Piaszczyste pustkowie

#31
Dostrzegając dezaprobatę malująca się na dziewczęcym pyszczku Vasi, spochmurniała. Odruchowo wsunęła łapy głębiej w piach, jakby pragnąc je ukryć. - Mama nie miała czasu, by szukać ziół... - Wymamrotała smutno zachrypniętym głosem, zerkając na Sharan. Jako, że od najwcześniejszych miesięcy życia przyszło jej wychowywać się wśród zniszczenia, brudu i ubóstwa, zahartowała się i przestała płakać. Wiedząc, jak trudno jest rodzicom nie prosiła ich o nic, przez metodę prób i błędów opanowywała mniej lub bardziej przydatne umiejętności, a gdy otrzymała coś, choćby najmniejszy drobiazg, była wdzięczna z całego serca.
Kobaltowe oczęta ponownie uczepiły się szczeniąt, a następnie prześlizgnęły na dół i uczepiły wgłębienia w ziemi. Dostrzegając, iż gleba jest tam rzeczywiście bardziej wilgotna, postawiła uszy na sztorc. Napijcie się pierwsze...
Nie trzeba było długo czekać, by chuderlawa waderka stanęła na sztywne łapy i wykonała wielkiego susa do przodu. Lądując, rozrzuciła piach znajdujący się wokół niej, posyłając kilka ziaren do oczyszczonej dopiero cieczy, ale ta niewielka niedogodność nie zniechęciła jej. Natychmiast zanurzyła cały pysk w wodzie, lekko go schładzając, a następnie, już w normalny sposób, poczęła chłeptać jak poparzona. Ugasiwszy ogromne pragnienie, wyprostowała się i posłała bratu pytające spojrzenie. - Skąd ty wiesz co lubi skrzyp? - Zapytała, a na jej obliczu malował się niewielki grymas.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Piaszczyste pustkowie

#32
Ona od jakiegoś czasu wydawała się nieobecna. W rzeczywistości przez wycieńczenie jej słabe ciało zachwiało się, grożąc upadkiem. Wilczyca nie chciała zwracać na siebie uwagi w taki nieprzyjemny sposób, dlatego usiadła, opuszczając pysk i przez najbliższy czas ledwo kontaktując. Nawet kopiący ojciec nie zadziwił jej aż tak bardzo, choć w tej chwili otworzyła szerzej oczy, wpatrując się w niego z minimalną ilością zainteresowania. Dopiero sygnał brata o dostępie do wody, a następnie odgłos pijącej Burzy sprawił, że Echo oprzytomniała i zrozumiała, jak bardzo jest spragniona.
Przysunęła się bliżej, cierpliwie czekając aż siostra skończy, choć było to wewnętrzne cierpienie. Gdy ta skończyła, Echo błyskawicznie schyliła pysk, czując olbrzymią ulgę, gdy woda spływała jej po języku wgłąb organizmu. Przymknęła oczy, na chwilę zapominając o wszelkich trudach podróży.
Po ugaszeniu pragnienia wilczyca odsunęła się od wody, spoglądając na inne szczeniaki. - Ooch od razu lepiej! Teraz chętnie bym zobaczyła, co się kryje tam dalej. - Mruknęła, rzucając tęskne spojrzenie odległemu horyzontowi.
Dobrze, że nie słyszała rozmowy dorosłych. Inaczej jej dobry humor zaraz zostałby zgaszony. Echo nie mogłaby sobie wyobrazić, jak mogliby zostawić Vasi na pastwę losu. Ciężko w ogóle byłoby jej uwierzyć, że są tak szalone i niebezpieczne wilki jak Revirell. Do tej pory najbardziej niebezpieczne wydawało jej się Drzewo Yggdrasil.
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Piaszczyste pustkowie

#33
Z należną uwagą wysłuchał słów szarej, przy czym nadal milcząc skupił się na odpowiedzi jaka miała zaważyć o losie małej, która raczyła im dopomóc w potrzebie. By po raz kolejny zagłębić się w chaotycznej czeluści własnego umysłu we wspomnieniach minionego, wręcz utraconego przez nich świata. Wspominając wspaniałą maszynerię w postaci jego zwierciadła, które w obecnej to chwili znałoby wszystkie odpowiedzi, a nawet same pytania jakie miałyby przedtem nadejść. By po całkowitej utracie, pozostawieniu tak cudownego urządzenia na pastwie ginącej w samozniszczeniu krainy, od tamtej pory odczuwał straszliwą pustkę, jakby utraconą bezpowrotnie cząstkę samego siebie - Sharan ma rację.
Dodał banalnie po dłużącym się jakby w samą już nieskończoność czasie, nadal pozostawiając w sobie chorobliwie udręczone jestestwo, które w tejże chwili tak bardzo się wahało przed wszystkim, nie mogąc wręcz samodzielnie decydować za samego siebie. Czyżby całkowicie postradał już swój rozum, czy być może była to tylko i wyłącznie kwestia ich okrutnego wycieńczenia ?

Piaszczyste pustkowie

#34
Nie chciała zasmucić Burzy, ale zanim zdążyła jej cokolwiek wyjaśnić ta już była w wodzie, także zachowała swoje przemyślenia dla siebie. Wysłuchała Poranka, przytakując powoli.
- Tak, raczej tak. - potwierdziła jego wypowiedź o skrzypie. - Nie wiem czy powinnam, muszę szukać rodziców, albo babci Rell. Mama mówiła że ona mnie nauczy o ziołach i jak uzdrawiać i że jest bardzo dobra i miła. Ma się mną zaopiekować. Wiesz, moja mama wie co mówi, umie uzdrawiać i wszystkich uzdrawia i jak ją ktoś pozna, to ją lubi. Tylko że czasami mówi tak dziwnie mądrze, aczkolwiek to podobno ważne jest i magiczne. Czy coś takiego. Tata też mówił żebym poszukała Revirell, a on jest w ogóle mądrym, wielkim wojownikiem! W wojnie walczył i wygrali on i mama. - Pewnie że się rozgadała, nie byłaby córką swej rodzicielki gdyby nie była gadatliwa. Ponadto chętnie mówiła o rodzicach, była z nich bardzo dumna. Czy słusznie? Nie jej oceniać, lecz zaprzeczyć nie można było że zanim ją opuścili, nauczyli małą dobrze o siebie dbać.

Piaszczyste pustkowie

#35
Nie żeby Lotar jakoś szczególnie obawiał się ewentualnej 'zemsty Revirell', aczkolwiek w ostateczności był gotów pójść na taki kompromis. W odpowiedzi skinął jedynie łbem twierdząco, choć w istocie nie miał pewności, czy to aby rzeczywiście najlepsze z możliwych rozwiązań. W końcu nadal odwalają za Revirell brudną robotę przy absolutnie zerowych korzyściach... Zatem z jakich pobudek to czynią? Dobroci serca? Litości? Ech... Nie to stanowiło klucz do przetrwania i po wszystkich przeżytych, trudnych doświadczeniach towarzysze powinni doskonale o tym wiedzieć.
Wtem uwagę basiora przyciągnęły pochwały na temat rodziców małej Vasi. Ach, wojna z psami... Lotar doskonale pamiętał tamte czasy. W końcu niedługo po zwycięstwie Revirell wraz z Talavą wbiły mu nóż w plecy. Ygh... Chyba nigdy im tego nie daruje. Zwłaszcza tej drugiej, która niegdyś zuchwale mianowała się jego siostrą.
Zerknąwszy przelotnie na Sharan i Malakaia, samiec utkwił spojrzenie lśniących złotem ślepiów w gromadce szczeniąt. Jeden szczegół wciąż go zastanawiał... Znamienny element układanki, który wyjaśniałby, dlaczego cudny zbieg okoliczności w ogóle sprowadził tu potomkinię Voulke.
- Vasi, pozwól tu na chwilę! - rozgrzmiał nagle, niezbyt złowrogo, acz tonem zdecydowanym, nieznoszącym sprzeciwu. Zakładając, że mała kulka usłuchała polecenia, Lotar zniżył nieznacznie łeb, coby niejako nawiązać z waderką kontakt wzrokowy.
- Jak to się stało, że zostałaś rozdzielona ze swoimi rodzicami? Czemu właściwie cię zostawili? - zagaił szczerze zaintrygowany. Dlaczego Reever i Vou porzucili swoją pociechę i pozwolili jej samotnie tułać się po nieznanych ziemiach? Czyż to aby nie... okrutne?
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Piaszczyste pustkowie

#36
W ciszy obserwował jak Burza łapczywie pije wodę, z lekkim rozbawieniem na mordce. Tak bardzo spragniona... kto by pomyślał że tak dobrze jest być basiorem. Wytrzymalszym i o dłuższych łapkach. Istne błogosławieństwo, tak samo jak to że mógł rozmawiać z roślinkami, czego nie mogła niestety robić Burza.
- Jak to skąd? Po prostu mi powiedział że lubi trochę wypić, więc tutaj jest dla niego za sucho - Przekrzywił lekko łepek, wlepiając swe ciemne patrzałki w Burze, jakby właśnie jej odpowiadał na najbardziej oczywiste pytanie z wszystkich. Nie trwał jednak długo w tej pozycji gdy jedno z jego uszu drgnęło wyłapując cichy głos Vasi.
Odruchowo odwrócił wzrok w jej kierunku, obserwując jej jasną mordkę i skupiając się na jej słowach. Magia, uzdrawianie, poszukiwania rodziców. Trzy bardzo ciekawe i ważne elementy. Czuł się jakby w końcu po sześciu miesiącach życia los zesłał mu kogoś do rozmów, kto nie uzna go za dziwaka.
- Możemy poszukać jej wszyscy razem. Tyle wilków na pewno znajdzie je szybciej niż ty sama - Niby oferował pomoc, którą chyba wcześniej zaoferowała Sharan, ale teraz w sumie miał też w tym swój własny zysk.
- No i jakbyśmy ją razem znaleźli to może mogłaby nas oboje pouczyć uzdrawiania i o ziołach. To na prawdę ciekawe, tak jak magia. Nawet mam już jedna magiczną zdolność! Kiedyś Ci ją pokaże bo jest strasznie męcząca. - W jego głosie dało się wyczuć wyraźną dumę gdy wspomniał o jednej z magicznych zdolności które opanował, ale także dla wprawnego słuchacza czy mediatora, do usłyszenia była jeszcze inna nutka, prosząca. Nie wiedział czemu ale zależało mu by zgodziła się ona na wspólną podróż.

Piaszczyste pustkowie

#37
Poszukać razem? Brzmiało dobrze, ale czy reszta się zgodzi i czy widzieli w ogóle kiedyś Revirell? Chociaż ona sama też nie widziała, ale Voulke opowiedziała jej że nikt nie ma tak smolistej sierści i księżycowych ślepi jak Kruczyca i że jest pewna że Vasi ją rozpozna, a jeśli nie, Rell rozpozna córkę swojej wychowanki. Z zaciekawieniem słuchała jak Poranek opowiadał o rozmowie z roślinami, Wieszczka kiedyś mówiła jej też o tym że rozmawiała z Yggdrasilem i bardzo ją kochał. Vasija nie lubiła tych opowieści, bo sprawiały że półwilczyca gwałtownie smutniała.
- Chyba tak. Też chciałabym mieć magiczną zdolność, ale popatrzeć będzie świetnie. - uśmiechnęła się na myśl o magii i tym co Poranek mógł potrafić. Ani przez moment nie wątpiła w to że on coś umie, dlaczego miałaby? Jej rozważania przerwał głos jednego z dorosłych, drgnęła przestraszona, lecz wykonała polecenie. Podeszła, przystanęła przed Lotarem w bezpiecznej odległości i zastanowiła się nad jego pytaniem.
- Od kiedy coś złego się stało z Yggdrasilem, mama była bardzo słaba. Urodziła mnie i jeszcze kilkoro rodzeństwa, ale tylko ja przeżyłam. Potem z dnia na dzień było coraz gorzej, nic nie pomagało. - pewny, wesoły dotąd głos zaczynał się łamać, był cichy i drżący. Najmłodsza Vouellye z bólem wspominała chwile kiedy znajdowane przez Reevera na polecenie Voulke kolejne, rzadsze zioła zawodziły. - Kazali mi poszukać starszego rodzeństwa, albo Revirell i ruszyli do tego Yggdrasila, bo... - przerwała, umilkła. - ...tata mówił że będą szukać jakiegoś źródła, żeby ją uratować, że mama go tak uratowała kiedyś. Tylko że to daleko i niebezpiecznie, dlatego woleli żebym została tutaj. Urodziłam się i wychowałam w okolicy i daję sobie radę.

Piaszczyste pustkowie

#38
Pozostając w tym samym miejscu co przedtem, białofutry z niemałą tudzież dozą dociekliwości obserwował poczynania złotookiego towarzysza wymierzone bezpośrednio w ducha winną potomkinię strażniczki Voulke. Która czym prędzej stawiła się na jego wezwanie, poddając się dociekliwym pytaniom Lotara, które wedle uznania szafirookiego, nijak miały się do obecnej rzeczywistości w jakiej obecnie tkwili - Dlaczego to takie ważne ? Rzekł nad wyraz spokojnie, tuż po słowach małej, które coraz bardziej ukazywały jej wewnętrzne cierpienie, boleść ich wszystkich. Po czym podchodząc nieco bliżej kamrata, przemówił ponownie - To nie jest żadna zasadzka, a szalona Revirell nie wiadomo w ogóle czy jeszcze żyje, aby tak bardzo zaprzątać sobie nią nasze umysły. Przerwał, sądząc iż ową kwestię przedstawił dość jasno, aby w przyszłości do niej już nie wracać, chyba że ujrzą przed sobą jej ducha.
By chwilę później zwrócić całą swoją dotychczasową uwagę na czarnookiego szczeniaka, aby rzec ostatnie to słowa, które ciążyły mu najbardziej oraz nie były zbyt łatwe do wyjawienia szczerej prawdy, nawet dla tak oschłego basiora, jakim bywał powszechnie - Musisz wiedzieć iż zapewne stamtąd już nigdy nie powrócą, a miejsce o którym wspominasz już dawno przestało istnieć. Zamilczał, dając chwilkę małej na przyswojenie prawdopodobnie najstraszliwszej wiadomości, która mogła wzburzyć posadami całego świata nie jednej już istocie - Dlatego możesz wyruszyć z nami, lub pozostać tutaj. Po czym swoje soczewki zwrócił w stronę swojej ukochanej, znając już zapewne jej odpowiedź w owej kwestii, w tym resztę jego potomstwa, zatrzymując się jedynie na obliczu swojego towarzysza, który mógł i miał zresztą do tego prawo, aby wyrazić swój sprzeciw.

Piaszczyste pustkowie

#39
Wynurzywszy łapki z piasku, podeszła do rozmawiającego z czarnooką Lotara. - Zostaw ją. - Fuknęła, zaciskając ząbki na cienkiej skórze pokrywającym kark Vasi. Odciągnęła ją delikatnie ku sobie ukazując, iż uznaje samiczkę za jedną z nich. Wciąż trzymając, obrzuciła czarnego gniewnym spojrzeniem, a nocne niebo niebezpiecznie ciskało piorunami. - Nic nam nie zrobiła. - Wysepleniła spośród białych kłaków. Rozluźniła i tak słaby chwyt, by ostatnie puścić córkę Voulkę. Posłała nowej towarzyszce delikatny uśmiech, po czym przekręciła łeb, powracając do dawnego przewodnika Wędrowców. - Ha! - Wyrwało się z pyska Gwiazdy. Triumf malujący się w kobaltowych soczewkach narastał z każdym wypowiedzianym przez ojca słowem. W szczenięcym sercu narastała duma. - Wygraliśmy! - Dodała, podbiegając do swego rodzeństwa. - Vasi idzie z nami. - Przekazała im radosną nowinę, a cienki ogonek ze świstem przeciął suche powietrze.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Piaszczyste pustkowie

#40
- Właśnie dlatego. - odparł spokojnie, gdy tylko Malakai bez większego owijania w bawełnę poinformował samiczkę, jaki los prawdopodobnie spotkał jej rodziców. Yggdrasil umarł, a wraz z nim całe Axis Mundi... Choć mimo wszystko wciąż pozostawał cień szansy na powrót rodziców Vasi - a przynajmniej w niepełnym składzie. W końcu istniała możliwość, iż zdrowy Reever jeszcze zawrócił - o ile podróż zanadto nie nadszarpnęła jego sił.
Lotar nie zamierzał jednak karmić waderki fałszywą nadzieją. Dowiedziała się już najgorszego, a liczenie na cudowną poprawę fortuny bywało zwodnicze, czasem nawet bardziej bolesne od samej złej wiadomości. Najlepiej pogodzić się z przykrą myślą i brnąć dalej, nie oglądając się za siebie... Heh, taaak... W teorii wszystko bywa takie łatwe.
Zdziwił się jednak przesadną - jego zdaniem - reakcją Gwiezdnej Burzy. Przecież nie był dla Vasi jakoś szczególnie niemiły; wypytał jedynie o kilka ważnych, w swoim mniemaniu, szczegółów z życia młodej. Czy naprawdę nikomu innemu nie wydawało się dziwne, jakim sposobem czarnooka znalazła się sama na środku pustkowia? Co motywowało rodziców do opuszczenia pociechy? Teraz przynajmniej już każdy wie, dlaczego Vasi jest zdana tylko na siebie, a Revirell... Revirell w tamtym momencie nie grała dla basiora większej roli; jedynie zwykła ciekawość z domieszką wrodzonej ostrożności.
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron