Podmokły zagajnik

#91
Pognała, ponaglona przez basiora. Okolica wydawała się spokojna ale lepiej trzymać się blisko opiekuna.
Drzewa pojawiały się coraz dalej od siebie. Zmniejszyła się też ich ilość. Waderka widziała przed sobą dumne szczyty. Wyglądały surowo i groźnie ale podobały się Lilith.
Między nimi a górami rozciągała się łąka. Trawa na niej wyglądała jeszcze na zdrową, nie tak jak ta po drugiej stronie rzeki.
Z.t

Podmokły zagajnik

#92
Chude łapy niosły ją zwinnie przez gęste zarośla. „Zwinnie” może nie byłoby najlepszym określeniem gdyby przyrównać ją do przeciętnego wilka, ale w porównaniu z tym, co musiała przechodzić jeszcze rok temu, stawało się zdecydowanie na miejscu. Rozejrzała się uważnie po okolicy, czujnie nadstawiając uszu. Przybyła tu kilka dni temu i od tamtej pory o dziwo nie natknęła się na żywą duszę. Szczerze mówiąc wolałaby żeby tak pozostało. Nigdy nie wiadomo co siedzi we łbie innemu stworzeniu. Pamiątka w postaci prawej tylnej nogi codziennie jej o tym przypominała. Z drugiej strony ta samotność napełniała ją ciężkim napięciem. Nie żeby nie przepadała za byciem samą ze sobą. Chodziło raczej o to, że w miejscu takim jak to ktoś po prostu musiał mieszkać. Tak bogate krainy nie występują niezamieszkane. Jeśli również postanowi tu zostać prędzej czy później się na nich natknie i w tym przypadku jednak wolałaby żeby wydarzyło się to prędzej. Chociażby po to żeby pozbyć się tego okropnego uczucia oczekiwania. W ogóle co ją podkusiło żeby zapuścić się w miejsce takie jak to? Rośliny? Być może. Z pewnością jakimiś by nie pogardziła, w końcu jej zapasy równały się zeru, a ból w nodze zaczynał doskwierać coraz bardziej. Wiatr wiał, błoto ciamkało pod łapami, dobrze, że do tego wszystkiego nie zaczęło jeszcze padać. Było jej chłodno, nie tak zimno jak w mroźne zimowe noce, ale wciąż nieprzyjemnie. Nie miała schronienia, co jeszcze bardziej ją rozdrażniało. Może powinna wycofać się z tego bagniska i ruszyć w las, znaleźć sobie jakieś przyzwoite miejsce do zatrzymania się? Jeszcze raz podniosła łeb i rozejrzała się po okolicy. Westchnęła głęboko. Tyle lat, a ona nadal nie potrafiła wygodnie się ustawić. Wstyd. Już wolniejszym krokiem dalej brnęła przed siebie mając nadzieję, że w końcu napotka jakieś sensowne miejsce do odpoczynku.

Podmokły zagajnik

#93
Czarny bez uchy samiec zawędrował w te rejony mając nadzieję, że biała, zwariowana wadera go tu nie znajdzie. Wolał się od niej nie zarazić, później by chodził tylko i bredził od rzeczy. W sumie z drugiej strony skoro udało mu się zyskać błogą samotność, może przydałoby się znaleźć jakąś kryjówkę i sposób by skutecznie usnąć. Coraz mądrzejszym stawał się pomysł by z rozbiegu przyrżnąć łbem w drzewo i "usnąć". Co prawda wiązało się to z bólem głowy, ale gotów był zaryzykować. Nie miał zamiaru kolejnego dnia nie spać, powoli zaczynał wariować przez to, a jeszcze bardziej przez obrazy ICH ciał za każdym razem co zamknął oczy.
- Za jakie grzechy? - westchnął siadając na kępce mchu. Spojrzał przygnębiony w niebo. Żałował, że zostało w nim nieco uczuć, przynajmniej teraz nie czuł by takiego bólu. Położył się na miękkim podłożu, a z krzaków na wprost jego pyska wybiegła rozgdakana panicznie perlica. Wilk zrobił wielkie oczy nie rozumiejąc co się stało, a gdy odzyskał świadomość rzucił się w pościg za nim. Przecież od kilku dni nic nie jadł. Jak mogłem zapomnieć o czymś takim, pomyślał biegnąc za drobiem ile sił w łapach z nisko zawieszoną głową by w biegu złapać ofiarę. Po niecałej minucie pościgu już ją prawie miał i zatrzaskując paszczę poczuł dziwne uderzenie od boku przez które z impetem przekoziołkował i padł na ziemię dwa metry dalej trzymając w napełniającym się krwią pysku pierzastą uciekinierkę. Chyba jestem za stary, jak mogłem nie zauważyć drzewa, powiedział sobie w głowie podnosząc się z zamarzniętych traw otulonych delikatną pierzynką śniegu. Wypuścił martwe truchło z pyska i się otrzepał energicznie potrząsając głową przy okazji.
- Ty nie jesteś drzewem. - powiedział zaskoczony dostrzegając samicę, która go "potrąciła". Dodatkowo wzbierał w nim także gniew, że na niego wpadła. Oblizał swój pysk z krwi i przestąpił o krok by mieć między łapami upolowaną ptaszynę. Pochylił łeb podnosząc ogon, ale się nie zjeżył. Patrzył na nią czujnie ślepiami o różniących się od siebie kolorach nieba i ziemi. Czekał na przeprosiny z jej pyska.

Podmokły zagajnik

#94
Szła coraz wolniej, podmokłe tereny wydawały się nie kończyć. Miała tylko nadzieję, że nie krąży w kółko. Jeśli zawiedzie ją nawet orientacja w terenie, nie zostanie jej już chyba nic innego jak skoczyć z klifu. Chuda, kulawa, a do tego jeszcze zakręcona. Tego już by nie przełknęła.
Nagle ciszę przerwało gdakanie. Podniosła głowę i nadstawiła uszu. Chyba perliczka. Oblizała pysk. Nie pogardziłaby taką, a sądząc po odgłosach, biegła idealnie w jej kierunku. Późniejszy łańcuch myśli był bardzo szybki. Perliczki nie gdaczą tak głośno same z siebie, co oznacza, że ktoś musiał ją spłoszyć. Skoro perlica biegnie w jej kierunku to ten ktoś z pewnością również. No i doczekała się tego jakże oczekiwanego spotkania. Teraz do jej nozdrzy dobiegł zapach obcego wilka. Zanim zdążyła czmychnąć coś uderzyło ją w bok przewracając na ziemię. Cholera jasna, znowu to samo! Atakują zanim się odezwą! Podniosła się z ziemi tak szybko, jak było to możliwe. Odwróciła się w kierunku wilka. Samiec, całkiem spory, blizny na pysku. Pewnie zaprawiony w bojach. Z pyska spływa krew perlicy, zdobycz między jego łapami. No dobra, to co teraz? Grać uległą i się wycofać? Zanim zdążyła przemyśleć inne opcje samiec otworzył pysk i się odezwał. Wrona nie wytrzymała i wypaliła- Gratuluję spostrzegawczości- W życiu najbardziej nie lubiła durnego gadania. Jej duma miała zostać jednak szybko kopnięta burczeniem w brzuchu, które przecięło ciszę. Świeża krew perlicy zrobiła swoje, w końcu od jakiegoś czasu przez ból w nodze nie udało jej się niczego złapać. Spojrzała na samca. Nie wyglądał na takiego co się podzieli. Zresztą co tu dzielić jedną perlicę. Miała wielką ochotę się cofnąć, ale duma jej nie pozwalała, więc tkwiła w miejscu ze spuszczonym łbem.

Podmokły zagajnik

#95
Źrenice mu się zmniejszyły wrogo, gdy do niego burknęła ironicznie. Szybko jednak gniew mu znikł, gdy do jego uszu dotarł jękliwy pomruk jej trzewi. Stanął wyprostowany i przechylił nieco łeb patrząc na nią zaskoczony. Nie opuścił całkowicie swojego ogona, ale nieco opuścił tworząc spiętą prostą linię ze swoim grzbietem. Przez chwilę rozpracowywał w umyśle, co to za dźwięk, a gdy udało mu się go zidentyfikować spojrzał kątem oka na perlicę. Cofnął się i przysunął pyskiem ptaka w jej stronę. Zerknął na nią obojętnie i poszedł się ułożyć pod drzewem na mchu. Był niezwykle zmęczony, nie chodziło tu o pościg, czy głód. Miał problemy ze spaniem i źle to na niego wpływało.
- Nabierzesz sił. Ta łapa nie wygląda ciekawie. - mruknął bez emocji, ale wiedział, że jej się posiłek bardziej przyda niż jemu. Jego brzuch nie domagał się na głos jedzenia, jej tak co oznaczało, że dłużej niż on chodziła bez posiłku. Z resztą nie dziwił się, z kulawą łapą sam pewnie miałby problemy ze złapaniem zdobyczy. Westchnął i znużony położył pysk na łapach. Zastanawiał się czy sam nie jest już na coś chory skoro nie potrafi zasnąć. Obserwował ją uważnie, ale nie obawiał się żadnego ataku z jej strony. Skok przez nią wykonany w jego stronę, musiałby być dla niej bardzo bolesny, zważywszy na to, że trzeba się wybić z tylnych łap. Gdyby zaczęła w jego stronę biec, zdążyłby wstać i przyszykować kontrę co skończyło by się dla niej nie tylko bólem w słabej kończynie.
- Smacznego. - rozdziawił szeroko pysk obnażając swoje zęby i zwijając język w ziewnięciu. Oblizał pysk z perliczej krwi i położył łapę na oczach, mając nadzieję, że to jakoś zapobiegnie złym obrazom. Nie raz miał ochotę wydrapać sobie oczy, ale powstrzymywało go przekonanie, że to by nic nie dało. Wtedy cały czas otaczałaby go ciemność, przez co cały czas widziałby ten makabryczny moment. Gdyby wiedział, że to on ich zabił, prawdopodobnie załamałby się i skończył z sobą.

Podmokły zagajnik

#96
Cóż za ujma na honorze żeby tak burczeć przy obcym osobniku! Wszystkie mięśnie w jej ciele nagle napięły się w stresie. Normalnie swoje problemy próbowała ukrywać tak bardzo, jak tylko się dało. Nic dziwnego, że cała się spięła, gdy te zostały tak łatwo obnażone. Oczywiście, miała problemy z polowaniem. Łapa tego nie ułatwiała, szczególnie w okresach, gdy nie tak znów stara rana zaczynała pobolewać. Zazwyczaj przeczekiwała ból lub próbowała tłumić go ziołami. Trzeba było trochę przegłodować, ale co mogła na to poradzić? Spojrzała na niego z czystym zdziwieniem, gdy przesunął drób w jej kierunku. Jednak szybko jej oczy zmrużyły się podejrzliwie.
-Nie potrzebuję litości.- rzekła beznamiętnie-Nogę mam jaką mam, ale potrafię o siebie zadbać.
Brzuch odezwał się ponownie. Wadera mruknęła niezadowolona.
-Wezmę drób, ale potraktuję go jako prezent. Prezenty wymagają rewanżu, więc przy najbliższej okazji oddam ci trochę mięsa.
Chwyciła perlicę i cofnęła się o kilka kroków. Wgryzła się w mięso jednocześnie starając się obserwować obcego samca. Jego zachowanie było dziwne. Znużony, ale jednak oddaje posiłek. Zakrywa oczy łapą, ale oddech wskazuje, że nie śpi.
-Jesteś tutejszy?- zapytała w końcu. Dobrze byłoby wiedzieć kto stawia jej dzisiejszy posiłek. -Ja jestem Wrona i dopiero co tu przybyłam.- dodała po dłuższej chwili.

Podmokły zagajnik

#97
- Gdybym chciał się nad tobą zlitować, po prostu rozszarpałbym ci gardło. - zatrzymał się i spojrzał na nią poważnie. Była od niego starsza, więc pewnie wiedziała, że w stadzie by ją po prostu wygnali nie ważne jak silne więzi by ich z nią łączyły. Selekcja naturalna. Wilki chyba bardziej niż inne zwierzęta, znają to pojęcie. Dlatego zawsze polują na słabe, chore lub ranne osobniki. Dlatego z watahy wyrzucane są inne wilki z tych samych powodów, dla których akurat zabijają takie, a nie inne zwierzęta. Stado by przetrwać potrzebuje silnych i zdrowych członków, w przeciwnym wypadku zginie. Test choć był młodszy, doskonale o tym wiedział. Nie raz zdarzyło mu się wygonić ze stada przyjaciela, czy jakiegoś starca. Mógłby nawet przyjąć poprzedniego alfę, grupy której to on później przewodził, ale basior z jednym kikutem spowalniałby tylko watahę, a przez dokarmianie niepełnosprawnego pyska ktoś inny miałby mniej jedzenia co skończyło mogłoby się skończyć śmiercią zdrowego wilka, lub buntem.
- Lepiej żebyś ty się najadała, niż kierowana dumą głodowała, co spowodowałoby w pewnym momencie, że plułabyś sobie sama w pysk ze złości. - mruknął układając się pod drzewem. Przeciągnął się i położył. Bardzo starał się usnąć, ale nic nie pomagało. Nawet nie chodziło o obecność obcej. Po prostu co zamknął ślepia widział te koszmarne obrazy, będące jego wspomnieniem. Zawarczał zirytowany przecierając łapą po oczach, by później ją zsunąć z pyska i odwrócić wzrok w stronę samicy, nie podnosząc się z mchu, a jedynie zmienić pozycję by leżeć na boku brzuchem i łapami do niej. Nie miał jedynie głowy położonej na posłaniu, a podniesioną skierowaną w stronę czarnej wadery.
- Też niedawno tu przybyłem. Dziwna to kraina, a wilki jeszcze dziwniejsze. - odrzekł obojętnie znów ziewając. Poznał tylko jedną samicę i nie wydawała się jakaś rozgarnięta. Tym bardziej, że jej słowa były... no cóż, dziwne i nie dawał im wiary. No bo, jaki wilk oglądał świat z nieba leżąc na chmurce i widząc wyraźnie wszystko jakby do obiektu swoich zainteresowań podszedł? - Testament. - rzucił od niechcenia patrząc jak ta zachowując dystans, spożywa ptaka. - Niewiele tego, ale przynajmniej twój brzuch nie będzie cię zdradzał podczas polowań, pani Wrono. - dodał z szacunkiem i jej kiwnął głową.

Podmokły zagajnik

#98
-W takim razie mamy różne pojęcie litości- westchnęła. Każdy prędzej czy później spotka się z kostuchą. Sęk w tym, że nigdy nie wiadomo kiedy to nastąpi. Tak więc Wrona nigdy nie odważyłaby się zadecydować za siły wyższe i z tak zwanej litości skrócić cierpienia. Gdyby myśleć o tym w ten sposób, od półtora roku powinna być martwa. Nie jest i całkiem jej z tym dobrze. –Nie czuję się wystarczająco cierpiąca by umierać. Jak już powiedziałam, umiem o siebie zadbać- dodała po chwili. Z apetytem wgryzała się w mięso perlicy. Ach, jak dawno nie miała niczego w pysku. Szkoda tylko, że ptak był tak niewielki.
-A co się tak o mnie martwisz? Nie żebym narzekała, ale przed chwilą mówiłeś, że z litości można mnie co najwyżej zabić, a jednak się dzielisz.- zmniejszyła prędkość z jaką pochłaniała ptaka. Największy głód został zaspokojony, teraz dobrze by było odrobinę się pocieszyć zdobyczą. W końcu nie wiedziała kiedy dorwie następną. Nieznajomy naprawdę nie wydawał się być zainteresowany upolowanym drobiem, więc po co miałaby się spieszyć.
Słysząc jego imię zaśmiała się pod nosem –Nic dziwnego, że z takim imieniem mówisz tak ponure rzeczy- dokończyła spożywać perlicę, powoli podniosła się z ziemi- Dziękuję, ten gest wiele dla mnie znaczy. I żadna ze mnie „pani”- nie wiedziała czym sobie zasłużyła na takie miano, ale dość przyjemnie połechtało jej ego.

Podmokły zagajnik

#99
- Każdy się czymś różni, inaczej na świecie wszyscy byliby tacy sami co spowodowałoby, że życie jest nudne, a to całym sowim apogeum skończyłoby się zagładą, nawet jeśli znalazłby się ktoś wyróżniający, przez co inni zaczęliby się buntować. Jak to mówią wszystkie drogi prowadzą do ziemi. - odetchnął głęboko jakby chciał odzyskać niedobór powietrza spowodowany swoim małym apokaliptycznym wykładem na jednym wdechu.
- Skoro nie czujesz się cierpiąca, ani umierająca to jedz. - mruknął z zamkniętymi oczami. Wątpił by samica się najadła ptaszyskiem, ale przynajmniej zaspokoi swój głód i może nabierze nieco sił.
Akurat zmieniał pozycję gdy zadała mu pytanie. Basior spojrzał na nią zaskoczony z szeroko otwartymi oczami. Nie przyszło mu przez myśl, że się o nią martwi, a ta wywnioskowała to z taką lekkością jakby miał to wypisane na czerepie, albo boku. Przez zdziwienie także nie odpowiedział od razu i zamyślił się nad tym co jej powiedzieć. Długo mu to zajęło starał się ułożyć jakieś zdanie z rozsypanki słów w jego głowie, ale nic mu nie pasowało, by odpowiednio zaspokoić jej ciekawość, bo sam nie odczuwał tego jako troski o nią. Była obca, starsza od niego i doświadczona przez życie by nie powiedzieć kaleka. Nie miał powodów by się nad nią rozczulać, żyła dłużej niż on, mogła być jego matką, a mimo to on oddał jej swoją zdobycz, za którą pognał obojętnie przez to, że przypomniało mu się iż jest głodny. Może to faktycznie starość?
- Nie wiem. - wypalił nie zdając sobie z tego sprawy. Nawet patrząc na nią nie był świadom tego, że coś jej odpowiedział. Na pewno coś takiego pomyślał i przez przypadek zrobił to na głos. - Po prostu wydało mi się, że ty lepiej na tym skorzystasz, jeśli ci to przeszkadza mogę odebrać zapłatę, na przykład odgryzę ci ogon. - odpowiedział poważnie co było znakiem tego iż to jest jego odpowiedź, nad którą tak wytrwale myślał.
Przymrużył oczy nieco marszcząc z niezadowoleniem nos. Po chwili łańcuch na jego pysku zabrzęczał, a basior położył pysk na łapach odwracając się grzbietem do niej. Tylko przyjaciele i rodzina mogła do niego zwracać się imieniem, które nadała mu matka samica nie byłą żadnym z tych dwóch, więc przedstawił się mianem nadanym przez ludzi. To że było głupie to jedna sprawa, druga, że on o tym doskonale wiedział, a trzecia, że nie potrzebnie skomentowała jego durne miano, które malowało go jako psa Kostuchy. Tego, który był tam gdzie ktoś umierał, tego, który wysłuchiwał ostatnich skomleń i błagań o życie, tego, który wykańczał bez zastanowienia. Paradoksem było, że prawdziwe imię oznaczało pełnego życia i radości wojownika, w języku wilków z jego rodzinnych stron. Nie był pewien czy jeszcze kiedyś będzie tym wojownikiem. Przyjaciele wprowadzają w życie zamęt, a przez to radość bo już się nie jest samemu, a rodzina sprawia, że ma się wolę do walki i sens życia. Obecnie basior nie miał ani jednego ani drugiego. Był jedynie wojownikiem, więc czemu by nie ponurym kundlem Śmierci?
Jego ogon nieznacznie machnął, gdy mu podziękowała. Był wdzięczny, że nie jest sam, choć mało to okazywał. Z drugiej strony wolał się odgrodzić od niej szczelnym murem by nie zrobić jej krzywdy. Nie jeden wilk padł od jego kłów przez rozkaz człowieka i mimo, że dawno nie zabił pobratymca przez dwunożnego, obawiał się, że może to zrobić z przyzwyczajenia.
- Twoje też nie napawa optymizmem, biorąc pod uwagę fakt, że wrony to śmierciojady i zdrajcy. Są zawsze tak gdzie coś padło, albo coś padnie. - burknął, lecz się do niej nie odwrócił. Odpowiedział tylko po to by, nie poczuła się zbyta i obrażona przez to, że położył się na drugim boku grzbietem do niej. Uraziła go swoim komentarzem, ale zważywszy na to co właśnie powiedział wychodziło na to, że spłacił dług. Dopiero teraz dotarło do niego, że są podobni pod względem imienia i umaszczenia.

Podmokły zagajnik

#100
-To prawda- krótko i zwięźle, wystarczy, że basior się nagadał. I w tym temacie miała lekko odmienne zdanie, ale postanowiła się nim nie dzielić. Jej wizje były mniej apokaliptyczne, bardziej skupiające się na nudnym aspekcie jednakowości i tym jak nienaturalny wydawał jej się ten stan. Przyroda była różnorodna, trudno żeby zwierzęta były takie same, choćby umysłowo. Jadła dalej nie komentując. Fakt, że w końcu wgryzła się w mięso perlicy był wystarczająco dosadną odpowiedzią na słowa czarnego.
Cisza, która zapadła po zadanym przez nią pytaniu raczej ją ucieszyła. Znaczy, że trafiła albo w sedno, albo bardzo blisko niego. Obserwowała uważnie basiora licząc, że jego zachowanie powie jej coś więcej. Niestety poza zdziwieniem nie odczytała zbyt wiele więcej. Dla niej to również była tajemnica, dlaczego się podzielił. Powinien na nią warknąć i zjeść perlicę na jej oczach, nie przejmując się burczeniem żołądka czy nawet prośbami (do których swoją drogą by się nie zniżyła). Powinien dbać w pierwszej kolejności o siebie, a pomyślał o okulałej prawie staruszce. Gdy padła jego groźba, Wrona spojrzała mu w oczy tymi swoimi bladymi ślepiami, chwilę popatrzyła po czym odrzekła- Nie zrobiłbyś tego- po czym wróciła do jedzenia. W jej głosie słychać było niezachwianą pewność, która wynikała z trudno stwierdzić czego. Być może wychodziła z założenia, że skoro już ją dokarmia, to nie ma zamiaru okaleczać jej jeszcze bardziej.
Chwilę później ktoś się nieco obraził. Najwyraźniej trafiła w czuły punkt. No cóż, zdarza się, nic już na to nie poradzi. Nie miała zamiaru przepraszać, bo i nie widziała do tego powodu. Nie miała szczerego zamiaru go zranić, nie powiedziała niczego, co dla osoby trzeciej wydałoby się niezwykle krzywdzącym. Tak więc Wrona przemilczała fakt, że basior odwrócił się do niej grzbietem.
-Przykro mi, wszystkie Zięby, Sikorki i Wróble były już zajęte- każde z imion wymówiła bardzo powoli. Ach, jak dawno nie czuła na języku imion rodzeństwa. Czasem zastanawiała się, co się z nimi dzieje. Czy ich życia też potoczyły się tak różnorodnym szlakiem, jak jej, czy może spędzili je spokojniej w rodzinnych stronach. Jej również umknęło jak podobni pod względem imion byli. Właściwie nie tylko imion. Oboje czarni o przyciągających oczach, z łatwo zauważalnymi bliznami przeszłości. Mogła się założyć, że w przypadku jej nowego znajomego te blizny zdobiły nie tylko jego ciało, ale i umysł. Chociaż właściwie, u kogo tak nie było? Każdy, kto przeżył więcej niż rok jakieś posiadał.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron