Ścieżka kapeluszników

#1
Długa, kręta oraz dość wąska dróżka, która ciągnie się od podnóża gór aż do piaszczystych równin charakteryzujących północno-zachodnią część krainy. Otulona jest gęstą, różnorodną, skutecznie przysłaniającą horyzont roślinnością. Nie jest to jednak zwyczajna, pospolita ścieżka - wśród pierwotnych zarośli błyszczą niby gwiazdy turkusowe grzyby, wskazując prawidłową drogę strudzonym wędrowcom. Można by zaryzykować stwierdzenie, że niejako pragną zaopiekować się podróżującymi przez te ziemie stworzeniami, nie pozwalając zboczyć im z prawidłowego szlaku.

Rośliny: nagietek, pokrzywa
Zwierzęta: mysz, sarna

Ścieżka kapeluszników

#2
Maszerowała przed siebie, pewnym, sprężystym krokiem, z wysoko uniesionym łbem, jak gdyby ta ziemia należała do niej. W ten sam sposób wkraczała na nowe tereny jej dawna wataha, dumnie, bez ani cienia strachu, niczym zwycięzcy. Choć jej dawne stado już nie istniało, a ostatni jej członkowie rozpierzchli się po świecie, dawnych zwyczajów nigdy nie porzuciła. Nigdy nie okazuj strachu, ni bólu. To oznaka słabości, a słabych jedynie śmierć czeka. Jedna z niewielu zasad rządzących jej dawną watahą, słyszana wielokrotnie z ust starszych. Musiała być silna, by osiągnąć jedyny cel, jaki posiadali w życiu. Żeby przeżyć.
Srebrzyste ślepia początkowo jedynie rzucały zaciekawione spojrzenie dookoła, lecz wkrótce w ich ślad poszedł i cały łeb, obracając się na wszystkie strony z wyraźnym zainteresowaniem. Nos nieustannie pracował, wdychając mieszaninę rozmaitych woni, trójkątne uszy kierowały się raz za razem w inną stronę, starając się łowić wszelkie dźwięki. Badała okolicę wszystkimi niemalże zmysłami, z wyraźnym zaciekawieniem, być może nawet i zafascynowaniem. Kilkukrotnie zatrzymała się, by obwąchać jakiś kamień, trącić łapą tajemniczy świecący grzyb, czy pochylić się nad kępką roślinności.
Nie była pewna, gdzie się znajduje, wszelkie nazwy nigdy zbytnio jej nie obchodziły. Lecz była pewna jednego - miejsce to wręcz emanowało niezwykłością, magią. Dziwne, nienaturalne piękno tego miejsca pobudzało jedynie ciekawość Chmury, zmuszając samicę do jeszcze dogłębniejszego badania okolicy, oglądania z każdej strony owe niespotykane grzyby i wsłuchiwania się w szum drzew, jakby miała nadzieję, iż w nich odnajdzie odpowiedzi na krążące jej po głowie pytania.
Nie odnalazłszy ich jednak frustrację. Fuknęła pod nosem z niezadowoleniem, jakby od niechcenia łapą przewracając jeden z niezliczonych turkusowych kapeluszy i skrupulatnie wdeptując go w ziemię. Przy tej czynności dostrzegła rosnące nieopodal zioła, wśród którego dostrzegła nagietek i niewiele myśląc sięgnęła ku niemu, by niezgrabnym ruchem nieco zerwać. Może i nie była uzdrowicielką, lecz doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż lecznicze zioła przydają się zawsze.
Wciąż z kilkoma gałązkami w pysku obróciła się wokół własnej osi i jeszcze raz rozejrzała dookoła, a przez jej głowę przemykały setki chaotycznych myśli, przeplatając się ze sobą, tworząc dziwną, skomplikowaną całość. Nie była pewna, co uczyni dalej. Nigdy niczego nie planowała, nie skupiała ani na przeszłości, ani też przyszłości. Po prostu starała się przeżyć.

Ścieżka kapeluszników

#3
Elyria opuściła kryjówkę świetlików już jakiś czas temu, pozostawiając napotkane osobniki samym sobie. Nie mogła się z nimi dogadać, one same z resztą bardziej trzymały się siebie.. Trudno.
Popielata szła dalej przed siebie i otoczenie które mijała zmieniało się z każdym jej krokiem. Spotykała coraz mniej świetlików, natomiast podłoże stało się mniej bagniste, jakby utrzymywane w całości dzięki jakimś roślinom czy innym bytom przerastającym glebę. Niedługo do wtóru najróżniejszych roślin dołączyły mniejsze i większe grzyby najróżniejszej maści.
Mniejsze, większe, a nawet takie bardzo pokaźnych rozmiarów wyglądały początkowo na dość normalne, naturalne, z czasem jednak, kiedy Elyria weszła jeszcze głębiej w las, zaczęła dostrzegać, iż niektórym brakowało cienia, zaś inne rzucały na swoje otoczenie poświaty. Jedne ciemniejsze, inne jaśniejsze, błękitne, zielone, białe, fioletowe.. Wadera po jakimś czasie nie była pewna, czy to, co widzi to prawda, czy przypadkiem nie przysnęła po drodze i wszystko to jest tylko nocną marą. Czyżby znalazła się w świecie bajek? Nigdy nie wierzyła w istnienie magii, to miejsce jednak wydawało się nią wręcz emanować.
Była tak zaabsorbowana widokiem otoczenia, że niemal nie dostrzegła brązowo-białego wilka, który także wydawał się tędy podróżować, na dodatek stawiając swe kroki w taki sposób, że musiał to miejsce odwiedzać nie po raz pierwszy. Elyria poczuła się nieco lepiej na duchu widząc kolejną duszyczkę, tu jednak znowu powróciła do swojego zwyczajowego dylematu - czy powinna się jej bać, czy może zaryzykować i podejść do niej, zainicjować znajomość, albo przynajmniej rozmowę? Zawsze była rozerwana pomiędzy nieprzyjemnymi wspomnieniami i traumą, a tęsknotą za bratnią duszą, spokojem ducha, poczuciem przynależności.
Popielata skierowała swoje bursztynowe soczewki ku nieznajomej, kierując powoli krok w jej stronę, starając się jednocześnie zachować spokój.

Ścieżka kapeluszników

#4
Na dobrą chwilę pogrążyła się w myślach. Co teraz zrobi? To, co zawsze. Rozejrzy się trochę po okolicy, zaszyje gdzieś w lesie, zapoluje, pozwiedza. Być może przyłączy się do jakiejś grupki wilków, może i nawet jakiegoś stada, lecz z pewnością nie zagrzeje tam zbyt długo miejsca. Tak samo, jak działo się to już wielokrotnie. Zatrzymywała się na chwilę, a potem odchodziła - przeważnie z własnej woli, choć i kilkukrotnie zdarzyło się, iż członkowie stada zdecydowali się przegnać problematyczną, krnąbrną buntowniczkę, nierzadko sprowadzającą na siebie i innych kłopoty. Ona jednakże nie przejmowała się ich zdaniem. Była niespokojną duszą, stroniącą od monotonnego jej zdaniem, spokojnego życia. Musiało w jej otoczeniu dziać się coś ciekawego, a jeżeli nic takiego nie miało miejsca, sama dbała o to, by to się zmieniło.
Otrząsnęła się gwałtownie, wyrywając tym samym z zamyślenia i zorientowała się, iż nadal trzyma nagietek w pysku. Wydając z siebie krótki, stłumiony warkot, jakby ganiąc swe własne roztargnienie, czym prędzej pochyliła trójkątny łeb, pośpiesznie wplątując łodyżki w dłuższą sierść porastającą jej szyję. Następnie podniosła głowę ponownie, by jeszcze raz potoczyć dookoła ciekawskim wzrokiem, nim ruszy w dalszą drogę. Tak właśnie by uczyniła, gdyby po chwili nie dostrzegła obcej samicy zbliżającej się do niej.
Zamarła na chwilę, przyglądając się jej uważnie, lecz również bez śladu lęku, raczej z zaciekawieniem. Czy pochodziła z tych okolic? W to raczej wątpiła, choćby i przez niepewną postawę popielatej. Być może również dopiero tu przybyła?
Nie ruszyła się z miejsca, czekając, aż szara do niej podejdzie. Przy okazji przyjrzała jej się dokładniej, bez większych oporów przypatrując się rozległym bliznom szpecącym ciało wadery. Gdy ta znalazła się już całkiem blisko, Chmura skinęła jej łbem na powitanie.
- Witaj - rzuciła krótko, nie spuszczając z niej zaciekawionego wzroku.

Ścieżka kapeluszników

#5
Będąc tym razem obiektem o wiele bardziej otwartego powitania popielata rozpogodziła się, co dało po sobie poznać zarówno w jej wnętrzu, gdyż zrobiło jej się cieplej a mięśnie rozluźniły się przyjemnie, zaś oczy rozjaśniły, a na pysku zamajaczył lekki uśmiech. W jednej chwili Elyria poczuła się pewniej i lepiej. Zabawne, jak takie jedno słowo i prosty gest potrafią zmienić czyjś świat.
Ogon szarej poruszył się nawet z lekka na boki, ujawniając zadowolenie za pomocą mowy ciała i teraz już dopełniając obraz rozpogodzonej bursztynowookiej.
- Witaj - odcharczała w odpowiedzi, nieco krzywiąc się z powodu własnego głosu. Chyba nigdy go nie polubi, chociaż nigdy też jego stara melodyjność nie powróci. Jej struny głosowe, tchawica, krtań zrosły się tak, że całość uległa uszkodzeniu. Powinna cieszyć się, że żyje, i tak zaiste było, na początku. Dopóki nie usłyszała swojego nowego głosu, nie podjęła prób rozmowy. Wtedy znienawidziła swój głos, który zaczął ją napełniać obrzydzeniem i odpychać ją. Tak, może cię odpychać twój własny głos, choć brzmi to niedorzecznie dla obserwatora z boku.
Popielata, mimo niechęci do własnego głosu, podjęła próbę poprowadzenia rozmowy dalej. Dawno nie rozmawiała z nikim, mogła dotąd tylko słyszeć śpiew ptaków i dźwięki otoczenia.
- Dziwne miejsce - powiedziała dość zdawkowo o okolicznych święcących grzybach - Mieszkasz w okolicy? - może miała do czynienia z miejscową, albo kimś, kto zna okoliczne kryjówki i ciekawe miejsca. Może nawet wie, czy są tu inne wilki?

Ścieżka kapeluszników

#6
Trójkątne uszy brązowej drgnęły kilkukrotnie na dźwięk głosu nieznajomej, a na wargi na chwilę wykrzywiły się w nieokreślonym grymasie. No cóż, nigdy do person zbyt taktownych nie należała. W rodzinne stado nie skupiało się zbytnio na wychowywaniu młodych, priorytetem było przygotowanie ich do przetrwania. Po części dlatego, lecz również z powodu jej wrodzonych wad, Chmura nie zdawała sobie sprawę z tego, iż jej zachowanie mogło popielatą jakoś urazić. Przynajmniej postanowiła tego nie komentować. Choć i w tym na próżno było się doszukać znamion zwykłej przyzwoitości, czy też taktu - po prostu w porę dostrzegła szpecące jej gardziel blizny i błyskawicznie powiązała to z brzmieniem jej głosu. Po co pytać, skoro od razu wiadomo, iż jego brzmienie zostało zmienione przez odniesione rany? W nich samych nie widziała niczego zaskakującego, walki i odnoszone w nich obrażenia były dla niej sytuacją normalną, na porządku dziennym.
- Bardzo dziwne - przytaknęła, jeszcze raz wodząc wzrokiem po okolicy. Na dźwięk kolejnych słów nieznajomej srebrzyste soczewki powróciły do niej, a samica wykonała niedbale odpowiednik wzruszenia ramionami. - Nie. Ledwo co tu przybyłam. Podejrzewam, że ty też nie stąd i nie masz pojęcia, czemu u diabła te grzyby tak świecą? Szkoda.
Ton głosu brązowej brzmiał beztrosko, swobodnie, niemalże jakby znała już tą samicę od dawna. Elyria miała szczęście - podejście srebrnookiej do nieznajomych osobników zmieniało się diametralnie pod wpływem nastroju, a dziś akurat była w dobrym humorze. Jak na potwierdzenie, wargi wadery wygięły się zaraz w lekkim uśmiechu, a ogon kilkukrotnie przeciął powietrze. W tym konkretnym momencie cieszyła się, że spotkała kogoś na swej drodze. I przyjemniej, i ciekawiej niż samemu. Poniekąd.
- A ty od dawna jesteś w okolicy? Jest tutaj więcej takich dziwactw? - zapytała z wyraźnym zaciekawieniem, wskazując ruchem kufy na lśniące niczym gwiazdy różnobarwne grzyby. Jeżeli podobnych zjawisk było więcej, może przydałoby się zostać tu na dłużej? Świecące kapelusze z pewnością nie były niczym naturalnym. Być może istnieje w tej krainie więcej przejawów tej dziwnej magii?
- Och. Swoją drogą, zwą mnie Burzową Chmurą - rzuciła po chwili, ponownie wyrywając się z zamyślenia.

Ścieżka kapeluszników

#7
Na pytanie wadery odnośnie tajemniczych grzybów Elyria tylko pokręciła przecząco głową. Gdyby mogła, wyjaśniłaby tą zagadkę, ale tak naprawdę do chwili, kiedy brązowa nie wspomniała o ich istnieniu miała spore wątpliwości, czy nie zwodzi jej wzrok. Może ostatni posiłek, jaki zjadła był nieświeży? Ale nie, ta druga też to widziała. To musiało oznaczać, że.. Owszem, tu rosły świecące grzyby.
Na drugie pytanie wadery też nie mogła odpowiedzieć zbyt treściwie. - Nie. - zaprzeczyła tylko. - Nie znam okolicy, dopiero tu przybyłam, myślałam, że to zwykły las.. - dodała. Och, naprawdę, ten las wyglądał całkowicie normalnie, kiedy tutaj wędrowała. Nie miała pojęcia, że zupełnym przypadkiem natrafi na podobne dziwy, a na domiar złego nie potrafiła określić gdzie dokładnie się znajduje, za wyjątkiem bycia w "dziwnym lesie z grzybami". Dałaby wiele, aby wiedzieć coś więcej o tym miejscu, może wtedy byłoby jej łatwiej się tu rozeznać? Skoro szarooka zadała jej podobne pytanie, musiało to oznaczać, że też nie była tutejsza. Szkoda, Elyria skrycie liczyła na kogoś, kto poradzi jej gdzie udać się dalej, może znaleźć jakąś watahę albo chociażby bezpieczne schronienie, gdzie by nikomu nie wadziła.
- Elyria. - przedstawiła się, kiedy Chmura uczyniła to samo. - Czy zmierzasz w określonym kierunku? Nie obrazisz się, jeśli ci potowarzyszę? - zapytała. Towarzystwo z pewnością wyjdzie jej na dobre, tylko czy młoda wilczyca chciałaby podróżować, nawet i krótki czas, z kimś takim jak ona? Jednocześnie oszpecona rozejrzała się dyskretnie po okolicy, wypatrując ewentualnych zagrożeń lub zwierzyny.

Ścieżka kapeluszników

#8
- Szkoda - skwitowała jej słowa, kończąc tę krótką wypowiedź przeciągłym westchnięciem. Tak samo, jak i popielata, miała cichą nadzieję na spotkanie kogoś miejscowego, kto byłby w stanie jakoś w prosty sposób wyjaśnić to dziwaczne zjawisko. - Więc trzeba się samemu dowiedzieć, co tu się u licha dzieje.
Ostatnie słowa skierowała bardziej do samej siebie, niż do towarzyszki. Często mówiła do siebie, a nawet i wygłaszała długie monologi, które mogły dotrzeć jedynie do jej własnych uszu. Podobno rozmawianie z samym sobą jest oznaką szaleństwa. Czy Chmura była zatem szalona? Być może ten cały chaos wypełniający wnętrze tej drobnej istoty, skomplikowany zwitek myśli kłębiących się po głowie oraz co najmniej dziwaczne zachowanie można było i nawet takim słowem określić.
Tak i teraz momentalnie zdała się zapomnieć o obecności wadery i skierowała się w stronę najbliższego skupiska świecących grzybów, by ponownie przystąpić do ich chaotycznego badania. Chwilę powęszyła, trąciła kilka z nich łapą, czy nosem, by wreszcie nawet i jeden z mniejszych wyrwać z ziemi i wziąć do pyska. Zaraz jednak się skrzywiła i go wypluła.
- Niby nic w nich nadzwyczajnego, a jednak świecą, do stu diabłów - mruknęła. Gdzieś na skraju świadomości zabrzmiały słowa wypowiedziane przez popielatą, lecz przez chwilę je ignorowała, zajęta oglądaniem interesującego obiektu. Lecz po dłuższej chwili nagle zdała sobie sprawę z tego, iż popielata coś powiedziała, więc odwróciła się ku niej, błyskając zębami w uśmiechu.
- Och? - mruknęła, unosząc jedną brew. - Nie, nie obrałam żadnego określonego kierunku. Po prostu się tu rozglądam. A nuż znajdzie się tu jakieś miejsce, gdzie można się spokojnie zatrzymać i zwierzyna, na którą można zapolować... - ponownie wykonała odpowiednik wzruszenia ramionami. Szła, jak zwykle, przed siebie, bez wyraźnego celu. - Nie mam nic przeciwko towarzystwu - dodała beztrosko, znów ukazując kły w krótkim uśmiechu.
A przynajmniej nie miała na tą porę. Kto wie, czy nie zmieni się to za dzień, albo kilka godzin. Nikt nie mógł tego wiedzieć, nawet i sama Burzowa.

Ścieżka kapeluszników

#9
Wyłoniła się zza drzew, dumna i majestatyczna, wypełniona boską siłą Jelenia. Szła ostrożnie, uważając, by nie zdeptać choćby najmniejszego istnienia. Radowała się odzyskanym wzrokiem, radowała się całym światem. Świeże, leśne powietrze wypełniało jej płuca, a ona sama zdawała być się czymś więcej, niźli tylko wilkiem. Wyglądała jak dziki, leśny bożek, gotowy, by bronić swej dziedziny. W końcu stanęła, zachowując bezpieczną odległość od pogan i mierząc ich fiołkowym spojrzeniem. Nie chciała walczyć, przynajmniej na razie. Jej misją było nawracanie wilków na dobrą drogę, nie sianie zamętu. Najpierw postanowiła pertraktować, potem - gdyby przybysze zaatakowali albo obrazili honor bóstwa - wypędzi ich siłą. Jeszcze raz wzięła głęboki wdech, delektując się wonią lasu, po czym przemówiła.
- Witajcie, przybysze. Przybywam tu w pokoju, ja, wysłanniczka Pana. Zachowujcie szacunek i powagę, albowiem ziemia, po której stąpacie jest święta. Niosę wam posłanie od władcy tych ziem. Prośbę, byście dołączyli do wielkiego dzieła, byście pomogli chronić Konkordię przed Wrogiem, który lubuje się w chaosie i przelewaniu krwi niewinnych - zaczęła powoli, obserwując bacznie reakcję wilków.

Ścieżka kapeluszników

#10
Tak, popielata z przyjemnością dowiedziałaby się co stoi za dziwnym wyglądem tej krainy i tego miejsca. Różniło się na tyle od innych terenów na jakich miała okazję postawić swoją łapę, że było wręcz bajkowe, nierzeczywiste, przesiąknięte czymś.. więcej. Elyria nigdy nie wierzyła w magię, słyszała o niej wzmianki i legendy ale zawsze puszczała je mimo uszu, raczej stąpała twardo po ziemi, chociażby z powodu ściągających ją wciąż na twarde dno ran, na każdym najmniejszym razem kiedy zdarzało jej się pobujać w obłokach.. Świat materialny był dla niej oddzielony wyraźną, wręcz namacalną granicą od świata marzeń i dotąd granica ta była wyraźna, tutaj jednak... rozmywała się.
Wysłuchała uważnie odpowiedzi Chmury i już miała się ucieszyć z racji jej słów, kiedy jej uwagę odwrócił szelest roślinności. Po chwili spośród roślin i krzewów wyłoniła się wadera, zaskakując popielatą tajemniczym monologiem. Była jej słowami wyraźnie zaskoczona i zdziwiona, nie spodziewając się usłyszeć czegoś podobnego zwłaszcza tutaj.
-Słucham? - wydusiła z siebie tylko swoim okaleczonym głosem. Słowa obcej były.. dziwne. Z jednej strony przerażające, z drugiej pełne swojego rodzaju ślepego uwielbienia do tego "Pana". Nie miała pojęcia o co może chodzić. - Czy jesteśmy na czyimś terenie? Przepraszam, nie chciałam wtargnąć tu bez potrzebnej zgody.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron