Piaszczyste pustkowie

#21
Sharan bez większych sprzeciwów odeszła na stronę z Lotarem, słuchając uważnie jego argumentów. Jak by nie było, miał rację..
Czy chciała narażać własne dzieci? Oczywiście, że nie. Jej młode były priorytetem, ale.. Ale Sharan trudno było się zdobyć na porzucenie nawet cudzego potomka. To miejsce było tak puste, nie spotkali dotąd żadnego innego czworonoga, a wedle opowieści zasłyszanych nawet i przypadkowo Konkordia miała wręcz pękać od licznych zwierząt, na które mogliby polować. Ale.. Żeby z kolei polować, trzeba mieć na to siły, a oni byli nieomal wycieńczeni. Z pewnością pomogłoby im kilka dni odpoczynku, w cieniu, na miękkim, leśnym podłożu, w chłodzie i bez nerwów.. Ale nawet podczas odpoczynku trzeba coś jeść i zaczynało to szarą wyraźnie martwić. Dotąd żywili się rzadką zwierzyną, jaką zdołali razem powalić, ochłapami, padliną oraz schwytanymi gryzoniami, zwykle szczurami. Wystarczało to, aby nie paść z głodu, ale nie pozwalało na syty posiłek.
- Nie.. Nie chcę i nie mogę narażać młodych. Jaką matką bym była, gdybym wystawiła je na niebezpieczeństwo? - odpowiedziała równie cicho żółtookiemu - Ale z drugiej strony większa grupa ma lepsze szansę na obronę, maluchy są w stanie złapać gryzonie, jeśli jest taka potrzeba.
Jednym uchem słuchała jednocześnie rozmów dzieci, nietrudno było jej usłyszeć ich piskliwe, donośne głosiki ponad szumem wiatru i nielicznych roślin.
- Tylko nie oddalcie się zbyt daleko od nas - powiedziała w ich stronę - Być może niedługo będziemy iść dalej. - Owszem, chwila odpoczynku była przyjemna, nawet spędzona na poważnych rozmowach, ale stanie tu i gadanie nie przybliży ich ani trochę do lasu, ani rzeki, a tego przecież potrzebowali.
W tym czasie dołączył do nich jej wybranek, na którego widok Sharan rozpromieniła się widocznie. Nie umknęła jej też jego reakcja na czarnookie szczenię, które się do nich przyplątało.
- Duchu - odpowiedziała mu pytająco - Znasz tą Voulke?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Piaszczyste pustkowie

#22
Wyglądało na to, że miała sporo nowych znajomych w przybliżonym do swojego wieku, co oczywiście poprawiało znacznie jej nastrój. Poza tym, zaczynali chyba ją lubić, dzięki czemu uznała że chyba jest tak samo urocza jak rodzicielka. Z resztą, Reever zawsze powtarzał że jest dokładnie taka sama jak matka, a wszyscy obcy po chwili zaczynali lubić Wieszczkę za jej szczery uśmiech i pogodne usposobienie. Vasi bardzo chciała być taka, aczkolwiek nie musiała wcale się starać, jak widać. Komplement ze strony Wrzosa nagrodziła innym niż poprzednie uśmiechem, był on tylko błyskiem na jej obliczu, jednakże wyrażał nie tylko zadowolenie, ale i zawstydzenie. Z swą wrodzoną, choć inną od wilczej gracją charakterystyczną niegdyś dla Voulke obróciła się miękko i przeszła parę kroków.
- Wasza mama chyba woli gdzieś blisko, także poszukamy w okolicy. - oznajmiła i ruszyła, powoli, z kształtnym łbem pochylonym nisko ku ziemi. Węszyła spokojnie, musiała przecież wyczuć nawet najlżejszą zmianę w zapachu piasku, znaleźć miejsce gdzie wyczuwałoby się odrobinę wilgoci. To była umiejętność której zawdzięczała życie przez ostatni czas, z resztą można było łatwo zauważyć że naprawdę to potrafiła. Znajdowała się na pustyni, a nie wyglądała na spragnioną ani nie była w złej kondycji. Jedynym co można było zarzucić Vasi był fakt, że była brudna. Tyle, że brudna była też charakterystycznie, przednie łapy i pysk upaprane były piachem który musiał uprzednio być mokry i zaschnąć dopiero jakiś czas temu. Krążyła zataczając coraz szersze kręgi, aż przystanęła i węszyła dłużej, zastanawiając się czy aby na pewno to tutaj. Zrezygnowała, wznowiła krążenie i jeszcze kilka razy zatrzymywała się, rozważając rozpoczęcie kopania zanim wybrała odpowiednie miejsce. Przystanęła zadowolona z siebie, nauki rodziców nie poszły na marne, w końcu wychowywali ją na takich terenach.
- Tutaj, ale dłuższą chwilę trzeba kopać i trzeba będzie zaczekać zanim piach opadnie. - zaczęła kopać aby zaznaczyć miejsce, po czym cofnęła się żeby przepuścić Poranek.

Piaszczyste pustkowie

#23
Ugh, najwidoczniej Echo wzięła do siebie jego żarcik, a przynajmniej tak można było wnioskować z jej pacnięcia i oburzenia w jej głosie gdy nazwała go miśkowatym samcem. W sumie to zabrzmiało jakby bycie samcem było jakąś obelgą. Brr.
- Przecież tylko żartowałem, obie macie słodkie mordki i ślicznie wyglądacie. Mówię prawdę! - mruknął za Echem, by nie dąsała się i by nie była potem na niego obrażona. Nie mógł pozwolić by przez tak głupi żarcik Echo była smutna, jakim wtedy byłby bratem?
Nie zdążył jednak dodać nic więcej gdy Vasi znów lekko uśmiechnęła się lekko, jednak nie był Poranek głupi i widział że tym razem to ona jest zawstydzona. I to że nawet nie kontynuowała tego tematu i postanowiła zacząć poszukiwania wody tylko potwierdzały jego teorie.
- Tak właściwie, to jak wyczuwasz gdzie kopać by znaleźć wodę? - Nie ukrywał swojego zaciekawienia, a gdyby znał ten sposób to zamiast po prostu pałętać się za Vasi i obserwować jej samiczą grację, mógłby pomóc w poszukiwaniach. Chociaż to chyba nie było potrzebne, patrząc na to, jak szybko nowa towarzyszka znalazła odpowiednie miejsce.
- I mówisz że jak wykopie tutaj dziurę, to dokopie się do wody? - Zagadnął podchodząc żwawo do lekko rozkopanego miejsca by przyjrzeć mu się niepewnym wzrokiem. Warto spróbować.
Nie obijał się długo, ustawił się tak, by na nikogo nie sypać piaskiem i najzwyczajniej w świecie zaczął kopać.

/Poprawiłem "Dokopie się do piasku" Na "Dokopie się do wody"
/Też tak macie ze w fabule z kilkoma osobami, plączecie się w tym która akcja działa się najpierw? :D
Ostatnio zmieniony niedziela 04 paź 2015, 17:35 przez Wrzosowy Poranek, łącznie zmieniany 2 razy.

Piaszczyste pustkowie

#24
Dopiero słowa jego wybranki spowodowały iż oderwany całkowicie od rzeczywistości, niespodziewanie powrócił pomiędzy żywych, a same zaś wspomnienia odeszły po raz kolejny gdzieś w nieokreślony niebyt – Niegdyś znałem. Odrzekł bardzo spokojnie nie spuszczając póki co, swojego błękitnego spojrzenia z małej oraz tego co w danej chwili poczęła czynić.
Póki co, ona sama całkiem nieźle musiała sobie radzić skoro zaszła aż tak daleko, jej powierzchowny stan również nie pozostawiał złudzeń co to tego iż sztukę przetrwania miała bardzo dobrze opanowaną, dając niewymowne świadectwo tego iż jego złotooki towarzysz najwyraźniej się mylił i mała równie dobrze potrafiła sama świetnie o siebie zadbać, ale czyżby także o innych ?
Zbyt długo nad tym nawet się nie zastanawiał, by zerwać się ze swojego miejsca chwilowego spoczynku jakby oświecony, który za chwilę miał krzyknąć „eureka”, by czym prędzej zbliżyć się do czyżby bawiącego się szczeniaka, aby mu dopomóc.
Czy białofutry całkowicie postradał już swój umysł, aby w chwili ich dogorywania zabawiać się w kopanie w piasku dziury, albo samej zaś ich wspólnej mogiły ?

Piaszczyste pustkowie

#25
Podobnie do swej siostry kłapnęła szczękami tuż przed pyskiem brata, chcąc go nieco nastraszyć. Wiadome było, że mniejsza od niego waderka w żadnym stopniu nie wyglądała na przerażającą, groźną czy chociażby rozgniewaną. Sprawiała raczej urocze wrażenie, jak to na szczenię w jej wieku przystało.
Krótka chwila radości nie potrafiła jednak zniwelować pulsującego, rozchodzącego się po całym ciele bólu, który wraz z wykonaniem zwrotu ku Vasi gwałtownie przypomniał o swym istnieniu. Delikatne lico wykrzywiło się w grymasie cierpienia, a z pyska wydobył przeciągły syk. Kilka minut minęło zanim odważyła się wykonać trzy lub cztery kroki za oddalającymi się białymi wilczkami, by czym prędzej, mając tylko takową możliwość, klepnąć niewielkim zadkiem o piaszczyste podłoże. Umęczone, przegrzane łapy zanurzyła głębiej, skrywając je w jasnym, nieco chłodniejszym pyle. Obserwowała poczynania pozostałych. - Popatrzę. - Odparła krótko, nie tłumacząc przyczyny podjęcia takiej decyzji. Według niej wyjaśnienie było zbyt oczywiste.
Nocne ślepia nie odrywały się od kopiących, powoli prześlizgując po sylwetkach towarzyszy, na dłużej uczepiając się nadchodzącego ojca. Czarne uszko drgnęło ze zdziwienia, a ślepka zrobiły się okrągłe niczym księżyc w pełni, gdy ten zdecydował się dopomóc podrostkom - nie sądziła, że te głupkowate zabawy zainteresują kogokolwiek z dorosłych. Sama nie wierzyła w "wykopywanie wody" i podchodziła do tego sceptycznie. Milczała.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Piaszczyste pustkowie

#26
Wspomagała Poranek w kopaniu, chcąc prędko pokazać mu że wcale się nie myliła, z jakiegoś powodu bardzo jej zaczęło zależeć na jego opinii.
- Mama i tata mnie uczyli, trzeba poczuć wilgoć, zmianę w zapachu piasku, ale trzeba być uważnym, skupionym i cierpliwym, inaczej się nie uda. Trzeba też ćwiczyć, jak wszystko. Wychowałam się na takich terenach, muszę umieć szukać wody. - wyjaśniła. - Tutaj jestem pewna że będzie.
Zachowanie Malakaia nie zdziwiło Vasi, wszakże duże wilki kopały prędzej więc normalne że chciał pomóc, oni wszyscy wyglądali tak jakby potrzebowali się napić. Odsunęła się nie chcąc plątać się dorosłemu między łapami. Jej wykopywanie wody trwałoby znacznie dłużej, nawet z pomocą Poranka i ucieszył ją fakt że mogła usiąść i zaczekać. Odrzucany piach robił się wilgotny, aż wreszcie porządnie mokry i po chwili trąciła basiora nosem w tylną łapę, z racji faktu że tam dosięgała, aby zwrócić jego uwagę.
- Teraz trzeba poczekać żeby piach opadł i będzie można pić. - oznajmiła z zadowoleniem. Zwróciła uwagę na łapy Burzy i skrzywiła się z dezaprobatą.
- Powinnaś znaleźć skrzyp i aloes, mama robiła z nich maść na takie sparzone łapy, ale aż tak sparzonych nigdy nie miałam. - zwróciła się do czarnej z współczuciem, żałując że nie zbierała ziół tak jak rodzicielka. Voulke nosiła ze sobą zawsze ich sporą ilość i miała przy sobie wszystko, co mogło być potrzebne. Brakowało jej obecności Wieszczki, choćby z tego powodu że chętnie pomogłaby Burzy. Zawsze była dla wszystkich miła, szczególnie dla szczeniąt.

Piaszczyste pustkowie

#27
Malakai, którego złotooki samiec wcześniej pozostawił nieco w tyle, wkrótce również zjawił się na miejscu, w pysku niosąc szczeniaka najmniejszego z całego miotu. Cóż, to mogło tłumaczyć jego drobne opóźnienie... Kiedy zatem Duch dołączył do reszty, Lotar zamilkł na kilka chwil, by raz jeszcze zerknąć w kierunku pozostałych młodzików. Ich entuzjazm, ich podekscytowanie, ich umiejętność przemieniania survivalu w zabawę... przyprawiała basiora o mdłości. Niemniej jednak - czy mu się to podobało czy nie - należało przyznać, że mniejsza wersja Vou całkiem szybko zaskarbiła sobie sympatię młodzików, a nawet potrafiła stosunkowo nieźle sobie radzić... Niegdysiejsza wiedząca najwyraźniej zdołała nauczyć swą potomkinię wielu przydatnych rzeczy.
- Znałem Voulke... I znałem Revirell. - wyznał wreszcie, ze wzrokiem wciąż utkwionym w gromadce szczeniąt. Jednak po upływie kilku krótszych chwil, złociste oczęta samca na powrót spoczęły na licu rozmówczyni, zatopiwszy swe spojrzenie głęboko w ślepiach Sharan.
- Wierz mi, żadne z tych imion nie zwiastuje niczego dobrego. Zwłaszcza Revirell. To była członkini Wędrowców... I ma nierówno pod sufitem, dosłownie. Jest kompletnie nieprzewidywalna, w watasze uchodziła za miejscową wariatkę. Ba! Przecież to przez nią wybuchła wojna między nami a Hordą. Wiesz, dlaczego? Bo rozpruwała swoje ofiary... WILKI żywcem. Bo zabijała lub okaleczała tych, którzy tylko przekroczyli granice jej terytorium. Bo bezcześciła zarówno martwe jak i żywe ciała...
Lotar mógłby wymieniać przewinienia Revirell jeszcze długo, lecz zamiast tego zdecydował się na dłuższą chwilę nad wyraz wymownej ciszy, aż w końcu odetchnął głęboko, by dodać półszeptem:
- To nie jest wilczyca, z którą należałoby się zadawać. Nadużyła zaufania już dwóch swoich alf, w tym mojego. Nigdy nie wiesz, czego możesz się po takiej spodziewać... Równie dobrze mogłaby zarżnąć nas wszystkich podczas snu. Dlatego jeśli chcesz, by to szczenię nam towarzyszyło, jeżeli naprawdę chcesz je wziąć pod swoje skrzydła... Nigdy nie powinnaś oddawać go Revirell, jeśli na nią kiedykolwiek natrafimy. Jedna psychopatka w nowej krainie w zupełności wystarczy... - burknął ponuro, acz zdecydowanie. Cóż... Fakt faktem Kruczyca nie była najlepszym materiałem na matkę. Gdyby zajęła się wychowaniem Vasii... Ach, aż strach pomyśleć, na kogóż by wyrosła!
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Piaszczyste pustkowie

#28
Białofutry kopał ile sił w łapach i chociaż niegdyś owa czynność mogła się wydawać banalna, to jednakże w obecnym już wypadku była wręcz samobójcza, pozbawiając go resztek sił jakie posiadał w rezerwie na dalszą wędrówkę. Oby mała miała rację w tym co zamierzała im zaprezentować, bo w innym wypadku wyszedłby na całkowitego bęcwała, a tego wolał uniknąć nawet przed samą już kostuchą. By wreszcie po delikatnym jej sygnale, samemu nieźle zdyszany jakby przebył dość znaczną wędrówkę, przysiadł próbując uspokoić swój wewnętrzny żar jaki w nim zagościł. W tym samym również czasie posłyszał kolejne bezkształtne słowa złotookiego, który jakoby jemu samemu się wydawało, wręcz wchodził już na głowę jego ukochanej, by dłużej nawet nad tym się nie zastanawiając, czym prędzej powstał pomimo ciążącego zmęczenia i zbliżył się na tyle blisko do nich obojga, aby oficjalnie zagościć w ich potajemnej pogawędce, albo raczej argumentacji kruczego basiora. Gdzie ze spokojem wymalowanym na jego umęczonej już masce, w milczeniu cierpliwie wyczekiwał na szczyptę jakichkolwiek wyjaśnień aby również i jego wprowadzić na tory poruszonego tematu.

Piaszczyste pustkowie

#29
Gdy ojciec dołączył się do kopania i jego duże łapy zaczęły żwawo powiększać otwór w ziemi, odsunął się lekko w bok, przyglądając się mu przez chwile, jego technice, by po chwili z nową siłą i determinacją podjąć jego wyzwanie.
- Wykopie tyle samo piasku co ty, zobaczysz! - Zwrócił się w stronę ojca i nie przerwał kopania. Ba! Nawet zaczął szybciej przebierać łapkami, nie bacząc zupełnie na zmęczenie czy zadyszkę której powoli dostawał. Fakt. Kopanie z pomocą ojca było na prawdę efektowne. Nie musieli nawet długo kopać by Vasi dała sygnał że już pora przestać i musiał przyznać że miała racje. Piasek był na serio wilgotny, przyjemnie chłodny, stanowiący rozkoszną ulgę dla obolałych opuszek łap.
- Musisz mieć wspaniały węch, skoro jesteś w stanie wyczuć tak drobną zmianę w zapachu piasku. - Wyrwało mu się z mordki, gdy powoli odsuwał się od dziury, obserwując jak piasek opada ukazując niewielkie ilości wody. Czyli miała racje? I nawet znała się na roślinkach. Trzeba przyznać że to wzbudziło w nim lekki podziw. Mało kto interesował się nimi.
- Napijcie się pierwsze - Mruknął cicho, zerkając to na siostry, to na Vasi. Siostry wydawały się na prawdę styrane, więc dla nich był w stanie chwile wstrzymać swe pragnienie, zresztą, bał się że jak sam się dorwie, to już nic nie zostanie.
W między czasie, czekając aż siostry zaspokoją swoje pragnienie, sam podszedł do Vasi, przyglądając się jej chwilę.
- Tutaj skrzypu chyba nie znajdziemy. Nie lubią takich suchych terenów. Tak w sumie to może pójdziesz z nami? Może być zabawnie - A co go tam opinia matki czy ojca, on sam postanowił że Vasi zostaje z nimi, teraz jedynie pozostała jej zgoda, a po udręczonej niepewnością mordce Poranku i niespokojnie uderzającym o piach ogonie, można było łatwo wywnioskować że bardzo mu zależało na tym by się zgodziła.


/Dokończony :3

Piaszczyste pustkowie

#30
Na dźwięk ponurych słów żółtookiego oblicze Sharan zachmurzyło się widocznie. Wadera zmarszczyła brwi, posyłając ukradkowe spojrzenie gromadce szczeniąt. Jej oczy spoczęły na dłuższą chwilę na białej, czarnookiej waderce, którą napotkali na drodze i która była teraz źródłem ich obecnej wymiany zdań. Teraz, dotąd trywialna uprzejmość, jaką miała obdarować Szara ową duszyczkę teraz stała pod znakiem zapytania. Gorzej, Sharan czuła się, jakby miała tym sposobem niechcący skazać swoją rodzinę na jakiś nieprzychylny los, a co gorsza, robiąc to nieświadomie, czemu zapobiec i co powstrzymać chciał Lotar.
Westchnęła tylko, spuszczając po sobie uszy. Kolejny problem, jakby nie mieli ich już wystarczająco wiele. W tym całym zamęcie nie zwróciła nawet większej uwagi na to, że jej młode w końcu dokopały się do wody.
- Jeśli małą porzucimy a ona zginie.. Ona może chcieć zemsty, jeśli wie o tej.. Vasi. - powiedziała cicho, chłodnym tonem, ciągle rozważając, co powinni w takim razie zrobić. - Może chociaż doprowadźmy ją w bezpieczne miejsce i tam zostawmy, wówczas los sam ją powiedzie gdziekolwiek ma trafić. A wtedy kto wie, może ochroni nas przed tą szaloną waderą przez wzgląd na pomoc, jaką jej zaoferowaliśmy? - starała się, aby ich wymianę zdań usłyszeli jedynie ci, do których była ona przeznaczona, a więc Lotar i Malakai.
Nie była pewna, czy słyszała o Revirell, czy nie. Być może postać o takiej charakterystyce wryłaby się w jej pamięć, z drugiej jednak strony.. W ich życiu wydarzyło się na tyle dużo, aby i taką nowinę dać radę puścić w niepamięć pod natłokiem nowych, przykrych doświadczeń. Najpierw wojna, w której sama brała udział, po stronie swojej grupy i wędrujących wilków z terenów spieczonych słońcem. Potem przewrót w watasze, walki o władzę, śmierć Yggdrasila, ucieczka, wędrówka, ciągłe pielgrzymki. Czuła się, jakby zaczęła biec dawno, lata temu, jeszcze w dawnej watasze ojca, która uciekała przed ludźmi, i jakby biegła nieprzerwanie aż dotąd, nie znając ni chwili odpoczynku.
Spojrzała na swojego partnera.
- Może ty widzisz jakieś dobre rozwiązanie?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron