Oaza

#61
Samica wyraźnie nie przejmowała się panującym dookoła zamieszaniem. Nie odczuwała przytłaczającego ciężaru zdenerwowania, zniecierpliwienia i niezrozumienia, które od dłuższego czasu unosiło się w pobliżu, nieubłaganie zbliżając się ku wyschniętej, spalonej przez słońce gleby. Szkarłatnooka cały czas pozostawała spokojna, niewzruszona. Ożywiła się dopiero, gdy Sylvan zadał jej pytanie dotyczące tymczasowej postaci, którą przyjęło nieobliczalne bóstwo. W krwistych ślepiach pojawiła się wpierw pojedyncza iskierka, by kolejno przerodzić się w błysk, rozświetlający całe jej młodzieńcze oblicze. - Tak. - Udzieliła Iskrze odpowiedzi, wyraźnie radośniejsza, niźli miało to miejsce kilka minut temu. Usłyszawszy głos Fehu, rubiny prześlizgnęły się po nieskończenie piaszczystym horyzoncie, by ostatecznie uwiesić je na sylwetce wojowniczki z północy.
Towarzyszące białej węże również na nią spojrzały.
- Znam, przecież to mój tata. - Odparła beztrosko, niby małe szczeniątko, którym teoretycznie była. - Jest bardzo hojny, daje wszystkim to, czego pragną! Poprosiłam go o ciało i zobacz - wykonała szybki obrót, przy okazji lekko odrywając się od ziemi, podskakując - dostałam! - Śnieżnobiałe kiełki, zlewające się z równie jasnym futrem, ukazały się w szerokim uśmiechu. - Tatę cechuje wielka mądrość. Ma ogromną moc, którą chętnie się dzieli. W zamian oczekuje tylko odrobiny chaosu. To niewielkie wymagania w porównaniu z tym, co można od niego otrzymać, prawda? - Długa kita przecięła ze świstem pustynne powietrze.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#62
Futro Sylvana aż zjeżyło się mimowolnie, kiedy Fehu stanęła tuż przed nim, prawiąc mu ni mniej ni więcej, tylko niesamowicie irytujące, prawie że matczyne wywody podszyte jawną groźbą. Tym razem cały strach uszedł z ciała srebrzystego zastąpiony przez urazę i ledwo skrywaną furię. Jasnooki pamiętał jednak, że nie powinien się mieszać w dalsze potyczki, czuł się źle, a Revirell powinna, nie, Revirell musi o tym wiedzieć jak najszybciej.
- Żadna.. SUKA nigdy, przenigdy wcześniej nie odezwała się do mnie w taki impertynencki sposób. Nic ci nie powiem. Lepiej to ty uważaj. Moi bracia to najsilniejsza wataha w okolicy. Lepiej, żebyś więcej nie stanęła na naszej drodze, bo to twój język może skończyć w piachu, razem z twoimi nic niewartymi flakami. Każdy kto krzywdzi jedną Iskrę kończy zmieciony pożogą. Jeśli spotkasz jeszcze kogokolwiek z naszych, szczerze ci współczuję. - odwarknął, tak, żeby Fehu dokładnie słyszała każde jego słowo. Nie silił się na to, aby słyszeli go też inni, w rzeczywistości wolałby, żeby jego słów świadoma była tylko ta samica, choć nie miał wpływu na jej dalsze postępki. Jeśli potem wypłacze się swoim towarzyszom z tego, co jej nagadał, jej sprawa i jej problem. Jego łapa tu więcej nie postanie. Poza tym miał to, co chciał. Miał potwierdzenie, co i dlaczego tu się odpierdala, a to przecież esencja jego zadania jako szpiega. I Orion, i Herszt powinni być zadowoleni. Przynajmniej w połowie, bo same wieści były niezbyt przyjemne.
Srebrzysty odwrócił się na pięcie, rzucając obecnym ostatnie spojrzenie i nie wspominając już nic więcej, a zwłaszcza o tym, jak jego wataha odrzuciła ponętną propozycję Wilka. Nie, oni nie będą bratać się z tym szatańskim pomiotem, a jeśli mała rzeczywiście była jego córką, w co nie do końca chciało mu się jednak wierzyć, to równie dobrze była w jego oczach martwa. Czuł jak przez skórę, że Revirell i reszta nie zdołają się powstrzymać przed dobraniem się do jej gardła, gdzie pod warstwą skóry i futra pulsowało życie.
Sylvan skierował się ku upragnionemu domowi, ku wzgórzom w centrum Konkordii. Zbyt dawno jego łapa nie stanęła w domu.

z.t.

Oaza

#63
Spojrzała na Srebrzystego z politowaniem w oczach. Żałosne, naprawdę, żałosne. Zero honoru. Mógł mysleć o nich cokolwiek- nie dbała o to. W zamian za ratunek odwdzięczył się pyskówką. Gdyby tu nie przyszli, kto wie, czy nie byłby już trawiony przez gady. Wbiła wzrok w tęczówki o barwie białego złota, a bijący od niej chłód był równy temu, który panuje nocą polarną w lasach na dalekiej Północy.
-Uraziłam ego? Słodkie zasłanianie się watahą, taką silną, że byłeś tu sam, zdany na łaskę losu. - mówiła poważnie, choć rozbawienie zabrzmiało w jej trzewiach. Tchórz- pomyślała.
-Ciekawe, czy w ogóle zainteresowali się twoim losem iskiereczko. - Biedny srebrzysty basior, grożący i zasłaniający się watahą. Zapamiętała dobrze jego woń, wygląd. Zapamiętała każde słowo. -Przykre, że bez watahy mało groźny jesteś.- rzuciła na pożegnanie, gdy odchodził. Zwróciła jedynie uwagę gdzie się kierował, by móc później jakoś zlokalizować jego watahę. Z resztą, miała teraz inne rzeczy do roboty.
-Problem z głowy- rzuciła do siebie, odwracając się do Aileen i Jaśmina. Ciekawe co teraz? Miała dosyć powoli tego upału. W jej głowie zrodził się pewien plan, ale na jego realizację potrzebowała czasu i wilków. Tak, to mogłoby być ciekawe.


Oaza

#64
Węże powoli rozwijały się, mutowały, zmieniały. Drobne główki powiększyły się, pomiędzy oczami wyrosły cysty, które na "czołach" przeobrażały się w niewielkie kolce, by wraz z każdym kolejnym ciągnącym się wzdłuż kręgosłupa zyskiwać na wysokości, grubości i zabójczości. Ciała nabrały na masie, wyraźnie zarysowały się na nich mięśnie. Kły przeobraziły się w ostre niczym szable zębiska, osadzone w wypełnionych niezliczoną ilością niewielkich igiełek pełnych trucizny. Ugryzienie przez takiego gada z pewnością uśmierciłoby wilka jak Fehu w kilka chwil.
Ślepia, do tej pory nieokreślone, rozmyte, błędnie wodzące po okolicy, nabrały wyrazu. Ciemne paciorki wyostrzyły się, zaczęła bić z nich świadomość istnienia, wiedza. Z tłumu nietypowych węży wyróżniało się troje - niezwykle silny, niezwykle zwinny i niezwykle przepełniony magią. Każdego z nich cechowało coś wyjątkowego, z łatwością dało się je rozróżnić. Jeden zbliżył się do przebywających tu psowatych, zasłaniając Szkarłatnooką. - Odejdźcie. - Wycharczał nieprzyjemnie, nieznoszącym sprzeciwu tonem ten, który nazywał siebie Mocarzem. Najlepszy w boju, wódź, żołnierz, siłacz. - Nie tolerujemy was na naszych ziemiach.
Za nim, niby straż przyboczna, stali Skoczek oraz Mag. Nie odzywali się.

Oaza

#65
Uniosła pysk, spoglądając na ogromne węże. Obserwowała zachodzące w ich ciałach zmiany, a z każdą kolejną oblicze młodej wilczycy stawało się coraz bardziej promienne, radosne. Wiedziała, że dzieje się to za sprawą jej ojca, zdawała sobie sprawę, iż to on tchnął w nich cząstkę swej mocy, cząstkę siebie. Była niejako połączona z tymi przerażającymi bestiami, czuła łącząca ich więź. Promieniująca z nich moc sprawiała jej radość, przywodziła na myśl obecność Wilka. Wspomnienie to wywołało wielką radość, co Fehu oraz Jaśmin byli w stanie dostrzec. Samiczka machała ogonem i rozglądała się podekscytowana, niby czegoś lub KOGOŚ szukając. Miała nadzieję, że jej stworzyciel się tutaj zjawi, że te przemiany gadów to zapowiedź jego przybycia, ale nic takiego się nie wydarzyło. W głębi serca wiedziała, iż bóstwo nie pojawia się wśród śmiertelników bez powodu, ale mimo wszystko poczuła zawód. Radosny pyszczek powrócił do typowego dla siebie wyrazu, a długa kita przestała przecinać suche, pustynne powietrze.
Szkarłatne ślepia błysnęły, gdy na swej drodze napotkały wojowniczkę z Północy. - Znajdę cię. - Rzuciła po wypowiedzi Mocarza, co wyraźnie określiło jej stanowisko odnośnie słów najsilniejszego z gadów. Skinęła łbem, posyłając jej krótki, acz niezwykle słodki uśmiech.
"Poradzę sobie" mówiła dumna, pewna siebie postawa młodej. Nie była słaba, a szarofutra o tym wiedziała.
Wilk ją wspierał.
Była jego wyznawczynią.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#66
Czuła jak powietrze przesyca się dziwną energią. Ku jej zdziwieniu, węże znowu mutowały. Patrzyła na to z przerażeniem tlącym się gdzieś w głębi jej oczu. Nie rozumiała tego co się dzieje. Czyżby była świadkiem działań Bóstwa? W tym momencie ją olśniło. Fenrir. Imię bóstwa z jej rodzinnych słów wymsknęło się z czarnych warg, ciche niczym skradająca się puma. Był to Wilk, opiekun jej watahy. Poczuła dziwne ukucie w sercu, jednak dalej obserwowała całe to zjawisko, zapominając na chwilę o innych sprawach, które tliły się w głowie Wojowniczki. Czyżby Aileen była córką Fenrira?
Z tej chwilowej zadumy wyrwał ją jeden z węży. Sierść na grzbiecie automatycznie zjeżyła się, a ona sama uczyniła krok do tyłu, obawie przed tymi bestiami. Nawiązała kontakt z Szkarłatnooką, była taka niewinna, a jednocześnie zabójczo niebezpieczna. Delikatnie ukłoniła się, skinając łbem. Jednak nie spuściła spojrzenia. Poczuła ukucie dumy, przecież jakoś przysłużyła się Bóstwu. Czy to był znak?
-Bywaj.- wysiliła się na uśmiech, by zwinnie odwrócić się i odbiec.

/zt.


Oaza

#67
Przez emanującą w ogromnych ilościach moc, która w niezauważalny sposób przenikała wgłąb organizmu Szkarłatnookiej, ta rozwinęła się. Ponownie nabrała masy oraz nieznacznie urosła. Drobne, delikatne ciało wydoroślało, a rysy pyska wyostrzyły się.
Aileen osiągnęła wymiary charakterystyczne dla rocznego wilka.

Oaza

#68
Krwiste ślepia odprowadzały oddalającą się Fehu do czasu, gdy ta zniknęła w oddali, rozmazawszy z jasnym piaskiem, skałkami i wysuszonymi zaroślami. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, iż od czasu swych narodzin nawet na moment nie zmrużyła powiek, cały czas coś robiła, działała, uświadamiała marnych śmiertelników. Te kilka dni, dla niej jak cały rok, wyczerpały młodą wilczycę, co też postanowiła teraz naprawić.
Rzuciła okiem na Mocarza, Skoczka i Maga, a ci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ruszyli pod najbliższą skałę, która leżała wśród roślinności okalającej jeziorko. Wykonali ze swych ciał dziwnego rodzaju legowisko, na które Szkarłatnooka prędko się wdrapała. Obróciwszy się kilka razy, legła, a oparłszy pysk na wyciągniętych łapach, zasnęła. Wężowy syk uspokajał ją niczym nucona przez matkę kołysanka.
Nawet dziecko bóstwa musiało czasem zregenerować siły.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Oaza

#69

Nie miała pojęcia jakim cudem się tutaj znalazła. Przemierzała wiele miejsc po prostu wędrując przed siebie. Czuła się otępiała i kompletnie nieświadoma tego co dzieje się w jej otoczeniu. Khaleesi ledwo dostrzegła drastyczną zmianę krajobrazu. Jej łapy poniosły ją z żyznych, wilgotnych gleb, na grząskie, przyjemnie ciepłe piaski. Nie przeszkadzała jej wysoka temperatura, wręcz przynosiła ulgę i pozwalała dalej błądzić we własnych wspomnieniach. Myślami wciąż była przy lustrzanych stawach, gdzie pozostała Deszczowa Jesień. Niespalona czasami nawet odnosiła wrażenie, że jej różowonosa przyjaciółka zaraz wybiegnie zza którejś z wydm, a następnie razem ruszą w dalszą drogę. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Fiołkowooka wystawiła język na zewnątrz, nabierając powietrze w płuca. Słońce prażyło niezmiernie, ale dla niej nie miało to większego znaczenia. Poruszała się miarowymi krokami do przodu, aż w końcu jej oczom dała się zauważyć niewielka zmiana wyglądu krajobrazu. Oto dokładnie kilkanaście metrów dalej przed wilczycą, praktycznie znikąd wyrosło ubogie jeziorko, otoczone nieszczęśliwymi roślinami, na zawsze uwięzionymi w kręgu posuchy. Pośród lini zmarniałych krzaczków dostrzegła znajomy kształt aloesu, oraz kilku innych ziół. To pozornie nieważne odkrycie, dało jej pewnego rodzaj nadzieję, że to miejsce nie jest jedynie imaginacją z jej wyobrażeń, ale realnym zdarzeniem. Podeszła bliżej po czym za jednym zamachem urwała, wcześniej wspominany orzeźwiający aloes; delikatny, biały krwawnik, aromatyczną lawendę oraz zielony tymianek. Właśnie gdy wplatała go w swoją sierść zauważyła niezwykłą konstrukcję na drugim brzegu zbiornika. Ewidentnie ktoś tam był, ale z takiej odległości nie widziała nic więcej. Zrodzona z Burzy poczęła skradać się na ugiętych łapach wzdłuż lini wody, mając nadzieję że oprócz sprzyjającego jej kierunku wiatru, dodatkową ochronę dadzą zmizerniałe krzewy. Czy jestem na to gotowa? Na kolejną historię? Zadawała sobie te gorączkowe pytania krok, za krokiem. W końcu była już wystarczająco blisko by dojrzeć nieznajome zjawisko. Khaleesi spojrzała ze zdumieniem na osobnika, odrobinę do niej podobnego, która spoczywała na czymś w rodzaju legowiska z... Węży. Było już za późno na odwrót. Chociaż mleczny wilk wydawał się pogrążony we śnie, zapewne każdy najmniejszy ruch ze strony Niespalonej mógł wywołać jego, lub jej reakcję. Nie mam wyjścia. Stanęła wyprostowana w oczekiwaniu na reakcję obcego wtulonego w stadko gadów.

Oaza

#70
Szkarłatnooka, pomimo iż została stworzona przez bóstwo, które tchnęło w nią cząstkę siebie, nie posiadała nadprzyrodzonych zdolności. Jedyną różnicą pomiędzy nią, a jej rówieśnikami był fakt, że rozwijała się w zawrotnym tempie.
Posiadające tą samą boską cząstkę węże potrafiły ją dostrzec w śnieżnobiałej; w ten sam sposób poznawały swych sprzymierzeńców. Jednakże ciało Aileen emanowało innego rodzaju fale, sygnał mocniejszy, zmuszający gady do posłuszeństwa, wypełniania poleceń wilczej damulki. Zrodzona ze śmierci podświadomie znała możliwości swoje oraz mieszkańców Wydm. Istniała pomiędzy nimi dziwaczna, trudna do pojęcia nić porozumienia, Nie wymagała ona słów; byli niejako jednym organizmem podzielonym na wiele mniejszych elementów, a Szkarłatnooka stanowiła jego punkt centralny, najważniejszy składnik. Stąd też śpiąca wadera natychmiast przebudziła się, gdy Mocarz drgnął niepocieszony. Buzująca w nim złość szybko wylała się do otaczającej go przestrzeni, co wzburzyło mniejsze węże oraz zainteresowało młodą samicę.
Wciąż leżąc, podniosła powieki, a następnie uniosła łeb. Doskonale wiedziała, gdzie powinna spojrzeć; od razu skierowała rubiny na znajdującą się nieopodal sylwetkę nieznajomej. Wstała, zeskoczyła z tymczasowego legowiska i ruszyła ku Khaleesi.
Mocarz, Skoczek i Mag, którzy wcześniej zezwolili córce Wilka na odpoczynek w swych objęciach, momentalnie wyprostowali się. Mierzyli lekko dwa metry, a delikatnie humanoidalne kształty nie przywodziły na myśl nic przyjemnego. Wbite w intruza oczka, nieładne, wrogie oblicza oraz wysoko uniesione karki nie zwiastowały ciepłego powitania.
Przystanęła niedaleko fiołkowookiej. - Oni nie lubią gości. - Odparła beztrosko, wyraźnie uważając zmutowane węże za coś naturalnego, oczywistego. - Dopiero co przegonili innych. Nie spotkałaś ich po drodze?
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron