Ścieżka kapeluszników

#41
Po przygwożdżeniu do ziemi młodej sarny i zatopieniu kłów w jej ciało a sarna która chcąc się uwolnić wierzgnęła powiększyła swoją ranę i jeszcze bardziej zmniejszyła prawdopodobieństwo że uwolni się z zabójczych kłów Linery która spróbowała zadać ostateczny cios
Linera

Ścieżka kapeluszników

#42
Usłyszawszy imię basiora, delikatnie skinął głową, w której jednocześnie próbował odnaleźć wilka o podobnym imieniu lub wyglądzie. Na własne szczęście żadna z tych rzeczy nie wpasowywała się w postacie, które chciały ukrócić piękny, niosący zbawienie dla przygłupów, żywot Noszącego piętno. Przynajmniej ma pewność w tym, że żadne z zebranego tu towarzystwa ani go nie zna, ani nie ma zamiaru bezpodstawnie go zabić. Gdyby nie jego martwa mimika, z pewnością na jego pysku gościłby teraz ciepły, roześmiany uśmiech, który ukazywałby białe kły. Zachowanie Burzowej wydawało mu się być przezabawne - każdy jej gest i ruch przynosił Valakowi myśl o niezdarnym szczenięciu, chcącym stać się w oczach starszych kimś doświadczonym, pełnym wdzięku i majestatu. Zaśmiał się w duchu, co zdradziły jedynie jego oczy, których źrenice momentalnie się rozszerzyły, by po kilku krótkich chwilach ponownie powrócić do swojego naturalnego stanu. Gdybyś zbyła te bezowocne próby, z pewnością siałabyś w obcych spojrzeniach szacunek i podziw. Lecz, zamiast tego, stwarzasz pozory pogodnej, cieszącej się życiem. Jaką historię w sobie kryjesz, Burzowa Chmuro? Wszakże twe imię odbiega od twojego zachowania i wyglądu, a tak być nie powinno. pomyślał, zerkając na nią martwymi ślepiami. Delikatnie poruszył pyskiem, by zadać jakieś pytanie, które mogłoby powiedzieć mu więcej o każdym z nieznajomych, by zyskać informacje, lecz jego zamiar prysł tak szybko, jak się pojawił, bowiem do jego szpiczastych uszu doleciał szelest. I kolejny, i kolejny. Ktoś ewidentnie próbował się do nich przedostać. Czy to kolejna zabłąkana dusza, która mogłaby okazać się być wyczekiwanym posiłkiem? Wraz z pojawieniem się owej myśli przeszedł go dreszcz ekscytacji; nadzieja, że wreszcie rozrusza kości, wbije kły w bezbronne ciało, poczuje smak mięsa i zapach krwi. Nie obchodziło go, czy to sarna, dzik, wilk lub niedźwiedź, choć z tym ostatnim z pewnością musiałby się namęczyć, by wielkie, brązowe, a co najważniejsze - martwe cielsko padło na ziemie. Przymknął oczy, wyczekując pojawienia się źródła nieprzyjemnego dźwięku, zakłócającego harmonię czarnego. Ku jego zdziwieniu, sprawcą całego zamieszania okazał się być basior. Ale jakże niezwykły! Źrenice Lectera rozszerzyły się, widząc białookiego. Wyglądem nie odbiegał od normy - szary, przeplatany czernią i bielą. Lecz to malunki, które zdobiły jego sierść wywołały u ciemnego coś na wzór radości. Jego ogon delikatnie drgnął, gdy ukradkiem przyglądał się krwistym wzorom. Czy były oznaką szaleństwa? Nie, to mało prawdopodobne. Basior z pewnością był wielkim szamanem, którego wiedza mogłaby oświecić ciemne umysły niektórych wilków. Wszakże skoro potrafimy myśleć, jesteśmy w stanie odsunąć się od naszej barbarzyńskiej natury i stać się czymś lepszym, czymś większym. Zawojować świat, a raczej podporządkować go wraz ze słabymi jednostkami, niepotrafiącymi pojąć wspaniałości tejże idei. Skinął łbem, witając go. Zignorował nienaturalnie krzywy uśmiech samca; wielka wiedza ciągnie ze sobą wielką odpowiedzialność, potrafiącą wypaczyć pewne nieważne funkcje organizmu. Taką wydawała mu się być mimika, która niepotrzebnie zdradza zamiary, osobowość, przeszłość. Lata poświęcone na opanowaniu jej nie poszły na marne, za co brązowooki był z siebie dumny.
- Przykro mi to mówić, lecz mym ślepiom nie ukazała się wasza zguba - rzekł ni to smutnym, ni to obojętnym tonem. Żałował, że nie mógł im pomóc - lubił bawić się w chowanego. Gdyby nie jego maniery, rzuciłby teraz zapytaniem, dlaczego szukają ciemnoszarej o fiołkowych oczach. Zemsta? Pilna informacja? Chęć spotkania się? Tyle możliwości, tyle rozwiązań, lecz jeszcze za wcześnie, by móc cokolwiek stwierdzić. Delikatny powiew wiatru doniósł do jego nozdrzy zapach Burzowej, w którym także znajdowała się woń krwi. Wydawało się, że prawie wszyscy prócz niego spożyli już swój posiłek, który - jak na złość - nie mógł zostać spożyty tu i teraz, bowiem każda próba zaatakowania kogokolwiek stąd byłaby daremna. Dwoje z trojga obcych dla niego wilków musiała się już kiedyś spotkać. Ach, kolejne pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Jakże to denerwujące.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Ścieżka kapeluszników

#43
Las szuuumi, serce biiją, pompują krew, która jest naaasza....

Głosy poczęły śpiewać w jego głowie, przez co zmarszczył brwi, wbijając wzrok gdzieś przed siebie. -Nie jest wasza, cisza.- nakazał im, mówiąc dosyć głośno, jednak obecni tu bezproblemowo mogli zrozumieć, że nie kierował tych słów do żadnego z nich.. Miał dosyć, były nieznośne ostatnio. Małe Demony. Miał momentami ochotę rozdrapać sobie łeb do krwi, by wypuścić je stamtąd. Choć wiedział, że raczej nic by to nie dało. Skrzywił się, sycząc coś pod nosem, jakby w obcym języku, po czym spojrzał na Evretta. -Pamiętam cię. Witaj. - zmrużył lekko ślepia, a jedno ucho drgnęło. Próbował wyłapać jakąś woń, wskazującą, że ich zguba mogła być tu niedawno, ale wiedział, że nikłe szanse są by tak było. Jednak zapamiętywał dobrze zapachy tych dwóch.
Spojrzał na Lectera, gdy ten odpowiedział na pytanie Burzowej, a jego oczy zalśniły. Czuł od niego dziwny smród, który nie był przecież realny. Zdawało mu się, że z basiora ulatuje czarny dym, koloru smoły. O co tu chodziło? Pierwszy raz doświadczał czegoś takiego...

Uważaj, uważaj, śpiewa w nim śmierć, śpiewa w nim chaos...

Bóstwa szeptały do uszu Muuajiego, wyraźnie ostrzegając go przez Czarnym. Tylko czemu? Co takiego miał w sobie? Fuknął pod nosem, by następnie ziewnąć.
-Jaka szkoda. - zaświergotał z lekką nutą rozbawienia w głosie. Na chwilę jego uwagę zwróciły grzyby. Kiedyś spotkał się z podobnymi, jednak wolał ich nie ruszać. Nie miał na kim przetestować ich właściwości. Jednak za Burzową dostrzegł nagietek i rosnącą obok pokrzywę. Wyminął wilki, by zerwać po pare sztuk. Jak nagietek nie stanowił problemu, tak pokrzywę trzeba było zbierać umiejętnie, by nie sparzyć delikatnego pyska. Wplatał je w sierść na klatce piersiowej.

Krew, czujesz krew? Śmierć jest blisko...

Uniósł łeb marszcząc brwi i patrząc w dal. Nozdrza poczęły mocniej pracować. -Czuję krew...-rzucił sucho tak, by reszta mogła go dosłyszeć.- Świeżą. Niedaleko ktoś umiera...- wyszczerzył kły w szerokim uśmiechu po czym ruszył przed siebie zlokalizować odór śmierci.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Ścieżka kapeluszników

#44
Unik Linery
Unik nie jest konieczny ze względu na krytyczną porażkę młodej sarny.

Atak Linery
Wynik rzutu: 10
ID rzutu: 379643
Cios krytyczny.
Nałożenie krwawienia.
Linera zadaje młodej sarnie 10 punktów obrażeń.
Młoda sarna przyjmuje 2 punkty obrażeń (krwawienie).

Unik młodej sarny
Wynik rzutu: 5
ID rzutu: 379644
Unik powiódł się.

Wynik rzutu: 4
ID rzutu: 379648
Unik = (4*10) + 12 = 52 %
Młoda sarna przyjmuje 5 punktów obrażeń.

Atak młodej sarny
Wynik rzutu: 8
ID rzutu: 379649
Młoda sarna zadaje Linerze 8 punktów obrażeń.

Unik Linery
Wynik rzutu: 2
ID rzutu: 379650
Unik nie powiódł się.
Linera przyjmuje 8 punktów obrażeń.

Młoda sarna umiera.

Stan po turze II
Młoda sarna - martwa
Linera - 102 PŻ

Sytuacja ta była idealna dla wilczycy. Z łatwością mogła dosięgnąć krtani zwierzęcia, przez co poprzez jeden cios zakończyłaby jego żywot. Adrenalina buzująca w żyłach młodej sarny dała jednak o sobie znać i zanim Linera dosięgnęła szyi koźlęcia, to wierzgnęło, przekręciło się i z całej siły uderzyło tylnymi kopytami w okolicach brzucha zielonookiej. Twarda powierzchnia delikatnie rozcięła skórę, przez co ciemnofutra poza bólem towarzyszącym impetowi uderza poczuła również nieprzyjemne pieczenie. Ciepła posoka powoli brudziła futro i ziemię, gdy Lin postanowiła zadać ostateczny cios, uśmiercając swój posiłek.

Ścieżka kapeluszników

#45
Kiedy poczuła że zwierzyna nie rusza się już puściła ją by zaraz potem zacząc chłeptać krew z otwartej rany i co jakiś czas powiększać ją by posmakować więcej tego drogocennego płynu a kiedy wreszcie rozpruła zwierzę kłami zaczęła zjadać powoli jej wnętrzności.Kiedu jednak najadła się wystarczająco pociągnęła zwierze w krzaki które swoim własnym zapachem mogły zniwelować zapach jej ofiary. Zawyła głośno szczęśliwa z udanego polowania po czym położyła się na polance nie zwracając uwagi że cała oblepiona krwią i z roziskrzonymi zielonymi oczami przedstawiała dość makabryczny widok.
Linera

Ścieżka kapeluszników

#46
Zamyślił się na moment analizując opis przedstawiony przez Burzową Chmurę, lecz ostatecznie - odrobinę zawiedziony - musiał przyznać, że nie widział nikogo takiego. Jedyną szarą waderą, którą ostatnio napotkał była tamta nad stawem, lecz w tym przypadku poza kolorem sierści, nie zgadzało się nic więcej...
- Ja niestety także nie miałem okazji jej spotkać. - odrzekł spoglądając na nowo przybyłą dwójkę. - To jakaś znajoma, która wam uciekła? - dodał, nieco żartobliwie, lecz tak naprawdę ciekawiło go czemu poszukują tej konkretnej wadery. Skoro tamta posiadała wzory na sierści, może miała coś wspólnego z obecnym tutaj szarawym basiorem? Być może oboje trudnili się tą samą profesją ... Tak liczne malunki przyozdabiające sierść kojarzyły mu się z dość podejrzanymi szamanami, na których czasem zdarzało mu się natknąć podczas swoich wędrówek, a wplecione pióra tylko jeszcze bardziej potęgowały to wrażenie. Miał nadzieję, że któreś z nich mimo wszystko postanowi powiedzieć coś na ten temat - nie miał jednak zamiaru w żaden sposób na to naciskać.
Gdy domniemany "uzdrowiciel z zamiłowaniem do magii" wspomniał o zapachu krwi, Evrett uniósł odrobinę łeb i pociągnął nosem. Rzeczywiście, w powietrzu dało się wyczuć dość wyraźny zapach świeżej krwi, tak inny od tej już zaschniętej, której woń nosiła na sobie dwójka tu obecnych.
- Sarna. - skomentował, zwracając łeb w stronę z której zawiał wiatr. Czyżby ktoś polował w okolicach tej ścieżki? Właściwie nie byłoby to aż takie niezwykłe, ale zawsze istniało też prawdopodobieństwo, że coś innego zraniło tego roślinożercę. Powiódł wzrokiem za odchodzącym Muuajiem i sam też zrobił krok na przód. - Właściwie ... nie zaszkodzi sprawdzić, co tam się stało. - skierował te słowa do pozostałej dwójki po czym ruszył za szarym, wzdłuż szlaku utworzonego przez turkusowe kapelusze. Jak na siebie, poruszał się jednak dość wolno, nie chcąc pozostawić reszty w tyle.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka kapeluszników

#47
Wstała spod krzaka i wyciągnęła swoją niedoszłą ofiarę z prowizorycznej kryjówki i przeciągnęła ją na środek polany.Cały czas była oblepiona krwią młodej sarny ale nie przeszkadzało jej to ani trochę.Dojadła resztki sarny zostawiając trochę mięsa i kości by wziąć je ze sobą bo kto wie może się przydadzą.Usiadła przy szczątkach sarny i spróbowała wywęszyć czy nie zbliża się ktoś kto może być potencjalnie niebezpieczny.Niestety jednak nie udało się i nasłuchiwała odgłosów łap innych wilków siedząc dumnie na środku polany oblepiona krwią i z błyszczącymi zielonymi oczami które skierowane były w niebo.
Linera

Ścieżka kapeluszników

#48
Krzywy, nieco zawadiacki uśmiech wciąż nie znikał z jej oblicza, tak samo jak i iskierki zaciekawienia rozświetlające szare ślepia, przywodząc na myśl słońce próbujące przebić się przez grubą warstwę ciężkich chmur zasnuwających niebo. Wciąż wodziła wzrokiem od jednego samca do drugiego, kolejno wysłuchując ich odpowiedzi. Uśmiech nie zniknął, gdy obaj zapewnili, iż nie widzieli poszukiwanej. Mogła się tego spodziewać, choć niewątpliwie utrudniało to jej odnalezienie. Jednakże Burzowa była prawie pewna, że prędzej, czy później tutaj wróci - wnioskując z jej słów uważała to miejsce za święte, zapewne niejednokrotnie przebywa więc w tej okolicy. Wystarczyło więc poczekać. Nie było to ulubione zajęcie Chmury, zdecydowanie wolała działać niż siedzieć w miejscu, lecz jak na razie nie miała innego pomysłu.
- Szkoda - mruknęła obojętnym tonem, wzruszywszy niedbale barkami. - Tak, można powiedzieć, że znajoma - odpowiedziała Evrettowi, co zresztą zbytnio nie mijało się z prawdą, przynajmniej w mniemaniu srebrnookiej. Spotkała już tę waderę i zamieniła z nią kilka słów, a sam Muuaji wydawał się znać ją jeszcze lepiej.
Ledwie pomyślała o białookim, a ów się odezwał. Krew. Zerknęła na niego, śledząc uważnie jego ruchy, gdy ruszył się z miejsca, jednocześnie zawzięcie węsząc, by zlokalizować źródło zapachu. Nie wyczuła wilczej woni, lecz nie wykluczała, że po prostu została ona zatarta. Ktoś mógł w pobliżu polować, ale istniała też możliwość, iż sarna nie została zraniona przez wilka. A ranne zwierzę jak wiadomo zawsze stanowi łatwy łup.
- Sprawdzić nie zaszkodzi - rzuciła w kierunku Evretta. Zerknęła jeszcze przelotnie na Lectera, jakby próbując jakiekolwiek skrzętnie skrywane przez basiora emocje z jego nieruchomego oblicza. Następnie odwróciła łeb i ruszyła za pozostałymi samcami, na wszelki wypadek starając się to robić na tyle bezgłośnie, na ile było to możliwe.
Tak, uśmiech nadal nie znikał. Nabrał jedynie nieco odmiennego, bardziej drapieżnego wyrazu.

Ścieżka kapeluszników

#49
Tak, wilki z pewnością się skądś znały, a przynajmniej kojarzyły, co wcale nie poprawiało jego sytuacji - pusty żołądek poczynał coraz bardziej dawać się w znaki. Choć jeszcze nie burczał, tylko w pewnym sensie wibrował, uczucie nie należało do najprzyjemniejszych. Gdyby wszyscy zebraniu tu byliby sobie obcy, mógłby spróbować kogoś zaatakować z byle jakim, błahym pretekstem i nadzieją, że pozostali przyłączą się do jego dzieła. Ach, ten zapach krwi, smak mięsa i krzyk niewinnej ofiary... Nie. To musi zaczekać; w końcu nadarzy się dogodna okazja. skarcił się w myślach. Chcąc odwrócić swoją uwagę od głodu, nie odrywał martwych ślepi od białookiego basiora. Nieustannie próbował go rozszyfrować w każdym możliwym znaczeniu - chciał wiedzieć, kim jest, co znaczą malunki pokrywające szarą sierść i czy przypuszczenia czarnego, które mówiły, że ów jest nader niezwykłym szamanem oraz mędrcem były trafne. Zignorowawszy jego wesoły świergot, który rozdrażnił Noszącego piętno, uważnie przyglądał się, jak zbierał zioła. Robił to dobrze, ba, to, jak obszedł się z pokrzywą ukazało, że nie jest żadnym nowicjuszem. Bowiem gdyby tak było, piszczał by z bólu, jaki wyrządziłby kwas, a nie węszył w powietrzu. Och, jakże mu dziękował za te słowa! Wszakże odór krwi wdzierał się także i do jego nozdrzy, lecz sądził, że należał on do niego samego. Jak zwykle, podniósł swój zad z ziemi z gracją i delikatnością, jaką nauczyła go matka. Zadarł łeb do góry, szukając kierunku, z którego dochodziła ta, jakże piękna, woń krwawiącej sarny. Kątem oka zerknął na swoich rozmówców - oni także wydawali się być zainteresowani. Nim zdążył coś rzecz, wszyscy już wyruszyli. Postał chwilę w miejscu, przyglądając się okolicy; chciał ją zapamiętać w każdym detalu. Niecodziennie spotyka się drogę usianą świecącymi grzybami. Po przedarciu się przez chaszcze, zrównał krok z Evrettem. Trudno było mu cokolwiek o nim powiedzieć; po zamienieniu zaledwie kilku słów nie był w stanie stwierdzić, czy jest szamanem czy jedynie zapaleńcem, który uwielbia zbierać zioła. Fakt, pokaźna ilość roślin wplecionych w brązowawą sierść robiła wrażenie, lecz co z tego, jeśli z połowy z nich nie potrafi się korzystać? To tak, jakby zgromadzić wokół siebie gromadę wilków, nazwać to watahą, a siebie okrzyknąć przywódcą, który nie posiada żadnej wiedzy o zarządzaniu sforą, o przydzielaniu zadań, o wprowadzaniu dyscypliny. Nieznajomy sprawiał wrażenie spokojnego, posiadającego harmonię w swojej duszy - nie poruszał się szybko, a jego wypowiedzi nie były niedbałe, a sprawiały wrażenie rozsądnych i przemyślanych, za co "zapunktował" u burego, choć lepiej byłoby to ująć, że "zmniejszył swoją szansę zostania potencjalnym posiłkiem". Po chwili jego myśli powędrowały ku Burzowej. Była dla niego niczym pusta karta, którą z czasem będzie musiał odkryć. Nie tylko ze względu na samą chęć posiadania informacji, ale to całe poszukiwanie wadery o fiołkowych oczach było... intrygujące. Obiecał sobie, że za wszelką cenę dowie się czegoś więcej, a może i nawet spróbuje się do nich przyłączyć. Nie chodziłoby tu o bezinteresowną pomoc. Dla niego nie istnieje coś takiego jak bezinteresowność. Będzie potrzebował jakiś korzyści lub celu. Pominąwszy zwiedzenie krainy i poznanie towarzyszących wilków, mógłby zgłębić, jakimi prawami rządzi się to miejsce, jakie watahy nim władają i jakie osobistości nie zasługiwałyby na życie. W końcu, ku jego oczom ukazała się niewielka polana i jakaś postać. Jego oczy zabłyszczały, przyglądając się kolejnemu wilkowi, którego ciemna sierść nie ułatwiała stwierdzenia, czy to wadera lub basior. Zastanowiwszy się przez chwilę, spokojnym i dostojnym krokiem przybliżył się do obcego. Wróć, do obcej. Dopiero stojąc w odległości kilkunastu kroków ujrzał jej niezwykłe, błyszczące, zielone ślepia. Nieznajoma, która siedziała na zwłokach martwego koźlęcia, na własne życzenie ich wszystkich tu przyprowadziła. Ciekawiło go, co teraz zrobi, widząc czteroosobową gromadkę, która przybyła ją odwiedzić.
- Witaj, ciemnowłosa - rzekł kojącym głosem, nie chcąc jej wystraszyć. Delikatnie uniósł kąciki ust w uśmiechu. - Od dawna tu tak samotnie biesiadujesz? - powiedział, ostrożnie dobierając słowa.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Ścieżka kapeluszników

#50
Widząc waderę przy truchle położył uszy do tyłu, by następnie postawić je na sztorc. Skąd tu tyle wilków... Z chwilowej zadumy, która powoli obejmowała jego umysł wyrwały go słowa Lectera. Co on taki szarmancki? Zemdliło białookiego, choć nie dał tego po sobie poznać. Takie wilki z reguły miały wiele do ukrycia na swój temat. Co więc skrywasz, czarnofutry?

Czas mija, wszystko upływa, życie upływa z każdego z was...

Głosy znów zanuciły. Dziwne, mało kiedy to robiły. A odkąd spotkali tą dwójkę robią to notorycznie. Drażniące. pomyślał. Zieleń oczu samicy była urzekająca. Aż przywodzi na myśl polany wiosną. -Nic ciekawego.- burknął sam do siebie, szukając wzrokiem Burzowej.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron