Oaza

#81
Khaleesi mogła poczuć, jak w momencie dotknięcia przez Aileen w jej ciało weszła dziwna energia. Wilczyca poczuła powoli rosnące pragnienie służby Wilkowi, chęć wypełniania jego woli i niszczenia dzieł Jelenia. Od teraz wszystkich wyznawców Jelenia będzie wyczuwać podświadomie, z miejsca czując do nich wstręt, nienawiść.
Khaleesi została wyznawczynią Wilka.

Oaza

#82

Gdyby tylko mogła zapytałaby się Jesieni czy kiedykolwiek doznała tak oszałamiającego uczucia? Spytałaby się czy kiedykolwiek miała wrażenie jakby od zawsze wędrowała po omacku po świecie, a w jednym momencie ktoś wskazałby jej drogę i nadał sens egzystencji? Nie, Deszczowa nie umiałaby odpowiedzieć. Nikt nie potrafił prócz niej samej. Magia, która owładnęła jej umysłem i ciałem nie była już nieokiełznanym uzurpatorem. Ona i Niespalona stały się jednością. Sama fiołkowooka nie potrafiła więc powiedzieć gdzie kończy się ona, a zaczyna wpojona jakby od zawsze nienawiść do Jelenia, do jego wyznawców – plugawych pomiotów zła. Widziała świat całkowicie inaczej, w inny sposób. Każda rzecz wydawała się mieć tak wiele wcześniej niedostrzegalnych szczegółów i wymiarów. Widziała wszystko, czuła wszystko. O tak. Uczucia przepływały falami przez jej myśli. Jestestwo stało się płynną mieszaniną tak wielu odruchów, ale mimo wszystkiego nie czuła chęci mordu. Czuła obrzydzenie, nienawiść. Ale wiedziała, że jeśli przyjdzie jej zabijać. Zrobi to, owszem. Zanim jednak dokona czynu ku chwale Wilka, złoży ofiarę, wiedziała że nie obędzie się bez wytłumaczenia. Bóstwo stało się kimś bliskim. Powiernikiem tajemnic, jedyną słuszną prawdą. Khal wiedziała, że to do niego powinna się zwracać w takich sprawach. Każdego zmarłego poświęcę tobie, Panie. Tobie i wierze w twoją niepodzielną moc, prawo do królowania na ziemskim padole.


Zdobywco, powierzam ci tą oto tutaj obecną przyszłą ofiarę.
Zostanie ona złożona na ołtarzu, dla twej chwały.
Polegnie w walce, obronie nędznego życia,
znaczeniem przysłużywszy się dla twego zwycięstwa.
Przyjmij ją, od swojej wiernej poplecznicy i daruj jej wszelkie inne przewinienia.

Brzmiało to wzniośle, ale dokładnie tak jak pragnęła. Słowa same ułożyły się w zdania, a Khaleesi wiedziała że jej mordy nie będą pustymi obietnicami. Przyrzeczenie Wilkowi wierności wiązało ją już na zawsze.
Otrząsnęła się z przemyśleń, oaza tętniła siłą bóstwa, a Szkarłatnooka – jej nowa przywódczyni czekała najpewniej na koniec przemiany. Spoglądała na białą waderę, zastanawiając się prosto – co teraz.
- Dziękuję, cieszę się że masz o mnie takie zdanie. – Odparła, tak jak jej towarzyszka pachnąwszy kilka razy krótkim ogonem. Zgodnie z wskazaniem czerwonej rozględnęła się ponownie, wzrokiem ogarniając zbiornik wody, spokojne węże i nieskończenie rozprzestrzeniające się na horyzoncie piaski. Mogła to miejsce nazwać od dziś domem, ale nie była wilkiem chętnym do siedzenia w nim dniami. Chciała ruszyć dalej, wędrować pod patronatem Wilka i głosić jedyną, słuszną prawdę. Nie mogła się już doczekać co powie rubinowooka.

Oaza

#83
Kiedy przemiana wadery w Wyznawczynię się dopełniła, wilczyce mogły po jakimś czasie poczuć wokół siebie obecność czegoś... kogoś jeszcze. Obca jaźń wydawała się ich obserwować, badać to, co znajdowało się wokół oazy, wręcz wwiercać się niematerialnym wzrokiem w tutejsze żywe istoty, a na ich czele dwa wilki i trzy magicznie zmienione węże, teraz tkwiące gdzieś, nie wiadomo gdzie pod taflą zatrutej dla innych istot wody. W powietrzu było czuć rodzaj zadowolenia zmieszanego z nieczystą ekstazą, choć nie dało się wytłumaczyć jej źródła. W końcu do czaszek wilczyc zawędrowała natrętna macka, która jak cierń przebijała się przez ich myśli. Sekundy po tym, w jaźni samic rozległ się szept, cichy jak szelest liści na wietrze. Jego autora wciąż nie było nigdzie widać.
- Idźcie, czyńcie chaos - szept uformował się w słowa, wypowiedziane powoli, ale noszące znamiona rozkazu, jakby jakaś wyższa jażń, wyższy byt chciał pokierować ich na właściwą drogę. Na swoją drogę.

Oaza

#84
Usłyszała ten głos jako część siebie. Mówił jej, szeptał gdzieś z tyłu głowy. Szelest był spokojny, łagodny niczym szum lekkiej bryzy. Uspokajał ją mimo złowrogiego brzmienia. Bezwiednie kiwała głową zanurza we wszechobecnej istocie. Czyńcie chaos. Co to znaczyło? Było tyle definicji chaosu. Khal jakby poprzez mgłę, wciąż duszą obecna przy Wilku rozejrzała się po bokach. Widziała krystaliczną wodę, teraz emanującą dodatkowo kuszącym blaskiem. Łuski węży lśniły w blasku mocno świecącego słońca, a ich praktycznie ludzki kształt przerastał wszelkie wyobrażenia o cudzie mocy bóstwa. To nie jest chaos. To sztuka. Niesamowita kompozycja śmierci i życia, granicy dwóch światów na której stała ona sama. Była Łącznikiem. Widziała wszystko z obu stron, ale czy na pewno? Może ktoś inny spojrzałby na Oazę inaczej, możliwe. Fiołkowooka widziała w niej rosnącą w siłę ostają, schronienie. Złoto piasku przeplatało się ze smakiem wody, zatrutej dla innych wilków. Szkarłatnooka radowała się jej obecności, węże już całkowicie spokojne odpoczywały w cieniu kępy wysoki traw. Oaza spokoju. Sztuka chaosu. Tego wymagał od niej Wilk, tego musiała dokonać.
Zdobywco, powierzam ci tą oto tutaj obecną przyszłą ofiarę.
Zostanie ona złożona na ołtarzu, dla twej chwały.
Polegnie w walce, obronie nędznego życia,
znaczeniem przysłużywszy się dla twego zwycięstwa.
Przyjmij ją, od swojej wiernej poplecznicy i daruj jej wszelkie inne przewinienia.

Wilk żąda ofiary, a one nie jest w stanie mu odmówić. Nie chciała tego. Białofutrej zależało na jego szczęści, długim żywocie i zadowolenie. Ponad wszystko bała się go zawieść. Ale nie w trosce o własne życie, ani o karę. Bała się własnych uczuć jakie mogły przy tym powstać. Niczym pełzające żałości pośród jej myśli. Musiała. Musiała coś zrobić. W końcu głos ucichł, a ona została sam na sam ze swymi przemyśleniami. Szkarłatnooka wydawała się być tak samo zaabsorbowana uprzednią wizją jako ona. Khal poświęciła chwilę i jej. Musiała niechętnie przyznać, że jak na przywódczynię była niepozorna. Drobna, odrobinę dziecinna. Z pozoru niegroźna, ale w końcu pobłogosławiona przez tego jedynego. Miała więc w sobie cząstkę niezwykłą, inną od tej Khal. Niespalona czuła się w obowiązku nadrobić swoją słabość, zakryć ja innymi czynami. Wiązało się to z opuszczeniem tego miejsca i poszukiwaniem kolejnego kamyczka do mozaiki. Wilk potrzebował ofiary, a ona zamierzała mu ją dostarczyć.
Z tym postanowieniem jako przewodnim hasłem, Khal rozprostowała odrętwiałe łapy, a następnie strzepała z nich drobiny żwiru.
- Ruszam w drogę, wolę trzeba wypełnić jak najszybciej. Spotkamy się wkrótce. – Biała pozostawiła Szkarłatnooką z tymi słowami i spokojnym, zrównoważonym biegiem ruszyła przed siebie węchem i wzrokiem poszukując odpowiedniego miejsca.
/zt

Oaza

#85
Szkarłatnooka w mig wyczuła pył boskości, który niespodziewanie pojawił się w powietrzu, by kolejno opaść na przebywające tu stworzenia i przytłoczyć ich swą niesamowitą mocą. Młoda wadera bez słowa zadarła nos ku niebu, zmrużyła powieki i wykrzywiła wargi w łagodnym uśmiechu, będąc wyraźnie zadowolona z zaistniałej sytuacji. Oddała się bez reszty magii, wpadła w jej ramiona, chciała jej jak najwięcej, pragnęła utonąć w niej i zatracić się na wieki.
Nie żałowała tego, iż poprosiła swego ojca o ziemskie ciało i żywot; brakowało jej jedynie obecności swego stworzyciela, ukochanego, nie posiadającego skaz taty, który to niechętnie pojawiał się w tym łez padole. W tej chwili, w tym miejscu wiedziała jednak, że oto nadszedł moment konfrontacji, pośredniego spotkania. Z radością wysłuchała spływającego z niebios polecenia, czekając na więcej. Nie przejmowała się tym, co dzieje się dookoła, zapomniała o suchości pustyni, wężach oraz Khaleesi. – Tato? – Z całych sił prosiła o więcej łaski, więcej miłości i troski. Brak dalszych słów zrodził w młodzieńczym sercu iskierkę goryczy i żalu, która niczym igły przebiły mięsień na wylot. Odpływająca w niebyt Aileen niespodziewanie powróciła do świata żywych, gwałtownie wyrywając się z transu niczym budzące się nocą szczenię z okropnego koszmaru. Krwiste soczewki gniewnie omiotły najbliższą okolicę. Nie napotkały na swej drodze przebywającej tu wadery; musiała zdążyć się ulotnić. Oczom córki bóstwa ukazała się natomiast trójka wyrośniętych węży oraz milion innych, mniejszych. – Zostańcie tu. – Rozkazała Magowi, Skoczkowi i Mocarzowi, po czym bez wyjaśnień opuściła tereny otaczające Oazę.

Mniejsze żmije podążyły śladem Zrodzonej ze śmierci.

/zt
Mag, Skoczek i Mocarz pilnują tej lokacji
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#86
Moc, która podczas tego zdarzenia spłynęła na Szkarłatnooką, wzmocniła ją. Ciało zwiększyło swą masę, skryte pod skórą mięśnie stały się silniejsze, a śnieżne futro wydłużyło. Zrodzona ze śmierci dysponowała teraz ciałem charakterystycznym dla 1,5 rocznego podrostka, co stworzyło dla niej całkowicie nowe możliwości.

Oaza

#87
Opuściwszy góry wraz z Tygrysią Gwiazdą, skierowała się na północny zachód. Po pokonaniu kilku kilometrów twarde, kamieniste podłoże przemieniło się w miękką, pokrytą mchem glebę. Podczas przedzierania się przez prastarą puszczę, wadera, niby widząc zmęczenie szczeniaka (chociaż jej samej niezwykle chciało się pić), zarządziła postój przy rzece. Uzupełniła płyny, a gdy oboje byli gotowi do dalszej podróży, wyruszyli. Ostatecznie przyjemna ziemia ustąpiła miejscu suchemu piaskowi. Wnet z każdej strony nadciągnęły żmije. Pojedyncze okazy wpełzły na ciało wilczycy, wtulając się w jej gęste futro na karku oraz grzbiecie. Szkarłatnooka w żadnym stopniu nie była przestraszona, a wręcz przeciwnie - cieszyła się. Widać to było po szerokim uśmiechu, który rozświetlał oblicze samicy.
Po krótkiej chwili zorientowała się, że ten mały szkrab, który podążał za nią od dłuższego czasu, mógł ze strachu oddalić się lub gdzieś schować. Odwróciła się, chcąc zbadać sytuację. - Nie bój się, to przyjaciele! - Uspokoiła młodziaka.
Z każdym kolejnym krokiem węży przybywało. Nie atakowały. Posłusznie ustępowały drogi, pozwalając psowatym spokojnie przejść. Ostatecznie Tygrysia Gwiazda i Szkarłatnooka dotarli do Oazy - miejsca pilnowanego przez trójkę ogromnych, silnych, zmutowanych węży - Skoczka, Maga i Mocarza. Dostrzegłszy ich, biała przyspieszyła kroku, dopadając ich. Radośnie merdała ogonem, wypytując ich o to, co wydarzyło się pod jej nieobecność i zalewając różnymi opowieściami. Nie odpowiedzieli.
- Tata dał mi ich, by mnie chronili. - Przekazała maluchowi, gdy przypomniała sobie o jego obecności w tym miejscu. - Podejdź bliżej, nic ci nie zrobią. - Zachęcała.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#88
Mały starał sie za nią nadążać ale myśl o tym, ze może umrzeć pomagała mu się jakoś trzymać. Wszak nie wiedział czy tamta woda ze źródła nie była zatruta. Kto wie? Nie widział żadnych innych zwierząt tam. Rozglądnął się uważnie dokąd zmierzają ale żył głownie pośród lasów więc taka zmiana terenu wzbudziła w nim ciekawość. Trzymał się blisko Szkarłatnookiej niemal cały czas.
Gdy dotarli do oazy ilość wężów go zdumiała. Odruchowo się nieco wycofał bojąc się, że go ugryzą. Był mały. Co jak wilczyca chciała go zabić? Martwił się tym gdy tak o tym myślał ale było za późno. Widząc jednak jak żmije nie atakują go, a nawet wilczyca zapewniała, ze to przyjaciele nieco niepewnie ale podszedł do niej rozglądając się uważnie. Nie miał nigdy okazji zobaczyć żmij z bliska więc przyglądał się im uważnie jednak widok trzech ogromnych... No wprawił malucha w osłupienie. Teraz w sumie nieco zaczynał jej wierzyć, ze jakieś nadnaturalne cosie istnieją, bo to było już dla niego lekką przesadą.
- Twój tata? Muszą więc być silne... Są ogromne... - mruknął do niej podchodząc nieco nieśmiało bliżej ale przyglądał się wielkim żmijom. No dla nich to pewnie był przekąską...

Oaza

#89
Gdyby była zwyczajnym przedstawicielem swojego gatunku, prawdopodobnie zadziwiłaby ją odwaga 3,5 miesięcznego szczeniaka. Radził sobie bowiem znakomicie - zapewne niejeden młodziak uciekłby na widok takiej chmary dzikich, jadowitych węży. Jednakże, z racji, iż taki stan rzeczy był dla niej całkowicie naturalny, nie przejmowała się reakcją Tygrysa - bo i co w tych żmijach było strasznego? Dla niej nic! - Są. - Przytaknęła, uśmiechając się szeroko. - Ten nazywa się Skoczek - wskazała nosem najbardziej smukłą ze zmutowanych węży. - Tata sprawił, że jest najbardziej zwinny i przebiegły z całej trójki. - Przeniosła spojrzenie na kolejnego, trochę lepiej zbudowanego. - To jest Mag. Potrafi rzucać uroki. - Krwiste ślepia zatrzymały się na najbardziej umięśnionym. - A to Mocarz. Jest najsilniejszy ze wszystkich, powaliłby nawet niedźwiedzia. - Długa kita powoli przecinała powietrze. - Poza tym, jest bardzo wygodny jeśli chodzi o spanie. I można na nim jeździć. - Dalej wychwalała swych "podwładnych", a szeroki uśmiech nie znikał z jej pyska. - Tata sam ulepszył te żmije, po prostu dotknął jedną z nich! Z tobą może być podobnie.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#90
Nie uciekał, bo bał się, że skończy gorzej. Nie chciał być rozszarpany przez wilczycę. Poza tym skoro go nie atakowały nie było tak źle. Jakos się trzymał. Zachowywał jednak pewną bezpieczną odległość od wielkich żmij. Wysłuchał jej jednak uważnie choć zaczął się zastanawiać czy czasem nie śni zdychając gdzieś pod drzewem...
- Nie chcą cię zjeść? - spytał ją zdziwiony ale takie już szczeniaki były.
- Jeździłaś na nim? - mruknął cicho zerkając na Mocarza uważnie. Wydawało mu się to takie nienaturalne by od tak ów wilczyca sobie na nich spała.
- Ale... Ja jestem szczeniakiem. Nie jestem silny... - westchnął cicho z lekkim smutkiem i nostalgią... Bo gdyby był to uratowałby matkę. Zadręczał się tym trochę, że wtedy nie mógł nic uczynić jak uciekać.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron