Oaza

#1
Źródło: Wikipedia


Pośród gorących piasków i rozległych pustkowi pustyni istnieje jedna, jedyna oaza, stanowiaca skupisko tak roślin, jak i zwierząt wokół niewielkiego jeziorka. Akwen ten był całe lata temu o wiele większy, a okolica bardziej urodzajna. Z biegiem czasu, jak klimat ulegał osuszeniu, wypływająca z tego jeziorka rzeka wyschła, a ono samo poczęło zmniejszać swoją powierzchnię, aby dzisiaj móc poszczycić się ledwie ułamkiem swojej dawnej wielkości. Nie wiadomo, czy miejsce to przetrwa w takim stanie, czy z dalszym biegiem lat wsychnie w ogóle, stając się jedynie wspomnieniem i poletkiem wyschniętej, spękanej gleby.



Rośliny: aloes, arnika górska, krwawnik, lawenda, tymianek
Zwierzęta: ryby

Oaza

#2
Słońce piekło niemiłosiernie, gorący piasek palił starte od długotrwałej podróży poduszki łap a wiejący dość mocno wiatr wpychał ostre ziarna luźnego piachu prosto w zmęczone, chmurne ślepia. Powietrze, docierające do otwartego pyska i nosa było suche i gorące.
Wysoka, lecz mocno wychudzona, pokryta czarną sierścią sylwetka basiora odcinała się wyraźnie na tle złocistych wydm, a wiatr prawdopodobnie rozsiewał jego zapach na znaczną odległość. Sama jego sierść wydawała się pozbawiona połysku i mocno przykurzona do tego stopnia, iż biała plama ciągnąca się od klatki piersiowej aż do jego podbrzusza wydawała się bardziej żółtawa. W dodatku rozległe blizny na jego karku i prawej łopatce również nie sprawiały dobrego wrażenia. Fakt, iż prezentuje się teraz tak żałośnie bolał go nawet bardziej niż spękane poduszki łap, bowiem był to cios wymierzony prosto w jego dumę.
Zmęczone łapy co i rusz zapadały się w gorącym, sypkim podłożu, utrudniając poruszanie się, lecz Maelvius uparcie podążał naprzód, mimo zmęczenia, głodu i palącego pragnienia. Zmierzał tam, gdzie jak sądził miała skończyć się jego tułaczka, gdzie miał rozpocząć nowe życie. Do krainy, którą, jak przynajmniej twierdził, widział we śnie zesłanym na niego przez duchy, pragnące ocalić swego ulubieńca przed pewną śmiercią. Mimo, iż prawdopodobnie nie było to prawdą i chmurnooki po prostu musiał gdzieś o owej urodzajnej krainie usłyszeć, przekonany był, iż ujrzał ją w zesłanej na niego wizji, gdy odpoczywał na pustkowiu. Bo przecież los jest mu przychylny, jest istotą ukochaną przez bóstwa i duchy, wybrańcem. Przecież matka zawsze tak twierdziła, więc musi być to prawdą.
Wreszcie do nozdrzy basiora dotarł powiew odmiennego nieco powietrza, wilgotniejszego, niż palący pustynny wiatr, niosąc ze sobą woń rozmaitych ziół. Woda. Gdzieś w pobliżu z pewnością znajdowała się oaza, w której mógłby się na chwilę zatrzymać, by nieco odpocząć i zaspokoić pragnienie. Czuł, że musi się zatrzymać, bowiem niedługo zmęczone łapy odmówią mu posłuszeństwa i padnie wśród gorących piasków. Długotrwały powrót do zdrowia nadszarpniętego przez zadane mu przez brata rany oraz niedostatek pożywienie odbiły się negatywnie na kondycji niegdyś silnego i pełnego energii basiora. Teraz męczył się dużo szybciej, niż niegdyś, co zmuszało go do zatrzymywania się dosyć często, wydłużając tym samym jego drogę. Niesamowicie irytowała go jego obecna kondycja. Przecież on nie mógł być zmęczony i słaby. To niedopuszczalne.
Wreszcie pod stopami basiora zachrzęściły źdźbła traw, a zmęczonym oczom ukazało się niewielkie jeziorko. Odetchnął głęboko, zbliżając się do wody, po czym powoli wszedł do akwenu, chłodząc swe sparzone łapy, zatrzymując się na płyciźnie. Następnie pochylił łeb i począł łapczywie pić, czując niesłychaną ulgę, gdy woda zwilżyła jego język i zaschnięte gardło. Gdy zaspokoił pragnienie, postąpił kilka kroków naprzód, wchodząc nieco głębiej, pozwalając, by woda dotknęła jego brzucha i klatki piersiowej. Poruszał się powoli, ostrożnie zanurzając się bardziej, by woda mogła pieścić coraz większy obszar jego zmęczonego ciała. Kiedy już się schłodził, skierował swe kroki w stronę brzegu, otrzepując się nieco z nadmiaru wody, wyraźnie orzeźwiony, czując się dużo lepiej, niż wcześniej. Co prawda nadal dręczył go głód, jednakże już dawno doszedł do wniosku, iż trudno będzie cokolwiek upolować na tej przeklętej pustyni.
Następnie skierował się w stronę jakiś większych zarośli i po chwili w nich zaległ. Zdecydował, iż pozostanie tu na jakiś czas, pozwalając obolałym łapom nieco odpocząć, po czym ruszy dalej, szukając miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać. Gdzieś tam, za horyzontem, są zielone lasy tętniące życiem, był tego pewien.
Przez chwilę rozglądał się uważnie dookoła i węszył, bowiem nadmierna ostrożność kazała mu sprawdzić, czy naprawdę to miejsce jest wystarczająco bezpieczne, by się tu na chwilę zatrzymać. Już jakiś czas temu natknął się na woń wilków. Co prawda nie była świeża, na jego gust minęło kilka dni odkąd owe osobniki opuściły te tereny, lecz kazało mu to mieć się na baczności. Nie wiedział w końcu, czego może się spodziewać po tutejszych, a jego obecny stan nie pozwalał mu na wdawanie się w niepotrzebne sprzeczki. Powinien nad sobą panować, przynajmniej dopóki nie odzyska pełni sił. Nie mógł sobie pozwolić na kolejne uszczerbki na zdrowiu.
Gdy węszył, jego nozdrza ponownie ukłuła intensywna woń ziół, które rosły w pobliżu. Przydałoby się zebrać nieco, w końcu z własnego doświadczenia wiedział, iż niektóre rośliny są w stanie uratować życie, więc zawsze należy mieć nieco przy sobie, na wszelki wypadek. Postanowił jednak, że uczyni to później, teraz odpocznie. Jego oczy barwy burzowej chmury omiotły jeszcze raz okolicę, nos wciągnął powietrze kilkukrotnie. Jego zmysły nie wykryły żadnych intruzów, tak więc pokryty czarnym futrem łeb powoli opadł na jego przednie łapy, a pochmurne ślepia zmrużyły się nieco.

Oaza

#3
Srebrzysty już od jakiegoś czasu parł na wschód, w kierunku, w którym wschodzi słońce i ogrzewa go swoimi niewidocznymi, aczkolwiek kochającymi dłońmi. Zupełnie, jakby wyciągało ku niemu swoje ręce wołając, nęcąc aby podążał dalej w tę stronę. Zupełnie, jakby tu miał odnaleźć coś ważnego..
Ale co by to było? Przecież Sylvan miał wszystko - co jakiś czas mógł pokazać się z nową "przyjaciółką", obok której wyglądałby jak zwykle - przewspaniale. Miał co włożyć do pyska, więc to też nie było problemem. Chyba jego jedyną niesnaską było to, że był.. sam. Nie miał go kto w razie potrzeby ochronić, a on stronił od potyczek, w wyniku których nie daj Boże ktoś uszkodziłby jego piękne ciało.
Słońce nęciło go dalej, świecąc w ślepia z rana, ogrzewając boki w południe, a wieczorem sprawiając, że widział przed sobą swój własny, długi, czarny cień. Czemu jego cień też nie mógł być srebrzysty? Czarny cień, to takie.. pospolite.
Z czasem trawiaste równiny ustąpiły spękanej ziemi, aż nawet i ta się skończyła, aby zamiast niej pod poduszkami jego łap pojawił się gorący piasek, początkowo zbity, a teraz coraz bardziej sypki. Brnięcie naprzód było coraz trudniejsze i coraz bardziej męczące, a Sylvan nie spotkał dotąd nikogo po drodze. Owszem, natrafiał od czasu do czasu na jakieś tropy, ale to by było na tyle.
Idąc tak, niewymuszonym truchtem, żywił się tym, co akurat wpadło mu pod nogi, a co nie nastręczało zbyt wielu problemów z upolowaniem. Srebrzysty nie narzekał więc na głód, jego sylwetka wyglądała na zdrową i dobrze odżywioną. Owszem, był szczupły, ale nie można było powiedzieć, że sterczą mu kości. W drugą stronę też nie - nie był typem stworzenia, które obżerałoby się bez opamiętania. Cenił swoją piękną sylwetkę.
Po kilku dniach tułaczki jego czuły nos wyczuł znajomą, i tak po prawdzie niezwykle pożądaną woń: wilgoć. Gdzieś tu niedaleko był zbiornik wodny, może rzeka, a może i oaza, gdzie Sylvan mógłby odpocząć, zaspokoić pragnienie, być może rozeznać się po okolicy, poznać kogoś nowego.
Niezbyt długo zajęło mu dotarcie na miejsce. Niedługo ujrzał przed sobą gęstniejące skupisko roślinności, a zaraz potem lśnienie dobiegające spomiędzy liści. Przyśpieszył wtedy kroku, nie zwracając większej uwagi na wilczy zapach, jaki nabierał na intensywności z każdym jego krokiem poczynionym w kierunku oazy. Nie minęła chwila zanim Sylvan nie był już u brzegu wodnego zbiornika, racząc się chłodną, czystą wodą. Zaspokoiwszy pragnienie, zdecydował się w końcu leniwie rozejrzeć wokół, dopiero teraz skupiając myśli na wilczej woni, jaka majaczyła teraz wokół niego. Wkrótce jego oczy natknęły się na leżącą w cieniu zarośli ciemną sylwetkę, a moment później zatrzymały się na szpetnych bliznach, jakie znaczyły jego łopatkę i kark.
- O rany.. Któż cię tak urządził? Te blizny wyglądają okropnie. - Cóż, Sylvan nie był fanem niepotrzebnych wstępów, czy to kogoś znał, czy nie, nie bał się zadawać nawet bardzo otwartych i śwmałych pytań.

Oaza

#4
Najwyraźniej nie dane było Maelviusowi zdrzemnąć się dłużej, bowiem po chwili jego spokój zmącił wciskający się w nozdrza, obcy zapach oraz ciche odgłosy kroków drapieżnika krążącego wśród porastającej oazę roślinności. Postawił uszy na sztorc, następnie otworzył granatowoszare ślepia i wówczas ujrzał innego wilka, kierującego się w stronę wodopoju. Czarnofutry poczuł nagłe ukłucie paniki i już był gotowy zerwać się na równe łapy by przyjąć jakąś pozycję dogodniejszą do obrony, lecz... W chwilę później nieco się uspokoił, dostrzegając, iż intruz nawet na niego nie patrzy. Najwyraźniej basior początkowo zbyt był zajęty zaspokajaniem pragnienia, by zwracać uwagę na otoczenie. Dało mu to chwilę na przyjrzenie się. Srebrzyste futro porastające sylwetkę nieznajomego odcinało się na tle piasku niemal tak samo wyraźnie, jak jego własne, czarne. Rzuciło mu się w oczy, iż zdecydowanie jest on w dużo lepszej kondycji niż sam Maelvius, co na nowo obudziło w nim nutkę lęku, pomieszaną z zazdrością. Doprawdy, strasznie go bolał fakt, iż prezentuje się teraz tak mizernie. Nie był pewien również, jakie zamiary ma wobec niego ów intruz... O ile w końcu go zauważy. Wolał być jednak ostrożny, boleśnie świadomy, że teraz nie może ryzykować wdawania się w kolejne sprzeczki, bo mogłoby się to dlań źle skończyć.
Przynajmniej nie jest to jeden z tych plugawych zdrajców - pomyślał. "Plugawymi zdrajcami" oczywiście byli w jego mniemaniu rodzeni bracia, spośród których jeden poważnie go zranił, a drugi zostawił na pustyni na pastwę losu. Jego, któremu winni byli bezwzględne posłuszeństwo. Ciemne soczewki przez moment rozświetliły gniewne błyskawice, gdy tylko pomyślał o tej dwójce niewdzięczników.
Srebrnofutry basior zaspokoił w końcu swe pragnienie i począł się rozglądać, aż wreszcie jego jasnozłote ślepia spoczęły na Maelviusie. Ów zmarszczył nieco czoło, dostrzegając, iż zainteresował się jego bliznami, co chwilę później potwierdziło zadane przezeń pytanie. Nie spuszczając z niego posępnego spojrzenia powoli podniósł się ze swego legowiska, przyjmując neutralną, lecz ostrożną postawę, z wyprostowanym ogonem na wysokości jego grzbietu. Mięśnie Mealviusa pozostawały dziwnie napięte, mimo pozornego spokoju - wolał być czujny na wszelki wypadek.
Nie miał najmniejszego zamiaru zdradzać mu żadnych szczegółów, nie był wszak pewien, że można mu ufać. Całkiem możliwe, że zechciałby wykorzystać tę wiedzę przeciwko niemu. - Powiedzmy, że swego czasu wdałem się w małą sprzeczkę - rzucił zdawkowym tonem. Poczuł niemiłe zaskoczenie na dźwięk swego głosu. Nieużywany odkąd rozstał się z braćmi, brzmiał chrapliwie i dziwnie obco.
Przez chwilę milczał, wpatrując się w srebrzystego, niemal tak długo, by to spojrzenie stało się natarczywe i niepokojące. Mimo wszystko starał się jednak nie prowokować, świadomy swej chwilowej słabości. Na razie potrafił jeszcze utrzymać swe emocje na wodzy. Na razie.
- Też podróżujesz, co? - zapytał po chwili, wciągając kilkukrotnie powietrze, by móc lepiej poznać woń drugiego wilka. Ton jego głosu wciąż pozostawał taki sam, wyprany z emocji. Nie zaprzątał też sobie głowy zbytnimi uprzejmościami, jeżeli ów osobnik podchodzi sobie ot tak do nieznajomego i wypytuje go o blizny, również mógł się pokusił o podobną bezpośredniość.

Oaza

#5
"Powiedzmy, że swego czasu wdałem się w małą sprzeczkę". Sylvan dobrze wiedział, kiedy ktoś usiłuje uniknąć odpowiedzi na niewygodne pytanie. Był też nieomal pewien, że wa przeszła sprzeczka wcale nie była taka mała, zwłaszcza patrząc po bliznach, które są pamiątką zapewne pokaźnych ran. Srebrzysty postanowił jednak nie drążyć tematu, zapamiętując jednak ową przeszłość jako coś, co było raczej trudnym i delikatnym tematem w rozmowie z tym osobnikiem.
Z resztą - nic dziwnego. Sam Sylvan nie chciałby mieć podobnej pamiątki po przeszłości na swoim ciele. Brr.. Nawet nie wyobrażał sobie, że mógłby się kiedykolwiek zranić i wybrudzić tą piękną sierść karminem, a swoje piękne ciało naznaczyć strupami, a co gorsza jakimiś szramami. Był na to zdecydowanie za piękny, jak cudowny Narcyz, jego trzeba było podziwiać, a nie ranić. Och, gdyby ktoś zrobił mu coś takiego.. nie darowałby tego nikomu.
Poza tym, rozumiał inną rzecz, choć nie planował nigdy powiedzieć tego głośno - też miał żal do swojej rodziny. Jego krewni go zaatakowali, a Sylvana.. Sylvana krewni, mimo pogodnych stosunków rodzinnych, byli winni innej, chyba nawet gorszej skazy na swoim honorze. Ale nie chciał skupiać się dłużej na nieprzyjemnościach związanych z tym, co było.
Zamiast tego skupił się na bezpośrednim pytaniu jakie wystosował do niego Czarny. Zupełnie nie przeszkadzało mu to, że nieznajomy wyrażał się w stosunku do niego bez zbędnych wstępów - to nawet i lepiej, od razu wiedzieć czego chce i o co mu chodzi.
- Och, tak! - odpowiedział bez wahania - I zdaje się, że kierujemy się w podobną stronę. Czuję, że na wschód stąd leżą ciekawe ziemie. Słyszałem szepty o zwierzynie, może spotkam tam inne wilki. - "Może i wadery.." dodał w duchu, ponieważ lubił towarzystwo płci przeciwnej. Zawsze odczuwał przyjemność z pokazywaniem się publicznie z kimś, kto mógł dorównać jego urodzie i się nim dobrze zaopiekować.. Sylvan lubił być rozpieszczany.
- We dwójkę będzie nam chyba raźniej na obcej ziemi, nie uważasz? - zaproponował po chwili, zupełnie nie obawiając się możliwych humorów Czarnego. - Poza tym.. Nie znamy się jeszcze, a nie chcę mówić do ciebie "hej, ty" przez resztę znajomości. Nazywam się Sylvan, a ty, nieznajomy?

Oaza

#6
Mealvius milczał przez chwilę, słuchając odpowiedzi srebrzystego. Gdy ten wspomniał o zasłyszanych pogłoskach dotyczących krainy na wschodzie, czarnofutry zastrzygł lewym uchem a po chwili jego wargi wygięły się w czymś na wzór półuśmiechu, który jednakże prezentował się dość mizernie głównie z tego powodu, iż minęło sporo czasu, odkąd miał okazję się uśmiechać. Wyglądał na wpół niczym bolesny grymas, a jednocześnie miał w sobie coś szaleńczego. - Tam, za horyzontem... - wychrypiał, unosząc łeb i wskazując kufą w stronę, gdzie wschodzi słońce. - Gdzieś tam są zielone lasy obfitujące w zwierzynę, która niemalże sama pcha się do pyska. Kraina, gdzie nad krystalicznie czystymi wodami wyrastają rozłożyste drzewa, pozwalając się skryć w ich cieniu... I tak, jestem pewien, że są tam też inne wilki.
Melavius wypowiedział to z takim przekonaniem, jakby sam miał już okazję ową krainę widzieć na oczy mimo, iż teraz tkwił pośrodku pustyni. Przez moment w jego posępnych ślepiach zajaśniał dziwny blask.
Zamilkł na chwilę, słysząc propozycję basiora. W jego wnętrzu rozgorzała zacięta walka. Część jego umysłu domagała się, by się zgodził, wyciągając argumenty dotyczące jego złej kondycji, bezpieczeństwie, jakie mogłaby zapewnić podróż we dwójkę oraz raczej przyjaznym nastawieniem samego Sylvana. Jednakże przeciwko niej stanęła ta jego cząstka, która była została zatruta przez nieufność, podejrzliwość i dręczące lęki, wołając o ostrożność. Pod koniec jednak włączyła się pycha, dorzucając swoje trzy grosze. Srebrnofutry sam zaproponował mu swoje towarzystwo, więc uznał go za godnego kompana. A może nawet mu w jakiś sposób zaimponował?
Pomimo toczącej się w jego wnętrzu walki oblicze Maelviusa pozostało bez wyrazu. Jedynie jego prawe ucho drgnęło kilka razy nieznacznie, wraz z mocniejszymi ukłuciami lęku przed kolejną zdradą. Jednakże w ostateczności zdołał to wszystko zagłuszyć rozpaczliwy wrzask resztek zdrowego rozsądku. Był słaby i głodny, niedawno wylizał swoje rany. Ledwie banda podrostków mogłaby go porządnie poranić. Potrzebował Sylvana, żeby móc dotrzeć do owej ziemi obiecanej bezpiecznie.
- Z miłą chęcią będę ci towarzyszyć - odrzekł wreszcie, siląc się na kolejny uśmiech i skłonił nieco ku niemu łeb. Słysząc, iż mu się przedstawił nie pozostał mu dłużny. -Zwą mnie Maelvius.
Po chwili znów zapadła cisza, czarny bowiem nie należał do zbytnio gadatliwych. Zastanowił się chwilę, czy powinni ruszyć od razu, skoro on sam po ugaszeniu pragnienia poczuł się już lepiej, czy może zabawić dłużej w tej oazie? A może w jeziorku były ryby? Zerknął na Sylvana, oczekując jakiś propozycji.

Oaza

#7
Srebrzysty uśmiechnął się, zarówno fizycznie, jak i w duchu słysząc zgodę Maelviusa. Nie będzie już podróżował sam, dwóch wilków nie napadnie nikt z taką pewnością, jak jednego. Był więc chwilowo ubezpieczony, o ile można to tak nazwać. Swoją drogą, jak to po kilku minutach sam przed sobą stwierdził, że czarny ma doprawdy ciekawe i oryginalne imię. Nie było aż tak, przynajmniej w jego opinii, piękne, dumne i pasujące jak jego własne, ale i nie było złe. W jakiś sposób podsumowywało aparycję basiora, nadawało mu swoistej ciekawej, nieodgadnionej aury. Ot, cóż to za ciekawa magia imion miała tu miejsce.
Nie umknęło też Sylvanowi spojrzenie, jakie samiec mu posłał. W sumie zgrało się ono z tym, co i sam srebrzysty odczuwał: przekąsiłby coś, najlepiej taką strawę, której złapanie nie nastręcza zbytnich problemów. Podszedł więc do brzegu oazy, przyglądając się jej tafli. Nie dostrzegł na razie żadnych ruchów ani przebłysków, które mogłyby zdradzić obecność ryb. Zanurzył się więc nieco głębiej, stawiając łapę za łapą, i przystanął, kiedy poziom wody sięgał jego łokci. Czekał, aż w polu jego widzenia pojawi się ruch, i kiedy dojrzał to, czego oczekiwał, jego pysk wystrzelił w stronę ryby niby strzała, z nadzieją, że złapie zdobycz.

Oaza

#8
Sylvan

Wynik rzutu: 1
Numer ID rzutu: 299686

Próba schwytania ryby nie powiodła się. Drobne stworzonko zwinnie wyminęło zanurzające się w wodzie szczęki, a następnie prędko zniknęło w ciemnych głębinach.

Oaza

#9
Sylvan warknął zdenerwowany. Nie podda się tak łatwo, skoro już stoi tu, cały mokry, a jego piękne futro nasiąka wodą i mułem z jeziorka. Odczekał chwilę i spróbował ponownie, starając się lepiej wycelować w rybę.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron