córki Voulke. Ona również poczuła dziwną, oplatającą się wokół nich nić więzi, która delikatnie, cichutko zrodziła się pomiędzy nimi i pragnęła połączyć je na dłużej. Pierworodna Sharan i Malakaia omiotła spojrzeniem okolicę, by następnie obrać kierunek na majaczący w oddali bór, najprawdopodobniej sosnowy. Wyprostowała się, uniosła wysoko nos i wzięła głęboki wdech. - Chodźmy. - Wydobyło się z młodego gardła, głośno, hardo, zdecydowanie, a łapy poniosły ją przed siebie.
Nie czuła już bólu, bo nie chciała go czuć. Prężnie parła naprzód, uprzednio zaczekawszy na siostrę oraz czarnooką i nie oglądała się za siebie. Musiała wreszcie sprawdzić, co czekało ich w tym dziwacznym, zielonym, żyjącym miejscu. Nie oczekiwała wiele. Nie oczekiwała praktycznie niczego. Pragnęła jedynie legnąć w cieniu jakiegoś drzewa, zmoczyć się w chłodnym strumieniu, złapać coś do jedzenia. Czy będzie mogła?
Miała nadzieje, że... Miała?
Nie potrafiła.

/zt
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Piaszczyste pustkowie

#49
Owszem, nie było sensu dalej zwlekać. Zdążyli nieco zregenerować swoje siły, łyk świeżej wody i rozmowa, połączone z chwilowym przystankiem, niewątpliwie przyczyniły się do wzrostu ich morale. Sharan na dodatek udało się ponownie rozpocząć zbieranie ziół, stworzyć jakiś zalążek zielarni, dzięki której będzie w stanie - w razie czego - wyleczyć siebie i bliskich. To już było coś, jakiś początek, jakaś cegiełka, na której mogli budować nową teraźniejszość. Może i to wydawało się mało, ale nawet największe imperia składały się przecież z takich małych fragmentów.
Wszystko to podziałało na Sharan jak rodzaj zimnego prysznica, poczuła jakąś nową energię wchodzącą, wnikającą w jej jestestwo.
Niebieskooka, upewniwszy się, że inni towarzysze doszli do podobnych wniosków i powzięli decyzję o dalszej drodze, ruszyła do przodu, nie za wolno, ale też i nie za szybko, idąc do przodu niewymuszonym truchtem, aby najmłodsi nie mieli problemu z nadążeniem za nią.

z.t.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Piaszczyste pustkowie

#50
Echo znów popadła w jakąś melancholię, dyskretnie wyczekując, aż inni ją wyminą i zostanie w tyle. Szła za matką z nisko spuszczonym łbem utkwionym w wilcze łapy poruszające się przed nią. Nie uszła jej uwadze nowa kształtująca się relacja między zarówno jej bratem, siostrą jak i Vasi. Zazdrościła im, lecz z drugiej strony niewiele robiła, by zmienić swoją sytuację. Być może nie potrafiła, albo była tak zmęczona podróżą, że najchętniej zamykała się w sobie? W końcu przebieranie łapami podążając za innymi było łatwiejsze do wykonania niż próba dogadania się z nową, a nawet z własną rodziną.
Córka Sharan i Mala udała się w tym samym kierunku, co oni. Dostrzegła jednak zniknięcie Wrzosowego Poranka i obiecała sobie, że jak tylko odzyska trochę sił, ruszy go poszukać.

z.t
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron